dwutygodnik internetowy
27.03.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Muzułmanie bez głosu

Usłyszcie nas i zacznijcie z nami rozmawiać! Dopuszczenie do głosu przedstawicieli wszelkich mniejszości – także muzułmańskiej – to kwestia nie tylko etyki dziennikarskiej. To kwestia zwykłej przyzwoitości.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Muzułmanie, islam, mniejszości etniczne, cudzoziemcy, uchodźcy – to wszystko ważne tematy medialnych dyskusji w ostatnich miesiącach i latach w Polsce. Nic dziwnego – to zupełnie zrozumiałe zainteresowanie. Niestety – zwłaszcza w przypadku mniejszości etnicznych i religijnych – dyskusja wokół kwestii ich dotyczących zbyt często odbywa się bez udziału i ponad głowami przedstawicieli danej społeczności. O budowie meczetu często dyskutują sami nie-muzułmanie, o uchodźcach z Bliskiego Wschodu – rdzenni Polacy, w rozmowie o Czeczenach na dworcu w Brześciu trudno doszukać się czeczeńskiego głosu, gdy omawia się sytuację Ukraińców na polskim rynku pracy – ukraińskiego…

Islamofobiczni „eksperci”

O nich wszystkich i w ich imieniu w większości przypadków wypowiadają się politycy, publicyści i eksperci. Nierzadko – pseudoeksperci. Jako muzułmanka dostrzegam to bardzo wyraźnie. Zamiast zaprosić nas – wyznawców islamu – do studia, media znacznie chętniej korzystają z kontaktów, które mają pod ręką: do osób, które same się przedstawiają jako eksperci od naszej religii. Bywa, że ich wypowiedzi nie tylko nie mają nic wspólnego z rzetelną wiedzą, ale są również po prostu islamofobiczne. I nie ma znaczenia, czy wynika to z braku wiedzy, czy z intencjonalnej niechęci do przedstawienia sytuacji taką, jaka jest.

W efekcie nawet poważne polskie media – ich przedstawiciele i zapraszani przez nie goście – często operują stereotypami. Najbardziej oczywistym przykładem jest nieustanne używanie epitetu „muzułmański” czy „islamski” w połączeniu ze słowem „terroryzm”. W efekcie terroryzm utożsamia się z jedną religią, a cały islam i wszystkich jego wyznawców – z terrorem. I jedno, i drugie jest zaś właśnie stereotypem. Niestety – sprawia on, że wszystko, co muzułmańskie, zaczyna się ludziom źle kojarzyć i wywołuje islamofobię.

Niesłyszany krzyk

To, co się dzieje, można wręcz nazwać medialną i polityczną nagonką, która – co gorsza – przekłada się na konkretną przemoc wobec przedstawicieli społeczności muzułmańskiej w Polsce. A ilu nas tutaj jest? Pomimo tego, jak bardzo homogenicznym pod względem narodowościowym i religijnym państwem jest Polska, pomimo tego, jak niewielu mieszka tu wyznawców islamu, nie ma tygodnia, żebyśmy nie byli ofiarami ataków. W Polsce mieszkam od dwunastu lat i widzę, jak zmienia się stosunek do nas. I to mnie przeraża.

Wszystko to jest również efektem niedopuszczania przedstawicieli społeczności muzułmańskiej do mikrofonu. Nasz głos – a nawet krzyk – nie jest słyszany, bo, po pierwsze, jest nas niewielu, po drugie, część mediów nie chce go usłyszeć. A przecież dotarcie do muzułmanów nie jest trudne. Namiary na nas – przedstawicieli rozmaitych gmin czy organizacji muzułmańskich – można znaleźć w Internecie. Ale wielu dziennikarzy nie wykonuje tego nawet minimalnego wysiłku, żeby poszukać kontaktu z nami, żeby nawiązać relację z reprezentantami społeczności muzułmańskiej, żeby – w efekcie – uzyskać wiarygodną wiedzę i opinię u źródła. I to pomimo tego, że wśród wyznawców islamu w Polsce nie brakuje osób świetnie wykształconych – socjologów, lekarzy, politologów, teologów – które mogłyby wnieść do dyskusji bardzo ciekawą perspektywę. Nasze reakcje – protesty czy apele – są zaś ignorowane.

Kto reprezentuje muzułmanów?

Oczywiście, są wyjątki od tej zasady. Jasne jest, że nie wszystkie media uczestniczą w kształtowaniu negatywnego obrazu muzułmanów w polskim społeczeństwie. Niektóre bardzo mocno nagłaśniają przypadki islamofobicznych ataków. Ale nieobecność przedstawicieli mniejszości muzułmańskiej na łamach gazet, w radiowych i telewizyjnych studiach to problem znacznie bardziej uniwersalny i powszechny. Dotyczy absolutnej większości mediów – również tych czołowych, prezentujących linię liberalną czy lewicową. Nawet w audycjach, które wprost dotyczą sytuacji wspólnoty muzułmańskiej – na przykład na temat ataków na jej przedstawicieli – często brakuje wyznawców islamu. Pobity Arab? Rozmawiają Polacy. Dyskryminowane dzieci w szkole? Opinie wyrażają jedynie pedagodzy i psychologowie z Polski. Zaatakowana kobieta w chustce? Dyskutują politycy. Czasem zdarza się, że zaprasza się nas do programów religioznawczych, bo taka jest ich konwencja. Ale do audycji na tematy społeczne czy polityczne? Znacznie rzadziej. Choć oczywiście także to się niekiedy dzieje i warto to doceniać.

Apel o zapraszanie do mediów przedstawicieli społeczności muzułmańskiej niesie ze sobą również zagrożenia. To jasne. Najwyraźniejszym jest sytuacja, w której w debacie publicznej rolę reprezentantów islamu zaczynają pełnić ludzie, za którymi nie stoi społeczność, którzy stają się samozwańczymi rzecznikami wspólnoty muzułmańskiej. Istnieje obawa, że będą oni mówić rzeczy wygodne dla danego medium, tak naprawdę reprezentując mniejszościowe postawy w społeczności wyznawców islamu. Oczywiście – środowisko muzułmanów w Polsce nie jest i nie będzie jednorodne. Nie we wszystkim będziemy się zgadzać i nie będziemy mówić jednym głosem w każdej sprawie. Ale są jednak ludzie, którzy rzeczywiście kogoś reprezentują – daną gminę, społeczność, związek, organizację pozarządową. Wyraźnie pokazały to spotkania u Rzecznika Praw Obywatelskich, na które są zapraszani przedstawiciele społeczności muzułmańskiej. Są tam ludzie bardzo różni, będący wyznawcami różnych kierunków w islamie, mający różne pochodzenie. Ale wszyscy oni mają jakikolwiek mandat do wypowiadania się w imieniu przynajmniej części naszego środowiska.

Zacznijcie z nami rozmawiać!

Nieobecność muzułmańskiego głosu w debacie o muzułmanach, to, że mówi się o nas, ale bez nas, jest zjawiskiem groźnym niezależnie od tego, co mówią goście zaproszeni do studia czy na łamy gazet. Nawet prawdziwi eksperci, którzy nie operują stereotypami, publicyści, którzy bronią muzułmanów, nie staną się naszymi przedstawicielami, będą rozmawiać ponad naszymi głowami. To inny poziom wiarygodności. Nie będą większymi muzułmanami od nas. To zawsze będzie głos z zewnątrz – chociaż oczywiście cenny i ważny. Ale to za mało. Warunkiem tego, by nasza debata publiczna stała się bardziej demokratyczna, jest dopuszczenie do głosu przedstawicieli wszelkich mniejszości: także muzułmańskiej. Tak, byśmy wreszcie mogli mówić sami o sobie i w swoim imieniu. Usłyszcie nas. Posłuchajcie nas. Zacznijcie z nami rozmawiać.

To kwestia nie tylko etyki dziennikarskiej. To kwestia zwykłej, ludzkiej przyzwoitości.

Wysłuchał Ignacy Dudkiewicz