Reportaż oryginalnie ukazał się w serwisie „IR2”. Publikujemy go w ramach rozpoczynającej się współpracy między redakcjami.
„…ryzyko naruszenia przepisów i poniesienia odpowiedzialności prawnej jest w tym przypadku niewielkie. Niemniej jednak nie można pominąć potencjalnego ryzyka PR-owego, wynikającego z wrażliwej tematyki. W tym zakresie skutki mogą być dla nas dosyć trudne do przewidzenia – od skarg zwykłych mieszkańców, przez oskarżenia o antysemityzm (szczególnie istotne, bo jesteśmy firmą niemiecką), aż być może nawet po naciski polityczne i dyplomatyczne. Reasumując, od strony prawnej nie widzę istotnych przeszkód. Wydaje się jednak, że realizacja kampanii może wiązać się z dużym ryzykiem PR-wym, dlatego sugeruję, aby jej nie przeprowadzać” (ten i poniższe fragmenty cytujemy, zachowując oryginalną pisownię – red.).
Powyższy fragment to treść wewnętrznej ekspertyzy prawnej przeprowadzonej w firmie Ströer – jednego z największych w Polsce operatorów reklamy zewnętrznej w Polsce. Ströer i zależne od niego podmioty posiadają około jedną trzecią udziału w polskim rynku reklamy OOH, ma około 25 000 powierzchni reklamowych, w tym ponad 10 000 ekranów cyfrowych oraz nośniki w warszawskim metrze.
Przytoczona powyżej ekspertyza dotyczyła ekspozycji na nośnikach firmy plakatu informującego o sytuacji w Strefie Gazy. Plakat miał wisieć na trzech nośnikach przez miesiąc.
– Trzech? – dopytuję.
– Trzech – potwierdza Agnieszka Szmit-Morze z Kolektywu Arbuz. – Zbiórka poszła lepiej, niż zakładaliśmy. Chcieliśmy uzbierać dwanaście tysięcy złotych, a udało się zebrać prawie dwadzieścia. Ale te nośniki są drogie, zwłaszcza w centrach miast, a bez sensu było to wieszać gdzieś, gdzie nikt tego nie zobaczy.
To jednak nie pieniądze okazały się największym problemem.
– Gdy już mieliśmy całą kwotę, zaczęliśmy pisać do firm z prośbami o ofertę. Chcieliśmy normalnie zapłacić, nie liczyliśmy na żadne upusty ani tym bardziej podarowanie nam przestrzeni reklamowej za darmo. Mieliśmy pieniądze i chcieliśmy je wydać na cel, który nas połączył.
Zdecydowali się na Clear Channel Poland, bo ta firma miała najbardziej korzystny cennik dla akcji społecznych. Billboardy zawisły w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Przedstawiały ciało przykryte kefiją i informację: „Gaza. 52 000 Palestyńczyków, w tym 17 000 dzieci zamordowanych przez Izrael”. Autorem grafiki był Jacek Staniszewski, trójmiejski artysta, wykładowca ASP w Gdańsku.
– Po dwóch godzinach od zawieszenia plakat w Warszawie został zasłonięty przez operatora nośnika – mówi Agnieszka Szmit-Morze. – Chwilę później dostałam maila z Clear Channel Poland, że otrzymali telefon z Ambasady Izraela w Warszawie.
Zgodnie z ogólnymi warunkami współpracy dostępnymi na stronie Clear Channel Polska, treść ogłoszenia może zostać zakryta przez operatora, jeśli okaże się, że łamie ona prawo, albo jeśli zastrzeżenia do niej zgłosi strona trzecia, a firma postanowi je uwzględnić. Plakaty w Krakowie i Wrocławiu również zostały zasłonięte, choć nieco później, po weekendzie.
Jakie zastrzeżenia zgłoszono do tej reklamy? Kolektyw Arbuz otrzymał od Clear Channel Poland wyjaśnienie następującej treści:
„Naszym zdaniem ekspozycja o załączonej treści jest sprzeczna z dobrymi obyczajami, ponieważ pokazuje fragment ciała martwej osoby. Przekaz zawiera też informacje o osobach «zamordowanych przez Izrael» wraz z liczbami dorosłych i dzieci, bez podania źródła prezentowanych danych. (…) Nie jest wykluczone również, iż ekspozycja w obecnej treści może naruszać dobra osobiste obywateli Izraela”.
– Zostawili nam furtkę – mówi Szmit-Morze. – Zgodnie z umową mogliśmy podmienić te grafiki na inne. Jacek szybko przygotował kolejne wersje.
Na jednej widać ułożone na kefiji pomarańcze i słowa: „52 000 Palestyńczyków już nigdy nie poczuje smaku pomarańczy”. Żadnych ciał, krwi ani słowa „Izrael”. Na drugiej wersji grafiki widać płot zwieńczony zwojami drutu żyletkowego i hasło: „Gaza. 52 000 Zabitych Palestyńczyków, większość to kobiety i dzieci”.
Clear Channel Poland odmówił jednak prezentacji również i tych plakatów.
„…mamy wątpliwości odnośnie możliwości umieszczania tej ekspozycji w przestrzeni publicznej (gdzie zapoznają się z nią także dzieci), ze względu na nawiązanie graficzne do obozu koncentracyjnego oraz bezpośrednich informacjach o zabijaniu kobiet i dzieci. Grafika z pomarańczami pokazuje podobne informacje w sposób hiperboliczny”. Pod mailem podpisała się Magdalena Nowicka, Senior Acount Manager w Clear Channel Poland.
Chcę się dowiedzieć, jak to możliwe, że przed interwencją izraelskiej ambasady plakaty nie były sprzeczne z „dobrymi obyczajami”, a po niej już się takie stały.
Pytam też, jak te grafiki, w którejkolwiek z wersji, naruszają „dobra osobiste obywateli Izraela”, czy łamią polskie przepisy oraz jakie dokładnie uwagi zawierała skarga zgłoszona przez ambasadę. Zgodnie z ogólnymi warunkami współpracy skarga taka musi zostać złożona na piśmie. Ani Magdalena Nowicka, ani nikt inny z firmy długo nie odpowiada na moje wiadomości i pytania. W końcu dostaję lakonicznego maila o następującej treści:
„Spółka nie udziela komentarzy w zakresie zasad oraz warunków współpracy pomiędzy Spółką a jej klientami. Są to informacje poufne naszej Spółki i jej klientów. Spółka nie wyraża zgody na ich ujawnienie, zatem takie zachowanie spowoduje podjęcie przez Spółkę niezbędnych kroków prawnych w celu ochrony interesów Spółki i jej klientów”.
Wiadomość nie jest podpisana przez nikogo konkretnego. Dopytuję więc, kto w firmie Clear Channel Poland jest jej autorem. Nie otrzymuję już jednak żadnej odpowiedzi.
Milczy również Ambasada Izraela w Warszawie zapytana o tę sprawę.
– Tyle dobrego, że Clear Channel oddał nam pieniądze. W przeciwnym razie musielibyśmy chyba je oddać ludziom, którzy wzięli udział w tej zrzutce, ze swoich oszczędności – mówi Agnieszka Szmit-Morze. – Tym bardziej, że kolejne firmy odmawiały nam ekspozycji plakatów, zasłaniając się opiniami swoich działów prawnych.
W końcu na zapytanie dotyczące kampanii pozytywnie odpowiedział AMS – kolejny wielki operator nośników outdoorowych w Polsce. Firma przyjęła zlecenie i wyeksponowała plakaty w wersji przedstawiającej płot i drut kolczasty. Wisiały w Warszawie do końca lipca.
– Zmieniliście liczby – zauważam, bo na wersji plakatu, który zdecydował się wywiesić AMS, jest już informacja o 56 000 ofiar.
– Cała ta sytuacja z podmianą plakatów trwała kilka dni – wyjaśnia Szmit-Morze. – Po prostu przy okazji tego zamieszania zaktualizowaliśmy plakat o najnowsze dane. W Gazie każdego dnia giną ludzie.
– Mieliście skargę na tę kampanię z Ambasady Izraela w Warszawie? – pytam Agnieszkę Bakiensztos z AMS.
– Nie, nic nie przyszło. Sprawdzałam jeszcze po tym, jak przysłał pan maila.
– A gdyby skarga przyszła, to byście te plakaty zdjęli?
– Przeczytalibyśmy ją uważnie i podjęli stosowną decyzję. Ale skoro je wywiesiliśmy to znaczy, że nie mieliśmy zastrzeżeń co do ich treści zarówno od strony prawnej, jak i obyczajowej.
Być może Ambasada Izraela w Warszawie nie zareagowała ponownie na kampanię billboardową Kolektywu Arbuz, bo zajęta była własną, prowadzoną od 25 lipca w mediach elektronicznych.
Użytkownikom serwisu YouTube oraz innych mediów społecznościowych wyświetlają się filmy w języku polskim prezentujące izraelską perspektywę sytuacji w Gazie. Również operatorzy przestrzeni reklamowych w największych polskich portalach odnotowują próby prezentacji tego typu treści. Nieoficjalnie udało mi się potwierdzić, że kilka redakcji zablokowało taką możliwość, inne noszą się z podobnym zamiarem.
Z filmów przygotowanych przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych Izraela można się dowiedzieć, że do Gazy wjechało już ponad sto tysięcy ciężarówek z pomocą humanitarną dostarczoną przez Izrael, a kolejne tysiące oczekują na wjazd, ale wstępu do niej odmawia im ONZ, co w materiałach nazwane jest wprost sabotażem. Inny materiał objaśnia, że zdjęcia rzekomo wychudzonych palestyńskich dzieci przedstawiają tak naprawdę chorych na mukowiscydozę.
Większość informacji zamieszczonych w spotach jest nieprawdziwych – poddano je manipulacji albo fabrykacji. Ich dokładną weryfikację przeprowadził Jakub Szymczak z Oko.press w tym filmie. Jako że kampania spełnia wszystkie kryteria celowo rozpowszechnianej dezinformacji, Amnesty International Polska zgłosiło ją do Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Urząd w ramach europejskich regulacji związanych z Digital Services Act (Aktem o Usługach Cyfrowych) może zablokować emitowanie spotów w serwisach w Polsce.
Wstęp do Strefy Gazy znajduje się pod wyłączną kontrolą sił izraelskich i tylko one decydują, co i kto na ten teren wjedzie.
Dane dotyczące narastającej klęski głodu na tym obszarze pochodzą od Ministerstwa Zdrowia Gazy oraz organizacji takich jak Światowa Organizacja Zdrowia czy Organizacja Narodów Zjednoczonych. Warto również dodać, że danych Ministerstwa Zdrowia Gazy nie podważają ani organizacje międzynarodowe ani największe światowe media, weryfikując je i uznając za wiarygodne, a niekiedy wręcz zaniżone.
Tymczasem najnowsze doniesienia mówią już o 193 ofiarach głodu na tym terenie, przy czym ponad jedna trzecia z nich zmarła w lipcu. Oznacza to, że potwierdzają się najgorsze scenariusze prognozowane przez WHO mówiące o wejściu w ostatnią fazę klęski głodu, w której masowe niedożywienie prowadzi do wyniszczenia zdrowotnego populacji, a w konsekwencji do lawinowego przyrostu zgonów. Tylko w lipcu tego roku 11 877 dzieci w wieku od pół roku do pięciu lat zidentyfikowano jako cierpiące na ostre niedożywienie, z czego 2 562 dzieci cierpi na ciężkie ostre niedożywienie (SAM). Zdaniem ONZ wszystkie 320 000 dzieci poniżej piątego roku życia w Strefie Gazy jest zagrożonych ostrym niedożywieniem. Co więcej, izraelska armia regularnie prowadzi ostrzał nielicznych punktów dystrybucji pomocy humanitarnej.
Jeden z takich incydentów opisuje w swoim komunikacie biuro Światowego Programu Żywnościowego:
„Rankiem 20 lipca konwój 25 ciężarówek Światowego Programu Żywnościowego (World Food Program), przewożący pilną pomoc żywnościową, przekroczył przejście graniczne Zikim, kierując się do głodujących społeczności w północnej Gazie. Krótko po minięciu ostatniego punktu kontrolnego za przejściem Zikim, konwój napotkał duże tłumy cywilów, którzy z niepokojem oczekiwali dostępu do rozpaczliwie potrzebnych zapasów żywności. Gdy konwój się zbliżał, tłum został ostrzelany przez izraelskie czołgi, snajperów oraz inną broń palną. Jesteśmy głęboko zaniepokojeni i zasmuceni tą tragiczną sytuacją, która doprowadziła do utraty niezliczonych istnień ludzkich. Wiele innych osób odniosło obrażenia zagrażające życiu. Ci ludzie po prostu próbowali zdobyć jedzenie, by nakarmić siebie i swoje rodziny stojące na skraju głodu. To straszne wydarzenie podkreśla coraz bardziej niebezpieczne warunki, w jakich zmuszone są działać operacje humanitarne w Gazie. Dzisiejszy akt przemocy ma miejsce pomimo zapewnień władz izraelskich, że warunki operacyjne dla działań humanitarnych ulegną poprawie — w tym, że siły zbrojne nie będą obecne ani nie podejmą działań na żadnym etapie tras konwojów humanitarnych”.
Lista podobnych incydentów wydłuża się każdego dnia.
30 lipca (Zikim / Chan Junus) – 105 zabitych i 680 rannych;
31 lipca (Dajr al-Balah) – 15 zabitych; 65 rannych,
1 sierpnia (Nablus) – 12 zabitych; 90 rannych;
3 sierpnia (Zikim) – 16 zabitych, 270 rannych;
5 sierpnia (Wadi Gaza) – 9 zabitych, 9 rannych.
Do 5 sierpnia 899 osób zginęło w pobliżu zmilitaryzowanych punktów dystrybucji pomocy, a 514 osób na trasach konwojów humanitarnych. Co więcej, konwoje są atakowane przez Izraelczyków, jeszcze zanim dotrą do granicy Gazy. Przed tym samym przejściem Zikim, przy którym ostrzelany został konwój WFP, doszło w ostatnich dniach do dwóch incydentów z udziałem izraelskich osadników. W tym większym, 6 sierpnia, zaatakowanych zostało 30 jordańskich ciężarówek, które próbowały wjechać na terytorium Gazy. Osadnicy zablokowali drogę, obrzucili pojazdy kamieniami i zniszczyli część przewożonych ładunków.
Kampania propagandowa Izraela prowadzona w mediach elektronicznych jest zapewne reakcją na ostatni zwrot w nastawieniu do problemu Gazy w Europie. Temat ten przestaje być powoli toksyczny dla debaty publicznej, coraz więcej mediów i osób zabiera w tej sprawie głos. Do opinii publicznej może więc docierać więcej informacji na temat tego, co się dzieje w Gazie.
– To duża, zauważalna zmiana, bo gdy zaczynaliśmy naszą zrzutkę na te billboardy, publikacji na ten temat prawie w ogóle nie było. Dlatego zdecydowaliśmy się na taką formę, to był w jakimś sensie akt desperacji – mówi Wiktor Euejda z inicjatywy WolnaPalestyna.pl i Kolektywu Arbuz.
– Coraz trudniej jest już nawet udawać, że się nie wie, co się tam dzieje – dodaje.
„W zbiorowych nastrojach na Zachodzie coś się nagle zmieniło. Od kilku dni wszyscy współczują Palestyńczykom z Gazy, których Izrael poddaje teraz kampanii masowego głodzenia. W mediach społecznościowych płomienne akty niezgody rosną jak grzyby po deszczu, a flagi palestyńskie nagle dotknął cud odtabuizowania. Przebudzenie sumień dotknęło nawet tych, którzy od dwudziestu dwóch miesięcy trwającego ludobójstwa albo nie wykazywali nim specjalnego zainteresowania, albo wręcz jawnie kibicowali oprawcom. Nie chodzi tu przecież wcale o „zwykłych ludzi”, ale o środowiska inteligenckie, akademickie czy kulturalne. Nagle Palestyna stała się modna, a empatyzowanie z nią włączono do pakietu porządnego obywatela”.
Mościcki sugeruje jednak, że ta zmiana nastrojów nie przyniesie głębszej zmiany w sytuacji samych Palestyńczyków, a może wręcz ją pogorszyć.
To być może dobry moment, by dokonywane przez Izrael ludobójstwo w Strefie Gazy umieścić w szerszym, historycznym kontekście. Ciągle bowiem pokutuje przekonanie i pogląd, że to, co się tam obecnie dzieje, jest wyłącznie odwetem Izraela na zamach Hamasu z 7 października 2023 roku, tak jakby wcześniej oba narody żyły w zgodzie i przyjaźni. Taką perspektywę zawiera wiele komunikatów i publikacji omawiających ten problem. Uwzględniały ją także wydane niedawno nieśmiałe oświadczenia polskich polityków – Donalda Tuska czy Radosława Sikorskiego, którzy wyrażając przekonanie o niezbywalnym „prawie Izraela do obrony”, zdecydowali się w końcu skrytykować to państwo za skalę cierpienia, którego doświadczają mieszkańcy Gazy. Spotkało się to zresztą z gniewem Izraela i wezwaniem niedawno powołanego polskiego ambasadora na dywanik do tamtejszego MSZ.
Więcej podobnych tekstów przeczytasz na stronie:

