dwutygodnik internetowy
02.12.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Adhortacja na miarę naszych czasów

Reforma Kościoła musi się zacząć od nas samych – od powszechnych „rekolekcji” Ludu Bożego, w których powinni w tej samej mierze uczestniczyć duchowni co świeccy.

Ilustr.: Agnieszka Wiśniewska


Reforma Kościoła musi się zacząć od nas samych – od powszechnych „rekolekcji” Ludu Bożego, w których powinni w tej samej mierze uczestniczyć duchowni co świeccy.
 
Najnowszy dokument papieski, będący podsumowaniem zeszłorocznego synodu biskupów dotyczącego nowej ewangelizacji, został jednocześnie przyjęty jako dokument programowy pontyfikatu Franciszka. Nie powinniśmy być szczególnie zaskoczeni jeśli weźmiemy pod uwagę, że zazwyczaj takie miano przyjmowały pierwsze encykliki papieży, zaś Lumen Fidei, choć podpisana przez obecnego pontifexa, miała jednak dwóch autorów. Sama adhortacja Evangelii Gaudium również nie przynosi niespodzianek, a raczej zbiera treści, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnich dziewięciu miesiącach życia Kościoła.
 
Pomimo tego to niewątpliwie “adhortacja na miarę naszych czasów”, stanowi znakomitą prezentację nauczania, ale także często kontrowersyjnej postawy papieża Franciszka. Bo choć w treści przekazu duszpasterskiego nie możemy zauważyć większych zmian, to jednak w stosunku do miejsca Kościoła i roli papiestwa w przestrzeni publicznej zaszły niespotykane różnice. Prawie jak za dotknięciem magicznej różdżki media i środowiska opinii wszelkiej maści, także te zazwyczaj krytyczne względem Kościoła, zauroczyła postać obecnego papieża, który z jednej strony mówi o substancjalnym złu i nieprzejednanie broni prawa do życia dzieci poczętych, a z drugiej publikuje na popularnym portalu społecznościowym selfie i porusza się w odkrytym papamobile.
 
Papież Franciszek pozostając niezmiennie wiernym reprezentantem ponad dwóch tysięcy lat tradycji po prostu skrócił do siebie dystans, stając się proboszczem świata, dla którego podstawowym priorytetem jest bezpośrednia obecność wśród wiernych. I tak jak podobne gesty poprzednich papieży pozostawały właściwie niezauważone w szerszej perspektywie, tak bliźniacza postawa Franciszka skutkuje pozytywnym odbiorem. Lektura najnowszej adhortacji stanowi dla tego zachowania doskonałe uzasadnienie.
 

Ilustr.: Agnieszka Wiśniewska


Papież zwraca uwagę na sytuację Kościoła w świecie współczesnym. Do tej pory już nie raz słyszeliśmy w homiliach i katechezach o konieczności udania się na peryferie, znaczeniu działalności misyjnej Kościoła. Niby nic nowego – wszak to stałe przeznaczenie Kościoła, który zachowuje swoją misję ewangelizacyjną nadaną apostołom przez Chrystusa. Ale kontekst współczesności wydobywa nowe znaczenie „wyruszania w drogę”. Gdy papież mówi o peryferiach, to wcale nie musi mieć na myśli dalekich regionów świata.
 
Papież dostrzega, że to sam Kościół, w każdym momencie swego istnienia, działa peryferyjnie. Posiada stałe metafizyczne centrum jakim jest Jezus Chrystus i będąc jego mistycznym ciałem, w każdym swoim elemencie zachowuje obecność Boga. Jednak taka struktura wymaga od nas dynamicznego myślenia o Kościele, wykroczenia poza polityczne interpretacje jego struktury. Kościół, jako byt aktywnie działający na Ziemi, nie może zostać zredukowany do hierarchii. Tak jak tradycyjnie dostrzegamy jego stolicę w Rzymie, tak teraz w perspektywie działalności misyjnej powinniśmy zauważyć, że jest to tylko czysto formalny aspekt jego funkcjonowania. Bo to nie Rzym stanowi istotę chrześcijaństwa, ale sam Jezus szerzący po całym globie radość Ewangelii, jest obecny równomiernie w każdym jego zakątku. Zaś każdy zakątek posiada szczególne i nieprzekładalne problemy własne.
 
W tym sensie Kościół musi pozostawać politycznie zdecentralizowanym. Nie możemy dać się zwieść wizji, w której nasza postkolonialna europocentryczna wizja Kościoła zdominuje inne perspektywy. Z jednej strony Europa i Ameryka Północną cierpią na problem złamania kultury chrześcijańskiej przez paradygmat skrajnego indywidualizmu nowoczesności, widocznego zarówno w problemach generowanych przez fetyszyzację wolnego rynku, jak też odrzucenia roli wspólnoty na rzecz nieograniczonej woli jednostki. Z drugiej Ameryka Południowa czy Afryka stale stykają się z zagadnieniem ubóstwa, zaś Azja z codziennym męczeństwem rzesz chrześcijan. Waga problemów Kościoła nie przyjmuje równoważnej wartości – każdy zakątek wymaga odmiennych środków działania w przekazywaniu uniwersalnej treści.
 

Ilustr.: Agnieszka Wiśniewska


W tym wymiarze Jezus faktycznie jednoczy Kościół. Źródłem wszelkiej przemiany Kościoła nie będą same zmiany strukturalne, ale przełożenie akcentów na rzecz osobistej metamorfozy. Każdy z nas jest bowiem zobligowany do głoszenia wiary, zaś jest to możliwe tylko po realnym nawróceniu i zmianie własnego postępowania. Reforma Kościoła musi się zacząć od nas samych – od powszechnych „rekolekcji” Ludu Bożego, w których powinni w tej samej mierze uczestniczyć duchowni co świeccy. To konieczny warunek umożliwienia Kościołowi przyjmowania misyjnego dynamizmu.
 
Kościół, niesprowadzalny do hierarchii, ale reprezentujący cały lud (który, jak wiemy z adhortacji, może wyprzedzać biskupów w rozeznawaniu wiary – ot popatrzmy na kult Bożego Miłosierdzia), nie może pozostawać miejscem z zamkniętymi drzwiami. Ma być otwartym domem Ojca, który nie zamyka w sobie hermetycznie Jezusa, ale pozwala mu wyjść na zewnątrz, tak aby ogarnął wszystkie dziedziny ludzkiego życia, dotarł do najbardziej ciemnych rejonów egzystencji, które Benedykt XVI z Franciszkiem eksplorowali w Lumen Fidei. I tu widzimy zadanie nie tylko dla naszych duszpasterzy, ale przede wszystkim nas samych: zachowywanie otwartej i odważnej postawy głoszenia, którego źródłem jest radość Zmartwychwstałego.
 
Dlatego też papież wyraźnie krytykuje klerykalizację polegającą na konserwowaniu struktury, która pozostaje czymś niefunkcjonalnym, oraz nawołuje do powszechnego nawrócenia całego Kościoła wraz z papiestwem. Aby dobrze głosić Chrystusa Kościół musi przyjąć swoją powszechność, ta zaś polega na zaakceptowaniu naturalnej decentralizacji. Bo choć pochodzi z jednego źródła, to każde nawrócenie pozostaje czymś radykalnie osobistym. I jako takie jest w stanie przekraczać ciasną, indywidualną i egoistyczną perspektywę, nadając podmiotowość w szerokim, zróżnicowanym pejzażu wspólnoty.

Ilustr.: Agnieszka WIśniewska