fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Żydowska pamięć w cieniu krzyży

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, na ile obecność tylu krzyży w Treblince wynika z ignorancji, a na ile z chęci zawłaszczania pamięci. Niezależnie od motywacji polskiej społeczności większościowej, efekt jest ten sam.
Żydowska pamięć w cieniu krzyży
ilu.: Olga Micińska

21 września mija okrągła rocznica zakończenia tak zwanej wielkiej akcji w getcie warszawskim. W jej wyniku zamordowano nawet trzysta tysięcy osób wywiezionych z getta. Większość ofiar została zgładzona na terenie utworzonego specjalnie na potrzeby Akcji Reinhardt w tym celu obozu zagłady w Treblince.

W opinii krytyków część ekspozycji na terenie dawnego obozu zniekształca obraz tamtych tragicznych wydarzeń. Mowa tu przede wszystkim o dużej liczbie katolickich symboli i kontrowersyjnym pomniku na stacji kolejowej. Czy trwająca przebudowa muzeum okaże się szansą na wypracowanie bardziej dojrzałej pamięci o Treblince?

Czym była Treblinka?

By zrozumieć, czym był obóz w Treblince, należy wprowadzić istotne rozróżnienie. Jego pierwsza część, określana jako Treblinka I, powstała latem 1941 roku jako karny obóz pracy. Na początku działalności obozu większość więźniów stanowili Polacy. Przez cały okres jego działania deportowano tam również tysiące Żydów i Romów.

Dwa kilometry dalej wybudowano obóz zagłady, zwany Treblinką II. To właśnie tam znajdowały się komory gazowe służące do masowej eksterminacji. Treblinka II powstała latem 1942 roku w ramach Akcji Reinhardt – kryptonim ten naziści nadali operacji masowego mordowania ludności żydowskiej na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

Treblinka I i Treblinka II tworzyły jeden z największych kompleksów obozowych w okupowanej Europie – pod względem liczby zamordowanych ofiar ustępują jedynie Auschwitz-Birkenau, a według niektórych szacunków nawet go przewyższają. Zdecydowana większość ofiar została zgładzona w Treblince II.

– Ten obóz zagłady był niezwykle sprawną fabryką śmierci – mówi Paweł Sawicki, członek zarządu fundacji Pamięć Treblinki. –  Na małej powierzchni, przy udziale stosunkowo niewielkiego niemieckiego personelu, w trzynaście miesięcy zamordowano setki tysięcy ludzi. Ile dokładnie? Tego nie wiemy. Historycy szacują liczbę ofiar na co najmniej 750 tysięcy, do nawet miliona.

Do Treblinki II deportowano przede wszystkim Żydów z gett okupowanej Polski. Najwięcej z getta warszawskiego, z którego latem 1942 roku wywieziono do obozu około 265 tysięcy osób. Transporty przychodziły również z gett w Siedlcach, Łukowie, Białymstoku, Grodnie oraz w wielu mniejszych miejscowościach. Ofiary przywożono także z innych terenów Generalnego Gubernatorstwa, między innymi z gett dystryktu radomskiego i lubelskiego. Niewielką część deportowanych stanowili Żydzi z innych krajów, między innymi z Niemiec, Austrii, Czech, Jugosławii i Grecji.

Oprócz zgładzenia jak największej liczby ludzi uznanych za „gorszych rasowo”, celem nazistów było od początku zniszczenie pamięci o ofiarach. Również dlatego tożsamość i dokładna liczba ofiar pozostają do dziś przedmiotem sporów i dociekań historyków.

– W przeciwieństwie do wielu innych obozów, list transportowych do Treblinki prawie nie było – tłumaczy Sawicki. – Dokumentowano tylko kilka procent transportów, tych spoza Generalnego Gubernatorstwa. Żydzi polscy byli ładowani do wagonów bez ewidencjonowania.

Od samego początku więźniowie obu obozów traktowani byli w sposób urągający ludzkiej godności. Dotyczyło to również transportowanych z gett. W szczytowym momencie akcji Reinhardt infrastruktura obozu nie nadążała z mordowaniem przywożonych więźniów. Wielu z nich nie dożyło obozowej selekcji.

– Stacja kolejowa była miejscem, do którego przyjeżdżały transporty liczące zazwyczaj sześćdziesiąt wagonów – tłumaczy Ewa Teleżyńska-Sawicka, prezeska zarządu fundacji Pamięć Treblinki. – Jednorazowo na teren obozu mogło wjechać jedynie dwadzieścia z nich, podczas gdy pozostałe czterdzieści czekało na stacji. Ludzie uwięzieni w stojących wagonach, często wycieńczeni wielodniową podróżą, godzinami czekali na swoją kolej, konając z pragnienia i wyczerpania.

2 sierpnia 1943 roku w Treblince II wybuchł bunt. Było to zbrojne powstanie więźniów, którzy wcześniej zdobyli broń i podpalili część zabudowań obozowych. Około dwustu–trzystu więźniom udało się wydostać poza teren obozu, choć większość z nich została później schwytana i zamordowana. Po tym wydarzeniu Niemcy rozpoczęli likwidację Treblinki II, demontując jej infrastrukturę i zacierając ślady zbrodni. Pozostawili jeden budynek udający gospodarstwo rolne, a teren obsiano łubinem.

(Nie)pamięć i dejudeizacja

Bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej teren dawnego obozu był jednym z wielu podobnych miejsc na terenie Polski. We wrześniu 1947 roku na terenie dawnego Treblinka I dzieci szkolne usypały kopiec, na którym postawiono krzyż. W kopcu złożono kości ofiar zebrane na terenie poobozowym. Muzeum Treblinka określa to jako pierwsze upamiętnienie Treblinki I. Z czasem na terenie dawnego kompleksu obozowego stawiano coraz więcej betonowych krzyży. W dostępnych źródłach pojawiają się rozbieżne informacje na temat czasu ich postawienia. Według Pawła Zawadki w 2015 roku było ich już co najmniej 140.

– W Treblince trudno mówić o stacjonarnej ekspozycji. Stare muzeum przestało funkcjonować i jest obecnie przebudowywane, a nowy obiekt jeszcze powstaje – wyjaśnia Sawicki. – Na terenie samego obozu pracy Treblinka I ustawiono natomiast około trzystu krzyży. Dawniej w polskiej kulturze czymś naturalnym było stawianie krzyża w miejscu odnalezienia ludzkich szczątków – traktowano to jako najwłaściwszą formę upamiętnienia. Dokładnie tak działo się na terenie Treblinki I, gdzie krzyż stanowił oczywisty symbol pamięci. Dziś jednak coraz częściej mamy poczucie, że znak ten bywa wykorzystywany jako oręż i narzędzie zawłaszczania przestrzeni.

Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, na ile obecność tylu krzyży w Treblince wynika z ignorancji, a na ile z chęci zawłaszczania pamięci. Niezależnie od motywacji polskiej społeczności większościowej, efekt jest ten sam. Wiele osób dbających o pamięć o Zagładzie postrzega nasycenie Treblinki katolicką symboliką jako de facto próbę przepisywania historii. Postawienie lasu krzyży w tym miejscu staje się w pewnym sensie dokończeniem zamysłu oprawców, którzy dążyli do całkowitego wymazania tożsamości swoich ofiar.

– To, co się dzieje w Treblince, to jest po prostu agresja, inwazja, najazd – mówi Bożena Keff, pisarka i publicystka podejmująca temat antysemityzmu i dejudaizacji przestrzeni związanych z Zagładą. – Cały teren Treblinki I jest pokryty krzyżami, co tworzy wrażenie, że ofiarami byli tylko katolicy. Ktoś wbił te krzyże w prochy setek tysięcy Żydów, którzy tam spoczywają. Polonizacja i katolizacja Treblinki budzą we mnie smutek i złość. Trzydzieści lat temu byłabym tym może zaskoczona. Dziś postrzegam antysemityzm jako stały, aktywny czynnik polskiej kultury, który jest dla większości niezauważalny, niewidoczny, nieważny, niewart sprzeciwu.

Dopełnieniem obecnej w Treblince propagandy historycznej jest katolicka droga krzyżowa oraz odsłonięty w 2021 roku na stacji kolejowej w Treblince pomnik poświęcony Janowi Maletce, kolejarzowi rozstrzelanemu rzekomo za dostarczanie wody Żydom transportowanym do Treblinki. Krytycy pomnika wskazują na brak źródeł historycznych potwierdzających rzekome bohaterstwo Maletki. W środowisku dbającym o pamięć o Treblince panuje jednak zgoda, że polska społeczność większościowa odegrała na obozowej stacji kolejowej przede wszystkim negatywną rolę.

– O Maletce wiadomo niewiele – mówi Sawicki. – Nie wiemy, czy działał bezinteresownie, czy za pieniądze. Zginął prawdopodobnie w sierpniu 1942 roku. W tym okresie sporadycznie zdarzały się jeszcze odruchy humanitarne, zatem prawdopodobieństwo, że podawał wodę z dobroci serca, nie jest zerowe. Jest ono jednak na tyle nikłe, że stawianie mu pomnika w takim miejscu – bez solidnych dowodów, a przy dużym prawdopodobieństwie, że handlował wodą za pieniądze, złoto i dolary – budzi ogromny sprzeciw. Jest to obraza pamięci tysięcy umierających tam Żydów i kolejne upokorzenie dla samych ofiar.

– Ponadto na kamieniu wyryto jego imię i nazwisko oraz wzmiankę o 900 tysiącach bezimiennych Żydów, którzy zginęli w obozie – mówi Teleżyńska-Sawicka. – Zrównanie jego śmierci ze śmiercią tych wszystkich ofiar uwłacza ich pamięci. Ten pomnik jest po prostu wstrząsający i trudno się z tym pogodzić.

Przemilczenie, usunięcie, zastąpienie. A nawet postawienie ofiar w roli katów

Chrystianizacja Treblinki nie stanowi wyjątku, lecz wpisuje się w szerszy trend dejudaizacji pamięci o Zagładzie obecny w polskim życiu publicznym. Doktor Elżbieta Janicka, badaczka antysemityzmu, wymienia trzy dominujące strategie polonizacji Zagłady: przemilczenie proste, usunięcie i zastąpienie. Janicka dostrzega przemilczenie w większościowej narracji o znajdującej się na terenie warszawskiego getta parafii Wszystkich Świętych, która uwypukla rolę Kościoła w pomocy jego więźniom, nie wspominając o antysemickiej działalności publicznej posługujących tam księży. Za przykład usunięcia uważa pozbawienie terenu dawnego getta na Muranowie jego autentycznego, żydowskiego kontekstu kulturowego oraz fizycznego wymiaru osamotnienia ofiar, co prowadzi do zatarcia śladów po Zagładzie. Jako przykład zastąpienia podaje z kolei nasycenie Muranowa pomnikami polskiego bohaterstwa, takimi jak upamiętnienia Sprawiedliwych czy ławeczka Jana Karskiego, co przesuwa ciężar narracji z eksterminacji ludności żydowskiej na polską martyrologię i wygodne poczucie niewinności.

Wspomniane przez Janicką przykłady nie są odosobnionymi przypadkami. Wpisują się w szersze zjawisko wypierania pamięci o Zagładzie, umniejszania żydowskiego cierpienia czy zaprzeczania udziałowi społeczności większościowej w ludobójstwie. Dejudaizacji doszukać się można choćby w figurze retorycznej „sześciu milionów polskich ofiar II wojny światowej”, do której odwołał się prezydent Karol Nawrocki podczas uroczystości na Westerplatte. W polskiej narracji większościowej rzadko wybrzmiewa żydowska tożsamość połowy z owych sześciu milionów czy też fundamentalnie różne położenie Żydów i nie-Żydów w okupowanej Polsce.

Swego rodzaju innowacją w polskim dyskursie jest zjawisko inwersji, czyli przedstawienia Żydów w roli oprawców społeczności większościowej. Przed taką formą degeneracji kultury pamięci przestrzegał Andrzej Leder w głośnym tekście opublikowanym w rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Na spełnienie swoich prognoz Leder nie musiał długo czekać: w rocznicę pogromu w Jedwabnem Grzegorz Braun odsłonił tablicę poświęconą ofiarom „rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”. Nad tablicą góruje krzyż. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ten święty dla chrześcijan symbol stał się w środowiskach polskich szowinistów fetyszem, którym znakują zdejudaizowane przez siebie miejsca pamięci o Zagładzie.

Jedni w ramach sprzeciwu wobec degradacji pamięci piszą gniewne teksty prasowe. Inni próbują walczyć z tym zjawiskiem, zbierając informacje o tożsamości i losach ofiar Zagłady. Do tej drugiej grupy należą Ewa Sawicka-Teleżyńska i Paweł Sawicki, którzy od ponad dziesięciu lat zajmują się zbieraniem informacji o ofiarach Treblinki. Od 2011 roku dołączyli do spotkań organizowanych przez księdza Wojciecha Lemańskiego i odtąd co miesiąc odbywa się w Treblince czytanie imion pomordowanych, których tożsamość Sawickim udało się ustalić.

– Podczas czytania imion wymieniamy nie tylko nazwiska ofiar – mówi Sawicka-Teleżyńska. – Zwykle staramy się opowiedzieć historię danej osoby albo przedstawić jej krótki biogram, uwzględniający zawód, miejsce zamieszkania czy ostatnie słowa, aby przywrócić o niej pamięć i powiedzieć coś więcej o tym, kim była.

– Te historie bywają niezwykle przejmujące – dodaje Sawicki. – Zależało nam, aby nie powtarzać tych samych nazwisk, więc najprostszą metodą było na bieżąco je spisywać.

Po czterech latach okazało się, że stworzyliśmy w ten sposób bazę liczącą dwa tysiące osób – i że w zasadzie jest to jedyny taki rejestr na świecie.

Ta lista nazwisk stała się zalążkiem Księgi Imion, dostępnej na stronie fundacji.

– Nazistom chodziło nie tylko o odbieranie życia – wyjaśnia Sawicki. – Chcieli również zatrzeć pamięć o ofiarach i całkowicie wymazać ich istnienie. I to niemal się udało. Na naszej liście znajduje się już 130 tysięcy nazwisk, ale nigdy nie zbliżymy się do ustalenia tożsamości nawet 20 procent wszystkich ofiar Treblinki.

Utworzona przez Sawickich baza danych stała się podstawą dla powstającego przy nowym budynku muzeum „Muru Imion”. Pomnik ma formę pokrytych tablicami ścian, na których wypisane są zostaną nazwiska dotąd zidentyfikowanych. Niektóre tablice są puste, na innych umieszczono rozmazane, niepełne napisy, aby podkreślić niekompletny charakter instalacji. W przeciwieństwie do wielu obecnych tu chrześcijańskich symboli „Mur Imion” przypomina o żydowskiej tożsamości niemal wszystkich zamordowanych tu ofiar

Pamięć staje się coraz trudniejsza. To nie znaczy, że przestała nam być potrzebna

Dla Ewy i Pawła Sawickich zbieranie informacji o ofiarach Treblinki jest od lat głównym zajęciem. Mimo ogromu pracy oni także nie uniknęli oskarżeń o relatywizację historii i zacieranie win polskiej społeczności większościowej. W opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” artykule doktor Elżbieta Janicka i profesor Jan Grabowski wyrazili publiczny sprzeciw wobec powstania „Muru Imion”. Zarzucili jego twórcom, że „współczesne próby tworzenia list ofiar nie dają się pogodzić z rzeczywistym stanem wiedzy historycznej, pozwalają za to tuszować realia Zagłady w Polsce”.

– Bardzo nas boli, że w tym artykule na jednym wdechu mówi się o setkach krzyży w Treblince, o kamieniach upamiętniających ofiary pogromów w Radziłowie i Jedwabnem oraz że zrównuje się „Mur Imion” z tymi skandalicznymi formami manipulowania pamięcią historyczną – komentuje Sawicki.

Spisane na „Murze Imion” nazwiska pochodzą głównie z archiwów, a także relacji rodzin i świadków. Za sceptycyzmem Janickiej i Grabowskiego stoi założenie, że nie wszystkie osoby, których nazwiska widnieją na „Murze”, faktycznie zginęły w Treblince. Ich podejrzliwość może być częściowo uzasadniona: Żydzi, którym udawało się uniknąć deportacji lub uciec z transportów do obozów śmierci, byli łatwym celem dla szmalcowników. Warunkowy i transakcyjny charakter pomagania Żydom potwierdzają liczne źródła historyczne. Zdaniem Żbikowskiego, 80–90 procent przypadków ratowania Żydów na terenach wiejskich wiązało się z przyjmowaniem pieniędzy lub inną korzyścią materialną, po wyczerpaniu środków stosunek do ukrywanych Żydów często radykalnie się zmieniał. Z kolei Barbara Engelking przytacza przypadek Feli Fischbein, którą przedstawiciele społeczności większościowej zmuszali do płacenia okupu pod groźną wydania na śmierć niemieckim katom. Z kolei Miranda Brethour podaje, że tylko w bardzo niewielu przypadkach nie-Żydzi pomagali Żydom bezinteresownie. W perspektywie Żydów w okupowanej Polsce każda napotkana osoba była potencjalnym zabójcą lub denuncjatorem. Większość nie-żydowskich mieszkańców Polski albo wykazała się wobec Zagłady biernością, albo też aktywnie w niej uczestniczyła.

– Przed wojną w Treblince i okolicach Żydzi stanowili ponad połowę mieszkańców – zauważa Keff. – Podczas wojny wielu z nich szukało schronienia u polskich sąsiadów. Znaczna część ukrywała się tak długo, jak długo miała na to pieniądze. Gdy się kończyły, często ich wydawano lub po prostu mordowano, bo tak było najłatwiej. To nie był problem lokalny, lecz zjawisko na skalę całego kraju. Do dziś w polskich lasach ziemia kryje szczątki tych ludzi.

W ocenie Sawickich krytyka „Muru Pamięci” jest nierzetelna, rozumieją jednak część argumentów. Przyznają, że długi na sto metrów podwójny mur może faktycznie stwarzać mylne wrażenie, że całkowita liczba ofiar była dużo mniejsza, niż w rzeczywistości. Podkreślają jednak, że gdyby nie ich inicjatywa, pamięć o żydowskich ofiarach Treblinki mogłaby zostać zupełnie wyparta przez komfortową dla społeczności większościowej, ale nieprawdziwą narrację historyczną.

– Alternatywą dla tego muru jest niepamięć. Niepamięć będąca w pewnym sensie przyznaniem zwycięstwa sprawcom – argumentuje Sawicka. – My, nie wiedząc, że „tego się nie da zrobić”, podjęliśmy się żmudnej wieloletniej pracy, tworząc listę ofiar, nie unikając przy tym pomyłek i nieścisłości. Dotarliśmy do co najmniej 20 tysięcy nieznanych dotąd ofiar Holokaustu. Mur Imion — jak powiedział nam Dani Dajan, prezydent Jad Waszem — jest jedynym miejscem ich upamiętnienia.

Na przykładzie dyskusji o Murze Imion widzimy, jak bardzo podzielone są dziś środowiska, dla których ważne jest zachowanie pamięci o Zagładzie. A pamięć ta jest dziś coraz bardziej zagrożona. Renesans przeżywa prawicowy antysemityzm – dwie otwarcie antysemickie Konfederacje cieszą się łącznie poparciem oscylującym w granicach dwudziestu procent. Będąca tradycyjnie środowiskiem sojuszniczym Żydów w Polsce lewica, skupiona na krytyce polityki wojennej Izraela, w zasadzie nie podjęła widocznych wysiłków, by przeciwstawić się wzrostowi antysemickich nastrojów. Zdaje się, że porzuciła też dbałość o kulturę pamięci w naszym kraju. Przedstawiciele Partii Razem nie pojawili się w Jedwabnem, kiedy to Braun i jego świta urządzali tam obraźliwy pokaz nienawiści i zakłamywania historii. W rocznicę pogromu 10 lipca członkowie i sympatycy partii demonstrowali w Warszawie przeciwko Izraelowi, co część komentatorów odebrała jako jawną prowokację.

Gdy pamięć o historii polskich Żydówek i Żydów coraz bardziej ustępuje miejsca uprzedzeniom, praca ludzi takich jak Ewa i Paweł Sawiccy ma dziś głęboki sens. Pamięć o ofiarach Zagłady, nawet jeśli pogmatwana i niepozbawiona przekłamań, może pomóc nam przezwyciężyć coraz bardziej widoczną w polskim życiu publicznym nienawiść.

– Mamy nadzieję, że nasza praca uczyni świat chociaż odrobinę bezpieczniejszym – podsumowuje Sawicki. – Chcemy pokazać, do jak tragicznych konsekwencji prowadzą mowa nienawiści, wykluczenie i dehumanizacja – zwieńczeniem tych właśnie zjawisk była Zagłada.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×