dwutygodnik internetowy
22.02.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Paryski szczyt – klimat i sumienie

Aby nie dopuścić do trwałych negatywnych skutków globalnego ocieplenia, w ciągu kilkunastu lat musimy zupełnie zmienić nasze podejście do wykorzystywania dóbr materialnych. Musimy rozbudzić sumienia i troskę o ziemię. Musimy, zgodnie z apelem papieża, dokonać ekologicznego nawrócenia.

ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

Z powodu zawirowań na polskiej scenie politycznej  łatwo było przeoczyć ostatni szczyt klimatyczny w Paryżu. Tymczasem zawarte tam Porozumienie, z wielu względów wyjątkowe, może okazać się dokumentem przełomowym, wyznaczającym cezurę dla rozwoju współpracy międzynarodowej i rozwoju gospodarczego, przyczyniając się do rozwiązania jednego z najpoważniejszych zagrożeń naszych czasów.

Kompromis, który nie zadowala nikogo

Klimat Ziemi ociepla się. Istnieje powszechny naukowy konsensus, że przyczyną tego ocieplenia jest działalność człowieka, a w szczególności emisja tak zwanych gazów cieplarnianych takich jak dwutlenek węgla (CO2) czy metan (CH4). Tezy tej, wobec przedstawionych dowodów, nie neguje żaden liczący się ośrodek naukowy o ustalonej renomie. Powszechnie uważa się, że problemu antropogenicznego globalnego ocieplenia nie można rozwiązać inaczej niż na gruncie ścisłej międzynarodowej współpracy wszystkich państw. Wysiłki na rzecz osiągnięcia międzynarodowego konsensusu w tej sprawie podejmuje się od początku lat 90.

Porozumienie Paryskie zawarte 12 grudnia 2015 roku kończy długą, bo osiemnastoletnią drogę do podpisania umowy międzynarodowej zastępującej protokół z Kyoto z 1997 roku. Jego celem jest zapobiegnięcie dalszym zmianom klimatu spowodowanym przez człowieka oraz walka z już widocznymi negatywnymi efektami globalnego ocieplenia „w kontekście zrównoważonego rozwoju i wyeliminowania ubóstwa” (art. 2).

W art. 2 został określony długoterminowy cel sygnatariuszy Porozumienia: zatrzymanie wzrostu średniej globalnej temperatury powierzchni Ziemi znacznie poniżej 2 stopni Celsjusza względem temperatury z epoki przedindustrialnej” – najlepiej zaś poniżej 1,5 stopnia. Żeby osiągnąć ten cel, strony porozumienia zamierzają powstrzymać wzrost (wciąż przyspieszający od XIX wieku) emisji gazów cieplarnianych tak szybko jak to możliwe”, a następnie gwałtownie zredukować emisję, aby w drugiej połowie wieku osiągnąć równowagę między emitowanymi i pochłanianymi gazami cieplarnianymi (art. 4 ust. 1).

Redukcja emisji gazów cieplarnianych ma następować zgodnie z zadeklarowanymi przez każdą ze stron celami. W tekście Porozumienia zawarto też między innymi mechanizm przeglądu złożonych przez strony zobowiązań oraz deklarację krajów rozwiniętych do wsparcia krajów rozwijających się w wysiłku zmierzającym do ograniczenia emisji (na przykład poprzez wsparcie finansowe na poziomie stu miliardów dolarów rocznie, transfer technologii czy pomoc rozwojową).

Przyjęty dokument jest daleki od doskonałości. Porozumienie Paryskie jest krytykowane za ogólnikowość, brak skutecznych mechanizmów kontrolnych i możliwości wyegzekwowania na poszczególnych państwach przestrzegania zakładanych ograniczeń emisji. Ograniczenie wszystkich emisji do poziomu wynikającego z zadeklarowanych zobowiązań poszczególnych państw nie wystarczy też do osiągnięcia zakładanych długoterminowych celów.

Niemniej trudno przecenić znaczenie Porozumienia Paryskiego. Po latach niepowodzeń w podpisaniu akceptowanej przez wszystkie państwa klimatycznej” umowy międzynarodowej, wreszcie osiągnięto konsensus. Przekonanie o zagrożeniach, jakie niesie globalne ocieplenie, stało się powszechne i widoczne choćby w stopniu zaangażowania dyplomacji największych graczy (w tym USA, Chin i UE) dążących do zawarcia Porozumienia. Jeśli utrzyma się determinacja wspólnoty międzynarodowej, wynegocjowany dokument, mimo swoich niedoskonałości i kompromisowości, może stać się pierwszym krokiem w kierunku zmian, które trudno określić inaczej niż rewolucyjne.

Dwa stopnie Celsjusza a nowy telefon

Co tak na prawdę oznaczają cele określone w Porozumieniu Paryskim? Jaki wpływ na sytuację na świecie i na życie każdego z nas może mieć ich realizacja?

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że zgodnie z wynikami badań temperatura powierzchni Ziemi podnosi się, a jej wzrost i tempo są skorelowane z emitowanymi przez ludzi gazami cieplarnianymi. Uważa się, że wzrost temperatury powierzchni Ziemi o 2 stopnie Celsjusza względem temperatury z okresu przedindustrialnego (czyli sprzed rewolucji przemysłowej) jest granicą, po przekroczeniu której nastąpi wzmocnienie istniejących lub uruchomienie nowych czynników kształtujących klimat na taką skalę, że powstrzymanie ocieplenia może stać się niemożliwe. Chodzi na przykład o topnienie antarktycznego lądolodu czy stopniowe uwalnianie się wielkich pokładów hydratów metanu, w miarę zwiększania się temperatury oceanów i przesuwania granicy wiecznej zmarzliny.

Wniosek jest następujący: jeżeli chcemy zatrzymać globalne ocieplenie, musimy zaprzestać emisji gazów cieplarnianych. Nie istnieje obecnie żadna inna możliwa droga. Nawet przy założeniu, że uda się wymyślić alternatywę, jej wdrożeniu będzie musiała towarzyszyć gwałtowna redukcja emisji. W praktyce oznacza to konieczność rezygnacji z gospodarki opartej o energię uzyskiwaną ze spalania paliw kopalnych, takich jak ropa naftowa, gaz ziemny czy węgiel. Trudno obecnie wyobrazić sobie świat bez setek możliwości i udogodnień jakie daje nam relatywnie tania energia z paliw kopalnych. Spróbujmy jednak. To świat bez tanich linii lotniczych (a być może bez samolotów w ogóle), bez spalinowych silników samochodowych, bez energochłonnych urządzeń, bez tanich pomidorów sprowadzanych w środku zimy. W tym świecie trudniej dostępna energia zwiększa koszty wielu dóbr i usług, do których dostępności jesteśmy przyzwyczajeni. Nie ma w nim miejsca na wymianę telefonu komórkowego co pół roku. Nie do utrzymania jest też poziom konsumpcji stanowiący normę w krajach rozwiniętych i obiekt marzeń w krajach rozwijających się.

Co gorsza – jeśli wziąć sobie do serca ostrzeżenia – na zmiany nie ma wiele czasu. Temperatura powierzchni Ziemi od początków rewolucji przemysłowej podniosła się już o ponad jeden stopień, a jej wzrost przyspiesza. Szacuje się, że w zależności od różnych scenariuszy na redukcję emisji gazów cieplarnianych do zera mamy kilkanaście lat(!). Oczywiście na taką rewolucję nie jesteśmy gotowi. Pomijając kontekst gospodarczy, polityczny czy ekonomiczny, na gruncie społecznym wymaga ona zmiany przyzwyczajeń, stylu życia, a przede wszystkim sposobu myślenia o człowieku i jego relacji do świata, zasobów, innych ludzi. Wymaga rozbudzania sumień i troski o Ziemię, swego rodzaju ekologicznego nawrócenia.

Franciszek i rewolucja

Nie jest przypadkiem, że od dawna zapowiadana encyklika papieża Franciszka Laudato Si’ ukazała się na pół roku przed paryskim szczytem klimatycznym. Franciszek postrzega w niej kryzys ekologiczny nie tylko jako problem zmian klimatycznych, ale znacznie szerzej, uwzględniając zanieczyszczenia, dostępność wody, zatracanie różnorodności biologicznej, pogarszanie jakości życia, tworzenie systemów nierówności społecznej, obejmując tym samym całe stworzenie. Źródło tak ujętego kryzysu identyfikuje papież w „takim sposobie rozumienia życia i ludzkiego działania, który uległ wypaczeniu i przeczy rzeczywistości, aż po jej zniszczenie” (101). Przykładem takiego „rozumienia życia i działania” może być relatywizm czy powszechność „paradygmatu technokratycznego” (wyrażającego się w stosowaniu metodologii i celów nauk technicznych w kontekście funkcjonowania społeczeństwa i relacji ludzi ze stworzeniem). Dlatego papież Franciszek, adresując encyklikę do „wszystkich osób dobrej woli”, w trosce o „wspólny dom” wzywa do wspólnotowego ekologicznego nawrócenia, dla którego znajduje umotywowanie w chrześcijańskiej duchowości.

Ekologiczne nawrócenie – podkreśla papież – jest „konsekwencją spotkania z Jezusem w relacjach z otaczającym światem” (217). Efektem takiego ekologicznego nawrócenia jest budowanie relacji ze stworzeniem (czyli także ludźmi) w oparciu o takie postawy jak wdzięczność, bezinteresowność, gotowość do wyrzeczeń, wielkoduszność i świadomość powszechnej komunii (220).

Nasz świat stoi przed poważnym kryzysem – zmiany klimatu są tylko jego częścią. Istotą konferencji w Paryżu i zawartego Porozumienia jest dostrzeżenie przyczyny tego kryzysu w działaniu ludzi i próba jego rozwiązania. Koniecznym rozwinięciem tego podejścia jest odnowa nie tylko w wymiarze „technicznym” (na przykład ograniczania emisji), ale i etycznym, w obszarze wartości. Cytując za Franciszkiem inauguracyjną homilię Benedykta XVI: „Na świecie jest coraz więcej […] zewnętrznych pustyń, ponieważ pustynie wewnętrzne stały się tak rozległe”. Z rewolucją w sposobie życia wynikającą z walki ze zmianami klimatycznymi musi iść zatem w parze rewolucja sumień. Oczywiście skala, złożoność i trudność związane ze stojącymi przed nami wyzwaniami są ogromne. Jak jednak pociesza papież Franciszek: „Pielgrzymujmy, śpiewając! Niech nasze zmagania i nasz niepokój o tę planetę nie odbiera nam radości i nadziei!” (244).