dwutygodnik internetowy
13.03.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

I ty możesz zostać doktorem!

W Szkole Głównej Handlowej każdego roku obronionych zostaje kilkadziesiąt doktoratów. Zdecydowana większość z nich wzbudza dość niewielkie zainteresowanie poza radą przeprowadzającego przewód kolegium i bliskimi doktoranta. 9 marca sytuacja wyglądała zdecydowanie inaczej – przepełniona i zadająca mnóstwo pytań sala zdecydowanie zadziwiła społeczność SGH.

Ilustr.: Andrzej Dębowski

Ilustr.: Andrzej Dębowski (przerobione zdjęcie Adriana Grycuka – oryginał dostępny na licencji CC BY-SA 3.0-pl w serwisie Wikimedia Commons)

Co sprawiło, że oprócz profesorów obronę odwiedziło kilkadziesiąt młodych osób, wypełniając aulę w sposób zdecydowanie przekraczający normy bezpieczeństwa przeciwpożarowego (które, jak się okazało, niespecjalnie obchodzą przeprowadzającą obronę komisję)? Wbrew podejrzeniom przybyłej ze Szczecina recenzentki nie była to „nowatorska” tematyka pracy dotycząca YouTube, a raczej wątpliwości związane z jej jakością oraz osobą doktoranta – Mateusza Grzesiaka.

Postaci najsłynniejszego w Polsce coacha i mówcy motywacyjnego i związanych z nim kontrowersji raczej nie trzeba czytelnikom „Kontaktu” szerzej przedstawiać. Powszechnie donoszą o nich media, między innymi Gazeta Wyborcza, Newsweek czy Tygodnik Powszechny. Ostatnio do zarzutów o hochsztaplerstwo dołączyły kolejne związane z podejściem coacha do „medycyny alternatywnej”. Mateusz Grzesiak na internetowym forum przekonywał, że polipy można wyleczyć siłą woli, epilepsję pokonać perswazją, a coaching w walce z rakiem może być skuteczniejszy nawet od chemioterapii.

Jakie badania przeprowadził Mateusz Grzesiak? Obroniona praca doktorska opiera się na trzech przeprowadzonych wywiadach oraz jednej ankiecie w internecie. Jak komentuje Jan Zygmuntowski, reprezentant Samorządu Studenckiego w radzie Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH: „To może wystarczyć do przygotowania pracy licencjackiej, ale nie do doktoratu”. O ile przedstawiona praca może budzić wątpliwości, doktorantowi nie można odmówić zdolności retorycznych. Komisja właściwie jadła mu z ręki, nawet gdy przekonywał, że afera polipowa to postprawda i manipulacja, a pisma przedprocesowe wysłane do osób, które ją ujawniły, to po prostu sposób komunikacji.

Przedstawione recenzje pracy wzbudziły oddźwięk w społeczności akademickiej. Jak stwierdza recenzent: „W pracy nie zaprezentowano treści dotyczących ekwiwalencji […] w badaniach międzynarodowych, jednakże Autor zapewnił (s. 95), że miał świadomość wielu wymagań i rygorów, jakie te badania muszą spełniać”. Autor bloga habilitant2012, piętnującego słabości polskiej nauki, komentuje: „Gdy to przeczytałem, moja szczęka postanowiła opuścić mnie i spaść na podłogę. Ten fragment daje zupełnie nowe możliwości dla potencjalnych doktorantów. Wszak, co prawda, nie zrobiłem przeglądu literatury, ale zapewniam, że wszystko przeczytałem. Ba, co prawda, przedstawiam tylko wnioski, ale szczerze obiecuję, że badania zrobiłem i wszystko wyszło tak, jak napisałem. W przypadkach ultracelebryckich rozważyłbym nawet obronę doktoratu na podstawie zapewnienia doktoranta, że rozprawę rzeczywiście ma, ale w domu. Jednak gorąco zapewnia, że to świetna rozprawa. Stopień się należy jak psu buda, nie?”.

Obrona zakończyła się jasnym wynikiem – komisja jednogłośnie zadecydowała o jej przyjęciu. Promotor pouczył zgromadzonych na sali młodych ludzi, że na starość spokornieją. Rada Kolegium Zarządzania i Finansów w przyszłym miesiącu ostatecznie zatwierdzi przyznanie tytułu doktorskiego. Niesmak jednak pozostaje, tym bardziej, że podobnych doktoratów broni się w Polsce dużo więcej. Nikogo jednak to specjalnie nie interesuje. Wstyd umarł.

  • http://treningirozwoj.pl/ Trening i Rozwój

    Prawda, czyli to co ktoś realnie potrafi zrobić, jakie korzyści przynieść innym swoją pracą, co potrafi, nie mają specjalnego znaczenia. Ale społeczeństwo chyba zawsze tak funkcjonowało. Liczy się to co inni uznają za prawdę, za wartość. Zatem jeśli coach jest zapraszany, sowicie wynagradzany finansowo, odniósł sukces społeczny, to znaczy, że jest człowiekiem w tych czasach potrzebnym. Tytuł doktora jest tylko symbolem tego, że profesorowie pewnie rzadko mają do czynienia ze studentem, który odnosi takie sukcesy społeczne i zyskuje popularność. Pewnie postanowili z tym nie dyskutować, a zatem nie dyskutować też z jego wiedzą. I faktycznie można to uznać za przejaw pokory na zasadzie – wiem, że nie lub niewiele wiem.

    • Jacek

      Tak, ale wydaje mi się, że bardziej chodzi o tę rozmywającą się granicę, do której możemy mówić jeszcze o nauce.

      Doktorat jest tytułem naukowym, nie jest miarą popularności, powodzenia czy nawet wartości tego, co dana osoba stworzyła. Tym się różni od nagród, czy tytułów honorowych.

      • bry

        Doktorat jest stopniem naukowym, nie tytułem.

  • Virgo

    Uwielbiam tę niebywałą otwartość i tolerancję nauki na prawdziwie wolny dyskurs naukowy. To MY – autorytety – z wyżyn katedr i naszych zdobytych tytułów decydujemy, o czym można, a czym nie można debatować. Jak nam się coś nie podoba, to nazwiemy to szarlatanerią. Dlatego na uczelniach NIE WOLNO dziś dyskutować o: medycynie alternatywnej, homeopatii, kwestionować efektu cieplarnianego, siać wątpliwości co do bezpieczeństwa szczepionek. Po prostu od razu się dowiesz, że jesteś szarlatanem i oszołomem. Ale nie przeszkadza to robić doktoraty i habilitacje z doktryny katolickiej i teologii. Jakoś pan Wroński nie apeluje, by ruszyły tłumy do uczelni katolickich i wyśmiewały ich doktoraty z dogmatów, trójcy świętej itd. Grzesiak zna kilka języków i jest w stanie się nauczyć kolejnego w kilka miesięcy, świetnie zarabia, przyciąga tłumy na swoje imprezy. Nie jestem jego fanem, mam różne zastrzeżenia, ale ten facet coś posiada, czego nie ma cała chmara sfrustrowanych, nieudacznych, pseudointelektualistów pouczających innych ze swojej wyżyny JA-WIEM-LEPIEJ.

    • Staszek Krawczyk

      Nikt raczej nie kwestionuje inteligencji i umiejętności biznesowych Mateusza Grzesiaka, ale nie na tej podstawie przyznaje się stopnie doktorskie.

      • Virgo

        A co konkretnie jest kwestionowane apropos jego doktoratu? Metodologia, przypisy, źródła, recenzje, wyniki egzaminów? Raczej to, że jest popularny, a tego się w Polsce nie lubi, bo Polak tylko jednej rzeczy nie daruje drugiemu Polakowi – najgorsze, co Polak może zrobić drugiemu Polakowi – to osiągnąć sukces.

    • lukasso

      Nie wiem lepiej i może w ogóle nic nie wiem, oczywiście poza tym, że pan Grzesiak jest znany i ma talent. Wiem natomiast, że trzy wywiady i jedna ankieta to zdecydowanie za mało, by obronić pełnoprawny doktorat.