Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Z dzieckiem w艣r贸d ludzi

Niedawno widzia艂am reklam臋 pensjonatu: 鈥濶o TV, no WiFi, no children鈥. Dwa lata temu ch臋tnie bym si臋 tam zatrzyma艂a. Dzi艣 nikt by mnie tam nie wpu艣ci艂.

ilustr.: Marek Rybicki

ilustr.: Marek Rybicki


Tekst pochodzi z聽35. numeru聽papierowego Magazynu 鈥濳ontakt鈥 pod tytu艂em 鈥濩zyje s膮 dzieci?鈥.
Och, jak dobrze, 偶e nasza cywilizacja stworzy艂a place zabaw! Mo偶na w nich zamkn膮膰 najbardziej irytuj膮c膮 i najbardziej nudn膮 cz臋艣膰 spo艂ecze艅stwa. Bachory biegaj膮ce bez wyra藕nej logiki od zje偶d偶alni do karuzeli. Machaj膮ce ko艅czynami. Wpadaj膮ce na siebie. Ma艂o tego, robi膮ce siku pod tym krzaczkiem, kup臋 pod tamtym drzewkiem, gdzie jeszcze przed chwil膮 bawi艂y si臋 w chowanego. Podkradaj膮ce sobie nawzajem pi艂ki, hulajnogi i wafle ry偶owe. I jeszcze p艂acz膮ce bez powodu. No bo, prosz臋 pa艅stwa, p艂aka膰 to mo偶na z powodu wojen, kt贸re trawi膮 nasz 艣wiat. Albo dlatego, 偶e panda jest gatunkiem wymieraj膮cym. Wielka Brytania z Europy wzi臋艂a i sobie posz艂a. A te ma艂e na placu zabaw to czemu p艂acz膮? Ojej, ojej, bo plastikowa kosiarka z supermarketu jest jedna, a ch臋tnych kosiarzy kilku. Albo wlezie takie pod hu艣tawk臋 i ju偶 ryczy, bo niby nie widzia艂o, 偶e kto艣 na niej si臋 hu艣ta, niby takie zaskoczenie, 偶e nogami w bu藕k臋 okr膮g艂膮 dosta艂o, taka niesprawiedliwo艣膰 dzieci臋 spotka艂a. Jeden drugiemu piachem w oczy sypnie i ju偶 szloch. Wdrapie si臋 w spodniach z goreteksu na zje偶d偶alni臋. Nie pomy艣li, 偶e wczoraj mia艂o na sobie gacie z pluszu i 偶eby zjecha膰, to doros艂y musia艂 go za nogawki w d贸艂 ci膮gn膮膰, po艣lizgu nie by艂o 偶adnego. A tu po deszczu siada i jak torpeda leci, jak Ma艂ysz za m艂odu. Z t膮 r贸偶nic膮, 偶e Ma艂ysz po skokach raczej si臋 cieszy艂, a ma艂e ryczy wniebog艂osy. Do tego umorusani wszyscy, bo nawet gdyby t臋 dzieciarni臋 w ciuchy od Chanel ubra膰, szyku 偶adnego z tego nie b臋dzie, bo i kasztanem potrafi膮 si臋 wymaza膰.
Dzieci do getta?
A pos艂uchaliby pa艅stwo doros艂ych, kt贸rzy razem z bachorami si臋 na tym placu zabaw zamkn臋li! Jaki偶 to daj膮 popis poprawnej polszczyzny i wz贸r. Jakich偶e konstrukcji ucz膮, jakiego偶 s艂owotw贸rstwa, jak偶e cz臋sto wo艂acz i tryb rozkazuj膮cy uskuteczniaj膮, jak wielce przysz艂o艣膰 przepowiadaj膮: 鈥濻t贸j, bo upadniesz!鈥, 鈥瀂nowu b臋dziesz p艂aka膰鈥, 鈥濶ie le藕 tam, bo nie wleziesz鈥. Jakiej偶e logiki pokracznej nauczaj膮: 鈥濿y艂a藕 z piaskownicy i siadaj na rower. Nie po to wzi臋li艣my rower z domu, 偶eby teraz siedzie膰 w piachu. Albo jedno, albo drugie. Zostawimy rower, wtedy wr贸cimy do piaskownicy鈥 (tak, tak, to autentyk). I te popisy polszczyzny zrz臋dliwej: 鈥濩o ty, dzidzia jeste艣, hu艣taj si臋 sam! Zobacz, jak dziewczynka 艂adnie si臋 buja, a ty co?鈥, 鈥瀂araz b臋dzie pada膰 i zmokniesz, jakie brzydkie chmury鈥, 鈥濶ie wzi膮艂e艣 czapeczki, a taki straszny upa艂, krew ci p贸jdzie z nosa鈥, 鈥濶ie umiesz si臋 艂adnie bawi膰, to wracamy do domu鈥, 鈥濴icz臋 do dziesi臋ciu i wychodzimy鈥. Poza tym jak偶e ci opiekunowie aktywnie pracuj膮 nad dyskopatiami swojej szyi, ka偶dego dnia opuszczaj膮c j膮 ni偶ej i ni偶ej, coraz bli偶ej smartfonu, kt贸ry przenosi ich do 艣wiata ciekawszego, do 艣wiata, kt贸ry istnieje gdzie艣 hen za placem zabaw. Jak偶e wszyscy fizjoterapeuci przechodz膮cy przez osiedle si臋 ciesz膮, stawki z miesi膮ca na miesi膮c podnosz膮, jak偶e im te szyje nienaturalnie w kierunku p臋pk贸w opuszczone nastr贸j poprawiaj膮. A dialogi mi臋dzy doros艂ymi osobnikami? 鈥濼o dziewczynka czy ch艂opczyk?鈥, 鈥瀂 jakiego jest miesi膮ca?鈥. I tak w niesko艅czono艣膰 mo偶na. Wi臋c rozumiej膮 pa艅stwo, o co mi chodzi, prawda? Dobrze, 偶e ich tam zamkn臋li艣my.
Jak ju偶 obywatel b臋dzie na tyle uformowany, 偶e da si臋 z nim niezale偶no艣ci s膮d贸w broni膰, to mo偶e wej艣膰 w przestrze艅 publiczn膮. Albo jak jego rodzic ju偶 si臋 otrz膮艣nie z tych 鈥瀙apu鈥, 鈥瀊am鈥, 鈥瀟uli tuli鈥 i 鈥瀖niam mniam鈥, to i jego przyjmiemy z otwartymi ramionami. A do tego czasu, na lito艣膰 bosk膮!, niech si臋 hoduj膮 gdzie艣 w zacisznym miejscu, z dala od powa偶nych spraw (wspomina艂am ju偶, 偶e pandy wymieraj膮?). Nie maj膮 藕le, w takiej Warszawie nawet par臋na艣cie odpowiednio odpornych knajp powsta艂o, gdzie ta ca艂a ekipa z placu zabaw mo偶e si臋 przenie艣膰. Nawet seanse filmowe s膮 dla takich, jakie艣 baseny i zaj臋cia fitness. Szcz臋艣膰 im Bo偶e, niech tam chodz膮. Nikt im nie broni.
No, mniej wi臋cej tak my艣la艂am sobie. Jeszcze w ci膮偶y. Pewna by艂am swego, 偶e hej. Do dnia, w kt贸rym urodzi艂a mi si臋 c贸rka. Mia艂a cztery kilo i by艂a bardzo inteligentna. A my z m臋偶em tak jak kiedy艣 o kondycji demokracji, tak teraz w zaciszu domowym zacz臋li艣my prowadzi膰 dysputy o pomarszczonych r膮czkach, mikroskopijnych dzi膮se艂kach i zawarto艣ci pieluchy powszedniej. Przed 艣wiatem zewn臋trznym jednak nieco sw贸j entuzjazm powstrzymywa艂am, 偶eby mnie przypadkiem kto艣 bezdzietny do jakiego艣 getta nie wys艂a艂. Nie powiedzia艂: 鈥濵asz, babo, klubik, masz, babo, specjalny seans dla matek, masz, babo, fitness 芦Baba i bobas禄. Wara od naszego placu Zbawiciela, stolicy hipsterstwa polskiego鈥.
Nie chcia艂am si臋 spotyka膰 jedynie z rodzicami ma艂ych dzieci. Chcia艂am by膰 w艣r贸d ludzi wszelkiej ma艣ci. Kupi艂am wi臋c chust臋 i ruszy艂am w tourn茅e po Warszawie.
ilustr.: Marek Rybicki

ilustr.: Marek Rybicki


Lwi膮tka czy doros艂e lwy?
Pierwszy raz c贸ra w kawiarni by艂a, kiedy mia艂a tydzie艅. Wernisa偶 wystawy? Promocja ksi膮偶ki? Ale偶 prosz臋 pa艅stwa: w czym problem? Dzieci臋 przecie偶 w chu艣cie 艣pi, nikogo nie gorsz臋, nie zmieniam pieluchy przy stoliku restauracyjnym w przerwie mi臋dzy roso艂em a schabowym z kopytkami, nie gadam o kupkach (a na zapleczu, na przewijaku, musia艂am nadrabia膰: 鈥濵oja malusia, moja kicia kocia, moja c贸rusia, nioch, nioch, nioch鈥). Pier艣 do buzi, chusta do karmienia na szyj臋 i kontynuujmy t臋 przerwan膮 na minutk臋 konwersacj臋 na poziomie. Nie, 偶aden problem, naprawd臋. Impreza w pi膮tek o 20? 艢wietnie! K膮piel, dobranocka? No, bez 偶art贸w. Podr贸偶e zagraniczne. Spanie w domach obcych ludzi. W namiotach. Puby. Baseny. G贸ry. Nie widzia艂am 偶adnego, absolutnie 偶adnego powodu, dla kt贸rego mia艂abym si臋 w przestrzeniach dla dzieci i ich mam (mo偶na by napisa膰: mam i tat贸w, ale na Boga, 偶yjemy w Polsce, wiedz膮 pa艅stwo, jak jest) zamyka膰. I to by艂o fajne. Bezdzietnym kole偶ankom bardzo imponowa艂o, 偶e jestem taka 鈥瀗ormalna鈥, 偶e mi 鈥瀗ie odbi艂o鈥 po porodzie, 偶e 鈥炁泈iatowe 偶ycie鈥 prowadz臋. Dziwili si臋 i podziwiali.
Tyle tylko, 偶e mog艂am sobie chojraczy膰, bo moje niemowl臋 nie zachowywa艂o si臋 (jeszcze) w spos贸b, kt贸ry najbardziej irytuje doros艂ych: nie piszcza艂o, nie ci膮gn臋艂o za sp贸dnic臋, nie przerywa艂o w p贸艂 zdania. Le偶a艂o sobie w jednym miejscu i zach臋ca艂o do og贸lnonarodowej adoracji. Tak, jakby go nie by艂o. Problemy towarzyskie zacz臋艂am mie膰, kiedy c贸ra sko艅czy艂a rok i coraz bardziej stawa艂a si臋 dzieckiem z placu zabaw. Odkry艂a mo偶liwo艣ci zwi膮zane z posiadaniem dw贸ch ko艅czyn zako艅czonych butami. Uporczywie chcia艂a by膰 w ruchu. I艣膰 przed siebie, biec, wspina膰 si臋, dotyka膰, 偶膮da膰. Zacz臋艂o nam by膰 ciasno w miejskiej d偶ungli.
Agnieszka Stein w bardzo m膮drej ksi膮偶ce 鈥濪ziecko z bliska鈥 opisuje spos贸b polowania stada lw贸w. Zasadzaj膮 si臋 na antylop臋 wszystkie razem: i doros艂e osobniki, i takie, kt贸re dopiero si臋 urodzi艂y. Cz臋sto zdarza si臋, 偶e ma艂e toto swoje: 鈥濿rr, wrr jestem baldzo stlaszny lew i zalaz ciebie zjem鈥 do antylopy za wcze艣nie rzuci. Antylopa we藕mie swoje antylopie nogi za pas i nici z polowania, nici z kolacji, nici ze 艣niadanka dla ca艂ego stada. Nie znam si臋 na lwach, ale Stein m贸wi (nie wiem, czy jest dobrym zoologiem, ale na pewno jedynym w Polsce ekspertem od dzieci, kt贸remu ufam), 偶e doros艂e lwy si臋 nie obra偶aj膮, bo wiedz膮, 偶e tak wygl膮da nauka polowania. Zanim lew b臋dzie m贸g艂 jak膮艣 gazel臋 schwyta膰, musi ile艣 tych gazel przep艂oszy膰. Jak przez niezdarno艣膰 polowanie si臋 nie udaje, to nikt lwi膮tkom nie robi z tego powodu przykro艣ci.
My艣l臋, 偶e dzieciom w Polsce jest o wiele trudniej, bo oczekuje si臋 od nich, 偶e w autobusie i na przyj臋ciu u cioci b臋d膮 doros艂ymi lwami. Jak dziecko piszczy w ko艣ciele, to rozmodlone spojrzenia wiernych momentalnie staj膮 si臋 mniej pobo偶ne. Jak rozleje zup臋 w knajpie, to wstyd. Jak ma swoje zdanie, to jest niepos艂uszne. Jak ju偶 umie po polsku, ale jeszcze nie 鈥瀢 dyplomacj臋鈥, to obciach. Jak si臋 nie dzieli zabawk膮, to egoista. Jak pu艣ci b膮ka w filharmonii 鈥 tego si臋 nie dowiemy, bo nikt go tam nie wpu艣ci.
Nie ma w Polsce przyzwolenia, by dziecko zak艂贸ci艂o doros艂y porz膮dek. Janusz Korczak tak dawno i tak 艂adnie pisa艂: 鈥濲e艣li podzieli膰 ludzko艣膰 na doros艂ych i dzieci, a 偶ycie na dzieci臋ctwo i dojrza艂o艣膰, to tego dziecka na 艣wiecie i w 偶yciu jest bardzo, bardzo du偶o. Tylko 偶e zapatrzeni we w艂asn膮 walk臋, w艂asn膮 trosk臋 nie dostrzegamy go, jak dawniej nie dostrzegali艣my kobiety, ch艂opa, ujarzmionych warstw i narod贸w. Urz膮dzili艣my si臋 tak, by nam dzieci najmniej przeszkadza艂y鈥 (鈥濪ziecko w rodzinie鈥). Mamy Rzecznika Praw Obywatelskich i osobno Rzecznika Praw Dziecka 鈥 tak jakby dziecko cz艂owiekiem by艂o nie do ko艅ca. Jakby mia艂o si臋 nim dopiero sta膰. Do tego czasu nale偶y do rodzic贸w.
Utar艂o si臋, 偶e rodzic dziecko posiada, dlatego mo偶e m贸wi膰 to swoje: 鈥濶ie 艣miej si臋鈥, 鈥濩icho b膮d藕鈥, 鈥濿stawaj, wychodzimy鈥. Wbrew naturze sadzamy ma艂e dzieci w 艂awkach i ka偶emy im trwa膰 nieruchomo na nudnych lekcjach. Cieszymy si臋, 偶e s膮 鈥瀏rzeczne鈥, czyli wytresowane i pos艂uszne, cho膰 to w wi臋kszym stopniu pow贸d do zmartwienia ni偶 do rado艣ci. Wieszamy na osiedlach znaki 鈥瀂akaz gry w pi艂k臋鈥, ale, na Boga, gdzie one maj膮 t臋 pi艂k臋 kopa膰? Izolujemy. Dzieci, ale te偶 ich rodzic贸w (a potem lamentujemy: 鈥濷jej, ojej, ni偶 demograficzny, nie wiedzie膰 czemu, nas wzi膮艂 i spotka艂鈥). Niedawno na wakacjach zobaczy艂am reklam臋 pensjonatu: 鈥濶o TV, no WiFi, no children鈥. Dwa lata temu ch臋tnie bym si臋 tam zatrzyma艂a, dzi艣 nikt by mnie tam nie wpu艣ci艂.
***
Ju偶 si臋 przed pa艅stwem wyspowiada艂am z tego, 偶e mnie te dzieciaki tak strasznie denerwowa艂y. Zastanawiam si臋: dlaczego? Bo 偶y艂am w przestrzeni, gdzie dzieci nie by艂o. Kiedy tylko w swoim w艂asnym dziecku zobaczy艂am cz艂owieka, jednocze艣nie ca艂a dzieciarnia naszego w膮tpliwie pi臋knego kraju przesta艂a by膰 denerwuj膮ca. No i place zabaw nie s膮 nudne. Mo偶na tam chodzi膰 boso, uprawia膰 jog臋 i 膰wiczy膰 si臋 w tak popularnym 鈥瀖indfulnessie鈥. Jest to te偶 najwygodniejsze miejsce do spotka艅 dzieciatych z niedzieciatymi. Bezczelnie 艣ci膮gam tam ludzi, kt贸rzy dot膮d omijali je szerokim 艂ukiem 鈥 tak jak ja kiedy艣. Dzwoni bezdzietna kole偶anka, 偶e na kawusi臋 by艣my razem posz艂y: 鈥濲est taka knajpka w centrum, tu偶 przy metrze, bardzo modna teraz鈥. A ja tak jakby si臋 waham: 鈥濧 wiesz, mo偶e gdzie艣 bli偶ej. Przy innej stacji metra jest taki du偶y, fajny park i budka z kawusi膮 鈥 te偶 modn膮. No i wiesz, wydaje mi si臋, cho膰 nie jestem pewna (he, he, akurat), 偶e przy tej budce jest te偶 taki modny plac zabaw. Dziecko by by艂o na nim samoobs艂ugowe, to mo偶e jednak spotkajmy si臋 tam鈥?鈥.
Kole偶anka zgadza si臋. I niby 鈥瀐a, uda艂o si臋!鈥, mog臋 sobie pogratulowa膰, ale ca艂y czas pod艣wiadomie zastanawiam si臋, jak ja i moja c贸ra wypadniemy. Udaj臋 przed kole偶ank膮, 偶e nic si臋 w moim 偶yciu nie zmieni艂o, odk膮d wyda艂am dzieci臋 na 艣wiat. 呕e pogada膰 na wszystkie tematy ze mn膮 mo偶na. Siedzimy wi臋c sobie na 艂aweczce jak kiedy艣 przy stoliku w kawiarni. Przyjaci贸艂ka mi o swoim nowym partnerze opowiada, o seksie, o zazdro艣ci, o ufno艣ci. Ja s艂ucham, radz臋, komentuj臋, staraj膮c si臋 wyraz twarzy mie膰 odpowiednio nowoczesny. Ale moje oczy, uszy moje, ba, ca艂a moja dusza jest kilkana艣cie metr贸w dalej i ci膮gle si臋 przemieszcza. Dusza moja jest na hulajnodze, kt贸r膮 c贸ra w艂a艣nie podkrada, jest na drabince, na kt贸r膮 si臋 wspina, jest przy karuzeli, kt贸ra kr臋ci si臋 za szybko鈥 I dopiero kiedy dusza zbyt rych艂o przemieszcza si臋 w kierunku rozhu艣tanych hu艣tawek i p臋dzi, p臋dzi, krzycz膮c w duchu 鈥瀗a pohybel prawom fizyki!鈥, m贸wi臋: 鈥濸rzepraszam, zaraz wracam!鈥 i lec臋 ku c贸rze swojej, zostawiwszy kole偶ank臋 na 艂awce, nie pozwoliwszy nawet zdania sko艅czy膰. Sorry, kole偶anko, jestem matk膮. Bardzo ci臋 przepraszam, taki etap w 偶yciu. A dziecinie na uszko: 鈥濵oja ty, najmojsza z najmojszych, moja ty najca艂u艣niejsza z najca艂u艣niejszych i najprzytula艅sza z najprzytula艅szych. Przepraszam, mama powinna by膰 obok鈥.
Przyjaci贸艂ka sugeruje, 偶e mo偶e nast臋pnym razem wyjdziemy gdzie艣 same. Ch臋tnie (znaj膮 pa艅stwo taki dowcip? Siedz膮 dwie kole偶anki. Jedna m贸wi: 鈥濼o 偶adna impreza, po prostu pijemy herbat臋鈥. Druga: 鈥濿ysz艂am z domu bez dzieci. To JEST impreza鈥). Ale nie chodzi o to, by zostawia膰 dzieci w domu zawsze. Miasto nie jest przestrzeni膮 przyjazn膮 dla ma艂ych dzieci i ich rodzic贸w, ale trzeba wychodzi膰 do przestrzeni takiej, jaka jest, bo inaczej ski艣niemy na tych placach zabaw sami.
Bo, prosz臋 pa艅stwa, problemem nie s膮 dzieci, tylko to, 偶e my 鈥 nar贸d, mamy odpustow膮 mentalno艣膰, kt贸ra ka偶e si臋 zastanawia膰, co inni powiedz膮. Co powiedz膮, co pomy艣l膮, co zrobi膮, jak dziecko krzyknie w tramwaju: 鈥濩hcem cyca鈥, jak mu glut z nosa wylezie, jak za艣mieje si臋 g艂o艣no, widz膮c kogo艣 na w贸zku, jak si臋 rozp艂acze, roz偶ali, roz艣piewa. Jak poka偶e, 偶e jest bardzo ma艂ym lwem.
Na takie sytuacje warto sobie napisa膰 na karteczce s艂owa pisarza, Jana Kurczaka. I powtarza膰 je sobie cz臋sto: 鈥濶igdy dzieci nie mog膮 zrobi膰 rodzicom takiego wstydu, jak rodzice dzieciom鈥.
***

Pozosta艂e teksty z聽bie偶膮cego numeru dwutygodnika 鈥濳ontakt鈥 mo偶na znale藕膰聽tutaj.

***

Polecamy tak偶e inne teksty:

G贸rski: Uwierz w dzieci!

Dzieci jak planety

Nawratek: Dzieci potrzebuj膮 zwyczajnych historii


 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie - w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej Polityka prywatno艣ci zamknij