fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Z ekranem nie znaczy nowocześnie

Zadaniem szkoły jest być może przede wszystkim wyciąganie uczniów i uczennic z baniek, do których wpadają w internecie.
Z ekranem nie znaczy nowocześnie
Ilu: Maja Szymańska

Co wspólnego mają ze sobą edukacja domowa, telefony i postępująca radykalizacja poglądów? Na splot tych trzech czynników zwraca uwagę fiński raport „National Security Overview 2026”, którego autorzy zauważają, że wzrost popularności edukacji domowej w Finlandii może sprzyjać polaryzacji poglądów młodzieży nieuczęszczającej do tradycyjnych placówek szkolnych. Oczywiście, to na razie wyłącznie przypuszczenie – nie ma badań, które wyczerpująco przedstawiałyby wpływ edukacji domowej na przekonania.

Jednak już samo zestawienie ze sobą tych trzech kwestii prowadzić może do interesujących wniosków. Pokazuje, że tematy: formy edukacji, problemów cyfrowych i przekonań politycznych nie są od siebie niezależne. Tymczasem w Polsce widzimy te problemy zazwyczaj w oderwaniu od szerszego kontekstu społecznego. Gdy przez media przetaczała się dyskusja o Szkole w Chmurze i edukacji domowej, debatowano, komu ta forma edukacji służy, a komu nie. Wobec pomysłu na ustawę zakazującą korzystania z telefonów w szkołach osią konfliktu jest to, czy takie działanie odbiera uczniom wolność i możliwości edukacyjne. Takie wąskie spojrzenie sprawia, że tematyka związana ze szkołą i wychowaniem zostaje odcięta od innych sfer – jak gdyby edukacja nie miała wymiaru politycznego.

W debacie publicznej uświadamiamy sobie, że ten istnieje zazwyczaj wtedy, kiedy mowa o treściach nauczania – liście lektur, podręcznikach wiedzy o społeczeństwie czy podstawie programowej z edukacji zdrowotnej. Tymczasem polityczność szkoły nie ogranicza się tylko do szczegółowej treści czy nawet formy przekazu wiedzy. Wspomniany fiński raport przypomina, że sama instytucja i organizacja szkoły mogą kształtować poglądy uczniów lub przynajmniej chronić przed ich radykalnymi przejawami. Podobnie rozwiązania dotyczące korzystania z mediów społecznościowych czy platform cyfrowych są nie tylko decyzjami związanymi ze zdrowiem psychicznym młodzieży – to także decyzje polityczne.
Do pewnego stopnia zdajemy sobie z tego sprawę od lat. Dowodem są wszelkie próby wykształcenia wśród uczniów i uczennic kompetencji cyfrowych podejmowane nie tylko przez organizacje pozarządowe, ale też chociażby Ministerstwo Edukacji, które jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości uwzględniło w podstawie programowej z języka polskiego zagadnienia takie jak dezinformacja czy viralowość. Miało to zapewne w założeniu uczynić podstawę programową – przeładowaną obowiązkowymi tekstami i terminami – bardziej nowoczesną.

W dyskusjach o edukacji unowocześnienie jej często staje się celem proponowanych zmian, a kompetencje cyfrowe przykładem obszaru życia, za którym edukacja nie nadąża. Popularnym sposobem myślenia, który wpisuje się w to podejście, jest tak zwana koncepcja 4K, czyli skupienie na kluczowych kompetencjach XXI wieku: krytycznym myśleniu, kreatywności, komunikacji i kooperacji. To podejście podkreśla wagę umiejętności i spadek znaczenia wiedzy, do której mamy przecież dostęp dzięki cyfrowym technologiom. Tylko o ile jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się to przekonujące – w końcu świat dynamicznie się zmienia i edukacja powinna zmieniać się wraz z nim – obecnie coraz trudniej uwierzyć w to, że umiejętności związane z funkcjonowaniem w świecie cyfrowym wystarczą.
Dzieje się tak chyba przede wszystkim dlatego, że nasza rzeczywistość nie dzieli się na dwa niezależne światy: wirtualny i realny. Chociaż treści internetowe znacznie różnią się od tego, co publikowano w prasie kilkadziesiąt lat temu, nadal pozostają i najpewniej zawsze będą bezpośrednio związane z życiem społecznym w realu. Brzmi to jak banał, ale wyodrębnianie edukacji medialnej czy cyfrowej jako oddzielnego obszaru zdobywania nowych umiejętności pokazuje, że wciąż nie jest to takie oczywiste.
Dobrze widać to na konkretnych przykładach. Na początku roku popularność w internecie zdobyły zdjęcia Kamczatki zasypanej śniegiem tworzącym nawisy na domach czy zaspy wysokości kilkupiętrowych bloków. Fotografie i filmy dokumentujące zimę stulecia były oczywiście wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Niektórym komentującym służyły za dowód, że globalne ocieplenie to tylko wymysł. Oczywiście, wiedza o tym, czym charakteryzują się obrazy wygenerowane przez AI, wspiera podejrzliwość wobec tego typu treści. Żeby jednak krytycznie podejść do argumentów dotyczących globalnego ocieplenia potrzebna jest także wiedza o świecie, tym realnym.
Na znaczenie wiedzy, którą jeszcze jakiś czas temu wiele osób chciało uznać za edukacyjny przeżytek, zwraca uwagę Lucy Crehan, autorka książki „Cleverlands: Sekrety stojące za sukcesem światowych supermocarstw edukacyjnych”. Krytyczne myślenie i kreatywność – jej zdaniem – to kompetencje, których nie da się nauczyć w oderwaniu od wiedzy. Więcej, to właśnie wiedza jest ich podstawą. Wracając do wyżej wspomnianego przykładu, to wiedza: na temat geologii Kamczatki, która sprawia, że nie ma tam wysokich blokowisk, dotycząca dotychczasowych rekordowych opadów śniegu, czy wreszcie o tym, czym jest globalne ocieplenie, umożliwiają dokonanie krytycznej analizy materiałów i komentarzy o Kamczatce.

Wszystko to oczywiście można by sprawdzić w internecie (tak jak ja sprawdziłam informację na temat zabudowy Kamczatki dostosowanej do prawdopodobnych trzęsień ziemi). Jest tylko jedno ale – żeby sprawdzić, należy nabrać podejrzliwości, a jak zauważa Crehan „krytyczne myślenie zależy niemal wyłącznie od wiedzy na dany temat”.
O ile generowanie treści przy pomocy AI jest zjawiskiem nowym, o tyle nowe nie są przekłamania i manipulacje. Często są w dodatku treściami trudniejszymi w analizie, bo na przykład są do pewnego stopnia prawdą lub prawdą przedstawioną w innym kontekście. Skuteczna edukacja w zakresie kompetencji weryfikowania prawdziwości treści wcale nie musi być związana wyłącznie ze źródłami cyfrowymi. Co więcej, często to właśnie tradycyjne media usypiają naszą czujność. Moi uczniowie i uczennice byli dużo bardziej sceptyczni w stosunku do teorii spiskowej na temat odkryć archeologicznych, gdy zobaczyli wpis o niej w internecie, niż gdy przeczytali ją w druku.
Nie wszyscy rozpoznali mętność wywodu czy naciągane dowody. Część osób była skłonna uwierzyć w to, że odkrycia archeologiczne były przez lata zatajane przez spisek naukowców. Na podejrzliwy wydźwięk artykułu zwróciły im uwagę inne osoby w klasie. To oczywiście trochę sztuczna sytuacja, bo związana z zaplanowanym zadaniem. Niemniej znaczenie rozmowy z innymi, zderzenia swojego zdania ze zdaniem innych i wymiany myśli są nie do przecenienia, gdy mowa o umiejętnościach takich jak myślenie krytyczne.

Tradycyjna szkoła, rzecz jasna, nie zawsze jest miejscem, w którym możliwa jest bezpieczna i otwarta rozmowa osób o różnych poglądach. Jednak jej potencjał stwarzania przestrzeni spotkania osób myślących zupełnie inaczej jest znacznie większy, niż wspomnianej na początku edukacji domowej. A tego typu spotkanie to wartość zarówno poznawcza: stwarzająca sytuację wymagającą myślenia krytycznego – jak i polityczna: potencjalnie zapobiegająca radykalizacji.
Współistnienie rzeczywistości cyfrowej i realnej oraz zacieranie się granic między nimi powinny więc może skłaniać przede wszystkim do wyciągania uczniów i uczennic z baniek, do których wpadają w internecie. Ograniczenie dostępu uczniów i uczennic do telefonów w szkole może nas w tym odrobinę wesprzeć, bo pozwala skupić się na tym, co analogowe – ale równie potrzebne w rzeczywistości cyfrowej, czyli tradycyjnie rozumianej wiedzy, krytycznej analizie tekstu czy dyskusjach z innymi.
Absurdalne więc wydaje się podejście, w którym traktuje się narzędzie, jakim jest telefon, jako coś niezbędnego w tym procesie. Argument mówiący o tym, że odbierając uczniom i uczennicom telefon w szkole, odbieramy im szanse edukacyjne, przywoływany na łamach „Krytyki Politycznej” przez Piotra Wójcika w tekście krytykującym pomysły wprowadzenia zakazu używania telefonów w szkołach, pokazuje, że nadal pokutuje w nas przekonanie, że nowoczesna edukacja powinna opierać się przede wszystkim na wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi. Przekonanie, które w kontekście złożoności problemów związanych z uczeniem się, edukacją i jej wpływem na poglądy uczniów i uczennic jest zwyczajnie anachroniczne.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×