fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Zapomniani chłopcy i przemilczane męskie nierówności [Polemika]

Równość to podmiotowe traktowanie wszystkich obywateli i ich problemów – na tym fundamencie zbudowane są dzisiejsze demokracje. Równość dotyczy także mężczyzn, o których dotąd nie pamiętano. Czas to zmienić.
Zapomniani chłopcy i przemilczane męskie nierówności [Polemika]
ilustr.: Oliwia Laskowska

Niniejszy artykuł powstał w odpowiedzi na rozmowę Marii Rościszewskiej z Martą Gospodarczyk: „Mówimy «Dziewczyny na politechniki!», a kiedy «Chłopaki na pedagogikę!»?”.

Przebudzony po stu latach człowiek z początku XX wieku będzie zdziwiony, jak bardzo nasza wspólnota europejska poszła do przodu i jak bardzo dzisiejsze społeczeństwa są egalitarne. Nie ma w nich miejsca na systemową dyskryminację kobiet ani na urządzanie rzeczywistości pod męskie potrzeby. Choć problemy wykluczanych kobiet istnieją, w szczególności w krajach niedemokratycznych, i w wielu z nich potrzeba dogłębnych reform, to jednak w wolnych społeczeństwach patriarchat nie jest dziś dominującym modelem kulturowym. Jego wspomnienia lub ewentualne próby reanimacji (głównie przez wąskie grupy) są publicznie piętnowane.

Duży wysiłek, jaki włożyły społeczeństwa europejskie w walkę z nierównościami płci w przeszłości i obecnie, zaczyna jednak rodzić dysonans społeczny. Badanie wykonane na przełomie 2023 i 2024 roku przez IPSOS prezentuje opinie prawie połowy społeczeństw Unii Europejskiej: „zrównywanie praw kobiet z prawami mężczyzn zaszło wystarczająco daleko” – tym samym ukazując nowy obraz postaw wobec równości. Cytując to samo badanie, należy wskazać na polską pierspektywę: „Połowa Polek i Polaków (53%) uważa, że za dużo oczekuje się od mężczyzn w kwestii wspierania równości płci. Równocześnie aż 35% badanych twierdzi, że promocja równości kobiet zaszła w Polsce tak daleko, że obecnie dyskryminuje się mężczyzn”. To moment, w którym zjawisko staje się widoczne w debacie publicznej – również za sprawą samych (coraz lepiej zorganizowanych) środowisk męskich i reprezentujących ich perspektywę organizacji.

Czy dla zjawisk dotyczących mężczyzn: większości wypadków śmiertelnych w pracy, dyskryminacji emerytalnej, bezprawnym ograniczaniu ojcom kontaktu z dziećmi przez drugiego rodzica i w końcu kilkukrotnie wyższej śmiertelności z powodu aktów samobójczych ma znaczenie rozprawianie się z mitycznym „patriarchatem”? Czy może jednak większe znaczenie ma „toksyczność” i nadawanie męskości tej oceniającej przydawki? W Polsce system patriarchalny podobno odszedł w zapomnienie. Chciałoby się powiedzieć, że męskie problemy również odeszły w zapomnienie, lecz najpierw ktoś musiałby o nich pamiętać na polskiej scenie politycznej. One nie zniknęły – one zostały przemilczane. Czasami przez niektórych były nawet zwalczane. Narracje stawiające mężczyzn jako twórców patriarchatu i ofiar samych siebie nie są również drogą do „równości płci”. Może zamiast oskarżania i szukania winnych, zastanowimy się nad rozwiązaniami i będziemy razem budować wspólne dobro?

Wojna światów

Źródłem napięcia jest dysonans między przekazem o „uprzywilejowaniu” mężczyzn a doświadczeniem części z nich, zwłaszcza z klasy pracującej. Współczesny typowy mężczyzna wykonuje cięższą pracę niż jego koleżanki, nie ma studiów, pracuje o pięć lat dłużej, a programy finansowane z UE preferują kobiety nawet tam, gdzie już dziś mają one przewagi (na przykład Urząd Miasta w Pszczynie). To poczucie nierównowagi, zignorowane, napędza polaryzację i kieruje część wyborców ku prostym odpowiedziom i wspólnocie oferowanej przez prawicę. Efekty – od Internetu po urny – obserwujemy nie tylko w Europie, lecz również w USA i Azji Wschodniej. Mężczyźni zapomniani w instytucjach państwa, odkrywani są przez sztaby wyborcze. Kampanijne przekazy, nawet jeśli nie celują wprost w preferencje mężczyzn, starają się ich nie urazić lub nie stosować przekazu, który mógłby zaszkodzić kandydatowi. Tu zaczyna się polaryzacja płci: gdy część młodych mężczyzn mówi, że „równość” dzieje się ich kosztem, niektóre ruchy progresywne odpowiadają moralizatorstwem lub wezwaniami do dalszego poszerzania równouprawnienia – które w oczach tych mężczyzn jest dalszym pogłębianiem różnic. Tymczasem prawica oferuje prosty kontrkomunikat i gotową wspólnotę. Efekt to szybkie pęknięcie, które przenosi się z internetu do urn wyborczych, co widzimy na całym świecie.

W Polsce w ciągu ostatnich lat świadomość problemów męskich wzrosła nie tylko wśród samych mężczyzn, lecz i w mediach. Zauważają je również pojedynczy politycy z różnych partii politycznych. Po wyborach prezydenckich w USA w 2024 roku wiele osób twierdziło, że Kamala Harris przegrała, ponieważ odeszli od niej mężczyźni, a ci, którzy mogliby być zmotywowani do głosowania na nią, nie pojawili się przy urnach wyborczych. Potwierdzają to dane – według demokratycznego think tanku Catalist w 2024 roku wśród regularnych wyborców było więcej osób starszych, białych i z obszarów wiejskich – pozostali regularni wyborcy częściej zostali w domu. Harris względem wyborców Bidena straciła poparcie w każdej grupie mężczyzn.

Nie jest to zjawisko wyłącznie amerykańskie. Dane z Korei Południowej, Niemiec czy Wielkiej Brytanii pokazują, że między młodymi kobietami a młodymi mężczyznami otwiera się coraz głębsza luka światopoglądowa. W wielu krajach młode kobiety stają się coraz bardziej liberalne, podczas gdy młodzi mężczyźni częściej przesuwają się w stronę postaw konserwatywnych. To rodzi napięcia, które przenoszone są na scenę polityczną. Partie i ruchy, które nie znajdują języka do rozmowy z młodymi mężczyznami, tracą ich poparcie. Z kolei ugrupowania adresujące ich problemy zyskują. Badanie opisywane na łamach „Financial Times” największą ideologiczną przepaść ukazuje w Korei Południowej, potwierdzając trendy społeczne panujące od kilku lat. Wcześniej, w 2022 roku, wybory prezydenckie wygrał tam prawicowy Yoon Suk-yeol, kandydat Partii Władzy Ludowej, różnicą zaledwie 0,73 procenta głosów. I choć został usunięty później z urzędu – w wyniku wprowadzonego stanu wojskowego w grudniu 2024 roku – to jest przykładem polityka sprawnie komunikującego się z młodymi mężczyznami.

Jeszcze w latach 90. i na początku wieku władze Seulu i innych dużych miast wprowadzały miejsca parkingowe tylko dla kobiet w dobrze oświetlonych rejonach wejść do budynków, aby zwiększyć ich bezpieczeństwo w przestrzeni publicznej po głośnych napaściach i gwałtach. Po zwycięstwie Suk-yeola w 2022 roku i upowszechnieniu się narracji o dyskryminacji mężczyzn, w niektórych przestrzeniach zaczęto stopniowo likwidować część takich miejsc, zmieniając oznaczenia na „priority for safety” zamiast wyłącznie „women-only”. Trzy lata później kampania prawicy w Korei uwzględniała postulat likwidacji lub dogłębnej reformy Ministerstwa Równości Płci i Rodziny.

W Polsce nie ma jeszcze tak dramatycznych podziałów po liniach płci, jak w Korei Południowej czy Stanach Zjednoczonych, jednak pierwsze symptomy już są widoczne. Coraz częściej mężczyźni – zwłaszcza młodzi – deklarują, że ich problemy są bagatelizowane lub ignorowane w debacie publicznej. To może prowadzić do podobnej polaryzacji, jeśli politycy nie znajdą sposobu, by włączyć męską perspektywę w rozmowę o równości lub – szerzej – nie zaczną dbać o rozwiązywanie problemów, z którymi borykają się mężczyźni w Polsce.

Nad Wisłą w 2025 roku kandydat liberalny musiał uznać wyższość kandydata konserwatywnego – podobnie jak w USA i Korei – a jedną z przyczyn była narastająca frustracja męskiej części elektoratu. W pierwszej turze mężczyźni częściej niż kobiety głosowali na Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna, w drugiej – aż 5 procent nich zostało w domach. Poszukiwanie przyczyn porażki kandydata liberalnego w konserwatyzmie mężczyzn jest nietrafne – Polki również są bardziej konserwatywne niż średnio kobiety w Europie. Więcej kobiet zagłosowało na obu wyżej wymienionych kandydatów prawicowych niż na Magdalenę Biejat i Adriana Zandberga. Na tle Europy wypadamy konserwatywnie. Receptą również nie jest oskarżanie mężczyzn – poszukiwaniem drogi do budowania przyszłości jest rozwiązywanie realnych problemów. Diagnozowanie sytuacji mężczyzn i debata na ten temat to początek drogi.

Edukacyjny efekt kuli śniegowej

W wieku szkolnym zaczynają się ujawniać pierwsze różnice między chłopcami a dziewczętami. To właśnie w systemie powszechnej edukacji widać, jak kształtuje się luka, która później przekłada się na wybory życiowe i możliwości zawodowe – przepaść dyskryminacyjna. Statystyki CKE wprost ukazują zjawisko nierówności płciowej w wynikach egzaminów na koniec szkoły podstawowej i dotyczy to nie tylko Polski. Zauważalne jest to zwłaszcza w testach z języka polskiego i angielskiego. Luka wynosi osiem punktów procentowych dla pierwszego i trzy dla drugiego, ale sięga nawet dwudziestu – cały czas na niekorzyść chłopców – w małych miastach i na wsiach. Jak wskazują badania z Europy Zachodniej, badacze dostrzegają różnice w stylach uczenia się: dziewczęta uczą się inaczej niż chłopcy, ale szkoła, w której mężczyzn wśród nauczycieli brakuje, nie jest w stanie tego dostrzec. W efekcie rośnie ryzyko wypadania z nauki, zwłaszcza wśród chłopców.

Eksperci nieraz debatują o wpływie wzorców ról społecznych na uczniów i uczennice. Brak mężczyzn w placówkach edukacyjnych może powodować gorszą identyfikację chłopców z instytucją szkoły czy też różnice w podejściu wychowawczym wobec chłopców i dziewczynek. Niestety w Polsce nie zbadaliśmy tego zjawiska ani nie postaraliśmy się o wypracowanie rozwiązań, które nie będą spychać chłopców w małych miejscowościach na edukacyjny margines. Jeśli nie nazwiemy tego zjawiska po imieniu i nie zaproponujemy rozwiązań, kolejne roczniki będą odczuwać frustrację wobec systemu.

Konsekwencją edukacyjnych nierówności jest większa luka płciowa wśród kończących studia. Mężczyźni rzadziej uzyskują dyplom studiów wyższych i zdecydowanie częściej przerywają edukację, aby podjąć kursy zawodowe lub pracę zarobkową. Aż 55 procent mężczyzn rezygnuje ze studiów licencjackich – takich kobiet jest 34 procent. Jak podaje Ośrodek Przetwarzania Informacji (Państwowy Instytut Badawczy): „Na wszystkich stopniach studiów prawdopodobieństwo rezygnacji ze studiów przez kobiety było o 30 procent mniejsze niż w przypadku mężczyzn”.

Różnice w odsetku rezygnacji ze studiów nie są męską cechą charakteru lub męskiej subkultury. Luka edukacyjna przekłada się na kompetencje miękkie, takie jak czytanie ze zrozumieniem, formułowanie wniosków czy prowadzenie polemiki, co później ma wpływ na jakość kompetencji akademickich. Raport OECD z marca 2021 roku wskazuje, że różnice płci w szkolnictwie wyższym są w dużej mierze związane z rozchodzeniem się ścieżek edukacyjnych (na przykład wybór liceum a technikum) i premiowaniem kompetencji w systemie. Ten sam raport wskazuje, że dla wielu kobiet studia są inwestycją o wyższej stopie zwrotu, a więc motywacja, by przez nie przebrnąć mimo trudności, jest po prostu większa. Dla części mężczyzn sytuacja wygląda odwrotnie: rynek pracy częściej oferuje im sensowne wejście bez dyplomu. To nie jest „lenistwo” czy „brak pilnej nauki”. To kalkulacja w świecie, w którym system edukacji nie daje im odpowiednio silnych narzędzi.

Fałszywym tropem jest podążanie za debatą o godzeniu w mężczyzn poprzez otwieranie drzwi kobietom w szkolnictwie wyższym czy ogromnym odsetku mężczyzn dosięgających profesury. To odwraca dyskusję, choć samo w sobie również stanowi ważną nierówność, lecz jako odrębny temat. Otwieranie drzwi kobietom na studia wyższe nie dotyczy innych drzwi, które dziś są realnie przymknięte dla mężczyzn. Są to zupełnie inne drzwi niż te dla kobiet – co jeśli już to tylko podkreśla selektywność polityki równościowej i stawianie interesu wąskiej już uprzywilejowanej grupy profesorskiej nad problemem masowym – dostępu do nauki w ogóle. Jeśli w małych miastach i na wsiach luka w kompetencjach językowych rośnie do kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu punktów procentowych, to znaczy, że szkoła działa jako filtr klasowo-terytorialny i płciowy jednocześnie. W takiej sytuacji retoryka „kobiety zabrały miejsca” przykrywa rzecz ważniejszą: współczesna instytucja szkoły nie potrafi pracować z odmiennymi trajektoriami rozwoju i odmiennymi stylami uczenia się, a chłopcy w peryferyjnych środowiskach płacą za to najwyższą cenę.

Zjawisko to rodzi konsekwencje na całe życie. Statystyki ukazują związek wykształcenia z wynagrodzeniem i długością życia. Wbrew popularnej opinii o hydrauliku, który zarabia więcej od profesora, kobieta z wykształceniem wyższym ma zazwyczaj wyższe wynagrodzenie niż mężczyzna ze średnim lub zawodowym.

Ta szkolna trajektoria ma też rynkowy wymiar. Gdy słabsze kompetencje językowe i częstsze przerwania studiów spotykają się z wczesnym wejściem w pracę o niższej wartości dodanej, start płacowy młodych mężczyzn bywa słabszy niż ich rówieśniczek. Widać to wyraźniej, gdy spojrzymy poza Polskę – w części krajów Europy Zachodniej różnice na progu kariery układają się już inaczej niż w starszych kohortach. W krajach Europy Zachodniej, na przykład Francji czy Wielkiej Brytanii, dostrzegalny jest trend taki, że młode kobiety zarabiają więcej od młodych mężczyzn. Jak ukazuje McKinsey Institute, może to w przyszłości oznaczać odwrócenie luki płacowej. Mężczyźni staną się płcią gorzej wynagradzaną. Nie bez znaczenia jest osuwanie się młodych mężczyzn poza system. Dla przykładu w UK to młodzi mężczyźni częściej są klasyfikowani jako osoby niepracujące, nieuczące się, niedokształcające i będące poza zatrudnieniem oraz edukacją (ang. NEET). Często wiąże się to z brakiem odpowiedniej ochrony zdrowia. To sygnał, że bez korekty kompetencji ogólnych i wsparcia wejścia na rynek pracy luka może się utrwalać niezależnie od cyklu koniunktury.

Edukacyjne wykluczenie i późniejsza dezaktywacja edukacyjna w Polsce dotyka głównie mężczyzn. Decyzje rodziców oraz luki powstałe w szkole częściej kierują edukację chłopaków w stronę zawodówek. Wiceminister nauki, zamiast walczyć z luką edukacyjną i kwestiami męskich problemów w nauce, wolała walczyć z Dniem Chłopaka. Nie tędy droga. Nie warto iść drogą polaryzacji płciowej, zaogniając podziały społeczne. Lepszą drogą jest podjęcie realnych problemów, które dotykają mężczyzn. Skupmy się na pozytywnych rozwiązaniach i spróbujmy realnie niwelować te edukacyjne przeszkody.

Jeśli tego nie zrobimy, ryzykujemy zwiększanie się dystansu części młodych mężczyzn wobec instytucji: szkoły, rynku pracy i polityki. W takiej próżni łatwiej o frustrację i podatność na proste odpowiedzi oraz przekazy „antysystemowe”. To nie jest wyrok, tylko mechanizm, któremu można zapobiec. Czy to na pewno jest droga, którą chcemy podążać?

Od nierówności do nieufności

Przykłady nierównego traktowania – w prawie, w politykach publicznych i w praktyce instytucji – dla części mężczyzn stają się dowodem na to, że „system nie działa”. Zamiast wiary w korektę i reformę pojawia się pokusa populistycznego „wywrócenia stolika”. Ten impuls nie wynika wyłącznie z pojedynczych przepisów czy sporów światopoglądowych. Nakłada się na szersze doświadczenie niepewności: zmian w modelu relacji, w zakładaniu rodziny, w stabilności zatrudnienia i w przewidywalności awansu.

Antysystemowość nie jest dziś domeną jednej strony. Dotyczy także lewicy i centrum. Jak opisują Przemysław Sadura i Sławomir Sierakowski, rośnie przekonanie, że instytucje są niesprawne i niezdolne do naprawy. W takiej atmosferze wyborcy często mniej reagują na programy, a bardziej na sygnały „autentyczności” i gotowości do konfliktu z elitami. Skandal bywa tu nie celem samym w sobie, lecz narzędziem uwiarygodnienia: ma pokazać, że kandydat „nie jest częścią układu”. To tłumaczy, dlaczego politycy budujący rozpoznawalność na konfrontacji – jak Grzegorz Braun – potrafią korzystać z kryzysu zaufania do państwa i jego instytucji. Ten kryzys pogłębia się dodatkowo wtedy, gdy rozmowa o problemach (w tym męskich) staje się elementem kampanii, a po wyborach nie przekłada się na działania. Obietnice bez „konsekwencji” nie naprawiają napięć – wzmacniają cynizm, co napędza populizm.

W polskich warunkach nieufność ma też głębsze tło: długie okresy braku ciągłości instytucjonalnej i częste zmiany ustrojowe utrudniały budowanie stabilnego zaufania do państwa. Dlatego receptą nie jest dyskredytowanie męskich problemów ani ich doraźne załatwianie „po łebkach”. Potrzebujemy nowego języka reform i rozwiązań, które obniżają temperaturę sporu, zamiast zamieniać realne nierówności w paliwo do kolejnej fazy polaryzacji. Choćby taki, jaki słyszalny jest z wiosennych edycji Kongresu Mężczyzn, podczas którego eksperci debatują o męskich problemach i tym, jak je rozwiązać.

Mobilizacja części elektoratu przez Mentzena i Brauna nie polega wyłącznie na „treściach dla mężczyzn”. To raczej praca na emocjach – od obojętności, przez rozczarowanie i protest, aż po gniew. Jeśli instytucje nie potrafią odpowiedzieć językiem konkretnych reform, przestrzeń wypełniają ci, którzy odpowiadają językiem prostych głośnych rozwiązań lub stawiają na konflikt i strach.

Wspólnota zamiast polaryzacji i równość, która nie dzieli

Przyszły spór w polskiej osi politycznej będzie oznaczał konflikt skrajnej prawicy z radykalną lewicą. To może oznaczać wzrost napięcia na linii mężczyźni – kobiety, gdyż dziś elektorat prawicy przechylony jest na męską stronę, a lewicy na stronę kobiet.

Pomimo coraz bardziej słyszalnego głosu środowisk męskich, nadal aktualne pozostaje pytanie zadane przez Michała Gulczyńskiego we wstępie do książki „Chłopcy i mężczyźni” Richarda V. Reevesa: „Kogo obchodzą mężczyźni?”. Nie da się ukryć zainteresowania polityków oraz partyjnych kampanii celowanych do mężczyzn. Jeśli pytanie „kogo obchodzą mężczyźni?” ma mieć sensowną odpowiedź, chciałbym, aby niezależnie od perspektywy czasu brzmiała ona tak: obchodzą tych, którzy chcą silniejszej wspólnoty – a ta zaczyna się od zaufania do ludzi oraz instytucji, które działają na ich rzecz.

W dekadzie rozpoczętej przez globalną pandemię, w dekadzie intensyfikacji napięć oraz konfliktów powinniśmy budować zaufanie. Spór i radykalizacja na osi mężczyźni–kobiety nie jest w interesie państwa polskiego. Nie pozwólmy, aby państwo znowu zapomniało o problemach mężczyzn i chłopców, a tym bardziej, aby przemilczało nierówności. Zauważenie zmiany i solidnie zebrane dane to minimum do rozpoczęcia działań poprawiających sytuację mężczyzn i chłopców w Polsce. Nie będzie to możliwe bez debaty, umiejętności porozumienia się i prowadzenia dyskusji w bardzo różniących nas tematach. Kongres Mężczyzn stanowi zalążek publicznej debaty, lecz to do polityków należy wprowadzanie rozwiązań instytucjonalnych.

Nie chodzi o to, kto ma gorzej, lecz o to, czy wspólnota działa uczciwie wobec swoich najsłabszych punktów. Dziś jednym z nich są edukacyjnie wykluczeni chłopcy i młodzi mężczyźni – zwłaszcza z mniejszych miejscowości. Do odpowiedzi na pytanie „kogo obchodzą mężczyźni?” – należy dodać: nas wszystkich. Małą zmianę może zapoczątkować każdy z nas, idąc z mężem, chłopakiem, bratem, kolegą czy przyjacielem na badanie, do przychodni czy zwyczajnie porozmawiać z nim, wesprzeć w zadbaniu o siebie lub udzielić wsparcia w kryzysie. Wzmocnienie mężczyzn nie osłabia kobiet – wzmacnia rodziny, szkoły i lokalne wspólnoty. Od nas wszystkich zależy, czy damy się pochłonąć spirali polaryzacji płciowej, czy zadbamy o wspólne dobro.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×