Internetowy magazyn katolewicy społecznej. Piszemy o świecie, czerpiąc inspiracje z nauki społecznej Kościoła

Żeby nie spaść

Niewiele w „Lęku wysokości” jest postaci, akcji równie mało, efektów realizacyjnych – jak na lekarstwo. Bartosz Konopka, tak już uznany dokumentalista, wie chyba, że prawda nie wymaga fajerwerków, ani dziwactw, nawet gdy kręci się film o chorym psychicznie, o „dziwaku” z mieszkania obok.


Gdy dokumentalista bierze się za kręcenie filmów fabularnych, nigdy nie wiadomo, czego w zasadzie można się po nim spodziewać. Historii nieudolnie naśladującej rzeczywistość czy wyjątkowego autentyzmu? Szczerości czy pretensjonalności? Pytanie, czego warto oczekiwać, staje się szczególnie doniosłe, gdy za kamerą staje tak wyjątkowy filmowiec jak autor „Królika po berlińsku”, Bartosz Konopka.
Jego długometrażowy debiut fabularny, czyli „Lęk wysokości”, to film nieefektowny, kameralny, wręcz prywatny. To ostatnie słowo najlepiej chyba oddaje klimat obrazu, w którym prywatność, rodzina i intymność grają role pierwszoplanowe.
 
Spośród aktorów na pierwszym planie występuje zaś eksploatowany ostatnio do upojenia Marcin Dorociński, który konsekwentnie zdobywa sobie opinię jednego z najlepszych polskich aktorów. Całkiem słusznie. Gdy gra odnoszącego sukcesy dziennikarza, mieszkającego na nowo wybudowanym osiedlu, pijącego dobre wino, słowem: beneficjenta transformacji, jest bezbłędny. Gdy maska dziennikarza znika, a Tomek Janicki (jak nazywa się główny bohater) zmienia się w jedynego syna nieradzącego sobie z życiem, cierpiącego na chorobę psychiczną, odrzuconego przez wszystkich Wojciecha, olśniewa.
Niełatwo ustalać priorytety, gdy na szali leży życie dawne, ojcowskie, pełne udręki i choroby, w którym inni ludzie zjawiają się, by wezwać karetkę lub policję. Jeszcze trudniej, gdy a na drugiej szali widzę życie własne, perspektywiczne i ułożone. Niełatwo te wybory podjąć, niełatwo je zrozumieć otoczeniu. Tomek Janicki podążą w głąb i wstecz, mierzy się z przeszłością, ogląda się za siebie, nie słucha skocznych refrenów popowych piosenek. Towarzyszy ojcu, nie pozwala, by nim poniewierano, by siedział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym.
 
Ojca gra Krzysztof Stroiński. Ani przez chwilę nie mamy wątpliwości, że to rola jego życia. Również on jest kameralny, skromny, nienachalny. I choć wydawać by się mogło, że rola ta jest wyjątkowo wręcz uboga, zwłaszcza w środki ekspresji, okazuje się, że w prostocie tej tkwi niezwykła metoda przekazywania prawdy. Bez zbędnego słowa i zbędnego gestu, zawsze trafiając w punkt.
„Jest za mały, żeby mnie oglądać w takim stanie” powie Wojciech Janicki o swym synu, choć syn jest dojrzałym mężczyzną. I choć była to złośliwość, demonstracja, to rzeczywiście – jest za mały. Ale któż byłby wystarczająco duży, by unieść taki ciężar jednoosobowej odpowiedzialności za nie tylko bezradnego, ale i niebezpiecznego, przede wszystkim zaś po prostu samotnego i chorego człowieka? Cóż można zrobić? Może, jak Tomek Janicki, mocno przytulić ojca, by uniknąć dźgnięcia nożem?
 
Niewiele w „Lęku wysokości” jest postaci, akcji równie mało, efektów realizacyjnych – jak na lekarstwo. Bartek Konopka, tak już uznany dokumentalista, wie chyba, że prawda nie wymaga fajerwerków, ani dziwactw, nawet gdy kręci się film o chorym psychicznie, o „dziwaku” z mieszkania obok. Dawno nie widziałem filmu tak autentycznego i szczerego, w którym tak wiele miejsca oddano by aktorom i ich emocjom. Dziwią mnie załamywania rąk nad poziomem polskiego kina. Skoro powstają filmy takie jak „W ciemności”, „Róża”, „Wymyk” czy właśnie „Lęk wysokości” i nie są wyjątkami, to chyba nie jest z nim tak źle. Choć może nie najlepiej jest z naszą rzeczywistością. Żadnego z tych filmów nie sposób w końcu nazwać przyjemnym czy radosnym.
To nie siostra Ratched z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. To nie bułhakowski Profesor z „Mistrza i Małgorzaty”. To nie oni wyrzucają ludzi chorych psychicznie poza nawias naszej, zdrowej i normalnej społeczności. To sąsiedzi, rodzina i znajomi sprawiają, że Wojciech z „Lęku wysokości” zamyka się w swoim świecie coraz bardziej, a jeśli ten świat opuszcza, jeśli wkracza w ten nasz świat, to tylko po to, by podpalić wycieraczkę pod drzwiami mieszkania obok.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×