dwutygodnik internetowy
16.01.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Czy prawda ma jeszcze znaczenie?

Władza przekroczyła kolejną granicę. Nie manipuluje już i nie szuka karkołomnych prawniczych argumentacji, jak dotychczas w sporze z Trybunałem. W ostatnim piśmie ministra Ziobry posługuje się zwykłym kłamstwem. To przerażające.

ilustr.: Monika Grubizna

ilustr.: Monika Grubizna

W trwającej od ponad roku walce Prawa i Sprawiedliwości o całkowitą kontrolę nad Trybunałem Konstytucyjnym przedstawiciele obozu rządzącego używali coraz to bardziej karkołomnych argumentów uzasadniających kolejne podejmowanie kroki. Ponowny wybór sędziów, niepublikowanie wyroków czy przeforsowanie własnego kandydata na Prezesa Trybunału opierały się na pewnej interpretacji przepisów prawa – interpretacji odrzucanej, co prawda, przez wszystkie niezależne autorytety i gremia prawnicze, jednak wciąż mogącej trafiać do elektoratu. Spór dotyczył bowiem nie faktów, a właściwego rozumienia przepisów Konstytucji i zasad demokratycznego państwa prawa.

Pismo, które niedawno skierował do TK Zbigniew Ziobro, jest w tym ujęciu przekroczeniem Rubikonu. Prokurator Generalny nie ogranicza się już do ekwilibrystycznej argumentacji, ale w oczywiście fałszywy sposób opisuje stan faktyczny i dopiero na takim niezgodnym z prawdą opisie buduje uzasadnienie swojego wniosku.

W środę wieczorem opozycja zakończyła protest na sali plenarnej Sejmu, a Marszałek Kuchciński zarządził przerwę do 25 stycznia. Mogło się więc wydawać, że przynajmniej na kilka dni nastąpi wyciszenie emocji. Nic z tego – zupełnie jakby politycy PiS wzięli sobie do serca frazę „zarządzanie przez kryzys” z satyrycznego serialu „Ucho Prezesa” Roberta Górskiego, rozpętało się kolejne piekło. Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednej osobie złożył do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie zgodności z ustawą zasadniczą uchwały Sejmu z 2010 roku powołującej na stanowiska sędziów konstytucyjnych dr. hab. Marka Zubika, dr. hab. Piotra Tuleję i Stanisława Rymara.

Politycy zmieniają zdanie. To oczywiście truizm i chociaż czasem te wolty śmieszą nas i oburzają, to raczej nie dziwią. Nie powinna więc również szczególnie dziwić przeprowadzona niemal dokładnie rok temu w studiu TVN24 rozmowa, w której Zbigniew Ziobro mówił, że Trybunał Konstytucyjny nie jest właściwy, by badać indywidualne uchwały Sejmu, i że wie o tym każdy student prawa. Mówił również wtedy, że Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar skompromitował się przeciwnym poglądem. A że dzisiaj fragment ówczesnego stanowiska RPO znalazł się w uzasadnieniu wniosku Ziobry? Nie to jest najważniejsze.

Dużo ciekawszy i straszniejszy jest opis stanu faktycznego, na którym Prokurator Generalny opiera swoje uzasadnienie. W dostępnym na stronie Trybunału wniosku czytamy, że 26 listopada 2010 roku Sejm przeprowadził wybór en bloc, wspólnie głosując nad kandydaturami, co miałoby stać w sprzeczności z konstytucyjną zasadą wybierania sędziów na indywidualne kadencje. Pojawia się nawet cytat z wydanego w zeszłym roku komentarza do Konstytucji, który odwołuje się do wcześniejszej publikacji prof. Marka Zubika (sic!):

„Konsekwencją indywidualnej kadencji sędziów TK jest ich indywidualny wybór do składu TK. Oznacza to, że każdy kandydat musi otrzymać ustawowo określoną większość głosów w Sejmie. Nie jest w rezultacie możliwe głosowanie na listy kandydatów (en bloc), jeżeli do obsadzenia jest kilka stanowisk sędziowskich.

O naruszeniu zasady indywidualnego wyboru nie można natomiast mówić, gdy Sejm na jednym posiedzeniu dokonuje obsadzenia kilku zwalniających się stanowisk sędziowskich, o ile nad każdą kandydaturą przeprowadzane jest odrębne glosowanie. Stanowisko sędziego obejmują zatem te osoby, które uzyskały ustawowo wymaganą większość głosów, a w razie, gdyby w toku procedur wyborczych bezwzględną większość głosów uzyskało więcej kandydatów, niż istniało wolnych miejsc do obsadzenia, to sędziami zostają wybrane osoby, które uzyskały największą liczbę głosów”.

Problem w tym… że właśnie w taki sposób odbyło się to głosowanie. Zgłoszono pięć kandydatur na cztery wakujące miejsca (PiS proponował dr hab. Krystynę Pawłowicz, SLD – prof. Andrzeja Wróbla). Następnie, zgodnie z zamieszczoną w stenogramie posiedzenia Sejmu informacją marszałka Grzegorza Schetyny, posłowie głosowali „za pomocą urządzenia do liczenia głosów, wykorzystując funkcję tego urządzenia umożliwiającą dokonanie wyboru z listy”. Oznacza to, że przy każdej ze zgłoszonych kandydatur mogli niezależnie zagłosować za lub przeciw, a wybrane do Trybunału zostały osoby, które otrzymały ponad połowę głosów. W pierwszym głosowaniu wymaganą większość osiągnęły kandydatury Zubika, Tulei i Rymara. Ponieważ wciąż pozostało do obsadzenia jeszcze jedno miejsce, marszałek zarządził ponowne głosowanie nad pozostałymi dwoma kandydaturami. Znów żadna z nich nie zdobyła uznania połowy posłów, zatem zgodnie z Regulaminem Sejmu w trzeciej i ostatniej rundzie usunięto z listy Wróbla (uzyskał mniej głosów) i już w klasycznym trybie przeprowadzono głosowanie nad kandydaturą Pawłowicz. Sejm znów zagłosował przeciw, więc uzupełnienie składu Trybunału przełożono na późniejszy termin – ostatecznie w styczniu 2011 roku powołana została prof. Małgorzata Pyziak-Szafnicka.

wyniki głosowania

wyniki głosowania

Widać zatem wyraźnie, że – zgodnie z zacytowaną przez Prokuratora Generalnego regułą – nad każdą kandydaturą przeprowadzono odrębne głosowanie. Zbigniew Ziobro nie uczestniczył, co prawda, w tych głosowaniach (był wtedy europosłem), ale już cała reszta jego partii na czele z Jarosławem Kaczyńskim owszem. W VI kadencji Sejmu sędziowie TK byli wybierani przy zastosowaniu tej procedury jeszcze trzykrotnie, w tym raz, gdy Ziobro był jeszcze posłem. Na tym posiedzeniu Sejmu był jednak nieobecny. Nie było go również, gdy to PiS, Samoobrona i LPR w V kadencji Sejmu wybrały w taki sposób sędziów Gintowt-Jankowicz, Hermelińskiego i Kotlinowskiego. Głosował jednak kilkukrotnie w IV kadencji, 13 listopada 2001 roku popierając między innymi zgłoszoną przez SLD kandydaturę dr hab. Mirosława Wyrzykowskiego. Dokładnie tę samą procedurę zastosowano zresztą przy powoływaniu pierwszych sędziów Trybunału pod rządami nowej Konstytucji w 1997 r.

Gdyby Minister Sprawiedliwości sięgnął do monografii prof. Zubika „Status prawny sędziego Trybunału Konstytucyjnego”, na którą się pośrednio powołuje, znalazłby tam następujący fragment:

„Konstytucyjny wymóg «indywidualnego wyboru» sędziów Trybunału przesądza o zakazie głosowania w tej sprawie na listy kandydatów. Sejm, dokonując wyboru, powinien oddzielnie poddawać pod głosowanie wszystkie zgłoszone kandydatury. Choć zatem w druku sejmowym przedstawiani są wszyscy kandydaci, w kolejności alfabetycznej, to jednak Sejm nie może poddać tej listy pod głosowanie łącznie, nawet jeśli zgłoszono dokładnie tylu kandydatów, ile jest miejsc do obsadzenia”.

A dalej Zubik już wprost z otchłani przeszłości odpowiada na wniosek Ziobry:

„Jeżeli w danej sytuacji koniecznie jest obsadzenie więcej niż jednego miejsca w Trybunale Konstytucyjnym, praktyka sejmowa wypracowała szczególny tryb postępowania. Polega ona na wykorzystaniu zmodyfikowanej procedury selektywnej przewidzianej wprost do wyboru Marszałka Sejmu […]. Przykładowo w głosowaniu w listopadzie 2010 roku, kiedy Sejm miał obsadzić cztery mandaty sędziowie, Marszałek Sejmu, bez sprzeciwu izby, poddawał pod głosowanie kandydatury […].”

Czy Zbigniew Ziobro liczy na to, że, niezależnie od użytej argumentacji, skonstruowany przez PiS Trybunał doprowadzi do usunięcia wskazanych we wniosku sędziów? Czy też może jest to złożony gambit, w którym Prokurator Generalny poświęca się, wychodząc z inicjatywą, której odrzucenie pozwoli budować etos niezależności nowego Trybunału? Tego nie wiemy, ale sam fakt swobody, z jaką organ władzy publicznej fałszywie przedstawia łatwo weryfikowalny przebieg wydarzeń, każe się zastanowić, czy z epoki nowocześnie brzmiącej post-prawdy nie wchodzimy w epokę starego dobrego kłamstwa.