Zbrodniarze na psychoterapii. O zdrowiu psychicznym w IDF
Kultura terapeutyczna i studia nad leczeniem traumy u swoich korzeni związane są z wojskiem i jego historią. Dziś, dzięki szerokiemu użytkowi cywilnemu, budzą zdecydowanie pozytywne skojarzenia, przez co często zapominamy o tej asocjacji. Wykorzystują to niektóre armie świata, próbując wybielać swój wizerunek poprzez zwracanie uwagi na opiekę psychologiczną, jaką otaczają swoich żołnierzy. Skupiają się przy tym na ich cierpieniu – tak, abyśmy zapomnieli, że często źródłem ich problemów są sprzeczne z etyką i moralnością rozkazy, które otrzymywali.
Na kozetce z Arim Folmanem
„Walc z Baszirem” to jeden z moich ulubionych filmów. Opowiada o wojnie domowej w Libanie, gdzie wspierana przez Izrael chrześcijańska prawica walczyła z miejscowymi szyitami i palestyńskim ruchem oporu. Film izraelskiej produkcji skupia się na głównym bohaterze i reżyserze zarazem, Arim Folmanie, który nie przypomina sobie swojego udziału w tej wojnie. Ma w głowie tylko migawki, których nie jest w stanie złożyć w spójny obraz. W trakcie dziewięćdziesięciu minut filmu Folman odwiedza dawnych towarzyszy broni, żołnierzy IDF, konsultuje się z terapeutą i powoli dochodzi do sedna: on i jego koledzy brali udział w masakrze palestyńskich cywilów w Sabrze i Szatili. Według filmu nie brali w niej bezpośredniego udziału – choć niektóre świadectwa wskazują na co innego – a „jedynie” pomagali w jej organizacji, uzbrajając lokalną bojówkę, otaczając ofiary i oświetlając flarami miejsce rzezi, aby libańscy falangiści z partii Kataeb mogli mordować w środku nocy.
Masakra w Szatili i Sabrze była zbrodnią wojenną – i to wyjątkowo okrutną. Rzezi dokonano podczas wynegocjowanego przez ONZ zawieszenia broni, po wycofaniu się sił Organizacji Wyzwolenia Palestyny z Bejrutu, po złożeniu gwarancji bezpieczeństwa dla cywilów. Zbrodnią, która kosztowała życie od 1300 do 3500 ofiar, które torturowano, okaleczano, gwałcono i mordowano przez dwa dni – przy użyciu broni palnej i białej oraz materiałów wybuchowych.
„Walc z Baszirem” jednak – nie zaprzeczając zbrodni – skupia się na zdrowiu psychicznym izraelskiego żołnierza, który pomógł ją współorganizować. W filmie kilkukrotnie pojawiają się przebitki na psychoterapeutę, głoszącego ograne mądrości i powierzchowną interpretację snów. Psychoanaliza w uproszczonej wersji – opartej nie na właściwej metodzie, a na mieszaniu jej z symboliką snów:
„– Co symbolizuje morze w snach? Strach. Uczucia. Masakra cię przeraża, wprawia w niepokój. Byłeś blisko niej.
– To mi niewiele pomaga.
– Twoje zainteresowanie masakrą pojawiło się na długo przed tym, nim do niej doszło. Twoi rodzice byli w obozach?
– Tak.
– Auschwitz?
– Tak.
– Więc masakra towarzyszy ci od szóstego roku życia. Przeżyłeś masakrę i tamte obozy”.
Kluczem do zrozumienia masakry nie jest więc ona sama – czy cierpienie jej ofiar, ale znowu: Holocaust, dziedziczona trauma i złożona psychika współodpowiedzialnych za nią żołnierzy.
Ta historia jest o nas, a nie o naszych ofiarach
„Walc z Baszirem” to uznany film, jednak trudno przymknąć oko na fakt, że tak naprawdę jego głównym obiektem zainteresowania jest psychika sprawcy – jego „poznawanie” i „dochodzenie do siebie”. Następstwem najazdu na inne państwo i współudziału w masakrze cywilów nie są sądy wojenne, reparacje czy wykluczenie z życia społecznego. Jest nim spokojne starzenie się w państwie dobrobytu, w otoczeniu usłużnych psychologów i psychiatrów, którzy doradzą, jak radzić sobie z lukami w pamięci albo sennymi koszmarami. Problematyka odpowiedzialności nie jest częścią tej opowieści. Skupia się ona bowiem na tym, jak uzyskać – poprzez przepracowanie traum i przezwyciężenie obronnego mechanizmu wyparcia – odkupienie. Mimo że film kończy się przejściem animacji w prawdziwe nagrania ofiar masakry, trwa to tylko kilkadziesiąt sekund – i to następujących po dwóch godzinach analizowania psychiki izraelskich żołnierzy.
Wyobraźmy sobie podobny film opowiadający o rosyjskim żołnierzu, który brał udział w masakrze w Buczy, swoją drogą mniejszej niż ta w Szatili i Sabrze. Nie obsypalibyśmy go nagrodami, tak jak „Walca z Baszirem”. Najpewniej uznalibyśmy go za nieprzyzwoity. Ważniejsza byłaby dla nas sprawiedliwość jako odpowiedzialność sprawcy od pochylania się nad jego dobrostanem.
Jednak państwa takie jak Izrael czy Stany Zjednoczone nauczyły nas – przez kulturę i dyskurs mainstreamowych mediów – specyficznego spojrzenia na swoją armię. W tej optyce żołnierze popełniający zbrodnie wojenne są ofiarami systemu albo okoliczności, którzy muszą przepracować swoje traumy. W efekcie otrzymujemy historie, w których cierpienie ofiar jest tylko narzędziem fabularnym, kolejną przeciwnością do pokonania. Czymś, co musi się wydarzyć, aby bohater mógł ozdrowieć i poznać siebie. Ludzie o brązowej czy żółtej skórze, których śmierć działa traumatyzująco na bohaterów, są jedynie statystami. Od „Walca z Baszirem”, przez „Łowcę Jeleni” po „Drabinę Jakubową” – głównym bohaterem naszej zachodniej kultury jest cierpiący żołnierz. Efekty jego działań pozostają tylko tłem.
Dlaczego o tym wszystkim mówię? Ponieważ nie ogranicza się to wyłącznie do fikcji: psychologia, psychiatria i wojsko są ściśle związane od przynajmniej XX wieku. Studia z zakresu traumy i jej leczenia zazwyczaj skupiają się właśnie na perspektywie właśnie żołnierzy – i to żołnierzy pochodzących z Zachodu. Ten sposób myślenia jest dla nas tak naturalny, że prawie przezroczysty.
W połowie XX wieku na bogatym Zachodzie rozpoczęto szeroko zakrojone badania naukowe nad traumą wojenną. Zauważono, że po powrocie do domów żołnierze nie byli w stanie łatwo wrócić do normalnego funkcjonowania. Shell shock I wojny światowej i combat fatigue drugiej były zjawiskami, które intensywnie badano. Wojna w Wietnamie stanowiła kluczowy impuls do rozpoczęcia publicznych inwestycji w badania nad traumą psychiczną, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. W 1980 r. zespół stresu pourazowego (PTSD) został przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne oficjalnie uznany za chorobę w ramach DSM-III. To był przełomowy moment w psychiatrii.
Najbardziej etyczna armia świata
Izraelskie Siły Obronne (IDF) od dziesięcioleci określają się jako „najbardziej moralna armia świata”. Trudno nie dostrzec w tym ironii. Jednym z filarów tej narracji jest fakt, że IDF oferuje swoim żołnierzom opiekę psychologiczną na światowym poziomie. To jedna z nielicznych armii, gdzie od wielu lat funkcjonuje stanowisko Mental Health Officer (MHO) – oficera ds. zdrowia psychicznego. Optymalnie jest to lekarz psychiatra lub wykwalifikowany psycholog, choć mogą to być również osoby, które ukończą odpowiednie kursy przygotowawcze.
Historia troski o zdrowie psychiczne żołnierzy IDF sięga początków państwa Izrael. Już na przełomie lat 40. i 50. miały powstać pierwsze struktury wsparcia psychicznego w armii. W latach 50. i 60. problemy ze zdrowiem psychicznym były jednak wciąż stygmatyzowane, a objawy traum bojowych często ignorowano lub uznawano za przejściowe. Przełom nastąpił po wojnie Jom Kippur w 1973 roku, kiedy liczba przypadków stresu bojowego i PTSD wymusiła na armii wprowadzenie systematycznych działań w zakresie wsparcia psychologicznego. Zbiegło się to z amerykańskimi doświadczeniami z Wietnamu. Wczesne badania nad zespołem stresu pourazowego związanym z działaniami bojowymi, prowadzone przez izraelskich i amerykańskich psychiatrów wojskowych w latach siedemdziesiątych, położyły fundamenty pod rozwój badań nad traumą. Wzajemne wizyty, wspólne konferencje oraz projekty badawcze sprzyjały nauce i opracowywaniu terapii dostosowanych do różnych doświadczeń żołnierzy.
Od tamtej pory systematycznie rozwijano selekcję psychologiczną rekrutów, szkolenia dowódców oraz programy profilaktyczne, takie jak na przykład „Magen” – który uczy żołnierzy budowania odporności psychicznej wobec ekstremalnych doświadczeń. To kompleksowa inicjatywa szkoleniowa i model wsparcia psychologicznego, mający na celu wczesną interwencję, redukcję stresu bojowego oraz zapobieganie traumom i PTSD wśród żołnierzy poprzez edukację, dostęp do specjalistycznej pomocy i promowanie otwartej kultury zdrowia psychicznego w wojsku. Żołnierze w ramach szkoleń, będących częścią podstawowego szkolenia, uczą się rozpoznawać oznaki traumy czy stresu bojowego u siebie i kolegów oraz omawiają sposoby działania w wypadku ich wystąpienia. W strukturze IDF istnieje stały Wydział Zdrowia Psychicznego, który jest częścią Korpusu Medycznego.
Z czasem IDF wprowadziło też politykę rzetelnego raportowania i analizy samobójstw wśród żołnierzy – problem, który jest rozpoznany i traktowany poważnie od lat osiemdziesiątych. W tamtym czasie współczynnik samobójstw w armii był szacowany na około 10-15 przypadków rocznie. W ostatnich latach liczba ta wzrosła, zwłaszcza w okresach intensywnych działań bojowych.
Obecne konflikty – wojna i ludobójstwo w Gazie oraz tak zwana „wojna na północy”, czyli starcia z Hezbollahem i syryjskimi bojówkami – stanowią test dla tego systemu. W 2024 roku odnotowano rekordowy wzrost liczby samobójstw i przypadków wypalenia wśród żołnierzy. Mimo relatywnie niskich strat bojowych, wielu wojskowych traciło zdolność bojową z powodu stresu i zaburzeń psychicznych. Od 7 października zanotowano ponad 20 przypadków samobójstw, co stanowi znaczną część strat bojowych Izraela. Dla porównania: w latach 2010-2019 średnia roczna liczba samobójstw w IDF wynosiła około 15-17, w ostatnim czasie istnieje więc zauważalny wzrost.
W styczniu 2024 roku IDF powołało do służby dodatkowych 838 rezerwistów psychiatrów jako oficerów ds. zdrowia psychicznego, co znacząco zwiększyło dostęp do wsparcia psychologicznego dla żołnierzy. We wrześniu tego samego roku zapowiedziano budowę Narodowego Centrum Zdrowia Psychicznego i Odporności w Netanji, z budżetem 150 milionów szekli (około 44 miliony dolarów). Centrum to ma obsługiwać zarówno żołnierzy czynnej służby, jak i rezerwistów, prowadzić badania naukowe, szkolić dowódców oraz oferować terapię PTSD. Równocześnie powstają także inne ośrodki opieki psychologicznej, które skupiają się na nowatorskich metodach wsparcia.
W odpowiedzi na gwałtowny wzrost obciążeń psychicznych po 7 października 2023 roku, IDF we współpracy z fundacją Momentum oraz thankisraelisoldiers.org uruchomiło program Shield of Resilience. Program ten, pierwotnie pilotażowy i skierowany do jednostek bojowych, został błyskawicznie wdrożony na szeroką skalę, obejmując około 125 tysięcy żołnierzy oraz angażując ponad 620 przeszkolonych facylitatorów. Na oficjalnej stronie programu czytamy:
„Nasi żołnierze walczący na froncie są narażeni na PTSD, traumę i depresję. Potrzebują narzędzi i wsparcia, aby bezpiecznie wrócić z pola walki. Program Shields of Resilience to największa inicjatywa dotycząca zdrowia psychicznego w historii IDF, która zapewnia żołnierzom niezbędne wsparcie, aby mogli wrócić do walki oraz do życia cywilnego.”
Inwestycje w rozwój systemu wsparcia psychicznego przynoszą wymierne efekty. W 2024 roku ogłoszono, że aż 82 procent żołnierzy, którzy musieli przerwać służbę z powodów psychicznych, wraca do pełnienia obowiązków bojowych. To jeden z najwyższych wskaźników reintegracji w armiach na świecie, świadczący o skuteczności prowadzonych programów i inwestycji.
Skupienie na własnej krzywdzie
W raporcie na temat systemu zdrowia psychicznego Naczelny Kontroler Państwa Matanya Englman stwierdził, że w następstwie masakry przeprowadzonej przez Hamas 7 października oraz późniejszej wojny około 3 miliony osób z dorosłej populacji doświadczyło lęku, depresji i objawów zespołu stresu pourazowego.
„System zdrowia psychicznego, który miał trudności z funkcjonowaniem nawet przed 7 października, załamał się w pierwszych dniach wojny”, powiedział Englman.
Raport opublikowany we wtorek wskazał, że w ciągu sześciu miesięcy po ataku z 7 października jedynie około 0,6 procent populacji poddało się leczeniu psychiatrycznemu lub psychologicznemu za pośrednictwem organizacji zarządzających opieką zdrowotną (HMO) oraz ośrodków wsparcia psychicznego, mimo że 38 proc. zgłaszało objawy od umiarkowanych do ciężkich.
Psychologizująca narracja – sugerująca, że całe izraelskie społeczeństwo cierpi na objawy traumy, nawet jeśli poszczególne osoby nie zostały bezpośrednio dotknięte wojną – jest silna w izraelskich i zachodnich mediach. Kolejne badania mają wskazywać, że w wyniku ataku z 7 października nawet 1/3 Izraelczyków cierpi na PTSD, a prawie połowa na depresję.
Ahmad Tibi, dziennikarz „Haaretzu”, w artykule „Odpowiedź na masakrę pracowników humanitarnych w Gazie pokazuje, że w Izraelu nastąpiła brutalizacja” („The Response to the Gaza Aid Workers Massacre Shows Israel Has Undergone Brutalization”) opisując masakrę ratowników medycznych dokonanej przez IDF, pisze: „Raporty opublikowane w «The Guardian» i «Haaretzu» ujawniły incydent, który powinien wstrząsnąć nie tylko Izraelem, ale i sumieniem całej ludzkości. Tymczasem Izrael pozostał niewzruszony, ponieważ izraelskie społeczeństwo przeszło posttraumatyczną brutalizację”. Tibi krytykuje brak reakcji Izraelczyków na kolejne zbrodnie popełniane w ich imieniu wobec Palestyńczyków, jednocześnie jednak wpisuje się w typową dla izraelskiego dyskursu publicznego retorykę, według której społeczeństwo izraelskie jawi się jako ofiara traumy – co ma tłumaczyć lub wręcz usprawiedliwiać jego brutalność.
Proces brutalizacji społeczeństwa izraelskiego ilustruje liczba ofiar wojny w Gazie, która według danych z 2025 roku przekroczyła już 59 tysięcy zabitych, w tym przynajmniej 17 tys. dzieci. Równocześnie nasilają się przypadki przemocy w izraelskich więzieniach – raporty wskazują, że w ciągu ostatniego roku odnotowano tysiące incydentów brutalnego traktowania osadzonych. Badania „Haaretzu” pokazują, że prawie połowa (47 proc.) Izraelczyków popiera wymordowanie Arabów w Gazie a ponad 80 procent zgadza się na ich siłowe przesiedlenie. Te liczby świadczą o rosnącej akceptacji przemocy, co potwierdza tezę Tibiego. Izraelskie społeczeństwo odsuwa się od wartości humanitarnych.
Psychowashing
W drugiej dekadzie dwudziestego wieku chyba po raz pierwszy na tak dużą skalę zwrócono uwagę na zjawisko psychowashingu w biznesie. „Harvard Business Review” podczas pandemii rozpisywał się, jak czule i empatycznie zwalniać pracowników w celu ratowania firm. Dolina Krzemowa, wymagająca od pracowników olbrzymich nakładów pracy, w ramach zachowania „life-work balance” – zamiast po prostu zatrudnić więcej specjalistów i zmniejszyć obciążenie godzinami pracy – oferowała oprócz nadgodzin sesje mindfullnes, medytacje i refundowaną psychoterapię. Elizabeth Holmes, prezeska firmy Theranos, po zdefraudowaniu setek mililonów zasłaniała się chorobą psychiczną i przeżytą traumą, próbując uniknąć odpowiedzialności. Pop-psychologiczne czy selfcare’owe narracje, które przez lata służyły do budowania „ludzkiej twarzy” kapitalizmu, zostały, przynajmniej częściowo, rozpoznane jako oszustwo, sposób manipulacji odbiorcą, który miał nie zauważyć nierówności, oszustw i wyzysku, które nimi przykryto.
Podobny mechanizm wydaje się odnosić do narracji o zdrowiu psychicznym wykorzystywanych przez różne armie świata, a w szczególności przez IDF.
Używanie przez IDF, izraelską władzę i mainstreamowe media narracji o zdrowiu psychicznym to wykorzystywanie wciąż silnie pozytywnych konotacji dyskursu mental health do utrzymywania wydajności własnej machiny wojennej i zdobycia przychylności zachodniej publiki. Przeciętny liberalny odbiorca w USA czy Europie wie, że „troska o zdrowie psychiczne” to jedna ze współczesnych cnót, zaniedbywana przez pracodawców i państwa. Tak samo jak weganizm, wyjątkowa otwartość na służbę mniejszości seksualnych (dwie inne cechy, którymi mocno reklamuje się IDF), prawdopodobnie najbardziej na świecie rozbudowana opieka nad zdrowiem psychicznym służy ociepleniu wizerunku. W każdej innej instytucji dążenie do minimalizowania cierpienia swoich pracowników – czy niewinnych zwierząt – trudno byłoby wartościować negatywnie.
Rzecz w tym, że wszystko to nie niweluje największego problemu, z jakim zmaga się IDF – jest armią, która regularnie jest oskarżana o zbrodnie wojennych, mordy na cywilach i inne nadużycia. W międzynarodowym Trybunale Karnym toczy się właśnie sprawa dotycząca zarzutów o najcięższą ze zbrodni: ludobójstwo. Zdrowie psychiczne ma tu wyjątkową rolę, ponieważ nie jest tylko – tak jak w wypadku pinkwashingu czy ecowashingu – piarową zagrywką: jest częścią procesu prowadzącego do zbrodni. IDF chwali się wysokim współczynnikiem powrotu do służby żołnierzy, którzy utracili do niej zdolność z przyczyn psychicznych. Rzecz w tym, że przyczyną tych problemów nie jest bycie ofiarą, ani nawet uczestnikiem sprawiedliwej wojny, ale świadomość bycia oprawcą. Wskazują na to niska śmiertelność wśród żołnierzy IDF, rosnąca liczba ofiar cywilnych – chociażby obecnej wojny w Gazie – oraz lawina zarzutów dotyczących nadużyć, wysuwanych nie tylko przez organizacje międzynarodowe, ale też krajowe.
Troska o zdrowie psychiczne nie zawsze jest wartością samą w sobie. Jeśli prowadzi się ją, aby osoba, która dokonała zbrodni wojennej, „wyleczyła się” z wyrzutów sumienia i mogła jak najszybciej wrócić do tego typu służby, staje się taką samą częścią okrutnej maszyny wojennej, co ładunki wybuchowe.
Terapia na ekranie
Tekst zacząłem od „Walca z Baszirem”. Pozwolę sobie zakończyć go innym klasycznym izraelskim tekstem kultury dotyczącym psychoterapii. W 2005 w Izraelu ukazał się serial „BeTipul” („W terapii”), którego format symulował faktyczną psychoterapię: w tygodniu główny bohater, terapeuta Ruven, prowadził sesje z czworgiem pacjentów, w piątek odbywał superwizję. Półgodzinne odcinki skupiały się w całości na rozmowach pacjentów z terapeutą. Przez kilka kolejnych tygodni na ekranach wyświetlały się kolejne sesje i kolejne elementy historii. Yadin (Lior Ashkenazi) przychodzi na sesje w poniedziałki. To pozornie zarozumiały pilot myśliwca, który zdaje się przerażająco obojętny wobec rzezi, jaką spowodował, bombardując palestyński budynek mieszkalny, a którego stopniowy rozpad psychiczny służy dekonstrukcji miażdżących konsekwencji izraelskiej ideologii militarnej. Yadin podczas operacji wojskowej w Ramallah przypadkowo zabił kilkoro palestyńskich dzieci. Nie wiedział, że znajdowały się w budynku, który zbombardował. Po czasie zastanawia się, czy jego przełożeni popełnili błąd, czy mieli tego świadomość.
Według Irit Keynan, izraelskiej akademiczki, omawianie takich incydentów lub błędów wojskowych w serialach telewizyjnych lub mediach publicznych jest tematem tabu. Wątek Yadina jest przez krytyków uważany za najbardziej „izraelski” ze wszystkich.
Po dziesięciu sesjach, podczas których rozważane są różne aspekty odpowiedzialności i poczucia winy Yadina, ten popełnia samobójstwo. Nie ma tu odkupienia czy drogi do normalności. Wciąż jest to jednak historia o białym, aszkenazyjskim Żydzie i jego cierpieniu. Wynika ono z faktu, że zabił kilka osób, kilka kolejnych okaleczył. Był także częścią systemu, który trzyma pod butem kolejne tysiące. Podobnie jak „Walc z Baszirem”, „W terapii” to wyśmienity tekst kultury, pozostaje jednak równocześnie zupełnie wsobny, narcystyczny. Nie zawiera potencjału eliminacji cierpienia innych – raczej odnosi się do wewnętrznych problemów systemu opresji. Zwraca uwagę na potrzebę jego naprawy, ale tylko takiej, która nie zmusiłaby do wprowadzenia wielkich zmian. Przechodzi przez wszystkie dobrze znane nam schematy – dziedziczoną traumę Holocaustu, brak opieki psychicznej dla żołnierzy, wojsko jako obszar toksycznej męskości, gdzie nie można okazać słabości. Instagramowa pop-psychologia na sterydach – każdy z tych tematów może być pretekstem do festiwalu rozczulania się nad żołnierzem czy omawiania jego traum, pomijając lub usprawiedliwiając jego czyny.
„BeTipul” okazał się wielkim sukcesem – HBO zrobiło jego remake’i w kilku krajach, w tym w Polsce, gdzie znany był jako „Bez tajemnic”. Polska wersja z Jerzym Radziwiłłowiczem i Maciejem Stuhrem doczekała się czterech sezonów. Znajduje się w niej też odpowiednik wątku Yadina – tym razem jest to grany przez Marcina Dorocińskiego żołnierz, który w Afganistanie był odpowiedzialny za coś, co przypomina nam tragedię w Nangar Khel. Popularność – i jakość wykonania – sprawiły, że kolejne wersje „BeTipul” stały się jednym ze typowych przykładów ery seriali HBO, obok „7 stóp pod ziemią”, „The Wire” i „Sopranos”.
Rzecz w tym, że – jak wiele doskonałych dzieł kultury izraelskiej – mimo pozornej dojrzałości, serial ten nie jest w stanie zaoferować prawdziwej empatii. Ani na chwilę nie wychodzi poza izraelską perspektywę. Tak jak kolejne psychowashingowe programy, nie adresuje źródła cierpienia: okupacji i apartheidu oraz napięć, które wywołują.
Na szczęście są w Izraelu takie inicjatywy jak Breaking the Silence – organizacja weteranów, sprzeciwiających się okupacji i zwracających uwagę na społeczne i psychologiczne koszty wojskowej służby, czy Psychoactive – grupa izraelskich i palestyńskich psychiatrów, krytycznych wobec izraelskiego rządu i polityk publicznych. Instytucje te zauważają, że zazwyczaj żołnierze – mimo kosztów psychologicznych – są w pierwszej kolejności sprawcami, a nie ofiarami. Psychoactive przedstawia badania wskazujące, że służba okupacyjna jest prawdopodobnie najgorszym rodzajem służby wojskowej dla zdrowia psychicznego żołnierza w długiej perspektywie i wskazuje, że zamiast wyjazdów i refundowanej terapii rozwiązaniem dla tego problemu byłoby po prostu zlikwidowanie jego źródła: okupacji.
Jeśli troskę o zdrowie psychiczne żołnierzy mamy oceniać pozytywnie, powinna służyć prawdziwej odnowie. Terapia musi iść w parze ze sprawiedliwością – z dochodzeniami, procesami i odszkodowaniami dla ofiar. W przeciwnym razie „leczenie” staje się jedynie kolejnym elementem aparatu wojny, który tylko ukrywa koszmar za fasadą troski. Sprawienie, że lotnik, który na rozkaz sztabu dokonał szeregu ataków na cele cywilne, po załamaniu psychicznym wróci do obowiązków i zacznie normalnie funkcjonować, nie jest czymś „dobrym”. Jest kolejnym mechanizmem na służbie ludobójczego systemu.

