dwutygodnik internetowy
12.08.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Jerozolimski tramwaj

  Planować trzeba kilka kroków do przodu. Już wsiadając, pasażer powinien dokonać oglądu sytuacji, rozważyć, gdzie się ustawić, kiedy przesunąć, jak wsadzić nogę między drzwi i runąć na przystanek z głową pochyloną niczym taran. Nie wolno się zamyślać. Po książkę bez obaw mogą sięgać tylko weterani, którzy na ćwiczeniach wylali wiadra krwi, by teraz w […]

 

ilustr.: Kuba Mazurkiewicz

Planować trzeba kilka kroków do przodu. Już wsiadając, pasażer powinien dokonać oglądu sytuacji, rozważyć, gdzie się ustawić, kiedy przesunąć, jak wsadzić nogę między drzwi i runąć na przystanek z głową pochyloną niczym taran. Nie wolno się zamyślać. Po książkę bez obaw mogą sięgać tylko weterani, którzy na ćwiczeniach wylali wiadra krwi, by teraz w prawdziwym życiu pozwalać sobie na coś, co turyście zdać się może nonszalancją – lekturę w tramwaju. Wykluczone jest wreszcie tępe wpatrywanie się w szybę – w ramach spełniania dobrych uczynków trzeba niby przypadkiem szturchnąć współpasażera, który z półotwartymi ustami stoi obok, w przeciwnym bowiem razie czeka go nerwowe przepychanie się do wyjścia i – najprawdopodobniej – spacer w przeciwnym kierunku.

Nie upilnowałem? Nieprawda, w roztargnieniu szukając wolnego miejsca, wcisnąłem się w kąt po drugiej stronie tramwaju. Niby do drzwi dwa kroki, ale z każdym kolejnym przystankiem tłum rośnie, a ja nadal nic – stoję, gdzie mi wygodnie, bo nikt się nie ociera, nie przyciska mnie torbą do ściany. I choć tłum przede mną rośnie, nadal nie widzę jeszcze, że jestem w pułapce. Rzeczywistość dopada mnie brutalnie na Dworcu Głównym, kiedy olbrzymia masa ludzka rusza z peronu do środka nie czekając na wysiadających. Nie zostawiają najmniejszej szczeliny, ludzie w środku cofają się pod naporem i przypierają mnie mocno do szyby. Co najdziwniejsze, nie słychać protestów, nikt nie krzyczy „proszę się cofnąć”, wszyscy poruszają się w milczeniu, jakby chodziło o przeciąganie liny, a nie dojazd do pracy. Pewnie i mógłbym się wyrwać, staranować rzędy przede mną i wyrwać się na wolność, cóż jednak, skoro bezużyteczne wychowanie zmusza mnie bym na przemian przepraszał, dziękował, delikatnie wymijał, wciągając brzuch. Tu nikt nie ma na to czasu i ochoty, zewsząd patrzą na mnie pełne irytacji i braku zrozumienia oczy.

Nie wysiadłem. Przez całą drogę do następnego przystanku torowałem sobie przejście na koniec wagonu, gdzie szczęśliwie stało mniej ludzi. Kiedy drzwi otworzyły się ponownie, wypadłem na zewnątrz.

 
***

Do izraelskiego braku grzeczności można przyłożyć różne klucze. Pierwszy to „sabra” – słowo, którym określa się Żydów urodzonych w Izraelu. Sabra to owoc opuncji, powszechnie występującego na bliskim wschodzie kaktusa. Jego skórka jest twarda i pokryta długimi kolcami, które bronią dostępu do miękkiego i słodkiego miąższu. Takimi chcą się widzieć Izraelczycy – szorstkość obejścia ma zakrywać szczerą serdeczność. Kolce służą przetrwaniu – chronią uczuciowe wnętrze przed uciążliwością permanentnego konfliktu, gruba skóra osłania przed miejscowym klimatem.

Innym słowem-kluczem może być też „hucpa” – „bezczelność, przekroczenie norm, brawura, arogancja”. Starsze pokolenie chętnie używa go w odniesieniu do młodzieży, którą ma za rozwydrzoną i całkiem samowolną. I choć taką ocenę młodzieży można usłyszeć w niejednym kraju, Izraelczycy uważają, że w ich przypadku hucpa ma charakter szczególny. Twierdzą, że emigranci z powojennej Europy świadomie pozwalali swoim dzieciom na więcej, nie chcieli bowiem, by musiały się one bać, niczym ich rodzice na Starym Lądzie. W zamian miały one rozwinąć zdecydowany i pewny siebie charakter. Stąd też „hucpa” może mieć i pozytywne znaczenie – takie przynajmniej widzą Dan Senor i Saul Singer, autorzy niedawnego izraelskiego bestsellera Start-up nation. Ich zdaniem hucpa to, poza wszystkim innym, umiejętność zakwestionowania mylnych decyzji przełożonych, odwaga w forsowaniu własnych pomysłów. Autorzy przyznają, że obcokrajowiec może to uznać za niegrzeczność, sami jednak wybierają takie rozumienie „hucpy”, w którym jest ona zdrową bezpośredniością, źródłem izraelskiej innowacyjności i fundamentem ekonomicznego sukcesu państwa.

 
***

Sukces sukcesem, ale tramwajem w Jerozolimie jeździć trudno – co gorsza, jeździć nim trzeba. Miasto ukończyło inwestycję w 2011 roku po niemal dziesięciu latach prac, ale mieszkańcy przestali lubić tramwaj jeszcze zanim zdążyli pojechać nim po raz pierwszy. W zamierzeniu miał świetnie skomunikować całą żydowską część miasta, od dzielnic zachodnich, przez centrum, po osiedla we wschodniej, arabskiej części miasta. Z ruchu wyłączony został dwukilometrowy odcinek Jaffa Road, najważniejszej ulicy w centrum. Planowano, że po zakończeniu inwestycji autobusy będą dowozić pasażerów do przystanków tramwaju, skąd już spokojnie i szybko, niemal jak metrem, dojadą w dowolny punkt miasta. Cóż jednak z tego, skoro tramwaje kursują rzadko, a kiedy już jadą, to rozwijają zawrotną prędkością czterdziestu kilometrów na godzinę. Na przystankach niemal zawsze czekają na nie tłumy. I niemal zawsze zaczynają wchodzić do środka zanim jeszcze otworzą się drzwi.

 
***

Na początku czerwca przy automatach biletowych pojawiły się plakaty zachęcające do przepuszczania wysiadających (i uśmiechania się do siebie nawzajem). Żeby ułatwić pasażerom zadanie, przedsiębiorstwo przewozowe żółtymi liniami wykleiło strefy wsiadania i wysiadania – stosowne strzałki pokazują, w którym miejscu należy się zatrzymać, jaki jest kierunek ruch na zewnątrz i do środka. Zadbano nawet i o to, żeby żółte strefy pokrywały się z ulokowaniem drzwi w tramwaju. Po dwóch miesiącach nie widać najmniejszych efektów akcji, mało kto zwraca uwagę na linie i plakaty, może poza kilkoma roześmianymi turystami z jakiegoś szczęśliwego kraju, gdzie zapewne na autobusy czeka się w kolejkach. Jerozolimczycy nadal tłoczą się w wejściu. Daj spokój, na to trzeba lat – mówi mi znajomy, kiedy narzekam, że chwilę wcześniej widziałem, jak na peronie ludzie blokowali strefę wysiadania. Pytam go więc, jaki klucz przyłożyć do sprawy – „sabra”, „hucpa”, a może jeszcze jakiś inny. Żaden – odpowiada. – To nie ludzie są problemem. To tramwaj.

 

UWAGA! W czasie wakacji internetowa odsłona „Kontaktu” będzie ukazywać się raz na dwa tygodnie – co drugi poniedziałek. Serdecznie zapraszamy do lektury!