dwutygodnik internetowy
15.06.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Dziękujemy za odwiedziny. Spotkanie z poezją Larsa Gustafssona

Poezja Larsa Gustafssona jest jedną z tych, o których nie wypada mówić za wiele, bo to sprzeczne z jej naturą. To tylko przezroczysta soczewka, która wysyca to, czego nauczyliśmy się na co dzień nie dostrzegać. Wymowna cisza świata i milczenie rzeczy bez wątpienia wystarczą na tomik świetnych wierszy.

Skąd przychodzą do nas i po co te wszystkie „dziwne, drobne przedmioty”, które taką uwagą i czułością obdarowuje Lars Gustafsson w tomiku pod tym właśnie tytułem? Drobiazgi drzemiące na dnie szuflad, bibeloty z półek i parapetów, ci wszyscy ekscentryczni goście, których obecność w naszych domach pozostaje niewytłumaczona, to przybysze z równoległych wszechświatów. Zatrzymują się tutaj na chwilę, nie mówiąc nic o swoich dalekich ojczyznach, w których ich trwanie ma może zupełnie inny sens.

Wszystkie te dziwaczne

drobne przedmioty

docierają do nas przez całe życie

każdy ze swojego miejsca,

każdy ze swojego Logosu (…)

 

Oczywiście nie mówią.

Nie są też „symbolami”

tego czy tamtego.


Zstąpiły z nieba form,

żeby na krótko

pozostać na biurku

i we wnęce okna.

 

Dziękujemy za odwiedziny.

 

Mam poczucie, że poezja Larsa Gustafssona jest jedną z tych, o których nie wypada mówić za wiele, bo to sprzeczne z jej naturą. To tylko przezroczysta soczewka, która wysyca to, czego nauczyliśmy się na co dzień nie dostrzegać. Wymowna cisza świata i milczenie rzeczy są przecież zagadką na całe życie. Bez wątpienia wystarczą na tomik świetnych wierszy. Po co więc wymyślać, skoro można pisać o tym, co jest? Gustafsson ogranicza się do lakonicznych obserwacji, które jednak wcale nie są suche. Wprowadzają raczej nastrój tajemnicy; nagle zaczynamy zwracać uwagę na „promieniowanie tła”. To, co oczywiste, przestaje takie być. Istniejemy teraz i tutaj, w miejscu, gdzie na krótki moment skrzyżowały się szlaki kosmicznych wędrówek ludzi, zwierząt, roślin i rzeczy.

Może więc zamiast poddawać poezję Gustafssona okaleczającym analizom (materia to niezwykle delikatna), lepiej będzie przyjrzeć się jej przez pryzmat samej postaci autora. Ten szwedzki poeta, powieściopisarz, rzeźbiarz, malarz, filozof, wykładowca akademicki… ma na swoim koncie kilkadziesiąt tomów wierszy i liczne nagrody literackie. Jego wszechstronność znajduje odbicie w twórczości, którą bez wahania wolno nazwać erudycyjną. Nie jest to jednak erudycja wymuszona i egzaltowana; poeta nie epatuje nikogo swoją ogromną wiedzą, nie rzuca sztucznych, intelektualnych wyzwań. Daje po prostu prawo istnieć Arystotelesowi obok nieszczęśliwej ciotki, koncertom brandenburskim obok ulubionego labradora, Dürerowi obok zimowych rękawiczek. Zwraca uwagę niezwykła kultura głosu obserwatora, który nie prowadzi interpretacyjnej selekcji tego, co dostrzega w świecie, ale właśnie podkreśla różnorodność i równoprawność jego elementów.

Na szczególną wzmiankę zasługuje zainteresowanie Autora matematyką. Jego wiersze o rozkładzie normalnym czy o liczbach pierwszych są zaskakująco wręcz piękne. Dla kogoś, kto nie jest za pan brat z tą dziedziną, może brzmieć to ekscentrycznie lub nawet niepokojąco, ale przestrach jest niewskazany. Nie potrzeba tu żadnego wykształcenia matematycznego. Gustafsson pisze o matematyce, wydobywając jej wzniosłość, tajemnicę i urodę. Dotyka w ten sposób podszewki świata, odsłaniając z jednej strony jego przedustawną harmonię (Leibniz, który ów termin ukuł, także często gości w tej poezji), z drugiej zaś dostrzega, że rzeczywistość pełna jest efemerycznych drobiazgów, które nie podpadają pod normy statystyczne. Krzywą Gaussa nazywa „tyranką, surową nauczycielką trzymającą nas w cierpkiej nudzie średniości”, stawiając pełne wyrzutu pytanie: co z tymi wszystkimi przypadkami dziwactw, które jednak zaistniały, ale które przemilcza się w imię ilościowo pojętej normalności? Widoczne są dopiero w odpowiedniej skali, ale być może właśnie dlatego to one, przez swoje utajenie i niezwykłość, mogą powiedzieć nam najwięcej o tajemnicy świata.

Trzeba w tym miejscu wspomnieć o związkach Gustafssona z poezją polską. Wydanie „Dziwnych, drobnych przedmiotów” opatrzone jest jego posłowiem, w którym pokrótce opowiada o tym, co łączy go z naszą literaturą. A mowa tu o rzeczach bardzo konkretnych: poeta miał okazję poznać wielką trójkę twórców XX wieku: Herberta, Miłosza i Szymborską. Tej ostatniej, jak mówi, zawdzięcza najwięcej. Powiada: „Nie tylko jej odwaga pisania na tematy matematyczne – Liczba Pi ośmieliła mnie do napisania wiersza o liczbach pierwszych – ale cała jej artykulacja, ideał poezji respektującej wewnętrzną strukturę języka, poezji, której twierdzenia dają się w jakiś sposób zweryfikować, są dowodem na to, że Szymborska zdecydowanie należała do większego kierunku poetyckiego, który przez całe życie mnie pociągał i inspirował”. Ona zaś, gdy przeczytała tłumaczenie wierszy Gustafssona, w zachwycie poleciła je „natychmiast wydać”.

Mógłbym próbować zmierzyć i zważyć te wiersze przez opis tego, co mnie w nich tak ujmuje. Głęboka tęsknota, świadomość przemijania i wrażliwość na piękno powstrzymywane przez dbałość o dystans poznawczy i kulturę wypowiedzi. Opisy skandynawskiej przyrody, obecność psów i kotów, intymność, skromność, balans muzyki i ciszy, precyzja, dbałość o szczegół. A jednak żaden z tych walorów nie oddaje wyjątkowości poezji Gustafssona. Ona leży gdzieś obok, albo raczej gdzieś ponad tym wszystkim, w umiejętnym zestrojeniu elementów. Zamiast tego proponuję więc lekturę próbki, która, mam nadzieję, zachęci do sięgnięcia po całość tomiku w pięknym tłumaczeniu Zbigniewa Kruszyńskiego skuteczniej niż powyższy panegiryk.

 

(…) Świat, ten labirynt zagubionych

 

i zapomnianych przedmiotów, od starych mieczy

w nieotwartych grobach z epoki brązu

 

po okulary do czytania zapodziane przedwczoraj,

pamięta je wszystkie. Nie ma powodów do obaw.

 

A ty, który tak gorączkowo szukasz?

Czy sam nie jesteś przedmiotem szukania?

 

Coś mówi ci tego wieczoru, gdy coś się odnalazło,

porysowane, pordzewiałe, a jednak podobne

 

w szufladzie pod warstwą śrub i kłódek,

że całe to szukanie rzeczy

 

jest tylko odbiciem twojego pragnienia,

by ktoś tak gorączkowo poszukiwał ciebie.