dwutygodnik internetowy
30.01.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Norma dla człowieka, a nie człowiek dla normy: „Amoris Laetitia”

To właśnie nasza kruchość powoduje, że potrzebujemy takich dokumentów jak „Amoris Laetitia”. Musimy pracować nad sobą i potrzebujemy być prowadzeni. Wyjścia z kruchości potrzebujemy wszyscy, nie tylko osoby, które znajdują się w sytuacjach nieregularnych.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Ponad pół roku po ukazaniu się adhortacji „Amoris Laetitia” ożywione dyskusje i spory wokół jej treści wciąż trwają. W szczególności rozdział ósmy, w którym papież dotyka kwestii tak zwanych związków nieregularnych, budzi emocje. Temat adhortacji i krążących wokół niej kontrowersji został poruszony w najnowszym numerze „Więzi”, który stał się inspiracją dla spotkania zatytułowanego „Norma dla człowieka, a nie człowiek dla normy”. Celem spotkania była próba zrozumienia bogactwa treści adhortacji, wyszukanie jej głównych wątków, zwłaszcza tych niedocenionych w debacie publicznej.

W spotkaniu udział wzięli: ks. dr Krzysztof Grzywocz (teolog duchowości, kierownik duchowy i wykładowca akademicki), Ewa Kiedio (redaktorka „Więzi” i „Dywizu”), ks. dr Mirosław Tykfer (teolog, redaktor naczelny „Przewodnika Katolickiego”) oraz Krzysztof Łoskot (współtwórca ruchu Małżeńskie Drogi, Sekcja Małżeńska KIK). Spotkanie moderował redaktor naczelny „Więzi”, Zbigniew Nosowski.

Słowa–klucze adhortacji

Z istotnych pojęć użytych przez Franciszka w adhortacji Krzysztof Łoskot wyróżnił dwa: „towarzyszenie” i „stopniowość”. Papież podkreślił, że każdemu z nas jest daleko do ideału. Wychowując więc innych do miłości, w tym miłości małżeńskiej, nie możemy wyrokować odgórnie, a jedynie towarzyszyć im w rozwoju na tym etapie, jakim są. W tym kontekście ksiądz dr Mirosław Tykfer podkreślił ważne kryterium stosowane przez Franciszka także w innych dokumentach: wyższości rzeczywistości nad ideą: „Rozważania tematu małżeństwa czy praktyki duszpasterskiej nie zaczyna się od analizy ideologii. Robiąc tak, tracimy z oczu konkretnych ludzi i niepowtarzalne relacje, jakie się między nimi tworzą. Każdy człowiek, każde małżeństwo, ma swoją własną historię, która jest niepowtarzalna, a zatem nie da się do wszystkich z nich przyłożyć jednakowej idei. To postmodernistyczne założenie może wydawać się niekiedy niebezpieczne, bo znaczyłoby, że nie możemy tworzyć ogólnych pojęć czy norm. To nieprawda, możemy, ale z poszanowaniem dla niepowtarzalności historii człowieka i danej relacji małżeńskiej”.

Bardzo ważnym dla Ewy Kiedio pojęciem jest „kruchość”. Pojawia się ono w adhortacji aż czternaście razy. Papież rozumie kruchość w dwojaki sposób: jako delikatność i podatność na zranienie, ale także naszą skłonność do grzechu: „To właśnie nasza kruchość powoduje, że potrzebujemy takich dokumentów jak «Amoris Laetitia». Musimy pracować nad sobą i potrzebujemy być w tym prowadzeni. Papież pisze, że małżeństwo jest historią zbawienia, zakłada więc, że wychodzi z kruchości. A wyjścia z kruchości potrzebujemy wszyscy, nie tylko osoby, które są w tak zwanych sytuacjach nieregularnych. Troszcząc się o „misterium kruchości”, jak pięknie nazywa to Franciszek, kluczowe jest zdanie sobie sprawy z tej słabości. Nie możemy zgrywać herosów, którzy nie potrzebują Boga. Gdybyśmy nie byli słabi, Zbawiciel nie byłby nam potrzebny. Kruchość sprawia, że potrzebujemy drugiego człowieka, a drugi człowiek potrzebuje nas. Małżeństwo jest więc wzajemnym wspieraniem się dwojga ludzi, którzy są w gruncie rzeczy bardzo słabi”.

Niedocenione wątki

Dyskusję wokół adhortacji „Amoris Laetitia” w debacie publicznej zdominował wątek dotyczący możliwości dopuszczenia rozwodników do Eucharystii. Choć, jak podkreślił ksiądz dr Krzysztof Grzywocz, jest to niezwykle ważny historycznie krok, to przez skupienie się jedynie na tych kwestiach bardzo zaniedbujemy ogrom innych treści zawartych w dokumencie. Z 325 punktów adhortacji jedynie dwadzieścia dotyczy tak zwanych „kwestii nieregularnych”. Poza tym papież daje mnóstwo wskazówek dotyczących budowania więzi. „To właśnie celebracja małych kroków jest przejawem dojrzałości, która w małych gestach potrafi odnaleźć coś bardzo mistycznego” – przypomina ksiądz Grzywocz.

„Do tej pory w tego rodzaju dokumencie nie widziałem takich praktycznych, prostych uwag” – mówi Krzysztof Łoskot – „«Amoris Laetitia» jest ich pełna. A w debacie publicznej mało słyszę rozmów o miłości małżeńskiej. Kościół podkreśla w Katechizmie, że małżonkowie mają dwa równoległe zadania: wychowanie potomstwa i budowanie jedności. Dużo się mówi w Kościele o antykoncepcji, o dzieciach, ale kto uczy o miłości?”.

Wśród wielu niedocenionych wątków adhortacji Ewa Kiedio wyróżnia ten o roli kobiety w małżeństwie i społeczeństwie. Choć to temat marginalny, zdania na temat feminizmu pojawiają się bowiem zaledwie dwa razy, zauważyć należy pewną nowość w zaznaczaniu, że feminizm może mieć dobre oblicze. Już Jan Paweł II podkreślał, że starania kobiet o to, by ich rola w Kościele i społeczeństwie była większa, są jak najbardziej uzasadnione, jednak nigdy nie użył słowa „feminizm”, mówiąc, że może być w nim dobro. Franciszek już go używa i to w pozytywnym kontekście. Papież pisze również o roli matki i ojca w rodzinie. Choć są to według niego role wyraźnie przypisane, dodaje, że mogą być one elastyczne, a zadania rodziców dostosowują się do konkretnej sytuacji każdej rodziny. Wątek ten pociągnął ksiądz Tykfer, sugerując jeszcze mocniejszą wymowę papieskiego dokumentu. W innym miejscu pisze on bowiem, że to, co męskie i kobiece, nie jest czymś sztywnym. Wyraźnie widać tu otwarcie się na dyskusję nad kulturowym uwarunkowaniem płci.

Próba obiektywizacji

Po co więc powstała adhortacja „Amoris Laetitia”? Który z jej wątków można uznać za główny? Czy jej najważniejszym celem jest wykonanie historycznego kroku, jakim byłoby danie rozwodnikom możliwości przystąpienia do Eucharystii?

Zdaniem księdza Tykfera najważniejszą kwestią jest podmiotowość, czyli docenienie sumienia: „To wprawdzie nie jest żadna nowość. W oficjalnym nauczaniu Kościoła faktycznie zawsze istniało pojęcie rozumu praktycznego, czyli rozeznawania powinności moralnej w konkretnej sytuacji, a nie w odniesieniu do normy. Ale adhortacja wyraźnie to sumienie docenia. Żeby zinternalizować normy moralne, trzeba do tego dojrzeć, a duszpasterstwo ma w tym dostosowywaniu życia do normy pomagać i towarzyszyć. Nie zawsze brak spójności życia z normą moralną musi oznaczać utratę stanu łaski uświęcającej. Papież stawia ważne pytanie o to, czy są sytuacje, w których zastosowanie normy nie byłoby czymś złym. Jeśli z dobrą wolą rozeznamy, że wprowadzenie w życie pewnej normy mogłoby poskutkować zniszczeniem jakiejś więzi, może należy dać sobie trochę czasu”.

„Papież przyznaje, że Kościół nie radzi sobie z fenomenem sumienia” – mówi Ewa Kiedio. „Dla mnie norma jest wskazaniem, jak najlepiej w danej sytuacji postępować. Są przecież sytuacje specyficzne i dowartościowanie sumienia i rozeznawania jest w dzisiejszych czasach czymś ogromnie ważnym. Nie deprecjonuję więc tej części adhortacji, która traktuje o sytuacjach nieregularnych. Jednak dla mnie kwestią ogromnej wagi są wątki o tym, jak pięknie przeżyć małżeństwo. Papież tak o tym pisze, że można wyraźnie odczuć, że małżeństwo jest obrazem miłości Boga. Małżonkom, których żadna z nieregularnych sytuacji nie dotyczy, łatwo wpaść w roszczeniową postawę starszego brata z przypowieści o synu marnotrawnym. Pamiętajmy, że nie chodzi o samo nieprzekraczanie norm. Trzeba zawsze zadawać sobie pytanie, czy nie zmarnowaliśmy piękna, które nam dano. To, że się nie rozwiodłam albo że nie stosuję antykoncepcji, nie wystarczy. Ta adhortacja bardzo dobrze to uchwyca”.

Norma dla człowieka, a nie człowiek dla normy

Po co więc norma? Skoro tak naprawdę wszystko staje się subiektywne, może norma to tylko drogowskaz, który można ominąć?

„Norma ma charakter służebny” – podsumował ksiądz Grzywocz. „Najważniejsze jest przykazanie miłości i to jemu jest wszystko podporządkowane. Mamy się wzajemnie miłować z całym pięknem i głębią tego sformułowania. Główną perspektywą rozeznania jest to, czy w moim działaniu pogłębiam moją relację z Bogiem i bliskimi. Inne normy, na przykład «nie kradnij», jedynie mi doradzają. Zgodzimy się przecież, że kradzież nie wpłynie pozytywnie na moje relacje z innymi. Sztywne trzymanie się normy jest formą patologii. Jeśli norma kwitnie, a małżeństwo upada, to jest to przemoc. Benedykt XVI powiedział, że moralność nie jest ani na początku, ani na końcu chrześcijaństwa”.

„Święty Tomasz pisał, że sumienie jest najbliższą normą. Wychowywanie człowieka do wypełniania normy nie kształtuje człowieka odpowiedzialnego. Franciszek nie proponuje liberalizacji. Nie chodzi o to, żeby zmniejszyć wymagania. Wręcz przeciwnie: Franciszek stawia poprzeczkę znacznie wyżej. Wychowanie do dojrzałości to o wiele trudniejsze zadanie dla duszpasterzy niż dyktowanie norm. Stosowanie logiki dostosowania życia do normy z pominięciem odpowiedzialności z pewnością nie pcha w kierunku zbawienia” – dodaje ksiądz Tykfer. „Stworzyliśmy tu bardzo negatywny obraz normy. Rzeczywiście, prawo pojawia się wtedy, kiedy z serca nie wypływa naturalnie dobro. Ale norma nie jest sama w sobie zła. To my ją odbieramy negatywnie, bo nas oskarża. Nie chodzi więc tylko o przedstawienie norm, ale o zobaczenie normy jako wartości. Musimy czuć więcej immanencji Boga, a nie tylko Jego transcendencji. Odnajdywać więcej śladów Jego obecności i piękna tej drogi w życiu takim, jakim je przeżywamy, a nie tylko w tym, jak Kościół nas uczy”.

Wybór fragmentów i redakcja: Wanda Kaczor

***

Spotkanie „Norma dla człowieka, a nie człowiek dla normy” zorganizowane wspólnie przez Klub Inteligencji Katolickiej i „Więź”, odbyło się w siedzibie KIK-u 24 stycznia 2017. Pełnego nagrania można odsłuchać tutaj.