fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Zabawa w bogów

Kwota zebrana przez Łatwoganga stanowi 5 procent sumy, którą utracił NFZ na obniżeniu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. To tylko jeden promil tegorocznego budżetu Funduszu.
Zabawa w bogów
ilu.: Stanisław Gajewski

Przychodzi pacjent na operację. Anestezjolog przed zabiegiem pyta go:
– Pan będzie operowany prywatnie, czy na NFZ?
– Na NFZ.
– Rozpoczynam narkozę: aaa kotki dwa…

Sucharów na temat Narodowego Funduszu Zdrowia nie brakuje. To społeczna odpowiedź na długie kolejki, odległe terminy leczenia i braki w sprzęcie. Prawie każdy Polak choć raz w życiu opowiadał komuś z uśmiechem, jaki obiad dostał na oddziale. Dobrze wiemy, że NFZ nie ma pieniędzy. Jednocześnie według sondażu IBRIS dla Rzeczypospolitej z listopada 2024, aż 73 procent Polaków popierało obniżenie składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Przeciwnych obniżce było zaledwie 12 procent ankietowanych. Reszta nie miała zdania. Wszyscy widzą problem, mało kto chce się dokładać. Zwłaszcza przedsiębiorcy.

W niedzielne popołudnie 26 kwietnia stream Łatwoganga oglądało ponad 1,2 miliona ludzi. Inicjatywa na rzecz fundacji Cancer Fighters zgromadziła ponad 251 milionów złotych. Wpłacali celebryci, przedsiębiorcy i zwykli ludzie. Podczas streamu kawalerkę Łatwoganga odwiedziły tabuny influencerów, aktorów i muzyków. Golili się na łyso, służyli ciepłym słowem i zachęcali do kolejnych, coraz wyższych wpłat. W promowanie streamu włączyły się także media tradycyjne, na przykład TVN, który niechcący wyemitował długą wiązankę rapera Bedoesa dotyczącą zarzutów o czerpanie korzyści ze zbiórek. Było więc śmiesznie, intensywnie i wzruszająco.

To wydarzenie bezprecedensowe, którego wydźwięk rozbrzmiał daleko poza granicami naszej ojczyzny. O Łatwogangu pisały między innymi BBC, „The Independent” i „Times of India”. Przekaz jest prosty i poczciwy: „Polacy potrafią się zjednoczyć i zrobić coś dobrego, pomimo podziałów”.

Kwota zebrana przez influencera stanowi 5 procent sumy zaoszczędzonej przez przedsiębiorców na obniżce składki zdrowotnej, czyli tej samej, którą utracił NFZ. Jest to zarazem tylko promil tegorocznego budżetu NFZ oraz 1 procent dziury budżetowej w Funduszu Zdrowia.

Dobrzy bogacze

Spójrzmy na wpłacających. Jednym z nich był Rafał Brzoska, prezes InPostu, a zarazem przewodniczący Rady Pracodawców RP. Wpłacił łącznie trzy miliony złotych, z czego 2,7 miliona pod koniec streama, co wywołało spore poruszenie zgromadzonych w kawalerce Łatwoganga. Czy Rafał Brzoska poczuwa się do odpowiedzialności za polskich chorych? Raczej nie, bo Pracodawcy RP opowiadali się za obniżką składki zdrowotnej dla przedsiębiorców, a zarazem za dalszym dobijaniem ochrony zdrowia.

W gronie firm, które wpłaciły najwięcej znajdował się także Tymbark, będący częścią grupy Maspex. Wiceprezeską zarządu Maspex jest Edyta Bagińska, która pełni także funkcję wiceprezydentki Konfederacji Lewiatan, organizacji lobbingowej, która także opowiadała się za obniżeniem składki zdrowotnej.

3 miliony złotych dorzucił także Budimex, będący częścią Federacji Przedsiębiorców Polskich. Organizacja zauważa problem niedofinansowania NFZ-u, ale proponuje podwyższenie składki zdrowotnej pracownikom i rolnikom, nie przedsiębiorcom.

Duże firmy mają interes w obniżeniu składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. W ten sposób mogą kreować środowisko ekonomiczne, w którym opłaca się przechodzenie na fikcyjne samozatrudnienie, co znacznie obniża koszty pracodawcy. W 2025 na tak zwanym B2B było nawet 13 procent pracowników.

Kwestionowanie dobrych intencji biznesu nie jest niczym nowym. Podobne obserwacje czyniła duża część komentujących już w czasie trwania streamu. Ale jaki rzeczywiście przedsiębiorcy mieli w tym interes?

Kto wygrał?

Cała akcja dawała firmom wspaniałą możliwość reklamy. Licytowały się w tym, kto przeznaczy więcej na leczenie chorych dzieci. Streamer prowadził widoczny przez cały czas transmisji ranking największych donacji, który pozwalał wpłacającym zwiększyć swoją widoczność. Trudno wyobrazić sobie lepszą reklamę dla cierpiącego na ogromne problemy wizerunkowe XTB (firmy brokerskiej), niż udział w akcji charytatywnej, którą obserwuje cała Polska.

To także okazja na poprawę wizerunku celebrytów. Na streamie gościli między innymi Wersow i Friz – najsłynniejsze małżeństwo influencerów w Polsce. Friz pochwalił się, że udało mu się nakłonić do wpłat kilka firm, co doprowadziło do zgromadzenia na koncie zbiórki kolejnych 2 milionów złotych.

Miło z jego strony. Szkoda, że ten sam człowiek rok temu chwalił się, że założył fundację rodzinną, aby nie musieć płacić podatków od sprzedaży i kupna akcji. Więcej dla Friza, mniej dla budżetu państwa, z którego rząd planuje łatać deficyt NFZ-u.

Warto dodać, że influencerzy najczęściej prowadzą działalność gospodarczą. Obecna składka zdrowotna dla pracowników wynosi 9 procent pensji brutto. Przedsiębiorcy na ryczałcie, którzy zarabiają od 60 do 300 tysięcy miesięcznie także płacą 9 procent, ale od średniej krajowej. To zaledwie 830 złotych miesięcznie. Grube ryby, które zarabiają powyżej 300 tysięcy złotych rocznie, do ochrony zdrowia dokładają miesięcznie 1450 złotych, czyli 180 proc. średniej krajowej. Przedsiębiorcy rozliczający się podatkiem liniowym płacą 4,9 proc. od zarobków. To dla większości gości Łatwoganga śmieszna kwota.

Do drzwi streamera zapukał także Krzysztof Stanowski, dziennikarz z ogromnym doświadczeniem autopromocji. W zeszłym roku wykorzystał do niej kampanię prezydencką. Nie chciał być prezydentem, mówił o tym otwarcie. Chodził na debaty, uśmiechał się w blasku reflektorów i pomnażał zasięgi. Na jedną z debat przyszedł w koszulce promującej zbiórkę na leczenie dziecka chorującego na dystrofię mięśniową. Byłaby to sympatyczna inicjatywa, gdyby na innej debacie nie podważał sensu płacenia wyższych podatków.

Podatkami straszył również Bedoes. Podczas streamu Łatwoganga tłumaczył je dzieciom, którym poświęcona była zbiórka. „Masz tu ten hajs stąd, to dawaj połowę. Nie chcesz? To idziesz do więzienia”. Zapomniał wspomnieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze, on sam nie płaci podatków tej wysokości. Po drugie, gdyby płacił, to chore dzieci nie musiałyby siedzieć z nim w studiu i służyć brokerom i przekwitającym gwiazdom za reklamę.

Przykładów jest więcej. Wszyscy „ludzie dobrej woli”, którzy pojawili się u Łatwoganga, to w rzeczywistości bogacze, którzy mniej lub bardziej świadomie czerpią zysk z obecnego stanu rzeczy. Setki zbiórek na chore dzieciaki nie wynikają z niekompetencji lekarzy i urzędników, ale z braku pieniędzy. Nie ma ich, bo nikt nie chce się nimi dzielić. Tymczasem tego typu inicjatywy od lat oswajają nas z fatalną sytuacją NFZ-u. Media pieją z zachwytu nad solidarnością Polaków, ale mało kto zastanawia się, czemu tego typu zbiórki w ogóle muszą być prowadzone. Opłacanie ich to nic innego jak aktywizm kanapowy, który nie tylko usypia nasze sumienie, ale i hamuje zaangażowanie w inicjatywy, których celem jest zmiana chorego systemu.

Oczywiście, stream Łatwoganga to jedynie kropla w morzu tego typu akcji, które stają się coraz mocniej ugruntowaną tradycją. Co roku finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy gromadzi na rynkach setki tysięcy Polaków. Organizuje się koncerty i pokazy sztucznych ogni. W poprzedzających wydarzenie tygodniach organizacja mobilizuje tysiące wolontariuszy. Celebryci, politycy i ludzie kultury wystawiają na aukcje zakurzone pamiątki, które inni kupują za zawrotne sumy pieniędzy. Efekt? W ciągu trzydziestu czterech lat działalności WOŚP zebrał łącznie 2,6 mld złotych, czyli o dwa miliardy mniej niż z powodu obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców stracił NFZ tylko w tym roku.

Kto zasługuje na pomoc?

W każdej chwili możemy wejść na stronę zrzutka.pl i wybrać, komu okażemy dobroczynność. Na stronie zbiera się na chorych, osoby z niepełnosprawnościami, tranzycje i wiele innych zaniedbanych przez system spraw. Wszyscy ci ludzie rywalizują ze sobą o uwagę internautów. Nie da wpłacić się na wszystkich. Musimy wybierać pomiędzy trzydziestolatkiem poszkodowanym w wypadku, półrocznym chłopcem z chorym sercem a trochę starszymi dziećmi chorymi na raka. Bawimy się w bogów. Ale to nie odpowiedź na systemową obojętność.

To nierówna walka. Dorosły, brodaty facet, nie może konkurować z dzieckiem. Czy jego życie jest warte mniej? A to tylko zbiórki. Nie każdy taką posiada. W kolejkach na wizyty czekają setki tysięcy młodych i starych. Lekarze starają się pomóc swoim pacjentom. Niewiele mogą, w efekcie czego w ciągu ostatnich dwóch lat podwoiła się liczba skierowań w trybie pilnym.

Po debacie, na której Stanowski apelował o wpłaty na zbiórkę dla chorego chłopca, do dziennikarza spłynęły dziesiątki innych próśb o promowanie podobnych akcji. Stanowski fizycznie nie mógł pomóc im wszystkim. Koszulki z podobiznami chorych nie zmieściłyby mu się w garderobie. Jednostka, nawet znana, nawet wypełniona współczuciem i chęcią pomocy, sama nie będzie w stanie zrobić wiele.

Jak ratować (wszystkich) chorych?

Na wspaniały pomysł wpadła Young Leosia, raperka, która także gościła na streamie Łatwoganga:

– Byłam w Kenii, tam bardzo widać biedę. Zawsze, kiedy widziałam takie miejsce, zastanawiałam się, czemu Elon Musk nie oddałby na przykład dziesięciu procent swojego dobytku? To mogłoby pomóc.

To niezły pomysł, można by taką daninę usystematyzować. Bogatsi mogliby płacić więcej, a biedniejsi mniej. Można by to nazwać składką zdrowotną. Pomysły jak widać są, brak tylko organizacji.

To, co zrobił Łatwogang wymagało sporego wysiłku i koordynacji. Influencerzy, jak sama nazwa wskazuje, mają ogromny wpływ na kształtowanie rzeczywistości. Ludzie słuchają tego, co mówią ich idole. Łatwogang prawdopodobnie dysponuje ogromnymi pokładami dobrej woli. Przed rozpoczęciem zbiórki nie wiedział, jak wielkie będzie miała znaczenie. Krótkofalowe oddziaływanie akcji jest raczej pozytywne, dzieciaki dostaną pieniądze na leczenie. Problemem są długodystansowe skutki tego typu inicjatyw, które po pierwsze nic nie zmieniają, a po drugie są doskonałym wentylem społecznym, na którym w dodatku można się bogacić. Ale co mogą zrobić streamerzy?

Protestować. Potrzebujemy sławnych ludzi, którzy chcieliby się zaangażować aktywistycznie. Łatwogang mógłby robić to samo, co robił na poprzednim streamie – siedzieć przed kamerą, komentować i słuchać piosenek. Sęk w tym, że aby przyniosło to realną zmianę, nie mógłby prowadzić zbiórki. „Słucham Dissu na Raka, dopóki rząd nie obieca zwiększyć wydatków na ochronę zdrowia”. Naiwne? Może, ale na pewno możliwe.

Solidarni

Po zakończeniu streamu w sieci pojawiło się wiele porównań Łatwoganga do Zbigniewa Religi. Internauci zestawiali zdjęcie chirurga wykonane dla National Geographic w 1986, przedstawiające lekarzy odpoczywających po pierwszym udanym przeszczepie serca, ze zdjęciem streamera siedzącego przed komputerem po zakończonej transmisji. Zestawienie wzbudziło zachwyt jednych i oburzenie drugich. Porównanie Łatwoganga do Religi to przesada, jednak pokazuje, jak wielką moc oddziaływania mają celebryci. A skoro tak, mogliby ją wykorzystać na przykład organizując protest.

Inicjatywa nie zyskałaby tak ogromnego rozgłosu i nie przyciągnęłaby tak wielu bogaczy, ale mogłaby coś zmienić. Wymagałoby to zaangażowania politycznego, a tego influencerzy boją się jak ognia. To zrozumiałe, bo dużo można na nim stracić. Sam Łatwogang twierdził, że nie chce na swoim streamie polityki. Wielka szkoda – bo potrzebujemy jej, aby móc okazać prawdziwą solidarność wobec chorych. Płacenie wyższych składek jest nudne, nieprzyjemne i nie wymaga błysku fleszy, ale jest skuteczne. Póki co, mamy do czynienia nie z solidarnością, ale z zabawą w bogów. Ale może być inaczej.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×