Rozwój technologii cyfrowych na przestrzeni ostatnich lat w istotny sposób wpłynął na codzienne funkcjonowanie dzieci i młodzieży, a tym samym na realia pracy szkół. Dla młodych ludzi światy offline i online często się przenikają. Urządzenia elektroniczne i ekranowe takie jak smartfony, tablety czy smartwatche, stały się ich codziennymi towarzyszami. Dzisiejsi uczniowie wykorzystują je zarówno do komunikacji z rówieśnikami i rozrywki, jak i do nauki. Jak młodzi spędzają czas w przestrzeni cyfrowej, z jakich aplikacji korzystają i kiedy ich używają? Na pewno warto zapytać ich samych. Równolegle możemy przyjrzeć się też temu, co pokazują przeprowadzone w ostatnich latach badania nad ich obecnością i aktywnością w sieci.
Opracowany z inicjatywy Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa raport „Internet Dzieci”, który ukazał się w marcu zeszłego roku, podsumował pierwszy okres projektu monitoringu obecności dzieci i młodzieży w internecie. Przyniósł tym samym odpowiedź na pytanie: ile czasu przebywają w świecie cyfrowym dzieci w wieku 7-14 lat? Dziś wiemy, że to średnio 4,5 godziny dziennie oraz że 90 procent dzieci w tym wieku wykorzystuje do kontaktu z internetem urządzenia mobilne. Ze smartfonem w ręku spędzają nieco ponad 4 godziny. Badanie pokazało też, że 58 procent dzieci w wieku 7-12 lat aktywnie korzysta z przynajmniej jednego serwisu społecznościowego lub komunikatora dozwolonego od trzynastego roku życia.
O tym, że to przede wszystkim telefony i smartfony stały się wrotami do świata cyfrowego dla młodych, świadczą również dane z najnowszego raportu EU Kids Online 2026. Raport ten omawia wyniki trzeciej edycji realizowanych w Polsce od 2010 roku badań dotyczących roli i wpływu technologii na młodych ludzi. Otóż 95 procent dzieci w wieku od dziesięciu do szesnastu lat używa telefonu do codziennego, wielokrotnego łączenia się z internetem. Ponadto, 61 proc. nastolatków uważa, że spędza przed ekranami zbyt dużo czasu. W dni szkolne młodzież najczęściej korzysta z ekranów przez 4–5 godzin dziennie, a w weekendy ten czas jeszcze się wydłuża. Jednocześnie tylko około połowy badanych spełnia rekomendacje WHO dotyczące codziennej aktywności fizycznej: to z kolei dane pochodzące z opublikowanego w marcu tego roku raportu z pierwszego Ogólnopolskiego Badania Higieny Cyfrowej i Aktywności Fizycznej Młodzieży w Polsce (2026).
Aplikacjami, po które dzieci najchętniej sięgają w ciągu dnia są YouTube i TikTok. Najwięcej czasu spędzają na tych portalach tuż po przebudzeniu oraz po szkole i w godzinach wieczornych. Najniższy średni czas użytkowania najpopularniejszych aplikacji i serwisów społecznościowych na przestrzeni dnia w grupie 7-12 lat przypada na godziny 8-13, czyli czas spędzany… w szkole. Co więcej, 64,3 procent nastolatków wskazuje, że to szkoła jest głównym źródłem wiedzy o higienie cyfrowej. Pokazuje to ogromną rolę edukacji! Mimo to, szkoły mierzą się z problemem nadmiernego pobudzenia i osłabionej koncentracji uczniów podczas lekcji, czego telefony, obecne w ich rękach, są tylko wierzchołkiem góry lodowej szerszego problemu funkcjonowania dzieci i młodzieży w ciągu dnia.
Ekrany w szkole
Według wspomnianego raportu EU Kids Online 2026, ponad dwie trzecie badanej młodzieży twierdzi, że nie używa urządzeń ekranowych podczas przebywania w klasie, a ponad połowa nie korzysta z nich wcale podczas przerw lub używa ich bardzo rzadko. Większość młodzieży korzysta z narzędzi sztucznej inteligencji głównie do pisania wypracowań (22,6%), czy wyjaśniania dłuższych tekstów i streszczeń (26,2%). Jak pokazało badanie, czas po zakończeniu zajęć w szkole oraz bezpośrednio przed snem to czas największego natężenia korzystania z urządzeń ekranowych przez młodzież w wieku 10-16 lat, co również widać w badaniu „Internet dzieci”.
To, jak dzieci używają telefonów poza czasem w placówce, przekłada się bezpośrednio na ich funkcjonowanie w szkole. Dlatego w temacie wpływu korzystania z urządzeń ekranowych na dzieci i młodzież tak ważna jest również edukacja rodziców. Jeżeli w domu nie ma ustalonych zasad dotyczących urządzeń ekranowych, jeśli dziecko do późnych godzin wieczornych spędza czas wpatrzone w telefon, to ze skutkami tego trybu życia mierzyć się będzie w ciągu dnia zarówno ono samo, jak i nauczyciel. Gorsza jakość snu czy słabsza koncentracja podczas zajęć to tylko niektóre z konsekwencji braku higieny cyfrowej.
Równie problematyczny jest czas spędzony na oglądaniu krótkich filmików na TikToku czy YouTube tuż po przebudzeniu: w łóżku, przy śniadaniu czy w drodze do szkoły. Kiedy uczeń usiądzie już w ławce, może się czuć jak po zejściu z karuzeli. Nadmierne pobudzenie, rozproszenie uwagi i trudności z koncentracją to niektóre ze skutków ubocznych takich poranków. Na dodatek uwaga ucznia będzie domagała się silnych bodźców wzrokowych i emocjonalnych, których jeszcze przed chwilą dostarczały mu aplikacje.
Biała tablica szkolna nie jest w tej sytuacji zbyt atrakcyjna. Nie przyciąga specjalnie uwagi, nie mruga kolorowymi obrazami. A strony papierowego podręcznika nie przewijają się tak szybko jak rolki na ekranie smartfona. Gdy dodamy do tego problem hejtu, z jakim młodzi mierzą się dziś w internecie – na forach, czatach, platformach społecznościowych, grach czy whatsappowych grupach – mamy pełen obraz wyzwań, z jakimi mierzą się dziś społeczności szkolne.
Regulować, tylko jak?
W polskich szkołach kwestie korzystania z urządzeń cyfrowych nie są obecnie regulowane w sposób jednolity, chociaż wiele placówek ma już w swoich statutach czy regulaminach zapisy dotyczące używania telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych. Ponad połowa szkół wprowadziła formalne zakazy korzystania z telefonów. Niestety, uczniowie i nauczyciele zapytani, jak te zapisy funkcjonują w rzeczywistości, uśmiechają się pod nosem lub zwyczajnie załamują ręce. Dane z badań społeczności szkolnej wskazują, że realne praktyki odbiegają od zapisów statutowych: blisko połowa nauczycieli przyznaje, że uczniowie nie przestrzegają obowiązujących zasad, mimo że 79 procent szkół deklaruje ich istnienie.
Jako edukatorka higieny cyfrowej w Instytucie Cyfrowego Obywatelstwa często odwiedzam placówki szkolne. W ramach programów szkoleń, które prowadzimy (również we współpracy z Miastem Stołecznym Warszawa oraz organizacjami pozarządowymi), spotykam się z uczniami na warsztatach higieny cyfrowej. Głos nauczycieli mam okazję usłyszeć podczas szkoleń dla rady pedagogicznej, a z rodzicami rozmawiam przy okazji wykładów. W znacznej części szkół, do których docieram, zakaz używania telefonów na terenie szkoły i podczas zajęć istnieje. Jest wpisany do statutu szkoły lub ma swoje miejsce w regulaminie. Pytam wtedy o to, co konkretnie określa i jak jest egzekwowany. Według większości dokumentów uczniowie przebywający w szkole mają mieć wyłączony telefon. Ma być schowany w plecaku lub w szafce. W praktyce często jest zaledwie wyciszony i pozostaje w kieszeni, a nierzadko nawet leży na ławce. Uczniowie sami wskazują szare strefy w przestrzeni szkoły, w których z łatwością wyciągają telefon z kieszeni czy plecaka. To miejsca, gdzie zazwyczaj nie dociera wzrok nauczyciela, choć nauczyciele są ich – świadomi. Problemem stają się więc przepełnione toalety, w których uczniowie zamykają się indywidualnie lub grupowo, aby podczas przerw oglądać filmiki lub wysyłać wiadomości.
Tylko niewielka część szkół (około 15%) stosuje rozwiązania systemowe w postaci depozytów, do których uczniowie odkładają telefony po wejściu do szkoły i odbierają przy wyjściu. A szkoda, bo telefon odłożony poza zasięg wzroku na czas pobytu w szkole byłby jedno z najlepszych możliwych rozwiązań. Sprzyja skupieniu podczas zajęć i uniemożliwia używanie ekranów w ukryciu. Niestety, to rozwiązanie mierzy się często z oporem całej społeczności szkolnej. Począwszy od uczniów, którzy chcą mieć telefon przy sobie, przez rodziców, którzy obawiają się braku kontaktu z dzieckiem, aż po nauczycieli, którzy nie chcą ponosić odpowiedzialności za pozostawione w depozytach kosztowne urządzenia. Czy te uzasadnienia i obawy przeważają nad korzyściami takiego rozwiązania? Na pewno warto jest wziąć je pod uwagę w kontekście wprowadzania zakazu telefonów w szkole, a obawy rozwiać czytając poradnik „Higiena cyfrowa w szkole i przedszkolu”, wydany przez ICO, w którym można znaleźć przykłady szkół, gdzie to właśnie rozwiązanie przyniosło pozytywne skutki dla uczniów i nauczycieli.
Słyszę też o braku konsekwencji i wspólnego frontu wśród nauczycieli. Część z pedagogów regularnie zwraca uwagę uczniom, którzy łamią wspomniany zakaz i wyciągają z tego konsekwencje. To również ci nauczyciele, którzy z ciężkim oddechem mówią, że nie wszyscy członkowie rady pedagogicznej pilnują przestrzegania zakazu z podobnym im zaangażowaniem i regularnością. Uczniowie, którzy widzą brak spójności wśród nauczycieli, a tym samym nie ponoszą konsekwencji za każdorazowe złamanie zasad, coraz mniej przejmują się zakazem. Rzecz jasna, nie chodzi o to, żeby nauczyciel podczas każdej przerwy wchodził w rolę policjanta, ale o zbudowanie wspólnego frontu mądrych dorosłych, najlepiej we współpracy z rodzicami.
Tymczasem rodzice w większości wierzą, że dzieci stosują się do ustaleń – podczas gdy połowa uczniów otwarcie przyznaje, że obchodzi zakazy. W rozmowach z nauczycielami często powtarza się problem braku współpracy ze strony rodziców, którzy na przykład wielokrotnie kontaktują się ze swoimi dziećmi w trakcie trwania lekcji poprzez smartwatche. Obecne rozwiązania wprowadzone w postaci zakazu używania telefonów na terenie szkoły często okazują się więc niewystarczające, niespójne lub trudne do egzekwowania.
Ministerialny zakaz?
W marcu ubiegłego roku CBOS przeprowadził badanie sondażowe, w którym Polacy zostali zapytani o to: „Czy, Pana(i) zdaniem, w szkołach i placówkach oświatowych powinien być zakaz używania smartfonów czy też nie powinno być takiego zakazu?”. Łącznie 73 procent respondentów odpowiedziało „zdecydowanie tak” i “raczej tak”. W związku z tym Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotował projekt ustawy ograniczającej używanie telefonów komórkowych w szkołach, według założeń którego 1 września 2026 roku ma wejść w życie „zakaz korzystania przez uczniów z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających porozumiewanie się na odległość lub rejestrowanie obrazu lub dźwięku w publicznych szkołach podstawowych podczas pobytu na ich terenie (czyli podczas lekcji i podczas przerw)”. Zakaz ten obejmie jedynie publiczne szkoły podstawowe.
Szkołom ponadpodstawowym oraz niepublicznym MEN wskazuje jedynie możliwość wprowadzenia zakazu. Co ciekawe, według wspomnianego sondażu CBOS, 71 procent respondentów chciałoby, aby „we wszystkich szkołach w Polsce obowiązywały takie same zasady dotyczące korzystania przez uczniów ze smartfonów”. Skąd więc pomysł wyłączenia szkół ponadpodstawowych i niepublicznych spod zakazu? Czy MEN, wprowadzając zakaz tylko w publicznych szkołach podstawowych, nie robi czegoś wbrew opinii publicznej, powołując się jednocześnie na jej głos, który uzasadnia potrzebę wprowadzenia zakazu?
MEN w projekcie zmiany ustawy wskazuje również na wyjątki od wspomnianego zakazu. To sytuacje, kiedy nauczyciel uzasadnia użycie telefonu celami dydaktyczno-wychowawczymi. Drugim wyjątkiem są sytuacje zagrożenia dla życia lub zdrowia oraz sytuacja, kiedy uczeń zmaga się ze szczególną chorobą lub niepełnosprawnością, które wymagają korzystania z telefonu. Projekt ustawy wymienia, jakie konsekwencje, jakie może ponieść uczeń w przypadku naruszenia zakazu. Należą do nich upomnienie czy obniżenie oceny z zachowania.
Ministerstwo Edukacji Narodowej nie narzuca odgórnie szczegółowych zasad egzekwowania zakazu, podobnie jak nie wskazuje, jakie rozwiązanie dana szkoła ma przyjąć, aby zakaz używania telefonów mógł w niej funkcjonować.
Nie daje przy tym praktycznie żadnych wytycznych, które pomogłyby szkołom przygotować swoje społeczności na nadchodzącą zmianę. W rozmowie Konrada Piaseckiego z 9 kwietnia 2026 minister edukacji Barbara Nowacka przypomniała, że sposób egzekwowania nowych przepisów będzie zależeć od decyzji szkoły:
– Naprawdę nie musimy wszystkiego regulować centralnie, szkoły są mądre – podkreśliła. To jakby powiedzieć, co trzeba zrobić, ale nie powiedzieć, jak. Komplement, za pomocą którego MEN umywa ręce od dalszego działania. Tymczasem, oprócz ustalenia zakazu używania telefonów w szkołach, należałoby stworzyć i przekazać im jasne, praktyczne i zgodne z prawem ramy pozwalające na wprowadzenie wypracowanych zasad.
Projekt ustawy jest uzasadniany troską o zdrowie psychiczne uczniów. Znając jednak ekranowe rutyny młodych, nasuwa się pytanie o to, czy sam zakaz w szkole wystarczy, by zadbać o ogólny dobrostan psychiczny dzieci? Zastanawiając się nad rozwiązaniem problemu, jaki spowodowały nowe technologie, powinniśmy raczej myśleć o sytuacji i kondycji młodych całościowo, a nie tylko w kontekście czasu spędzanego w placówce. Stąd potrzeba przede wszystkim skupienia się na edukacji wszystkich członków społeczności szkolnej w zakresie higieny cyfrowej – tak uczniów, jak i nauczycieli oraz rodziców.
Odpowiedź ekspertów
23 kwietnia minister edukacji Barbara Nowacka powiedziała, że w ramach konsultacji publicznych dotyczących projektu ustawy o zakazie korzystania z telefonów w publicznych szkołach podstawowych do MEN wpłynęło ponad 100 stron uwag. Stanowisko przekazał ministerstwu również Instytut Cyfrowego Obywatelstwa. Członkinie zespołu i ekspertki ICO wyraziły zaniepokojenie obecnymi rozwiązaniami zaproponowanymi w projekcie. Zwracają w nim uwagę między innymi, że „dzieci uczęszczające do szkół publicznych, społecznych i prywatnych powinny podlegać tym samym standardom ochrony. Wprowadzenie rozwiązań obejmujących tylko część systemu edukacji prowadzi do naruszenia zasady równości wobec prawa oraz tworzy nieuzasadnione różnice w poziomie ochrony dzieci. Dobro dziecka nie jest kategorią zależną od modelu finansowania placówki”. Zaproponowany przez MEN zakaz używania telefonów, który ma objąć jedynie uczniów szkół publicznych wzmacnia stratyfikację społeczną, w tym przypadku w oparciu o kryteria ekonomiczne. W swoim stanowisku ICO rekomenduje także stworzenie „Strategii na rzecz higieny cyfrowej w szkole”, dostosowanej do różnych typów szkół, która pozwoliłaby zastosować adekwatny zestaw zasad higieny cyfrowej. Wdrożenie strategii powinno być poprzedzone trwającym co najmniej rok pilotażem oraz pogłębionym badaniem jakościowym i ilościowym.
Metoda ICO
We wspomnianym już poradniku „Higiena cyfrowa w szkole i w przedszkolu”, opublikowanym jesienią ubiegłego roku przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, znajdziemy również kompleksowe rekomendacje dotyczące wprowadzania higieny cyfrowej w placówkach edukacyjnych. Praktyczny plan działania pod nazwą „Metoda ICO” opiera się na sześciu założeniach:
1.Technologie, a nie tylko telefony
Wiemy już z obrazu szkół, stworzonego na podstawie wyników badań oraz rozmów z uczniami i nauczycielami, że rozmowa o regulacjach dotyczących jedynie telefonów komórkowych w szkołach komplikuje się, gdy dołączymy do niej na przykład problem smartwatchów, poprzez które uczniowie mają dostęp do internetu, a rodzice możliwość nawiązywania kontaktu ze swoimi dziećmi nawet podczas lekcji. Prowadzi to do rozproszenia uwagi tak ucznia, jak nauczyciela. Nie da się sprowadzić tego problemu jedynie do zakazu używania telefonów. Tworzone regulacje powinny więc uwzględniać szeroko rozumiane technologie, ponieważ inne urządzenia również stanowią wyzwanie dla funkcjonowania placówek.
2.Zasady zamiast zakazów
W miejsce jednoznacznego, ale jak praktyka już pokazuje, trudno egzekwowanego zakazu używania telefonu na terenie szkoły, proponujemy wprowadzenie zasad nieużywania telefonu w przestrzeni placówki. Zasady, w przeciwieństwie do zakazów mogą zmieścić w sobie więcej niż jeden prosty zakaz, i w razie potrzeby pomóc określić wyjątki związane z używaniem nowych technologii do celów edukacyjnych.
3.Stworzenie ram to zadanie dorosłych
W myśl tego założenia to dyrektor szkoły wspólnie gronem pedagogicznym projektuje ramy dotyczące używania telefonów i technologii w szkole. Następnie może do współtworzenia poszczególnych zasad zaprosić również rodziców (a nawet uczniów!).
4.Zasady dotyczą całej społeczności szkolnej
Dorośli mają supermoc modelowania zachowań dzieci. Tworząc zasady regulujące używanie telefonów, warto więc włączyć w nie również zasady dla rodziców i nauczycieli przebywających na terenie placówki.
5.Edukacja społeczności szkolnej to warunek sukcesu
Wierzymy, że w temacie higieny cyfrowej, skutków jej braku oraz wpływu urządzeń ekranowych na koncentrację potrzebna jest edukacja całej społeczności szkolnej: uczniów, nauczycieli oraz rodziców. Nie jest to działanie interwencyjne, ale proces, w którym każdy ma szansę zapoznać się z dostępną na ten temat wiedzą i zintegrować ją ze swoim życiem: samodzielnie uznać temat higieny cyfrowej w szkole, w domu czy w pracy za ważny.
6.Szkoła to przestrzeń edukacji i relacji
Wierzymy, że szkoła to przestrzeń, w której dzieci i młodzież mają szansę zbudować trwałe relacje: poprzez wspólne przeżycia, trudy i radości. To tam uczą się krytycznego myślenia, analizy, zdobywają wiedzę i mądrość. Warto, projektując rozwiązania ograniczania używania telefonów, mieć z tyłu głowy to, jaką rolę ma dziś spełniać szkoła – i przygotować jej przestrzeń tak, aby uczniowie mogli realizować swoje potrzeby (rozrywki, skupienia, relacji) w trybie offline, gdy już na czas pobytu w placówce stracą dostęp do świata online na czas pobytu w placówce.
Jeśli regulacje dotyczące korzystania z urządzeń ekranowych i elektronicznych w placówkach oświatowych wprowadzane na poziomie centralnym mają przynieść poprawę stanu zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży szkolnej (na co powołuje się MEN), nie można pominąć etapu edukacji rodziców, uczniów i nauczycieli – oraz pilotażu. Czy Ministerstwo Edukacji Narodowej usłyszy głos ekspertów i zapewni szkołom wsparcie we wdrażaniu regulacji dotyczących używania urządzeń elektronicznych? Wkrótce się o tym przekonamy.

