fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Zanurzeni w konkrecie. Marzenie o nowej polityce wodnej

Podczas gdy media często wskazują na zmiany klimatu jako przyczynę niedoborów wody, prawdziwym problemem jest jej nadmierne zużycie przez wielkie farmy przemysłowe. Rządy afrykańskie, zachęcane przez instytucje finansowe, sprzedają prawa do wody, pogłębiając kryzys.
Zanurzeni w konkrecie. Marzenie o nowej polityce wodnej
ilustr.: Marta Skibska

Susza to fakt. Przestała już być tylko anegdotą prezentowaną na końcu serwisów informacyjnych. Przejedź się busem, pociągiem, popytaj ludzi. Cokolwiek uważa się o aktywistach klimatycznych – przez Wisłę, co pokazało niedawno Ostatnie Pokolenie, można przejść piechotą, a plony z roku na rok są coraz gorsze.

Kiedy jako dwudziestoczterolatek po raz pierwszy miałem do czynienia z aktywizmem klimatycznym, wszystko wydawało się dość abstrakcyjne. Opierało się na modelach – prawdopodobnych i alarmujących, ale modelach. Obecnie operujemy na konkretach – warto je obserwować.

Widzialne piętno (agro)biznesu

Zacznijmy daleko – w Afryce, która zmaga się z coraz poważniejszym kryzysem wodnym. Powodem jest susza. Nieistniejąca przy tym w próżni, bo wspomagana przez neoliberalną logikę.

Głównym problemem jest masowe wykupywanie ziemi – a wraz z nią zasobów wodnych – przez międzynarodowe korporacje biznesowe i agro-biznesowe. Od początku drugiej dekady XXI wieku przedsiębiorstwa przejęły ponad 7 milionów hektarów ziemi w Afryce Subsaharyjskiej pod uprawy wymagające intensywnego nawadniania, takie jak awokado, kwiaty cięte czy inne monokultury przeznaczone na eksport.

Podczas gdy media często wskazują na zmiany klimatu jako przyczynę niedoborów wody, prawdziwym problemem jest jej nadmierne zużycie przez wielkie farmy przemysłowe. Rządy afrykańskie, zachęcane przez instytucje finansowe takie jak Bank Światowy czy Afrykański Bank Rozwoju, sprzedają prawa do wody, pogłębiając kryzys. W Maroku, gdzie susza trwa już sześć lat, aż 85 procent zasobów wodnych przeznaczonych zostaje na rolnictwo przemysłowe, głównie związane z produkcją owoców na potrzeby Europy. Podobna sytuacja panuje w Kenii, gdzie wodę należącą się ludności odbierają wielkie koncerny, odpowiedzialne za plantacje… kwiatów. Przerażającym case study jest tutaj przypadek jeziora Najwasza, które, wyzyskiwane przez otaczające je koncerny – po prostu wysycha.

Brakiem wody najbardziej dotknięte są kobiety, które w wielu regionach Afryki tradycyjnie odpowiadają za dostarczanie swoim rodzinom wody. Szacuje się, że poświęcają na to około 40 miliardów godzin rocznie. Gdy pobliskie źródła wysychają, muszą pokonywać coraz większe dystanse. Drobni rolnicy również tracą dostęp do wody, wypierani przez wielkie przedsięwzięcia agrobiznesowe.

Istnieją jednak rozwiązania. Lokalne społeczności stosują tradycyjne metody zbierania i magazynowania wody deszczowej. Państwa – wprowadzają odporne na suszę uprawy (marchew, buraki, bataty, papryka), wspierają inicjatywy zbierania deszczówki – czy, przy współpracy organizacji międzynarodowych, organizują szkolenia oraz tworzą fundusze klimatyczne. Istotną inicjatywą na poziomie międzynarodowym (bo wspieranym też przez Unię Afrykańską) jest postulat utworzenia Wielkiego Zielonego Muru – ogromnego pasa zieleni, ciągnącego się z zachodu na wschód Afryki, z Senegalu do Dżibuti, który miałby oddzielać Saharę od Sahelu.

Przekleństwo turystyki

Teraz bliżej: Hiszpania. Kraj, do którego rok w rok tysiące Polaków lecą na wakacje. Na przykład do takiej Andaluzji. To wspólnota autonomiczna, która stoi w obliczu najpoważniejszego kryzysu wodnego od dziesięcioleci. Już rok temu poziom wód w zbiornikach retencyjnych osiągnął poziom krytyczny. W Almerii rezerwy wodne spadły do zaledwie 8 proc. pojemności, w Kordobie do 16,2 procent. W Lora del Río, w prowincji Sewilla, woda z kranu od pięciu lat bywa okresowo niezdatna do picia.

Kryzys wodny unaocznia rosnące napięcie między potrzebami lokalnej społeczności a interesami sektora turystycznego. Statystyczny mieszkaniec Andaluzji zużywa dziennie około 127 litrów wody, podczas gdy turysta – aż 750 litrów. W Sewilli goście hoteli zużywają średnio trzykrotnie więcej wody niż miejscowi.

W cieniu niedoborów wciąż prowadzone są kontrowersyjne inwestycje. Przykładowo, pod Malagą powstaje największa w Europie sztuczna laguna, Alcazaba Lagoon – obiekt o powierzchni 1,4 kilometrów kwadratowych, którego napełnienie pochłonie 28 tysięcy metrów sześciennych wody, czyli tyle, ile dziennie zużywa 215 tysięcy osób. Warto pamiętać, że chodzi o słodką wodę – o stworzenie ułamku morza jedynie dla turystów.

Tymczasem aż 45 warstw wodonośnych – które umożliwiają przepływy wody pod ziemią – w Andaluzji zostało zaklasyfikowanych jako zagrożone wysychaniem, a w północnej części Kordoby 80 tysięcy mieszkańców przez ponad rok zaopatrywano w wodę wyłącznie za pomocą cystern.

Skutki podporządkowania zarządzania wodą turystyce są coraz bardziej widoczne. W Roquetas de Mar i części Almerii woda z kranu została oficjalnie uznana za niezdatną do picia. A susza trwa dalej. Stąd i popularne w tym kraju pojęcie „pustej Hiszpanii” – czyli regionów objętych suszą, a więc i większą migracją na północ czy do większych miast. To dlatego coraz częściej miasteczka są po prostu… opustoszałe.

Paląca potrzeba

Jest też i kontekst Polski. Susza w Polsce przybiera na sile i stanowi coraz większe zagrożenie dla krajowego rolnictwa. Jeszcze w maju sytuacja była alarmująca. W województwie zachodniopomorskim deszcze osiągnęły zaledwie 35 do 45 procent normy z lat 1991-2020, co ma bezpośredni skutek w efektach zbiorów.

Najbardziej poszkodowane były już wtedy zboża jare – susza dotknęła 330 gmin (13 procent ogółu). To wzrost o 26 jednostek w porównaniu z poprzednim raportem. Równie niepokojąca jest sytuacja w przypadku zbóż ozimych, gdzie deficyt wody stwierdzono w 251 gminach, czyli jednej dziesiątej ogółu. Problem objawia się także w sadownictwie. Szczególnie ucierpiały na przykład plantacje truskawek.

Obecnie monitoring suszy w Polsce prowadzony jest na podstawie danych ze 172 stacji meteorologicznych. Eksperci alarmują, że coraz częstsze i dłuższe okresy bez opadów wymagają natychmiastowych działań adaptacyjnych. Bez nich polskie rolnictwo nie będzie w stanie poradzić sobie ze skutkami zmian klimatu.

Najbardziej dotknięte suszą są województwa: zachodniopomorskie (susza w 70% gmin), lubuskie (66%), kujawsko-pomorskie (57%), łódzkie (43%) oraz wielkopolskie (39%). Największy udział powierzchni zagrożonej stratami rolniczymi odnotowano w województwie lubuskim – aż 26% oraz w zachodniopomorskim – 19%.

Sytuacja trwa jednak dalej. I mimo że w momencie, kiedy piszę ten tekst – to znaczy w pierwszym tygodniu sierpnia – dochodzi do małego przełomu, bo opady, i to silne, wróciły. Są jednak chwilowe – to efekty niżu genueńskiego.

***
Przykład afrykański jest drastyczny. Tam susza już jest wszechobecna: stanowi element społecznej rzeczywistości, wyraźnie kształtując stosunki między obywatelami z poszczególnych krajów.

Zakończmy anegdotycznie. Nie tak dawno, bo podczas Targów Kwietniowych w Sewilli (chodzi o Feria de Abril, czyli jeden z najważniejszych festiwali w regionie, przyciągający też wielu turystów) lokalni aktywiści klimatyczni zaprezentowali „sevillanas climáticas” – tradycyjne andaluzyjskie pieśni z przekazem ekologicznym. Grupka aktywistów tańczyła to, co dla polskiego oka wygląda na flamenco, śpiewając:

Se está secando Doñana porque la Junta ha querío.

Nos moriremos en la tierra si no hacemos algo ya.

Sueña la margarita con no extinguirse y salvar esta tierra en la que vive.

„[Park Narodowy] Doñana wysycha, bo tak chciały władze regionu”.

„Umrzemy na tej ziemi, jeśli nie zrobimy czegoś już teraz”.

„Marzy stokrotka, by nie wyginąć i ocalić tę ziemię, na której żyje”.

Pytanie, jakie działania podejmiemy w Polsce. Jak na razie  stoimy przed konkretami – i warto zacząć coś robić, nawet jeśli początkiem miałby być śpiew.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×