fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Wojna w Ukrainie: Cerkiew a polityka

Cerkiew stała się jednym z frontów wojny. Zerwanie więzów z Moskwą i jej tradycjami ma budować ukraińską tożsamość i niezależność, a deklaracja religijna staje się w konsekwencji także deklaracją narodową i cywilizacyjną.
Wojna w Ukrainie: Cerkiew a polityka
ilustr.: Stanisław Gajewski

22 marca, trzy tygodnie przed prawosławną i grekokatolicką Wielkanocą, odbył się pogrzeb patriarchy Filareta, duchownego, który jak nikt inny przyczynił się do uzyskania autokefalii przez  ukraińską cerkiew prawosławną. Wraz z jego śmiercią, zamknięta została pewna epoka w historii ukraińskiego chrześcijaństwa, era paradoksów, wyzwań, walki o niezależność, ale też stopniowego spajania się kwestii narodowych i religijnych.

Religijność Ukraińców

Sam Filaret był postacią bardzo szanowaną, choć jednocześnie kontrowersyjną. Dość powiedzieć, że po stworzeniu autokefalicznej Prawosławnej Cerkwi Ukrainy (PCU), zaczął krytykować ją oraz jej zwierzchnika (a wcześniej swojego podopiecznego) – metropolitę Epifaniusza, a następnie wraz z kilkunastoma parafiami dokonał schizmy.

Pokrętne losy Filareta stanowią dobrą metaforę paradoksów ukraińskiej religijności. Z jednej strony bowiem Ukraina jest krajem podzielonym wyznaniowo, z drugiej – połączonym wspólnym duchem oporu, nadziei i wiary, wychodzącym poza podziały instytucjonalne. Ukraina to państwo świeckie, mocno zlaicyzowane, ale jednocześnie państwo, w której sprawa stworzenia niezależnej cerkwi prawosławnej stała się sprawą narodową. Religijność Ukraińców jest zjawiskiem specyficznym. Po upadku komunizmu można mówić o pewnym odrodzeniu duchowym społeczeństwa, co potwierdzają badania socjologiczne: według badającego ten temat Centrum Razumkowa odsetek wierzących w Boga zwiększył się z 57 procent w 2000 roku do 70 procent w 2025. Religijność Ukraińców zawsze była przy tym zróżnicowana regionalnie – tradycyjnie najbardziej religijny jest zachód kraju (86%), a najmniej – wschód (54%). Wynika to z krótszego oddziaływania w Galicji czy na Wołyniu ateizacyjnej polityki Związku Radzieckiego, ale też z silniejszego zakorzenienia duchowieństwa (zwłaszcza grekokatolickiego) w ukraińskim ruchu narodowym.

Zdecydowana większość mieszkańców Ukrainy przyznaje się do wiary w Boga albo inny byt nadprzyrodzony, rzadko jednak wiąże się to z regularnym uczestnictwem w nabożeństwach czy poczuciem przynależności do określonego wyznania. Tylko około połowa Ukraińców deklaruje udział w zorganizowanych praktykach religijnych, a tylko jedna trzecia z nich praktykuje regularnie (chociaż od 2000 roku odsetek ten stale wzrasta). Kontakt Ukraińców z cerkwią często sprowadza się do odwiedzenia jej w czasie najważniejszych świąt. Charakterystyczne dla nich jest także niewielkie przywiązanie do konkretnej instytucji. 10 procent wierzących nie deklaruje przywiązana do żadnego Kościoła, deklarując się po prostu jako chrześcijanie. Podobny odsetek prawosławnych wskazuje, że należy po prostu do Kościoła prawosławnego, nie różnicując między Cerkwią patriarchatu moskiewskiego a Cerkwią ukraińską. Zdecydowana większość wierzących nie identyfikuje się z konkretną parafią, a prawie 60 procent Ukraińców uważa, że osoba wierząca nie musi należeć do konkretnego Kościoła.

Takie podejście wynika z laicyzacji, ale też wieloreligijnej tradycji Ukrainy, gdzie zawsze współistniał szereg różnych konfesji, nie tylko chrześcijańskich. Mozaika religijna sprawiała, że w niektórych regionach obchodzono święta różnych religii i w różnych terminach. Ta różnorodność przetrwała po dziś dzień: najwięcej, bo aż 58% Ukraińców deklaruje się jako prawosławni, do Kościoła grekokatolickiego należy 12%, do rzymskokatolickiego – 1%, a do różnych wyznań protestanckich – 2%. Reszta nie utożsamia się z żadnym wyznaniem albo nie wierzy w Boga – odsetek buddystów, żydów czy muzułmanów nie przekracza 1%.

Religijność czasu wojny

Wojna wzmocniła te paradoksy, ale też doprowadziła do wzrostu religijności Ukraińców.  W przyszłości przekonamy się, czy tendencja ta się utrzyma. W 2024 11 procent z nich deklarowało, że po inwazji zaczęło częściej odwiedzać świątynie, a 22 procent – że stali się bardziej religijni. Podczas trwania pełnoskalowego konfliktu zwiększyła się także liczba osób przyznających się do innych praktyk religijnych, takich jak modlitwa. Chociaż obecnie entuzjazm nieco osłabł, a wskaźniki powoli wracają do poziomu przedwojennego, wciąż powszechna jest na przykład modlitwa za żołnierzy.

Społeczeństwo ma wobec Kościołów i Cerkwi jasno określone oczekiwania. Pragnie, by udzielały one ludziom duchowego wsparcia, pomagały osobom w trudnej sytuacji życiowej. Ukraińcy liczą, że Cerkiew będzie wspierać ludzi psychologicznie, zaopiekuje się ofiarami wojny i wesprze siły zbrojne. Biorąc pod uwagę, że większość Ukraińców (60 %) deklaruje, że ufa Cerkwi, ukraińskie wspólnoty religijne wydają się spełniać te oczekiwania. Szczególnie istotna jest kwestia pomocy psychologicznej i duchowej. W Ukrainie część osób, szczególnie starszych, nie ufa psychologom i psychiatrom. Wynika to nie tylko z negatywnych stereotypów, , ale też z doświadczeń czasów sowieckich, kiedy psychiatria bywała jednym z narzędzi represji.

Ołeksandr Jazłowiecki, rzymskokatolicki biskup pomocniczy diecezji kijowski-żytomierskiej w wypowiedzi dla kanadyjskiego „The Catholic Register” stwierdził, że wojna pokazała istotę Kościoła – bycie blisko tych, którzy cierpią. Nie tylko po to, by nauczać, ale też by słuchać, wspierać, dzielić strach i nadzieję. – Wszystkie wyznania działające na terenie Ukrainy rozwinęły szerokie sieci pomocy dla potrzebujących i wewnętrznych przesiedleńców. Bardzo rozwinął się Caritas, który dzięki wsparciu z zagranicy ewoluował z niewielkiej organizacji do ogólnokrajowej akcji. Poszczególne Kościoły nie konkurują jednak ze sobą, lecz aktywnie współpracują. Dużą rolę odgrywa w tym Wszechukraińska Rada Kościołów i Organizacji Religijnych, służąca jako organ doradczy względem władz, ale też koordynujący działalność wspólnot religijnych.

Duchowni towarzyszą też żołnierzom na linii frontu. W 2021 oficjalnie uregulowano status kapelanów. Przechodzą oni szkolenie wojskowe i są przypisani do konkretnych oddziałów. Ich rola jest bardzo istotna: wojskowi potrzebują spowiedzi, modlitwy, ale też wysłuchania i duchowego wsparcia. Posługę pełni w ten sposób około ośmiuset reprezentantów aż trzynastu różnych religii, w tym islamu czy judaizmu.

Cerkiew a sprawa narodowa

Wojna miała bardzo istotny skutek dla ukraińskiego prawosławia. Wzrost znaczenia kwestii tożsamościowych doprowadził do dalszego upolitycznienia tematu Cerkwi. W Ukrainie funkcjonują równolegle dwie struktury: jedną z nich jest Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego (UCP MP), podporządkowana patriarsze Cyrylowi, jednemu z głównym propagatorów russkiego miru. Ze względu na swoje powiązania z Rosją, księża do niej należący są często posądzani o agenturalną działalność na rzecz agresora, a na jej zwierzchnika – Onufrego – często spadała krytyka. W lipcu 2025 prezydent Wołodymyr Zełenski pozbawił go ukraińskiego obywatelstwa, ponieważ posiadał także rosyjskie. Z jednej strony otworzyło to drogę do jego deportacji, z drugiej – stworzyło podstawę do usunięcia go ze stanowiska – w Ukrainie funkcję głowy związku wyznaniowego sprawować mogą tylko jej obywatele. Mimo oskarżeń, niewiele przypadków agenturalnej działalności księży tej Cerkwi zostało udokumentowanych – zarzuty postawiono jedynie dwustu spośród jedenastu tysięcy duchownych. W 2024 Ukraina przyjęła także przepisy pozwalające na delegalizację podmiotów powiązanych z patriarchatem moskiewskim w drodze postępowania sądowego.

Obok UCP MP w Ukrainie działa autokefaliczna – czyli posiadająca samodzielność jurysdykcyjną i organizacyjną – Prawosławna Cerkiew Ukrainy (PCU). Jest ona owocem długich lat starań ukraińskich duchownych, w tym Filareta, które zresztą doprowadziły nawet do objęcia go anatemą – klątwą. Tę patriarcha Konstantynopola zdjął dopiero w 2018. Ukraińscy duchowni, którzy stworzyli PCU, prezentowali zdecydowanie proukraińską postawę. Filaret aktywnie wspierał najpierw Pomarańczową Rewolucję, a później – Euromajdan. Podległy mu Monastyr Michajłowski był bezpiecznym schronieniem dla protestujących, gdzie leczono rany zadane podczas walk z Berkutem. 15 grudnia 2018 w Kijowie odbył się sobór zjednoczeniowy, w którym udział wzięła tak zwana Ukraińska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Kijowskiego (podległa Filaretowi) oraz Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny (pozostałości po próbie powołania niezależnej cerkwi w Ukrainie w czasach Dyrektoriatu Symona Petlury). Tym sposobem powstała PCU – autokefaliczny kościół, którego teren kanoniczny obejmuje terytorium całego państwa. 5 stycznia 2019 patriarcha Konstantynopola Bartłomiej I podpisał tomos nadający PCU status autokefalii, pozornie cementując niezależność ukraińskiego prawosławia od Moskwy.

Ruch ten wywołał jednak podziały w świecie prawosławia, co wynika z jego specyficznej struktury instytucjonalnej. W odróżnieniu od Kościoła katolickiego, nie jest ono podporządkowane jednemu ośrodkowi. Patriarcha Konstantynopola jest jedynie „pierwszym wśród równych”. Wszystkie autokefaliczne Cerkwie są sobie równe i wspólnie powinny podejmować decyzje podczas soborów. Problem stanowi jednak fakt, że pomimo starań nie zostały przyjęte jasno określone zasady tworzenia nowych autokefalii – zasadniczo tomos wydaje patriarcha Konstantynopola, jednak Kościół macierzysty powinien wyrazić zgodę na jej wyodrębnienie się, czego Moskwa nigdy nie uczyniła. W przypadku Ukrainy patriarcha Konstantynopola zdecydował się jednak użyć argumentu historycznego, sięgającego roku 1686. Pierwotnie bowiem Kijów podległy był bezpośrednio patriarsze ekumenicznemu. Podporządkowanie go Moskwie było w gruncie rzeczy uzurpacją i nigdy nie zostało uznane przez Konstantynopol. Z tego powodu Bartłomiej I samodzielnie zadecydował o autokefalii Kijowa. Uznały ją do tej pory jedynie cztery Cerkwie spośród piętnastu (poza Konstantynopolem – grecka, cypryjska i aleksandryjska). Pozostałe traktują ją jak Kościół schizmatycki: udzielane w niej sakramenty nie są uznawane, nie jest możliwe wspólne odprawianie liturgii. Utrudnia to także opiekę duchowę nad ukraińskimi uchodźcami.

Między dwiema cerkwiami

Kolejnym paradoksem ukraińskiego prawosławia jest to, że jakkolwiek do przynależności do UCP MP przyznaje się jedynie 5 procent Ukraińców, a prawie dwie trzecie z nich popiera jej delegalizację, pozostaje ona jednak drugim największym Kościołem w kraju z 7 826 parafiami. Da porównania PCU liczy sobie około 9 tysięcy parafii. Nawet perspektywa delegalizacji tej Cerkwi nie zachęciła większej liczby parafii do przejścia do PCU – od sierpnia 2024 zrobiło to tylko 145 parafii, a dynamika transferów wręcz zmalała. Wynika to z wielu czynników: nie wiadomo, kto ma w tej sprawie prawo do decyzji, między innymi ze względu na spory o sposób liczenia parafian – należy uwzględnić tylko praktykujących czy wszystkich mieszkańców odpowiedniego wyznania? Niekiedy dochodziło do sytuacji, gdy wierni decydowali o zmianie przynależności, lecz nie podążali za nimi kapłani. Niektóre parafie de facto podzieliły się, a przedstawiciele obu Cerkwi odprawiają w nich nabożeństwa na zmianę. Przenosiny budzę niekiedy skrajne emocje: w czerwcu 2025 doszło do bójki między wiernymi w Czerniowcach. Dotyczyła prawa do korzystania z soboru katedralnego. Wierni UCP MP próbowali siłą wedrzeć się do świątyni, gdzie miała odbyć się pierwsza msza po ukraińsku. Widać też, że dotychczasowe tendencje do przechodzenia z jednej Cerkwi do drugiej mają wyraźny rys regionalny: do PCU przeszła ponad połowa   parafii w obwodach lwowskim (41 z 74) i iwano-frankowskim (17 z 32). Dla porównania w obwodach zaporoskim i donieckim   – po jednej.

Kolejnym paradoksem jest to, że pomimo społecznego poparcia dla delegalizacji UCP MP, na gruncie jednostkowym ludzie wciąż nie widzą problemu w korzystaniu z usług jej kapłanów. Po pierwsze, wielu „letnich” Ukraińców definiuje się po prostu jako prawosławni (albo po prostu chrześcijanie) i nie widzi różnicy między patriarchatami. Z drugiej strony, mocniej wierzących odstrasza niekanoniczny charakter PCU. Duże znaczenie ma też czynnik przyzwyczajenia do danego duchownego i fakt, że nie każdy ksiądz UCP MP jest nastawiony prorosyjsko.

Cerkiew ta wybrała inną retorykę niż PCU, która mówi wprost o rosyjskiej agresji, a obronie kraju nadaje wymiar duchowy, podkreślając, że walczący w obronie kraju nie popełniają grzechu. UCP MP akcentuje obowiązek miłowania wrogów, konieczność przebaczenia i jedność wyznawców prawosławia, postulując pojednanie między bratnimi narodami. Nigdy nie nazwała Rosji wprost agresorem, co na pewno nie pomogło jej publicznemu wizerunkowi. Sam Onufry, mimo swojej dwuznacznej postawy, na początku wojny modlił się za ukraińską armię i apelował do Władimira Putina o zaprzestanie walk.

Postawa PCU, jakkolwiek patriotyczna, budzi wątpliwości na tle religijnym: część teologów i duchownych przestrzega przed przesadną polityzacją i triumfalizmem, wskazując, że nawet w warunkach patriotycznego wzmożenia nie można zapominać o miłości bliźniego, a prawosławie nie może stać się ideologią polityczną. Przesadnie narodowy i patriotyczny charakter Cerkwi nie jest też zgodny z prawosławną teologią: zahacza o tak zwany etnolektyzm, czyli przyznawanie szczególnej roli w Kościele jednemu narodowi. Cerkiew ma być domem dla wszystkich osób zamieszkujących dany teren kanoniczny, niezależnie od ich narodowości. Potencjał do nadmiernej polityzacji i nacjonalizacji PCU dostrzegają zresztą sami Ukraińcy: w badaniu Active Group z września 2025 roku 25 procent z nich zauważyło zlewanie się w jedno symboli religijnych i narodowych: przykładowo według starego kalendarza Dzień Pamięci Ukraińskiej Armii Powstańczej był obchodzony w tym samym dniu, co prawosławne święto Matki Bożej Pokrowy, przez co zyskiwał wymiar quasi-religijny. Po zmianie kalendarza święto wypada kiedy indziej, co spowodowało dyskusję co do możliwości przesunięcia również dnia pamięci.

Cerkiewny kulturkampf

Wybór między Cerkwiami coraz wyraźniej nabiera wymiaru nie tylko duchowego, ale też cywilizacyjnego. UCP MP dalej przywiązana jest do kalendarza juliańskiego i obchodzi Boże Narodzenie 7 stycznia. Natomiast od 2023  PCU i grekokatolicy przeszli na kalendarz nowojuliański, zbliżający kalendarz prawosławny do gregoriańskiego. Dzięki temu Ukraińcy obchodzą Boże Narodzenie w tym samym terminie co katolicy, a datę Wielkanocy określają na osobnych zasadach. UCP MP został przy starym kalendarzu. Decyzje te mają bez wątpienia charakter polityczny i tożsamościowy, zbliżający wiernych do Europy i zachodniego chrześcijaństwa, a oddalający od russkiego miru. Podążają też za przemianami w ukraińskim prawie.

Zmiana została przyjęta przez wiernych pozytywnie, szczególnie w ramach kościoła grekokatolickiego. Najbardziej sceptyczni byli wierni UCP MP. W 2023  tylko 27 procent badanych deklarowało chęć świętowania Bożego Narodzenia według starego stylu. To grupa wciąż całkiem znacząca, a jej obecność pokazuje, że pogłoski o śmierci russkiego mirusą przesadzone. Wciąż istniejący sentyment do tradycji i rosyjskiej kultury próbowali już wykorzystać politycy związani z dawnymi partiami prorosyjskimi – w grudniu 2024 Jurij Bojko  opublikował na TikToku film, w którym oskarżał bliżej nieokreślone osoby o chęć zabrania ,,naszych świąt” i zniszczenia ,,naszej cerkwi”, a 7 stycznia złożył widzom życzenia świąteczne. Na początku 2026 w Ukrainie dużym echem odbiło się wykrycie nielegalnej szkoły (oficjalnie klubu dziecięcego) w podległym UCP MP klasztorze, Pustelni Hołosijewskiej. Dzieci były tam uczone z radzieckich podręczników. Afera doprowadziła do rozpoczęcia kontroli w prywatnych placówkach oświatowych oraz rozpoczęcia procedury delegalizacji klasztoru ze względu na związki z Rosją.

Od wojny uciekniesz, lecz od polityki – nigdy

Ukraińskie spory religijne przenoszą się do innych krajów za sprawą uchodźców. W krajach przyjmujących działać mogą cerkwie prawosławne, jednak zazwyczaj nie oferują one mszy po ukraińsku i nie uznają PCU. Ukraińcy nie zawsze chcą uczestniczyć w mszach odprawianych po rosyjsku, rumuńsku czy starocerkiewnosłowiańsku. Z tego powodu szukają opieki księży należących do PCU, którzy przyjeżdżają na zachód wraz z uchodźcami. Taka sytuacja prowadzi niekiedy do konfliktów z lokalnymi cerkwiami. Wynika to nie tylko z niepewnego statusu PCU, ale też zasady, zgodnie z którą teren kanoniczny danej cerkwi powinien być terenem jego wyłącznej jurysdykcji. Konflikty wywołuje też konkurencja o dostęp do wiernych – zwierzchnik polskiego prawosławia, metropolita Sawa, zwrócił się do patriarchy Bartłomieja z protestem w sprawie działania PCU na terenie jego metropolii.

Ukraińska cerkiew nie ma w innych krajach własnych świątyń, salek katechetycznych czy innych pomieszczeń. Nabożeństwa odbywają się w innych przestrzeniach, takich jak domy kultury czy muzea.  W niektórych krajach bardzo dobrze układa się współpraca z Kościołem katolickim i protestanckimi, które pozwalają PCU na odprawianie nabożeństw w swoich przestrzeniach sakralnych. Ten piękny przykład ekumenizmu jest jednak także potencjalnym problemem dla krajów przyjmujących: PCU działa bowiem poza prawem, bez nadzoru państwa, a jej legalizacja jest niemożliwa bez narażenia się na konflikt z lokalną cerkwią – o ile taka istnieje. Jest to też ilustracja polityzacji i nacjonalizacji kwestii religijnej, widocznej także w innych aspektach: część prawosławnych w poszukiwaniu nabożeństwa i opieki duchowej w języku ukraińskim trafia do cerkwi grekokatolickich – widząc podobny język i liturgię, nie widzą różnicy, dokonując nieświadomej konwersji. Dotyczy to także niektórych ukraińskich rzymskich katolików: przybywając do innego kraju, wybierają bardziej ukraińską Cerkiew grekokatolicką, stawiając kwestię narodową nad sprawy obrządku (chociaż teologicznie ma to niewielkie znaczenie, biorąc pod uwagę, że kościół ten znajduje się w unii z Rzymem).

Cerkiew a tożsamość

Cerkiew stała się jednym z frontów wojny. Zerwanie więzów z Moskwą i jej tradycjami ma budować ukraińską tożsamość i niezależność, a deklaracja religijna staje się w konsekwencji także deklaracją narodową i  cywilizacyjną. Szczególnie wyraźnie widać to wśród ukraińskich migrantów, którzy niekiedy wybierają swój kościół w oparciu o kryteria językowo-narodowe, a nie wyznaniowe. Z pewnością proukraińska postawa buduje autorytet Cerkwi, jednak silna polityzacja i państwowe wsparcie dla niektórych Kościołów może prowadzić do społecznych konfliktów, a także tworzyć poczucie krzywdy u tych, którzy poczują się przymuszeni do zmiany przyzwyczajeń. Resentyment taki może zostać zagospodarowany przez dawniej prorosyjskie, a teraz odwołujące się do „tradycji” siły polityczne, która na Ukrainie zostały tymczasowo uciszone, ale nie zmarginalizowane.

Wojna oznacza także zmiany dla Cerkwi w innych krajach. Z pewnością wielu uchodźców na stałe zostanie za granicą, co sprawi, że lokalne Cerkwie staną się bardziej ukraińskie. Jeśli nie – ich miejsce może zająć PCU, a jej szeroki zasięg wzmocni argumenty na rzecz uznania jej przez resztę prawosławnej wspólnoty.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×