dwutygodnik internetowy
24.09.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Komuna warszawska 1944

Przedstawiamy fragmenty tekstów budujących lewicową pamięć powstania warszawskiego. Wstęp, wybór i opracowanie: Marta Tycner, Adam Tycner.

 

ilustr.: Andrzej Dębowski

ilustr.: Andrzej Dębowski

Opór partyzantów warszawskich wobec szantażu Moskwy nosi wyraźne piętno proletariackie. Jako taki stanowi pierwszy etap na drodze do swobody działania klas pracujących Europy i całego świata.

Powstanie warszawskie było zrywem masowym, w ogromnej mierze robotniczym, a jego celem było nie tylko wyzwolenie spod niemieckiej okupacji, ale również – jak to ujął jeden z przewodniczących Rady Jedności Narodowej, czyli podziemnego parlamentu – stworzenie „Społecznej Rzeczypospolitej Polskiej”. W przededniu wybuchu powstania płk. Jan Rzepecki, szef Biura Informacji i Propagandy AK, ostrzegał rząd w Londynie: jeśli władze londyńskiej Polski Podziemnej spróbują zahamować „namiętne dążenie mas, którego nic zdusić nie zdoła” i nie wystąpią z programem antykapitalistycznych reform społecznych, to „dla niedołężnych przywódców pozostanie pogarda lub nawet nienawiść i… latarnia”.

Współczesna debata o powstaniu przez wiele lat toczyła się pomiędzy prawicą a liberałami, a ostatnio zmonopolizowana została przez prawą stronę. Przedmiotem debat w tym ostatnim gronie siłą rzeczy jest głównie sprawa narodowa (która zdaniem jednych miała na powstaniu ucierpieć, a wedle innych zyskać) oraz to, czy decyzja o rozpoczęciu walk była słuszna, czy może nieracjonalna. W takich dyskusjach zupełnie zaginęła rzecz kluczowa i równie ważna: sprawa społeczna. Prawicowa odpowiedź na pytanie „O jaką Polskę walczyli powstańcy?” brzmi „O Polskę wolną i niepodległą”. Jest to jednak odpowiedź niepełna. Celem politycznym powstania była również Polska w pełni sprawiedliwa społecznie, wolna od wyzysku i, w przeciwieństwie do radzieckiego komunizmu, głęboko demokratyczna

Jesteśmy tak oswojeni z coraz dalej przesuwającą się w prawo opowieścią o powstaniu, że konfrontacja z niektórymi świadectwami może się okazać szokująca. Oto Tadeusz Bór-Komorowski domaga się uspołecznienia głównych gałęzi przemysłu i przejęcia wielkiej własności rolnej bez odszkodowania. 1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17 ma się odbyć spotkanie ustanawiające Warszawską Radę Komitetów Fabrycznych. Podziemny polski parlament, przez całe powstanie obradujący w stolicy, w sierpniu 1944 roku ogłasza reformę rolną oraz uspołecznienie środków produkcji jako podstawę ustroju Polski po wojnie – i idzie w swoim manifeście o wiele dalej „na lewo” niż PKWN. Członek tegoż parlamentu, Zygmunt Zaremba, pisze w Londynie pierwszą bodaj książkę na temat powstania, opublikowaną jeszcze przed końcem wojny, i nadaje jej angielski tytuł, którego dosłownym polskim odpowiednikiem jest „Komuna warszawska”. Wszystko to brzmi dziś jak historyczna fantazja, a jednak miało miejsce.

Lewica w Polsce coraz śmielej sięga po historię, jednak powstanie warszawskie pozostaje wydarzeniem niemal przez nią nietkniętym. Pamięć ofiar cywilnych, historia pojedynczych oddziałów robotniczych i sformowanych przez lewicowe ugrupowania – to wszystko, co na razie trafiło do świadomości historycznej nowej lewicy. W dużej mierze wynika to z tego, że obraz powstania kształtowany jest od dekad przez dalekie od lewicy środowiska i lewicowe opowieści zwyczajnie nie są już szerzej znane. Dlatego aby móc w ogóle rozpocząć dyskusję o tym wydarzeniu jako części pamięci lewicy, trzeba najpierw pozbyć się wielu warstw zapomnienia, przemilczenia i coraz to bardziej zniekształconych opisów. Stąd też decyzja, aby przedstawić dziś – w rocznicę upadku powstania warszawskiego – lekturę dość nieoczywistą: wybór trzech tekstów na temat powstania, pisanych w trzech zupełnie różnych sytuacjach politycznych, w roku 1944, 1983 i 2016. Dwa nowsze powstały jako opracowania historyków, najstarszy zaś jest świadectwem polityka PPS i współtwórcy powstańczych wydarzeń. Wszystkie pokazują, że wystarczy dosłownie parę ruchów, aby spod kurzu wyjrzała wyrazista lewicowa opowieść.

Marta Tycner, Adam Tycner

 

1. Zygmunt Zaremba, Społeczne oblicze Powstania, 1944/1945 (Tekst pierwotnie ukazał się 3 września 1944 r. w PPS-owskim dzienniku „Robotnik”, wydawanym w powstańczej Warszawie. Następnie wszedł jako rozdział do książki Zygmunta Zaremby „Powstanie Sierpniowe” wydanej po angielsku pod tytułem „The Warsaw Commune”).

Od czasu klęski wrześniowej, w której załamał się fizycznie i moralnie system sanacyjnej dyktatury, życie Polski wyraźnie oparło się o siły ludowe. Fundamentem, z którego wyrosła nieugięta walka narodu w czasie okupacji, tak na odcinku wojskowym, jak i cywilnym, były PPS i Stronnictwo Ludowe. Związek Walki Zbrojnej, powstały w końcu 1939 roku, przekształcony później w Armię Krajową, przyjął za podstawę polityczną sojusz robotniczo-chłopski. Krajowe Porozumienie Polityczne, będące w pierwszej fazie głównym ogniskiem kierowniczym oporu polskiego i późniejsza Rada Jedności Narodowej, funkcjonująca jako parlament Polski Podziemnej, bazowały przede wszystkim na siłach PPS i Stronnictwa Ludowego.

W wyniku zwrotu dziejów, ciężar walki i odpowiedzialności narodu przeszedł na masy ludowe i mimo oporu stawianego przez żywioły wsteczne, przemiana ta znalazła szeroki wyraz w wewnętrznym życiu Polski Podziemnej. Było ono przesiąknięte na wskroś ideałami demokracji nie tylko politycznej, ale i społecznej. Deklaracja z dnia 15 sierpnia 1943 roku, ogłoszona przez Krajowe Porozumienie Polityczne, stała się konkretnym programem demokratycznym walczącego w kraju i na emigracji państwa polskiego. Powstanie Warszawskie, będące szczytowym punktem walki narodu polskiego z przemocą hitlerowską i zakusami na jego wolność idącymi od Wschodu, tym właśnie ideałom dało najszczytniejszy wyraz.

15 sierpnia 1944 roku, po dwóch tygodniach powstania, Rada Jedności Narodowej (obradująca podczas powstania w pełnym składzie przedstawicieli stronnictw i grup politycznych; były w niej reprezentowane PPS, Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Narodowe, Stronnictwo Pracy, każde po trzech reprezentantów oraz Zjednoczenie Demokratyczne, Chłopska Organizacja „Racławice” i organizacja „Ojczyzna”, po jednym przedstawicielu) zwróciła się do narodu polskiego z manifestem, w którym czytamy:

Polska w tej wojnie walczy nie tylko o byt i niepodległość, ale i o wyższe cele. W ramach Karty Atlantyckiej, określającej cele wojenne narodów sprzymierzonych, Polska ma swoje własne dążenia i konieczności dziejowe. Zagrożona powtarzającą się raz po raz agresją imperializmów, Polska musi mieć zapewnione bezpieczeństwo i możliwość spokojnej pracy na wiele pokoleń. Polska chce się rządzić wedle własnych zasad i praw. Zasady te zostały już ogłoszone w odezwie z dnia 26 lipca br. Stanowią one gwarancję, że ustrój przyszłej Rzeczypospolitej oparty będzie o wolność polityczną i sprawiedliwość społeczną.

Podstawami ustroju Polski, jako Rzeczypospolitej demokratycznej, będą:

a) przyszła konstytucja, zapewniająca sprawne rządy, zgodne z wolą ludu;

b) demokratyczna ordynacja wyborcza do ciał ustawodawczych i samorządowych, dająca wierne odzwierciedlenie opinii społeczeństwa;

c) przebudowa ustroju rolnego przez parcelację przeznaczonych na ten cel posiadłości niemieckich i obszarów ziemskich ponad 50 ha oraz kierowanie nadmiaru ludności rolnej do pracy w przemyśle i rzemiośle;

d) uspołecznienie kluczowych gałęzi przemysłu;

e) współudział pracowników i robotników w kierownictwie i kontroli produkcji przemysłowej;

f) zagwarantowanie wszystkim obywatelom pracy i dostatecznych warunków bytu;

g) sprawiedliwy podział dochodów społecznych;

h) upowszechnienie oświaty i kultury.

Znajdujemy tu zarys programu rzetelnej demokracji, zmierzającej ku gruntownej przebudowie ustroju społeczno-gospodarczego państwa. Dumny może być polski ruch socjalistyczny, jego to bowiem zasady programowe znalazły tu powszechną aprobatę! Rada Jedności Narodowej pod przewodnictwem Kazimierza Pużaka, sekretarza generalnego PPS, nie tylko przyjęła ten program społecznej demokracji, ale korzystając z możności zgromadzania się, przystąpiła natychmiast do obleczenia tych zasad w konkretne formy ustaw i rozporządzeń. Praca przygotowawcza do tego celu była wykonana w dużej mierze już dawniej, w komórkach fachowych delegatury rządu, gdzie wszystkie ważniejsze zagadnienia były dokładnie przepracowane w toku długich lat okupacji.

I chyba jedynym tego rodzaju wydarzeniem w dziejach były posiedzenia Rady Jedności Narodowej, konspiracyjnego parlamentu reprezentującego naród walczący o swe wyzwolenie w najtrudniejszych warunkach. Posiedzenia te odbywały się bardzo często; w pierwszej fazie, do września, prawie codziennie. Lokale były zmieniane w zależności od nasilenia ognia w danym punkcie miasta. Gdy pociski rozwaliły dom, w którym obradowano, przenoszono się do drugiego. Akompaniament piekielnego świstu samolotów i wybuchów zrzucanych przez nie bomb, huk rwących się gdzieś obok pocisków artyleryjskich, brzęk resztek lecących z okien szyb, stale towarzyszyły obradom. Chyba najdłużej służyła za miejsce posiedzeń niewielka kamieniczka przy ulicy Przeskok nr 2; osłonięta przez większe domy, dawała złudzenie bezpieczeństwa przynajmniej przed pociskami artyleryjskimi. Seria bomb, które Niemcy rzucili burząc tę właśnie kamienicę i przemieniając całą dzielnicę w gruzy kazała wyrzec się „stałej siedziby” rady. Tutaj miały miejsce główne akty ustawodawcze Rady Jedności Narodowej nadające powstaniu oblicze nie tylko zrywu patriotycznego, ale i rewolucji społecznej.

Tutaj opracowano lwią część dekretów, które złożyły się na trzy zeszyty „Dziennika Ustaw” i dały główne zręby ustroju nowej Polski. Idea gruntownej reformy rolnej, stwarzającej zdrowe gospodarczo warsztaty chłopskiej pracy, przyoblekła się w szaty ustawy, wywłaszczającej obszary rolne przewyższające 50 ha powierzchni i stwarzającej państwowy zapas ziemi przeznaczonej na reformę rolną. Według tej ustawy, właściciele objętych nią obszarów tracili prawo rozporządzania swą ziemią, która przechodziła jednocześnie wraz z wszystkimi urządzeniami rolnymi pod opiekę przewidzianych w ustawie powiatowych i gminnych komitetów reformy rolnej.

Idea uspołecznienia produkcji wyraziła się w ustawie o radach zakładowych, mających realizować zasady demokracji w wewnętrznym życiu fabryk i kopalń. Ustalała ona zasady praktycznego wprowadzania robotników do kierownictwa przedsiębiorstw i do organów kontrolujących produkcję. Była ona pierwszym aktem opracowanego w konspiracji systemu reprezentacji robotniczej w nowym ustroju gospodarki rządzącej się planowością społeczną. W innej ustawie – o samorządzie gminnym – ucieleśniona została podstawowa zasada ludowładztwa. Ustalała ona zwołanie natychmiast po usunięciu okupacji niemieckiej samorządu gminnego wybranego na podstawie najbardziej demokratycznej ordynacji wyborczej. Samorząd w koncepcji ustrojowej, opracowanej przez organa Polski Podziemnej, miał stanowić zasadniczy fundament odbudowanego państwa, chroniąc je od wynaturzeń biurokratycznych i jakichkolwiek zakusów dyktatorskich.

Te same tendencje budowania państwa, rzeczywiście demokratycznego i zabezpieczonego przed dyktaturą i tendencjami zbyt daleko posuniętej centralizacji władz, wyrażała również ustawa opracowana podczas powstania i opublikowana w „Dzienniku Ustaw”, o Państwowym Korpusie Bezpieczeństwa. Rozwiązywała ona dawną policję państwową, tworząc system organów bezpieczeństwa o ściśle określonych kompetencjach, wykluczających możność użytkowania policji w duchu państwa policyjnego. Większość czynności należących dotychczas do policji została przelana na straż samorządową oddaną całkowicie pod władzę organów samorządu terytorialnego.

Wymieniamy tylko te akty ustawodawcze, dokonane przez Radę Jedności Narodowej w toku powstania, które są najbardziej charakterystyczne dla oblicza Powstania Sierpniowego.

Należy przy tym jeszcze raz podkreślić, że w tym samym duchu szczerej demokracji, dążącej do gruntownej przebudowy politycznego i społecznego ustroju Polski, przygotowywane było wiele innych ustaw i rozporządzeń, jak np. o ubezpieczeniach społecznych czy wolności prasy, które zarysowywały wyraźnie cele, jakie przyświecały Polsce w jej samodzielnym rozwoju.

Tendencje te zostały po tym brutalnie przekreślone lub niedołężnie przejęte przez politykę PKWN triumfującego przy pomocy obcych bagnetów nad społeczeństwem polskim.

Mimo to jednak dorobek ideologiczny powstania, dający wyraz przemianom społecznym i nowym poglądom, jakie utrwaliły się w łonie społeczeństwa polskiego w toku walki z okupantem niemieckim, nic nie traci na swym znaczeniu. Stanowi ono nadal podstawę, na której społeczeństwo chce się rozwijać i do której wbrew swej woli musi się naginać nawet system rządów narzuconych. Stanowi on również wyraźny probierz do oceny każdego posunięcia mającego kształtować nasze życie społeczne i polityczne. Dzięki temu dorobkowi zmiany ustrojowe, przeprowadzane obecnie przez rząd tymczasowy, mogą znaleźć i znajdują słuszną ocenę z punktu widzenia postępu społecznego i ideologii demokratycznej, dojrzałej w naszym społeczeństwie. Przez to jedni nie mogą się przystrajać w piórka realizatorów wielkich idei wypracowanych przez masy ludowe, z drugiej zaś strony dorobek Powstania Warszawskiego kładzie potężną zaporę tendencji żywiołów reakcyjnych, które pragną powrotu czasów przedwrześniowych. Jednym i drugim Powstanie Sierpniowe, krystalizując ostatecznie oblicze nowej Polski, przeciwstawia jasny obraz organizacji i życia odrodzonego państwa polskiego bazującego na zasadach demokracji społecznej.

 

2. Tadeusz Łepkowski, „Myśli o historii Polski i Polaków”, Warszawa 1983 (książka wydana przez opozycyjne, podziemne wydawnictwo CDN). Fragmenty rozdziału „Rewolucje polskie”.

Polska u schyłku II wojny światowej i po jej zakończeniu przeżyła trzy rewolucje. Dwie pierwsze nałożyły się częściowo na siebie i zderzyły gwałtownie na początku omawianego okresu, trzecia wybuchła w 1980 roku.

(…) Zarówno marksiści jak i nie-marksiści dzielą zazwyczaj rewolucje na dwie wielkie rodziny: społeczną (klasową) i narodową (niepodległościową, nacjonalistyczną). (…) Wspomniane podziały są, jak mniemam, niezwykle uproszczone i praktycznie rzecz biorąc nie odpowiadają niezwykle bogatej i skomplikowanej rzeczywistości. Zwłaszcza w XX w. trudno dostrzec rewolucje o łatwo definiowalnej bazie społecznej, o jednym głównym celu, o jednej motywacji, czy to klasowej, czy też narodowej.

Zderzenia dwóch rewolucji: 1944-1947

(…) Polska została nie tylko okupowana przez obcą armię, jak wiele innych krajów europejskich. Została pozbawiona niepodległości, poddana w 1939 roku podziałowi między sąsiadów, sterroryzowana dwiema okupacjami, a od 1941 roku jedną – niemiecką. Naród polski, spauperyzowany, zegalitaryzowany i sploretaryzowany, jak niewiele innych w Europie, utożsamił się w znacznej mierze z ludem, z masami ludzi pracy. Jednocześnie państwo polskie działało w ramach autorytarnej konstytucji [kwietniowej] kwestionowanej przed wojną przez bardzo wielu i pod rządami kontynuującymi – przynajmniej formalnie – przedwojenny legalizm. Większość społeczeństwa pozostała wierna bez zastrzeżeń wobec władz RP, choć jednocześnie nie chciała powrotu przedwojennego systemu politycznego.

Rząd RP w Londynie, opierający się na konstytucji z 1935 roku, nie był zwykłą kontynuacją władz naczelnych sprzed wojny. Jego polityczna baza uległa zmianie przez wprowadzenie do kierownictwa państwowego, tak na emigracji, jak i w kraju, stronnictw pozostających przez Wrześniem w opozycji. Prawda, że były to zarówno partie prawicowe (SN), jak i centrum (SP) i lewicowe (ludowcy i socjaliści). Obserwatorzy i badacze nastrojów panujących w kraju w latach 1943-1944 stwierdzają jednomyślnie, że radykalizacja poglądów zarówno inteligencji, jak i chłopów i robotników zaszła dość daleko. Można zaryzykować twierdzenie, że gdyby w połowie 1944 roku można było przeprowadzić wolne i demokratyczne wybory, bezwzględną większość uzyskaliby ludowcy i socjaliści. A jednak liczni ludzie o lewicowych poglądach popierali sanacyjne pod względem politycznym kierownictwo Armii Krajowej. Czynili tak dlatego, że AK była zbrojnym ramieniem Polski niepodległej, państwa nie uznającego rozbioru kraju w 1939 roku. Tak jak rewolucyjność narodowa w dobie rozbiorowej oznaczała walkę o restytucję niezawisłego państwa w granicach z 1772 roku, tak w latach II wojny światowej przez rewolucyjny patriotyzm prawie powszechnie rozumiano wierność niepodległości, a więc państwu polskiemu w granicach z 1939 roku.

(…) Władze Polski Podziemnej wiedziały dobrze o radykalizacji nastrojów społecznych i choć orientowały się też w antykomunistycznym nastawieniu znacznej większości opinii publicznej, lękały się stopniowego wzrostu nastrojów proradzieckich i propeperowskich. Mimo to ogłoszona 15 marca 1944 roku przez krajową Radę Jedności Narodowej deklaracja „O co walczy naród polski” nie była li tylko taktycznym posunięciem mającym zneutralizować wpływy PPR. Odzwierciedlała trafnie nastroje polityczne zarówno szerokich rzesz jak i elit. Mówiła o odrodzonej Polsce jako o republice parlamentarnej (zakładało to milcząco przyszłą zmianę konstytucji z 1935 roku) i społecznej (reforma rolna, upaństwowienie wielkiego przemysłu, planowanie gospodarcze). Takie reformy w przyszłej Odrodzonej Rzeczpospolitej mogły się dokonać „po polsku” jedynie w niepodległym i demokratycznym państwie. Godzi się podkreślić, że zwłaszcza młoda inteligencja, ale również inne klasy i warstwy społeczne, wpatrzona była we wzory demokracji zachodnich. Również żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie wrośli w demokratyczne stosunki Zachodu. Trudno przypuścić, by pogodzili się oni z anachronicznym, autorytarnym systemem OZONu z końca lat trzydziestych. Hołdowano zasadzie podstawowej dla ogromnej większości społeczeństwa: „najpierw być, a później jak być”. Rewolucja narodowo- i społeczno-wyzwoleńcza musiała być przede wszystkim powstaniem narodowym, walką o niepodległość.

Rewolucją narodowa i demokratyczną było Powstanie Waszawskie, a także próby powstańcze podejmowane przez AK i ludność cywilną na wschodnich terenach RP. Przyjrzyjmy się przede wszystkim Powstaniu Warszawskiemu. Mówi się często, że było ono skierowane militarnie przeciw Niemcom, a politycznie przeciw ZSRR i PKWN. Oczywiście, gdyż stanowiło rewolucję narodową, niepodległościową. Inaczej być nie mogło. Czy stanowiło też, jak Powstanie Listopadowe, rewolucję konserwatywną? Trudno na to pytanie odpowiedzieć, gdyż trwało krótko i przegrało. Wiadomo jednak, iż życie polityczne w euforycznie patriotycznej, powstańczej Warszawie było bujne, swobodne, demokratyczne, pluralistyczne. Ukazywała się prasa najróżniejszych kierunków politycznych do komunistycznej włącznie. Przy całej niechęci i nieufności wobec PPR i ograniczeniach stosowanych przez AL i ogólniej zwolenników PKWN, wolność polityczna w powstańczej warszawie kontrastowała z jej brakiem w „wyzwolonym” Lublinie. Rewolucja sierpniowa, nie mająca żadnych szans na zwycięstwo, ograniczyła się w praktyce do Warszawy. Upadła pod ciosami Niemców, opuszczona przez bezsilny Zachód i „zdalnie wykrwawiona” przez patrzącą na jej tragedię Armię Czerwoną. (…) W październiku 1944 roku upadła polska demokratyczna rewolucja niepodległościowa. Przez trzy następne lata trwała już tylko jej agonia: polityczne i zbrojne starcie z inną, komunistyczną rewolucją, inspirowaną i popieraną przez ZSRR. Historia tej agonii należy jednak bardziej do innej rewolucji.

W sprawie charakteru wydarzeń i przeobrażeń zachodzących w Polsce lat 1944-1948 (…) wypowiadano się często i rozmaicie. Różnorodność opinii sprowadzić można do dwóch dominujących. Pierwsza jest tezą „potoczną”i ogromnie rozpowszechnioną, druga „oficjalną”, obowiązującą w szkole i urzędzie.

Teza pierwsza: żadnej rewolucji komunistycznej, socjalistycznej czy „ludowej” nie było, a ustrój PRL został narzucony narodowi polskiemu siłą przez ZSRR, jest on zatem obcy. Władze Polski Ludowej były od początku mandatariuszami obcego mocarstwa. Zarządzają one w jego imieniu protektoratem o nazwie PRL. Jeśli nawet przyjąć, że powstanie Polski Ludowej było rewolucją, to stanowiła ona importowany towar. Polskie opakowanie artykułu radzieckiego mogło zmylić drobną część społeczeństwa polskiego, które zgodziło się z czasem narzuconą rewolucję uznać za swoją.

Teza druga: rewolucja ludowa była rodzimą, nawiązującą do własnych tradycji rewolucyjnych i patriotycznych, robiona przez Polaków przy cennej pomocy internacjonalistycznego Związku Radzieckiego. Poparła ją wprawdzie zrazu tylko mniejszość Polaków (nie jest to wyjątek w dziejach rewolucji), ale reprezentująca najbardziej świadomych robotników i chłopów. Rewolucja, dokonana w imieniu najszerszych mas, była zrazu mniejszościowa, lecz później, w toku pozyskiwania sobie przez komunistów coraz szerszego oparcia społecznego, stała się ogólnonarodowa. W końcu PRL stała się jedyną, socjalistyczną ojczyzną wszystkich Polaków.

W moim przekonaniu obydwie tezy są nader schematyczne i nie odpowiadają skomplikowanemu przebiegowi wydarzeń i procesów zachodzących w Polsce w drugiej połowie lat czterdziestych naszego stulecia.

Rozpoczęta w 1944 roku rewolucja komunistyczna ukształtowała system ustrojowy funkcjonujący w Polsce do dziś. Zaplanowana w Moskwie, umożliwiona poprzez zbrojną obecność Armii Czerwonej na ziemi polskiej, kontrolowana na każdym jej zakręcie przez ZSRR, była jednak po części ruchem rodzimym, mającym własne, ludowe korzenie, nawiązującym do niektórych, słabych, lecz istniejących realnie tradycji rewolucyjnych, przewartościowanych w duchu „narodowym” przez PPR. Rewolucja ta korzystała z ograniczonego, lecz autentycznego poparcia społecznego. Negowanie tego faktu nie pozwala na rzetelną analizę historii Polski Ludowej.

Komuniści polscy umiejętnie wykorzystali nastroje patriotyczne, antyniemieckie i egalitarystyczne, które tworzyły w całej niemal Europie atmosferę euforycznego „rewolucyjnego nacjonalizmu”. Manifest PKWN był przede wszystkim dokumentem programowym ruchu narodowowyzwoleńczego. Jego treści rewolucyjno-spoleczne nie były wcale bardziej skrajne, „lewicowe” od tych, jakie zawierała deklaracja „O co walczy naród polski”. Dwie ścierające się rewolucje ubierały się w strój narodowy z mnóstwem patriotycznych ozdób. Różnica polegała na tym, że rewolucja „zachodnia”, demokratyczno-narodowa, miała za sobą znaczną większość społeczeństwa, lecz nie posiadała poparcia zewnątrz i nie mogła zbudować państwa. Rewolucja „wschodnia” miała za sobą małą mniejszość społeczeństwa, ale za to potężnego protektora i własny aparat wojskowo-polityczny, a więc państwo. To zdecydowało o jej zwycięstwie.

(…) Rewolucja niepodległościowo-demokratyczna przegrała latem 1944 roku w starciu bezpośrednim z Niemcami, a a pośrednim z ZSRR i obozem PKWN. W toku agonii tej rewolucji (dobijała ją, korzystając z pomocy radzieckiej, ta druga, komunistyczna) znikały z niej elementy demokratyczne, a pojawiały się szowinistyczne (gwałtowna rusofobia), antysemickie (uzasadniane sporym wpływem w PPR i rządzie Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia), konserwatywne (niechęć do reform społecznych i oświatowych). Komuniści polscy ten nieunikniony zwrot na prawo tępionego i prześladowanego akowskiego podziemia skutecznie wykorzystywali przeciągając na swoją stronę część starej, liberalnej i lewicującej inteligencji.

 

3. Zbigniew Marcin Kowalewski, „Polska między rewolucjami a czystkami etnicznymi” (fragment posłowia do książki Michała Siermińskiego „Dekada przełomu”, Warszawa 2016).

Wyzwolenie Europy spod okupacji niemieckiej, pisał Łepkowski, „nie było li tylko gigantyczną i krwawą operacją wojskową. Stanowiło jednocześnie rewolucyjny zryw mas ludowych i całych narodów przeciwko faszyzmowi i totalitarnej przemocy. Ludy Europy pragnęły głębokiej przebudowy struktur społeczno-gospodarczych i politycznych w duchu demokratycznym i socjalistycznym, jeśli nie wręcz komunistycznym. Jeśli użyć tradycyjnej, dziewiętnastowiecznej jeszcze formuły, Europa przesuwała się na lewo. Wyzwolenie narodowe uważano za niepełne bez wyzwolenia społecznego. Znaczna część ludności ujarzmionej przez Niemcy części Europy odrzucała ideę restauracji porządków przedwojennych”. O ile jednak na Bałkanach, we Włoszech i we Francji, a także w Czechosłowacji „przesunięcie na lewo oznaczało nierzadko przesunięcie aż do komunizmu, to rzecz przedstawiała się inaczej w krajach «kontaktowych» z ZSRR, w których tragiczne doświadczenia praktycznie odpychały społeczeństwa od komunizmu”. (…)

[Tutaj] przytłaczająca większość społeczeństw postrzegała partie komunistyczne jako narzędzia imperializmu rosyjskiego, toteż wicher radykalizacji społecznej również mógł być silny, ale nie wiał w komunistyczne żagle. Tak było w Polsce – po rozbiorach i stu trzydziestu latach rosyjskiego ucisku narodowego, po inwazji radzieckiej w 1920 roku (dwa lata po uzyskaniu niepodległości) oraz po niemiecko-radzieckim rozbiorze państwa polskiego w 1939 roku. Kojarzony z Rosją i wspierany przez armię radziecką ruch komunistyczny nie miał szans na uzyskanie szerokiego poparcia w łonie tych samych klas i warstw, w których nieraz mocno i rozlegle osadzał się w wielu krajach „niekontaktowych”. Co więcej, był bardzo osłabiony wskutek wymordowania jego kadr w ZSRR oraz, tuż przed wojną, rozwiązania Komunistycznej Partii Polski przez Komintern, a faktycznie przez Stalina.

To była jedna strona medalu. Przyjrzyjmy się jednak drugiej. Oto w maju 1944 roku, na podstawie oceny krajowej sytuacji społeczno-politycznej, przygotowanej przez płk. Jana Rzepeckiego, kierownika Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej, gen. Tadeusz Bór-Komorowski alarmował rząd emigracyjny w Londynie: „Duże przesunięcie się światopoglądów na lewo. Silna radykalizacja, zwłaszcza wśród chłopów i uboższej inteligencji. Niemal powszechne żądanie kontroli społeczeństwa nad życiem gospodarczym, likwidacji skupienia dóbr w rękach prywatnych ponad określone minimum i uprzywilejowania jednostek lub grup społecznych. Władza, która by próbowała zahamować ten proces, naraziłaby Kraj na ciężkie wstrząsy”. Sam Rzepecki w swoim raporcie wyraził się mniej oględnie – ostrzegał, że jeśli władze „londyńskiej” Polski Podziemnej spróbują zahamować „to namiętne dążenie mas, którego nic zdusić nie zdoła”, i nie wystąpią z programem antykapitalistycznych reform społecznych, to „dla niedołężnych przywódców pozostanie pogarda lub nawet nienawiść i… latarnia”.

Kiedy armia radziecka stanęła u bram, w depeszy do Londynu Komorowski postulował w wyraźnym popłochu „odebranie Sowietom inicjatywy reform społecznych w Polsce i dokonanie natychmiast takich pociągnięć prawnych, które by natchnęły szerokie masy ludowe wsi i miast pełnym zaufaniem do polskiego czynnika kierowniczego”, czyli do obozu londyńskiego. Po to, „aby masy stanęły po jego stronie także w otwartej walce z Sowietami”, domagał się bezzwłocznego wydania, ni mniej, ni więcej, tylko dekretów „a) o przebudowie ustroju Polski obejmującego przejęcie bez odszkodowania na rzecz reformy rolnej wielkiej własności ziemskiej; b) o uspołecznieniu głównych gałęzi produkcji przemysłowej i ustanowieniu rad załogowych; c) o upowszechnieniu oświaty i opieki społecznej”. Działo się to 22 lipca 1944 roku – w dniu, w którym w zajętym już przez wojska radzieckie Chełmie komuniści ogłosili manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. W manifeście tym (na żądanie Centralnego Biura Komunistów Polskich w ZSRR) o żadnych komitetach fabrycznych czy radach zakładowych nie było mowy, a nawet nie było mowy o nacjonalizacji jakichkolwiek środków produkcji (Stalin osobiście wykreślił odpowiedni punkt manifestu).

1 sierpnia 1944 o godzinie 17 miało odbyć się podziemnie posiedzenie konstytuujące Warszawskiej Rady Komitetów Fabrycznych. Komitetami fabrycznymi, radami załogowymi i radami zakładowymi nazywano wówczas demokratyczne przedstawicielstwa załóg zakładów pracy – elementarne instytucje i podstawy demokracji robotniczej. (…) Na konferencji tej „miały być reprezentowane wszelkie grupy polityczne, stojące na stanowisku uspołecznienia środków produkcji w momencie usuwania okupanta” oraz „42 komitety fabryczne ostro przeciwstawiające się próbom rządu londyńskiego uchwycenia władzy w fabrykach poprzez delegatów AK”. Chodziło o to, że „na terenie fabryk istniały praktycznie dwa ośrodki władzy podziemnej: robotniczy i „londyński”. Tak przedstawiało to [w gazecie „Naprzód”, nr 3 z 1945 roku] lewe skrzydło przedwojennej Polskiej Partii Socjalistycznej – Robotnicza Partia Polskich Socjalistów (na terenach kontrolowanych przez PKWN zaczynała działać jako legalna PPS). Partia ta była główną siłą Centralizacji Stronnictw Demokratycznych i Socjalistycznych. Miała największe wpływy w komitetach fabrycznych, w których działali również komuniści z Polskiej Partii Robotniczej.

Obok komitetów tych istniały rady załogowe, w których wpływy miał prawe skrzydło przedwojennej PPS występujące teraz pod nazwą PPS-Wolność, Równość, Niepodległość i należące do obozu londyńskiego. W raportach wysyłanych do Londynu Komorowski donosił: „WRN kurczy się na terenie robotniczym na rzecz kierunku bardziej radykalnego. Dobrze zorganizowane i wartościowe kadry, napływ inteligencji. Wielka wrogość w stosunku do Rosji. Lojalny wobec Rządu Polskiego. (…) Mało ruchliwy w terenie. Poza Śląskiem nie wyczuwa się silniejszych jego wpływów na płynne masy robotnicze. Neguje znaczenie Centralizacji, uważając ją za narzędzie PPS. RPPS nie uznaje frakcji dawnego PPS”, to znaczy WRN. „Lekceważy ją. Skurczenie się wpływów WRN w fabrykach budzi niepokój. Centralizacja posiada nikłe wpływy w terenie. RPPS jest jej jedyną poważniejszą grupą, odznaczającą się dużym dynamizmem”.

Na terenie fabrycznym toczyła się walka polityczna między tymi dwoma skrzydłami ruchu socjalistycznego. Zdaniem lewego skrzydła istota konfliktu polegała na tym, że „prawica zgrupowana w PPS-WRN reprezentowała nieprzejednane stanowisko wobec Sowietów i dążność do współpracy z rodzimą reakcją; lewica stawiała na sowiecką kartę i jednolity front stronnictw demokratycznych” [„Naprzód” 1945, nr 1]. Nie było mowy o tym, aby te wrogo odnoszące się do siebie skrzydła dawnej PPS prowadziły wobec siebie politykę jednolitego frontu robotniczego. Lewe oskarżało prawe, że tworzy rady załogowe podległe AK i „mające zabezpieczyć obiekty przemysłowe dla fabrykantów”, toteż „tam, gdzie proletariat posiadał pełnię świadomości klasowej, nie mógł łączyć dążeń do uspołecznienia warsztatów pracy z podporządkowaniem delegatom AK” [„Naprzód” 1945, nr 3].

Konferencja nie odbyła się, ponieważ tego samego dnia na tę samą godzinę dowództwo AK wyznaczyło „godzinę W” – wybuch Powstania Warszawskiego. Lewe skrzydło dawnego PPS komentowało to tak: „Zbieżność terminów jest symboliczna. Sanacyjna awantura stanęła tylko przypadkowo na przeszkodzie realizacji Rady Komitetów Fabrycznych – tego przejawu demokracji robotniczej. Ogólnie natomiast biorąc, powstanie zostało uruchomione po to, aby nie dopuścić do realizacji postulatów robotniczych” [„Naprzód” 1945, nr 3]. Tymczasem, niezależnie od tego, kto i z jakich pobudek politycznych wydał rozkaz i dowodził, jego decyzja porwała masy, także czy głównie robotnicze, do największego w okupowanej Europie wielkomiejskiego powstania zbrojnego. Żadna awantura nie skutkuje wielkim zrywem powstańczym mas.

W tym samym dniu, w którym wybuchło Powstanie Warszawskie, „londyńska” Krajowa Rada Ministrów wydała rozporządzenie o radach zakładowych – tak je teraz nazwała – sygnalizując w ten sposób, że mają one stać się trwałą instytucją przyszłego ustroju Polski. Zygmunt Zaremba, obok Kazimierza Pużaka przywódca PPS-WRN, tak komentował to rozporządzenie [w „Powstaniu Sierpniowym”]: „Idea uspołecznienia środków produkcji wyraziła się w ustawie o radach zakładowych, mających realizować zasady demokracji w wewnętrznym życiu fabryk i kopalń. Ustalała ona zasady praktycznego wprowadzenia robotników do kierownictwa przedsiębiorstw i do organów kontrolujących produkcję. Była pierwszym aktem opracowanego w konspiracji systemu reprezentacji robotniczej w nowym ustroju gospodarki rządzącej się planowością społeczną”. Lewe skrzydło socjalistów wrogo zareagowało na to rozporządzenie. Twierdziło, że chodzi w nim o stworzenie „bocznego organu kierownictwa zakładu”, o czym świadczyło to, że obok przedstawicieli załóg w radach mieli również zasiadać kierownicy zakładów. „Rady zakładowe mają być konkurencją dla związków zawodowych i w ten sposób sparaliżować mają one organizację walki klas proletariatu. Dekret ten jest w istocie swojej reakcyjny”. [„Syndykalista” 1944, nr 1] (…)

Rada Jedności Narodowej (podziemny „parlament” obozu londyńskiego) już wcześniej zapewniła, że gospodarka będzie planowa. Teraz, 15 sierpnia, wydała odezwę, w której obiecała, że podstawami ustroju społecznego powojennej Polski będą: „c) przebudowa ustroju rolnego przez parcelację przeznaczonych na ten cel posiadłości poniemieckich i obszarów ziemskich ponad 50 ha”, a więc to samo, co zapowiedziano w manifeście PKWN, „oraz skierowanie nadmiaru ludności rolnej do pracy w przemyśle i rzemiośle; d) uspołecznienie kluczowych gałęzi przemysłu; e) współudział pracowników i robotników w kierownictwie i kontroli produkcji przemysłowej; f) zagwarantowanie wszystkim obywatelom pracy i dostatecznych warunków bytu; g) sprawiedliwy podział dochodu społecznego”, a zatem to, o czym w manifeście PKWN w ogóle nie było mowy. Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK konstatowało: „Idee nacjonalizacji większych warsztatów pracy, górnictwa, większych banków, komunikacji, radykalna reforma rolna posiadają niesłychaną siłę porywania mas”.

W swojej prasie powstańczej socjaliści z obozu londyńskiego wykazywali, że powstanie ma „charakter masowego ruchu rewolucyjnego” i obwieszczali: „Niemożliwym jest już powrót do przestarzałych przedwojennych form ustroju społecznego. Ginie on w gruzach palonej i bombardowanej Warszawy. Masy ludowe w ogniu walki z hitlerowską okupacją stają się prawdziwym gospodarzem swego Państwa. O przebudowie gospodarki narodowej decydować będzie nie drobna garstka uprzywilejowanych, lecz świadomy swych praw obywatelskich i obowiązków społecznych cały Lud Polski. Robotnik, chłop i pracownik umysłowy, zespoleni w walce o wolność, muszą się zespolić w pracy nad budową Społecznej Rzeczypospolitej Polskiej.” Wkrótce Zaremba napisze: „Powstanie Sierpniowe wykazało, że klasa robotnicza stała się w Polsce najsilniejszym cementem zbiorowego życia narodu”.

Na międzynarodowej lewicy radykalnej niektórzy zdali sobie sprawę z rewolucyjnego wymiaru tego powstania zaraz po jego upadku. Tak było w przypadku Lewicowej Frakcji Komunistów i Socjalistów Włoskich (FCSI), która uznała, że oto „historia zdrady popełnionej przez Moskwę w Hiszpanii powtórzyła się w Warszawie”, a stało się tak dlatego, że „charakter, jakiego nabiera europejski ruch partyzancki” i powstańczy, „określa postępowy element klasowy wynikający dialektycznie z wojny imperialistycznej, w której Rosja odgrywa pierwszoplanową rolę. Dlatego opór partyzantów warszawskich wobec szantażu Moskwy nosi wyraźne piętno proletariackie. Jako taki stanowi pierwszy etap na drodze do swobody działania klas pracujących Europy i całego świata”. [Viva la Comune di Varsavia, „La Sinistra Proletaria”, październik 1944]

Łepkowski miał rację, kiedy stawiał tezę, że wraz z upadkiem powstania „w październiku 1944 roku upadła polska, demokratyczna rewolucja niepodległościowa”. Upadła, twierdził, dlatego, że co prawda „miała za sobą znaczną większość społeczeństwa, lecz nie posiadała poparcia z zewnątrz i nie mogła zbudować państwa”. Jednak nie tylko dlatego, ale również, a nawet przede wszystkim dlatego, że jej rusztowanie stanowiły aparaty „państwa podziemnego”, które było przedłużeniem państwa przedwojennego – strażnika kapitalizmu – a imperializmowi rosyjskiemu przeciwstawiało (od prawa do lewa, z socjalistami włącznie) obronę „całości” Polski, a zatem również polskiego panowania na Kresach Wschodnich.

Faktyczny strateg tej rewolucji, Rzepecki, postulował gruntowną przebudowę „państwa podziemnego” poprzez oparcie go, kosztem prawicy (endecji i chadecji), na zwartym froncie polskiej lewicy” – nie tylko ludowców i socjalistów z obozu londyńskiego, ale również Centralizacji, którą należało przeciągnąć na swoją stronę (przy czym Rzepecki wiedział, że była ona znacznie bardziej radykalna niż PPR w zakresie programu przebudowy społeczno-gospodarczej). Rzepecki [w swoich wspomnieniach] powoływał się na dawnego, schwytanego przez gestapo w 1943 roku, komendanta głównego AK gen. Stefana Grota-Roweckiego. „Jeszcze w listopadzie 1939 r., kiedy z «Grotem» zastanawialiśmy się nad przyszłością Polski, szybko doszliśmy do wniosku, że musi ona iść na lewo, a rolę rozstrzygającą musi w niej odgrywać ruch ludowy i obóz socjalistyczny. Przez cały czas wojny nie zmieniłem zdania”. Rzepecki miał świadomość, że w jego rewolucyjnej strategii piętę achillesową stanowi przytłaczająca większość kadry oficerskiej AK – „teoretycznie «apolityczna», a w rzeczywistości bez ideologii, bądź nastrojona konserwatywnie, bądź wreszcie o światopoglądzie wręcz reakcyjnym. Ta kadra słabo nadaje się na rewolucyjno-powstańczych dowódców, którzy muszą być zarazem przywódcami walczących w AK rzesz chłopskich i robotniczych”, pisał Rzepecki. Postulował „energiczne oddziaływanie na wyższych dowódców dla wpojenia im światopoglądu harmonizującego z epoką i rewolucyjno-powstańczymi zadaniami epoki”, ten zaś, „kto konieczności tej przemiany nie rozumie”, dodawał, „powinien być natychmiast usunięty z każdego stanowiska kierowniczego”. Nic nie świadczy o tym, aby taka przebudowa „państwa podziemnego”, jakiej domagał się Rzepecki, była możliwa. Dlatego rewolucja ta mogła wybuchnąć najpotężniejszym w okupowanej Europie wielkomiejskim zrywem zbrojnym, ale nie mogła zwyciężyć.

Na polu walki pozostała inna rewolucja, kierowana przez komunistów. Ta „miała za sobą mniejszość społeczeństwa, ale za to potężnego protektora i własny aparat wojskowo-polityczny, a więc państwo. To zdecydowało o jej zwycięstwie”, pisał Łepkowski. „Krztusiła się w latach 1944-1948 rozbuchanym patriotyzmem. Biało-czerwone sztandary, narodowa i piastowska rodzimość spleciona z gorącym antygermanizmem, Mazurek Dąbrowskiego, Boże, coś Polskę i Rota – wszystko to miało podkreślić narodowe treści rewolucji, nie zaś jej treści klasowe, początkowo dość skrzętnie ukrywane. Ze swoim zapleczem w Związku Radzieckim miała dość sił, aby – kiedy tak postanowił Stalin – obalić kapitalizm, co było tym łatwiejsze, że polską burżuazję na dużą skalę wywłaszczył wcześniej okupant niemiecki. Rewolucja ta, odłączając gospodarkę narodową od światowego systemu kapitalistycznego, uwolniła rozwój sił wytwórczych, który dotychczas był spętany przez historyczny niedorozwój kapitalizmu w Polsce, skutkujący opóźnionym, a w rezultacie na wpół peryferyjnym i na wpół zależnym rozwojem. Utorowała zatem drogę do rewolucji przemysłowej, którą z powodu jej opóźnienia można było przeprowadzić jedynie metodami pozakapitalistycznymi i siłami państwa. Wielki paradoks tej rewolucji – i ustanowionego przez nią reżimu – polegał na tym, że jednocześnie zablokowała ona drogę do socjalizmu. Stało się tak dlatego, że jedyna możliwa droga do rewolucji socjalistycznej prowadziła przez demokratyczną rewolucję niepodległościową – każda z nich mogła realizować swoje zadania historyczne tylko w splocie z tą drugą. Tak jak bez przerośnięcia w rewolucję socjalistyczną demokratyczne rewolucja niepodległościowa nie mogła zrealizować swoich zadań, tak też rewolucja socjalistyczna nie była możliwa bez realizacji zadań demokratycznej rewolucji niepodległościowej. Rewolucja instalująca w Polsce reżim wzorowany na radzieckiej dyktaturze stalinowskiej oraz zależny od imperializmu rosyjskiego nie mogła być demokratyczna i niepodległościowa.

Bardziej niż cokolwiek innego naturę tego reżimu poświadczył stosunek do rad zakładowych. Jak widzieliśmy, kierownictwo obozu londyńskiego, w tym nawet tak prawicowy wojskowy jak Bór-Komorowski, wzniecając Powstanie Warszawskie, uważało, że do najpilniejszych priorytetów politycznych władz powstańczych należy wydanie rozporządzenia o radach zakładowych. Było to absolutnie nieodzowne dla powstańczej mobilizacji klasy robotniczej i zapewnienia jej poparcia dla „państwa podziemnego’. Teraz, na terenach uwalnianych przez armię radziecką od okupacji niemieckiej, rady zakładowe tworzyły się z inicjatyw robotniczych, przejmowały kontrolę nad często zrujnowanymi fabrykami, organizowały odgruzowanie, mobilizowały załogi do pracy, uruchamiały fabryki i faktycznie nimi zarządzały. Nowa władza „lubelska” nie mogła obyć się bez nich, toteż wydawało się, że sprzyja ustanawianiu władzy rad w zakładach pracy. Zapowiadała, że szykuje dekret o radach zakładowych, i że będzie on jednym z podstawowych aktów ustawodawczych o przełomowym charakterze ustrojowym. Długo zwlekała – dekret wydała dopiero w lutym 1945 roku, prawie pół roku później niż uczyniły to władze „państwa podziemnego”. W życie wszedł jeszcze później, bo 20 maja, przy czym, jak się okazało, tylko formalnie. Już 1 czerwca minister przemysłu Hilary Minc wydał instrukcję, która oznaczała obalenie wszelkiej realnej władzy rad i zaprowadzenie w przedsiębiorstwach jednoosobowego kierownictwa. Rady wcielono do związków zawodowych, a te szybko ubezwłasnowolniono. Legalna PPS, która dopiero co zapewniała robotników, że oto „realizowana [jest] obecnie demokracja społeczna, której jednym z filarów jest uspołecznienie środków produkcji i współudział rad zakładowych w kierownictwie zakładów pracy”, teraz spuściła z tonu i wkrótce nabrała wody w usta.

Zdławienie rad zakładowych było nieodzownym warunkiem ustanowienia, zabezpieczenia i utrwalenia specyficznej dla panowania biurokracji „formy, w której praca dodatkowa jest wyciskana z bezpośrednich wytwórców” (Marks). Biurokracja ta nie była klasą panującą, której władza polityczna jest pochodną władzy ekonomicznej, a jedynie warstwą pasożytniczą, której władza ekonomiczna jest pochodną władzy politycznej. Wdrożenie i reprodukcja stosunków wyzysku wymagały zatem permanentnego stosowania przymusu pozaekonomicznego (politycznego). Wyzysk klasy robotniczej był niemożliwy bez tego przymusu, a on wykluczał wszelką formę demokracji robotniczej oraz niezależnej organizacji robotniczej – nie tylko politycznej, ale nawet związkowej.