dwutygodnik internetowy
12.11.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Każdy sobie

Zapominamy o strukturalnych, zazwyczaj dziedziczonych nierównościach. Mówiąc w kółko o motywacji, samorealizacji i stałym doszkalaniu się, zaczynamy postrzegać te podziały jako naturalną konsekwencję indywidualnych zasług.

Ilustr.: Rafał Kucharczuk


Ideologie pracy sprawiają, że zapominamy o strukturalnych, zazwyczaj dziedziczonych nierównościach. Mówiąc w kółko o motywacji, samorealizacji i stałym doszkalaniu się, zaczynamy postrzegać te podziały jako naturalną konsekwencję indywidualnych zasług.
 
Przeszło dwadzieścia lat temu świat pracy w Polsce stanął przed wyzwaniem przejścia od gospodarki centralnie sterowanej do systemu rynkowego. Transformacji tej towarzyszyła zmiana etyki pracy. Przemiany rynku pracy, które w Polsce zachodzą od końca lat osiemdziesiątych, w krajach Zachodu rozpoczęły się dekadę wcześniej. To wtedy dożywotnie zatrudnienie, jasna wizja kariery i związanego z nią dobrobytu, oraz opiekuńcze państwo zaczęły odchodzić do lamusa. Dobiegała końca epoka fordyzmu, której nazwa wywodzi się od systemu opartego na taśmowej produkcji, wprowadzonego na początku XX wieku w fabrykach samochodowych Henry’ego Forda. Ford odkrył, że podnosząc zarobki zatrudnianych przez siebie robotników, może osiągać większe zyski, ponieważ stają się oni konsumentami towarów, które produkują. Rosło znaczenie konsumpcji.
 
Emocjonalnie zmotywowani
 
Dla zmiany myślenia o pracy istotne okazało się także zaprzężenie języka psychologii do opisu świata pracy. Za sprawą przeprowadzonych jeszcze w latach dwudziestych XX wieku badań Eltona Mayo ujawniono związek wydajności z dbałością o emocje i uczucia pracowników. Eksperyment na zatrudnionych w Western Electric Company wykazał, że wzrost efektywności łączy się z poświęceniem uwagi pracownikom i zwiększeniem u nich poczucia, że sterują własnym losem. Mayo przyczynił się tym samym do trwałego splecenia języka efektywności z językiem emocji. Coś, co swego czasu było zaskakującym odkryciem, dzisiaj jest oczywistością: zarówno od menedżera, jak i od sprzedawcy w hipermarkecie bądź teleankietera oczekuje się umiejętności nawiązywania kontaktów, pracy zespołowej i komunikacji.
 
W ostatnich dekadach XX wieku państwa Zachodu wkroczyły w erę tzw. postfordyzmu, oznaczającą przede wszystkim wzrost elastyczności, a więc częstsze stosowanie niestandardowych form zatrudnienia, uelastycznienie i specjalizację produkcji oraz wykorzystanie bardziej wykwalifikowanej siły roboczej. W Polsce postfordyzm jest wciąż zjawiskiem dość nowym, ale problemy umów śmieciowych, liberalizacji przepisów dotyczących warunków pracy czy odchodzenia od zatrudnienia na całe życie i na etacie dotyczą wielu Polaków i zadomowiły się w debacie publicznej. Postfordowską narrację słyszymy w wypowiedziach polityków opowiadających się za uelastycznieniem rynku pracy, w mediach podkreślających wagę samorealizacji w pracy i wypowiedziach zwykłych ludzi. Wyznacza ona ramy dominującej opowieści o pracy i o tym, jak robić karierę.
 
Przyswojenie przez pracowników specyficznych kompetencji związanych z przemianami świata pracy jest ważnym elementem transformacji w krajach Europy Wschodniej. W ciągu ostatnich przeszło dwudziestu lat w przyśpieszonym tempie doświadczamy w Polsce zmian związanych z przechodzeniem od fordyzmu do postfordyzmu. Kluczowymi wartościami stały się możliwość nieustającego rozwoju i podnoszenia kwalifikacji oraz zdolność do ponoszenia ryzyka. Dobrą okazję do obserwacji przemian myślenia o pracy stwarzają poradniki dotyczące poruszania się po rynku pracy i robienia kariery. Uczą, że jednym z kluczy do osiągnięcia sukcesu jest „automotywacja”: należy odpowiednio się motywować, aby zrealizować swoje cele zawodowe. W jednym z artykułów promocyjnych konkursu „Grasz o staż” czytamy: „Kiedy wiesz już, co jest Twoim motywatorem, kiedy potrafisz inspirację i marzenia przemienić w zadanie do zrealizowania, kiedy wiesz dokładnie, jak wygląda Twój sukces – czas przystąpić do akcji. To właśnie ten moment jest najważniejszym sprawdzianem Twojej automotywacji: czy potrafisz zmotywować się do działania?”.
 

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


Kowale własnego losu
 
By odpowiednio się motywować, trzeba stosować cały wachlarz technik takich jak: terapia, ocenianie siebie, dyscyplinowanie, introspekcja, samokontrola. W poradnikach przyjmuje się, że są to kompetencje, które mogą być nabywane podczas szukania pracy i stałe doskonalone. Łatwo zapominamy, że umiejętność analizowania siebie i „znajdowana w sobie” nowych źródeł motywacji wiąże się ze specyficznym wyposażeniem kulturowym, które zależy od czynników w dużej mierze od nas niezależnych, takich jak pochodzenie społeczne. Prawdopodobnie robotnik nie będzie analizował swojego stosunku do pracy z taką samą łatwością jak absolwent wyższej uczelni, m.in. dlatego, że wykorzystuje inny aparat pojęciowy.
 
W opowieści o motywacji podkreśla się wagę pozytywnego myślenia. Credo tej ideologii można streścić za pomocą stwierdzenia: „Nie udało ci się, bo niewystarczająco się starałeś, niewystarczająco wierzyłeś w sukces”, które służy jako częste uzasadnienie dla niepowodzeń. Konsekwencją imperatywu pozytywnego myślenia jest przeniesienie na jednostkę odpowiedzialności za położenie społeczne i przebieg kariery. Tym samym uwaga zostaje odciągnięta od kwestii strukturalnych, związanych ze społecznymi nierównościami czy niepewnością rynkową – czynnikami niezależnymi od jednostki. Stąd w poradnikach dotyczących robienia kariery czytamy: „wszystko zależy od ciebie”, „nieważne, skąd się wywodzisz i od czego startujesz”. Odpowiedzialność za bieg zdarzeń zostaje scedowana na pojedynczego człowieka.
Rośnie znaczenie, jakie w życiu zawodowym przyznaje się umiejętności nawiązywania relacji i w ogóle kompetencjom emocjonalnym. Efekty tej zmiany są różnorodne: z jednej strony, praca staje się bardziej „ludzka”, poprawiają się jej warunki, ponieważ bierze się pod uwagę zdrowie psychiczne pracowników, ich emocje i potrzeby. Z drugiej strony, te same uczucia i emocje stają się ważnym towarem na rynku. Obszar, który wcześniej znajdował się poza sferą ekonomiczną, odgrywa dziś ważną rolę np. przy przyjmowaniu do pracy.
 
Poradniki dotyczące robienia kariery mają dać odpowiedź na pytanie o to, jak racjonalnie zdobyć pracę, pieniądze i sukces, osiągnąć samorealizację. Tyle tylko, że „racjonalnie” oznacza tu często: myśląc pozytywnie, wizualizując swój sukces, przystępując do grupy terapeutycznej. Poradnikowych przykazań jest oczywiście cała masa. Ich konfrontacja z rzeczywistością okazuje się problematyczna, ponieważ wiele elementów narracji postfordowskiej jest między sobą sprzecznych. Zachęty do wyznaczania sobie dalekosiężnych celów zawodowych mogą znaleźć się w konflikcie z wymogiem dużej elastyczności i angażowania się w tak charakterystyczne dla obecnego systemu pracy, krótkie ze swej natury „projekty”. Widać także pęknięcie między naciskiem na wytrwałość i planowanie kariery a zachętami do zmieniania pracy i podejmowania ryzyka („bo nie można się zasiedzieć”). Postulaty uznania hierarchii i podejmowania wyrzeczeń z myślą o karierze mogą natomiast pozostawać w sprzeczności z nakazem samorozwoju i czerpania przyjemności z pracy. Okazuje się więc, że godzenie ze sobą postfordowskich przykazań wymaga niekiedy nie lada ekwilibrystyki.
 
Sami sobie winni
 
Ideologie pracy motywują ludzi do pracy i nadają jej znaczenie jako aktywności związanej z celami wyższymi niż zarobki, takimi jak samorozwój. Postfordowska narracja, choć dominująca w przestrzeni publicznej, nie stanowi jednak sposobu myślenia o pracy charakterystycznego dla całego społeczeństwa. Dotyczy pewnych specyficznych wysp w ramach polskiego świata pracy. Pytanie, czy rozszerzy się ona na pozostałe jego segmenty, czy też w jej miejsce pojawi się jakaś inna narracja, pozostaje otwarte.
 

Ilustr.: Kuba Mazurkiewicz


Warto zauważyć, że elementy ideologii postfordowskiej w różny sposób obecne są w narracjach i doświadczeniach poszczególnych klas społecznych. Postfordowska ideologia pracy w jakiejś mierze hierarchizuje pracowników pod względem ich pochodzenia społecznego. Praktyki klasy ludowej są niejako odwrotnością pożądanego w ramach tej ideologii stosunku do pracy. Dzieje się tak m.in. dlatego, że w istocie w postfordowskim opisie rzeczywistości nie jest uwzględnione doświadczenie tej klasy – opisuje on świat, z którego wyparta została właściwie praca fizyczna. Postfordyzm posługuje się strategiami legitymizacji, które przypisują zasługom poszczególnych jednostek odpowiedzialność za ewentualny sukces lub porażkę. Badania socjologów pokazują, że w takiej wizji pracy i kariery najpełniej odnajdują się przedstawiciele klasy średniej.
 
Ideologie pracy sprawiają również, że zapominamy o strukturalnych, zazwyczaj dziedziczonych nierównościach. Mówiąc w kółko o motywacji, samorealizacji i stałym doszkalaniu się, zaczynamy postrzegać te podziały jedynie jako naturalną konsekwencję indywidualnych talentów, zasług, wysiłku czy nastawienia. Mechanizmy tej naturalizacji dobrze widać choćby w debacie publicystów na temat biedy w Polsce. Często opisuje się ją jako wynik nieodpowiedniego nastawienia i roszczeniowości odziedziczonej po PRL-u, czego próbkę możemy znaleźć w słowach Witolda Gadomskiego: „Bieda to stan ducha i świadomość ludzi. Ostatnie pół wieku pokazało, jak słabo państwo radzi sobie z duchem. Próby odgórnego kierowania świadomością społeczeństwa doprowadziły do wykształtowania się człowieka sowieckiego, oczekującego na decyzje i działania urzędnika. Czekając na to, człowiek sowiecki pogrąża się w nędzy” (cytuję za Mirosławą Marody i Mikołajem Lewickim). Widać, że od opisu nierówności, poprzez narrację o motywacji czy dbałości o samorozwój, często blisko już jest do poczucia wyższości i stygmatyzacji innych. Prosty dualizm oparty na odróżnieniu nowoczesnych, elastycznych pracowników od roszczeniowego homo sovieticusa jest o tyle niebezpieczny, że maskuje nierówności społeczne, które wiążą się ze społecznym pochodzeniem i tworzą się bardzo wcześnie.
 
Tekst pochodzi z numeru kwartalnika 22 „Kontakt” o tytule “Cześć pracy”.
 
Czytaj nas w każdy poniedziałek!