dwutygodnik internetowy
09.03.2015
magazyn papierowy


Odurzający kult

Czy legendarnego mężczyznę w białym garniturze i figurkę szkieletu można uznać za postacie świętych? Można. To Jesus Malverde i Santa Muerte z Meksyku – patroni handlarzy narkotyków – których kult zarówno w wymiarze religijnym, jak i kulturalnym jest w tym kraju coraz bardziej popularny.

Ilustr.: Anna Krztoń

Ilustr.: Anna Krztoń

Odkąd w 2006 roku Felipe Calderón wypowiedział wojnę kartelom, Meksyk skąpany jest we krwi. Według różnych szacunków, w trwającym już dziewięć lat konflikcie zginęło od 80 do 120 tysięcy osób. Eskalacja wojny narkotykowej i przemocy w Meksyku umożliwiła zaistnienie zjawiska „narkokultury” i „narkoreligii”. Meksykańska kultura „narko” wytworzyła własną muzykę, telenowele, literaturę, slangi, a nawet wierzenia i religię.

Kraina karteli 

Owa kultura narkotykowa fascynuje coraz większą część Meksykanów, zwłaszcza w stanie Sinaloa, leżącym w północno-zachodniej części kraju. Przez wiele pokoleń w górach Sierra Madre hodowano opium. Dzisiaj region ten nadal słynie z produkcji i handlu narkotykami (głównie marihuaną i kokainą), a wiele barów, restauracji, warsztatów samochodowych czy sklepów funkcjonuje dzięki wsparciu „narkohandlarzy”. To stąd wywodzi się jeden z największych karteli w kraju – kartel Sinaloa. Gdy w 2014 roku policja zatrzymała jego przywódcę Joaquina „Chapo” Guzmana, kilkuset mieszkańców Sinaloi wyszło na ulicę, aby wyrazić swoje poparcie dla bandyty. Często bowiem gangsterzy uważani są przez miejscowych za dobrodziei i sponsorów, mając opinię współczesnych Robin Hoodów. Nierzadko w tej części państwa nazywa się ich valientes, czyli „odważnymi”. Tworzą się wokół nich różne legendy i mity, które umacniane są przez miejscowych śpiewaków, wykonujących tak zwane narcocorridos – ballady narkotykowe. Pieśni te opowiadają o narkotykowych bossach, przemytnikach, strzelaninach, morderstwach i nalotach policji. Opisują brutalność karteli i „narkoświat”. Teksty utworów odnoszą się również do konkretnych wydarzeń, pojawiają się w nich prawdziwe daty i miejsca. Na przykład piosenka 118 balazaos (118 kul) opowiada o tym, jak pewien gangster przeżył zamach. Zaczyna się następująco:

Strzelali do mnie z bliska,
Z najprawdziwszych Kozich Rogów,
By mieć pewność że zginę.
Padło sto osiemnaście kul,
Lecz Bóg mnie ocalił.

„Kozie Rogi” to oczywiście kałasznikowy. Popularność kapeli wykonujących narcocorridos sięga także poza granice Meksyku – dotarła do krajów Ameryki Środkowej i do Stanów Zjednoczonych, w których obecna jest pośród społeczności latynoskiej. Muzycy wydają nawet płyty i kręcą teledyski – przeważnie za pieniądze baronów narkotykowych. Wiele kapel wykonujących ballady nie ukrywa, że współpracuje z kartelami. Nie tylko wysoko postawieni w hierarchii, ale także niżsi rangą mafiosi zamawiają u zespołów ballady. Ich głównym celem jest rozsławianie samych siebie – swoich nazwisk lub pseudonimów. Corridos przedstawiają gangsterów jako ludzi nieustraszonych, odważnych i hojnych, działając tym samym na wyobraźnię wielu Meksykanów.

Meksyk nie jest jedynym krajem, w którym przestępcom wystawia się laurki. Przykładem mogą tu być Stany Zjednoczone i muzyka gangsta-rap, która była bardzo popularna w latach 80. i 90. Czarnoskórzy raperzy rymowali o narkotykach, przemocy, wrogach i przestępczości zorganizowanej. Według niektórych muzyka ta nakręcała spiralę wrogości między Wschodnim a Zachodnim Wybrzeżem. To właśnie doprowadziło do zabójstw dwóch znany raperów: Tupaca Sharkura i The Notoriusa Biga, którzy dla wielu młodych Amerykanów byli idolami i wzorami. Kult mafijny istnieje również we Włoszech, w których do dziś można kupić koszulkę, zapalniczkę albo inny gadżet z wizerunkiem Ojca Chrzestnego.

Wielu mieszkańców kolumbijskiego miasta Medellín opłakiwało jednego z największych baronów narkotykowego świata, Pablo Escobara, gdy ten został zastrzelony przez policję. Choć był on odpowiedzialny za śmierć wielu niewinnych ludzi i słynął z okrucieństwa, Escobar w swoim rodzinnym mieście kojarzył się z hojnością i dobrodziejstwem. Jednak to właśnie w Meksyku, w przeciwieństwie do USA, Włoch czy Kolumbii (gdzie również trwała krwawa wojna nie tylko z kartelami, ale także z partyzantkami i szwadronami śmierci), „narkokultura” odciska największe piętno na lokalnej społeczności. Meksykańska narkotykowa rzeczywistość wytworzyła własną religię, własne sekty oraz własnych świętych.

Święta Śmierć

Jedną z takich świętych postaci dla narkotykowych mafiosów w Meksyku jest Santa Muerte czyli Święta Śmierć. Kult tej „świętej” figurki jest coraz bardziej popularny w tym latynoskim państwie. Santa Muerte jest szkieletem płci żeńskiej, owiniętym szatą o różnych kolorach. Czasami w jednej ręce trzyma kosę i ma na sobie złotą biżuterię. Każdego roku, 1 listopada, tysiące Meksykanów zbierają się w dzielnicy Tepito w Mexico City (tam jest najbardziej popularna), aby modlić się i oddawać jej hołd. Do kapliczek poświęconych Świętej Śmierci wierni przynoszą słodycze, owoce, kadzidła, pieniądze, a nawet alkohol czy papierosy. Przynosi się także szaty lub świece w różnych kolorach. Każdy kolor ma swoją symbolikę. Biały oznacza czystość i wdzięczność, czerwony – miłość, złoty – pieniądze, sukces i dobrobyt, czarny – nieszczęścia sprowadzane na wrogów (ma też chronić przed czarną magią i czarami), kolor zielony symbolizuje sprawiedliwość, ciemnożółty – zdrowie, niebieski – mądrość i powodzenie w edukacji, a brązowa barwa ma służyć do wywoływania duchów. Postać Świętej owiana jest mitami i legendami. Kogoś miała uzdrowić z nowotworu, kogoś innego ze ślepoty, innym zapewniła ponoć dobrobyt i bezpieczeństwo. Jest popularnym bóstwem pośród biedoty oraz osób, które wykonują niebezpieczne nocne zawody, między innymi policjantów, prostytutek, taksówkarzy, właścicieli barów, żołnierzy oraz oczywiście gangsterów.

Kult Santa Muerte mocno kojarzy się z przestępczością. Przez baronów narkotykowych uznawana jest za „patronkę handlarzy narkotyków”. Mówi się, że ma usprawiedliwiać porwania, handel środkami odrzucającymi i morderstwa dokonywane przez mafiosów. Natomiast ćwiartowanie ofiar, ucinanie im głów bądź ich palenie ma być składaną dla niej ofiarą. Zdarzył się nawet przypadek odnalezienia masowego grobu z ciałami pięćdziesięciu osób, które miały na sobie biżuterię i tatuaże z wizerunkiem Santa Muerte. Kartele narkotykowe (np. Las Zetas) stawiają jej ołtarze, które niszczone są przez wojskowych. Katolicy twierdzą, że Święta Śmierć jest dziełem szatana, Kościół wielokrotnie krytykował oddawanie jej czci, twierdząc, że jest to bluźnierstwo przeciwko religii. Mimo krytyki ze strony władz i duchowieństwa, w Meksyku, USA i Ameryce Środkowej ma ona już kilka milionów wyznawców.

Święta Śmierć nie jest jedyną patronką los narcos. Inną równie ważną i znaczącą postacią jest dla nich Jesus Malverde. W przeciwieństwie do Świętej Śmierci, nie wygląda tak strasznie i ponuro. Przypomina normalnego mężczyznę: ma wąsy, biały garnitur i czasami kapelusz. W centrum stolicy Sinaloa, w mieście Culiacan, znajduje się poświęcona mu kaplica. Podobno urodził się w 1870 roku i w wieku 39 lat został zabity. Nie do końca wiadomo, jak stracił życie. Według jednych źródeł miał zostać zdradzony przez przyjaciela i zabity przez niego, inne wersje mówią, że został powieszony bądź zastrzelony przez policję. Jest uznawany za patrona handlarzy i przemytników narkotyków. Miejscowi rolnicy dziękują mu za obfite zbiory upraw marihuany lub maku, a „narkohandlarze” za udany przemyt. Mafiosi ozdabiają jego podobizną broń albo samochody, a narcocorridos śpiewają o nim ballady. Jedna z nich brzmi tak:

Z rękami pełnymi opiumowej gumy pozdrawiam Malverde.
On mi ufa, to jemu składam obietnice,
A Bóg się do tego nie miesza. On nie pomoże ci w tym fachu.
Wiem, że narkotyki są złe, ale to dzięki nim zarabiam pieniądze.
Nie wińcie Sinaloa, wińcie cały Meksyk.
Tutaj biznes kwitnie wszędzie i na całym świecie.
Dziś wybieram się do Culiacan nowym samochodem,
Jadę do świątyni, tam się umówiłem.
Czeka na mnie Malverde, dziś są jego urodziny.

Inny katolicyzm

Jesus Malverde (podobnie jak Święta Śmierć) nie jest oczywiście uznawany za świętego przez Kościół katolicki. Mimo to, zarówno do „pana z wąsami”, jak i do Santa Muerte modlą się nie tylko kryminaliści, ale także normalni Meksykanie. Jemu również przypisuje się cuda uleczenia śmiertelnie chorych. Jest w tym wszystkim pewien paradoks: „Narkoreligia” i sekty tak mocno zadomowiły się właśnie w Meksyku, który uchodzi za kraj niezwykle katolicki. To tutaj na każdym kroku można zauważyć niesamowitą gorliwość religijną, a kult Matki Boskiej z Gwadelupy jest silny i znaczący. Obrazki, naklejki z postaciami świętych i różańce można zauważyć w taksówkach, samochodach, na T-shirtach czy w domach. Jednak katolicyzm w tym azteckim państwie, tak samo jak w innych krajach Ameryki Łacińskiej, ma swoją specyfikę. Meksykanie od wielu lat fascynowali się zmarłymi, świętując dość specyficznie z punktu widzenia naszej kultury Dzień Zmarłych (głównym symbolem tego święta jest czaszka), co może poniekąd tłumaczyć fascynację figurką Santa Muerte. Na Karaibach, Dominikanie i Haiti katolicyzm przeplata się z obrzędami Voodoo. W Brazylii katolicyzm łączy się z wierzeniami indiańskimi i afroamerykańskimi, a różne sekty przyciągają coraz większą rzeszę mieszkańców Kraju Kawy. Nic dziwnego, że kontynent latynoamerykański był dla Watykanu „oczkiem w głowie”. Kiedyś Stolica Apostolska nazywała ten region „kontynentem nadziei”, dziś coraz częściej mówi się, że jest to kontynent niepokoju. Jednakże na razie tylko w Meksyku „religijna sekta” zbiera śmiertelne żniwo o takiej skali.

Zarówno Kościół, jak i rząd uważają, że narkotykowy kult napędza machinę śmierci w kraju. Mafiosi sądzą, że mogą działać bezkarnie, mając za sobą „boskie” siły. Natomiast narcocorridos czynią z nich bohaterów, umacniają mit niezwyciężonych i dobrodusznych baronów narkotykowych, choć z Robin Hoodem mają oni niewiele wspólnego. Pytanie jednak brzmi: czy „narkokulturę” można winić za rozlew krwi w kraju? Kultura narkotykowa jest raczej objawem, a nie przyczyną problemu. To przecież nie figurki, filmy czy piosenki zabijają, lecz naboje. Choć oczywiście promowanie gangsterskich praktyk przez kulturę, nie mówiąc już o wmieszaniu do tego religii, na pewno nie prowadzi do wyhamowania fali przemocy. Meksyk powinien dokonać reform w edukacji, tworzyć nowe miejsca pracy i usprawnić wymiar sprawiedliwości. Być może powinien też przemyśleć zmianę polityki narkotykowej (na przykład częściową legalizację substancji odurzających), aby osłabić gangi. Luksus i bogactwo, którym otaczają się baronowie, przykuwa uwagę młodych, zdesperowanych ludzi, często pozbawionych perspektyw, którzy szukają szczęścia w „narkohandlu”. Młodzi nie mogą dalej widzieć w kartelach jedynej perspektywy rozwoju – czas wskazać im inne drogi.

  • Mateusz Augustyn

    Szkoda że do artykułu dodano tylko jedną ikonę choć z tekstu wynika że powinny być dwie.