dwutygodnik internetowy
09.09.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Lambert: Nowe szanse nowej szkoły

Dużo mówi się o rosnącej liczbie uczniów, którzy przedwcześnie porzucają edukację. Chcielibyśmy sprawić, by szkoła każdemu dawała umiejętności pozwalające na uczestnictwo w systemie pracy, w społeczeństwie.

 

ilustr.: JanLibera

 

O edukacyjnej polityce Unii Europejskiej z Jean Lambert, brytyjską posłanką do Parlamentu Europejskiego z ramienia Zielonych, rozmawiają Jarosław Ziółkowski i Mateusz Luft.

 

W polskiej dyskusji na temat edukacji zwraca się często uwagę na fakt, że powinniśmy przed nią stawiać cele inne, niż wyłącznie zaspokojenie potrzeb rynku pracy. Jak wygląda ta dyskusja z perspektywy Parlamentu Europejskiego?

Z pewnością część dyskusji o edukacji w Parlamencie obraca się właśnie wokół rynku pracy. Mówi się o tym, w jaki sposób rynek powinien uczestniczyć w planowaniu edukacji, o umiejętnościach, których może w określonych sektorach brakować.

 

Czy nie jest trochę tak, że kwestie rynkowe monopolizują tę debatę?

Zdecydowanie nie. Dużo mówi się również o rosnącej liczbie uczniów, którzy przedwcześnie porzucają edukację, przestają chodzić do szkoły. Chcielibyśmy obniżyć ten odsetek, sprawić, by szkoła każdemu dawała umiejętności pozwalające na uczestnictwo w systemie pracy, w społeczeństwie.

 

Ale znowu tu chodzi wyłącznie o umiejętności skrojone z myślą o wykonywaniu konkretnych zawodów?

Nie tylko. Poruszamy też kwestię tak zwanych „umiejętności życiowych”. Przyglądając się rynkowi pracy możemy dziś przewidywać, że ludzie będą w przyszłości zmieniać pracę częściej niż wcześniejsze pokolenia. I co nie mniej ważne, zmieniać będą nie tylko pracodawcę, ale czasem także i zawód, będą się przekwalifikowywać.

Na poziomie Unii Europejskiej znacznie mniej dyskutuje się o filozoficznym wymiarze edukacji. Myślę, że dyskusja taka odgrywa większa rolę w debatach narodowych. A ponieważ Unia przede wszystkim ma wpływ na politykę zatrudnienia, to też stąd łatwiej wywierać w niej nacisk na funkcjonalność edukacji, zapominając o radości płynącej ze zdobywania wiedzy.

 

Żeby jednak docenić piękno wiedzy trzeba mieć poczucie bezpieczeństwa finansowego.

To prawda. Studenci uniwersytetów w Anglii i Walii płacą fortunę za czesne i kończą studia z wielkim długiem. Z ich perspektywy pytanie o to gdzie znajdą się na rynku pracy po studiach jest uzasadnione. Choć pod względem opłat za studia, kraje UE różnią się znacząco.

 

Wróćmy do Parlamentu. Wspomniała pani o tym, że ten „filozoficzny” czy też „bardziej życiowy” wymiar edukacji daje zdolność dostosowania się do zmieniających się warunków. Mamy wrażenie, że to jednak jest kolejny, bardziej złożony argument na rzecz rynku.

Może doprecyzuję. Edukacja poza wszystkim innym powinna dawać ludziom możliwość spełniania się. Edukacja powinna rozwijać całą osobę, zwracać uwagę na jej zainteresowania. Już dziś widzimy, że ludzie spędzają coraz więcej czasu szukając pierwszej pracy, albo też dłużej niż kiedyś są bezrobotni po utracie wcześniejszego zatrudnienia. Musimy dawać im coś od pracy niezależnego, co będzie budowało ich poczucie wartości. Chodzi o to, by człowiek zawsze mógł zająć się czymś, a co jest niezależne od tego, jak postrzegają go inni ludzie.

 

Ktoś mógłby zarzucić temu poglądowi pięknoduchostwo.

Wtedy możemy wrócić do tego, o czym już mówiliśmy. Nie wiemy, w jaką stronę idą zmiany, nie wiemy więc też, jakie umiejętności będą w przyszłości potrzebne. Rozwijajmy ich więc możliwie dużo. Kiedyś królował pogląd, że każdy powinien zostać inżynierem. Teraz już jednak wiemy, że to wcale nie gwarantuje to sukcesu jednostki i społeczeństwa, że zaniedbujemy w ten sposób inne ważne umiejętności.

 

Sytuacja na angielskich uniwersytetach pokazuje jednak, że uwzględnienie w edukacji tego „filozoficznego” wymiaru nie zacznie się na poziomie jednostkowym, musi wychodzić od państwa.

Debata w tej sprawie wciąż się rozwija. Część kwestii opłat za studia kręci się wokół pytania o to, kto powinien płacić za wyższe wykształcenie. Zwolennicy pełnego czesnego mówią, że ludzie z wyższym wykształceniem zdobywają lepiej płatne miejsca pracy. Ta logika sama się jednak unicestwia, bowiem im więcej ludzi ma wyższe wykształcenie, tym bardziej spada wartość dyplomu, spada też oczekiwana wysokość poborów absolwenta studiów.

 

Ciekawe, że mimo tego mechanizmu zwiększanie ilości studentów traktowano w Europie przez długi czas jako niemal jedyną odpowiedź na problemy zatrudnienia.

To wręcz niesamowite, że mechanizm, o którym wspomniałam dostrzegli wszyscy poza ludźmi tworzącymi politykę państw Unii. Opłaty za studia oddalają edukację od ideału, w którym jest ona dobrem wspólnym i z którego efektów korzysta całe społeczeństwo. Jak już zresztą mówiłam, w Europie ta sprawa jest traktowana różnie. W czasie gdy w Anglii zwiększa się czesne, Niemcy od niego odchodzą na rzecz finansowania szkolnictwa wyższego z podatków.

To dość zabawne, ale pozytywnym rezultatem zwiększenia czesnego w Anglii jest to, że coraz większa grupa młodzieży decyduje się na studia za granicą. Okazuje się, że skoro w krajach Unii systemy edukacyjne traktują ich tak samo jak miejscowych, może nie jest złym pomysłem wyjechać na studia do Holandii. W ten sposób brytyjski rząd – całkiem niechcący – zdołał obalić kilka barier.

 

Edukacja to jednak nie tylko studia młodzieży, to też kształcenie ustawiczne. Tej idei zarzuca się często, że nie zwiększa szans ludzi naprawdę potrzebujących, a dociera raczej do już uprzywilejowanych.

W czasach kryzysu rządy mają tendencję przerzucania tych wydatków na obywateli, co sprawia, że faktycznie przekwalifikowują się tylko ci, których i tak na to stać. Jeśli bowiem mamy dobrą pracę, możemy zapewne uzyskać od pracodawcy kilka godzin tygodniowo na kursy doszkalające. A na taki luksus zupełnie nie może sobie pozwolić ktoś, kto by w ogóle móc się utrzymać, chwyta się dodatkowych zajęć. To na pewno duże wyzwanie.

W odpowiedzi na ten problem Unia stara się tak organizować szkolenia, by przykładowo płacić przy okazji za opiekę nad dziećmi ich uczestników. Ci ludzie często bez tej pomocy nie mogliby nawet myśleć o udziale w oferowanych przez nas programach. I w wielu miejscach – na przykład w moim londyńskim okręgu wyborczym – naprawdę udało się pomóc ludziom w nauce języków, rozwijaniu umiejętności komputerowych. Wyposażono ich w naprawdę podstawowe narzędzia decydujących o sile jednostki na rynku pracy.

 

Czy o tych programach mówi się w Parlamencie także w kontekście wysokich wskaźników bezrobocia?

Na pewno. Odsetek bezrobocia w Hiszpanii, Grecji i innych krajach jest przerażający – jeśli ma się mniej niż pięćdziesiąt procent szans na zdobycie pierwszej pracy, to jest to życiowy dramat. Rośnie dziś nacisk na kierowanie pieniędzy do ludzi w młodym wieku, dopiero zaczynających samodzielne życie. Chodzi tu przede wszystkim o pomaganie w zdobywaniu pracy.

 

A czy programy wspierania młodych i edukacja ustawiczna nie są celami, które przypadkiem konkurują o te same pieniądze?

Wiadomo, że w tej dziedzinie pieniądze są mniejsze niż byśmy chcieli. Faktem jest też to, że duża ich część idzie do młodych, co w oczywisty zmniejsza fundusze na prowadzenie edukacji ustawicznej. Niektóre z państw członkowskich podjęły zresztą tę decyzję niezależnie. Przykładowo Wielka Brytania pod poprzednim rządem zdecydowała, że będzie kładła nacisk na finansowe wsparcie młodych na rynku pracy, a wiele programów dla dorosłych zostało w związku z tym zamkniętych.

 

Czy jednak programy skierowane do młodych ludzi mogą zmienić ich sytuację, skoro sytuacja na rynku pracy jest w wielu krajach niezmiennie dramatyczna?

Skuteczność tych programów jest rzeczywiście ograniczona. Kiedy jako Zieloni proponowaliśmy Europejską Gwarancję dla Młodych naszym celem było przede wszystkim utrzymywanie młodych w takim lub innym powiązaniu z rynkiem, bo powrót do pracy po dłuższym jej braku jest zawsze bardzo trudny. Przy decyzjach o finansach trzeba oczywiście brać pod uwagę to, gdzie mogą pojawić się stanowiska pracy. Z jednej strony możemy podejmować decyzje bazując je na tym, że mniej ludzi pracuje i powinniśmy znaleźć sposób na zajęcie ich w inny sposób. Z drugiej strony możemy dostrzegać nowe szanse i stawiać na współpracę państw i sektora prywatnego w inwestowaniu w przedsięwzięcia, które mogą tworzyć całkiem nowe miejsca pracy.

Komisja celuje zwłaszcza w tworzeniu miejsc pracy w tak zwanej „zielonej gospodarce”, ale także w sektorze opieki zdrowotnej, bowiem społeczeństwo się starzeje i w tej dziedzinie popyt na pracę będzie na pewno rósł. W tych sektorach będą potrzebne inwestycje państwowe, ale wiemy też, że prywatny kapitał jest skłonny do współpracy. Problem w tym, że biznes nie koniecznie czuje, że ta współpraca jest bezpieczna.

 

Dlaczego?

Inwestorzy chcą znać jasne, długoterminowe plany. Rządy i Unia powinny dawać czytelne sygnały, a pojawiłyby się pieniądze i miejsca pracy. W Wielkiej Brytanii mieliśmy problem z energią słoneczną – rząd najpierw hojnie płacił za produkowaną energię, więc na dachach prywatnych domów pojawiło się dużo paneli słonecznych. Po pewnym czasie rząd stwierdził jednak, że był zbyt hojny i zmniejszył stawki zakupu energii. Ta decyzja zabiła wiele miejsc pracy w przemyśle, który dopiero zaczynał się rozkręcać. To pokazuje, że miejsca pracy są niszczone nie tylko przez rynki finansowe, ale także przez niezdecydowanie rządów.

 

Pozostaje jeszcze sprawa wczesnej edukacji…

Ta sprawa na poziomie europejskim stała się szczególnie istotna zwłaszcza w czasie prezydencji Belgii. Interesują nas szczególnie dzieci z rodzin ubogich. Pod wieloma względami ich szanse życiowe są ograniczone zanim jeszcze pójdą do szkoły. By im pomóc, trzeba poprawić jakość usług dostępnych dla ich rodziców – opieki nad dziećmi, edukacji przedszkolnej, opieki zdrowotnej. Jako nauczyciel wiem, że o wiele łatwiej wesprzeć rozwój dzieci gdy są małe, niż kiedy osiągają wiek jedenastu, czy dwunastu lat, doświadczając już po drodze wielu porażek szkolnych.

 

Jak sprawa wczesnej edukacji wygląda w Wielkiej Brytanii?

Sytuacja jest u nas złożona. Poprzedni rząd prowadził program o nazwie Sure Start, który był rzeczywiście skierowany do najbardziej potrzebujących dzieci. Koncentrował się on na najbardziej podstawowych sprawach – odżywianiu, zdrowiu i bezpieczeństwie w domu. Obecny rząd tnie środki na takie programy. Nie wiem jednak co dokładnie myśleć o stanowisku rządu w tej sprawie – z drugiej bowiem strony zaczął on przekazywać więcej pieniędzy na wsparcia opieki nad dziećmi, co jest jednak spowodowane głównie obawą utraty głosów kobiet, które nie mogą pracować, jeśli dostępność opieki nad dziećmi jest niska.

 

Jean Lambert – brytyjska europosłanka, nieprzerwanie od 1999 roku. Jej działania koncentrują się na takich sferach jak walka z wykluczeniem społecznym, prawo pracy, związki zawodowe czy prawa uchodźców. Przez wiele lat pracowała jako nauczycielka w szkole.

 

Jean Lambert była panelistką na Kongresie Europa Społeczna, które to wydarzenie „Kontakt” objął patronatem medialnym.

 

UWAGA! W czasie wakacji internetowa odsłona „Kontaktu” będzie ukazywać się raz na dwa tygodnie – co drugi poniedziałek. Serdecznie zapraszamy do lektury!