Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

Wierz臋 w szko艂臋 powszechn膮

Pami臋tam szok kulturowy, kt贸ry ch艂opcy ze szko艂y spo艂ecznej prze偶yli na widok ch艂opc贸w z technikum, a ch艂opcy z technikum na widok ch艂opc贸w ze szko艂y spo艂ecznej. Pami臋tam tak偶e obustronn膮 agresj臋. Trudno nie l臋ka膰 si臋 inno艣ci, je艣li na co dzie艅 nie ma si臋 z ni膮 z do czynienia.
Wierz臋 w szko艂臋 powszechn膮
ilustr.: Ada Wr臋ga

Tekst ukaza艂 si臋 pierwotnie w聽serwisie聽e:mi 鈥 edukacja: mo偶na inaczej.

Tytu艂owe wyznanie wiary mo偶e brzmie膰 cokolwiek fa艂szywie, skoro jego autor od dziesi臋ciu lat pracuje w selekcyjnej szkole spo艂ecznej. Pierwszy pr贸g na wej艣ciu do takiej szko艂y ma charakter ekonomiczny: rodzic贸w naszych uczni贸w i uczennic musi by膰 sta膰 na op艂acanie wysokiego czesnego. I ju偶 ta bariera jest dla wi臋kszo艣ci potencjalnych kandydat贸w nie do przeskoczenia. Jest jednak tak偶e pr贸g drugi: warunkiem przyj臋cia do szko艂y jest zdanie trudnego egzaminu wst臋pnego. Obydwa te progi bywaj膮 zreszt膮 do艣膰 mocno ze sob膮 sklejone. Z jednej strony, wiedza i umiej臋tno艣ci, kt贸re daj膮 nadzieje na dobry wynik egzaminacyjny, s膮 towarami, za kt贸re trzeba zap艂aci膰 na edukacyjnym rynku (na przyk艂ad w niepublicznej szkole podstawowej, na korepetycjach lub聽na innych聽zaj臋ciach dodatkowych). Z drugiej strony, pewne cenione przez egzaminator贸w kompetencje, na przyk艂ad szczeg贸lna swoboda wypowiedzi lub szeroko poj臋te 鈥瀘czytanie鈥, kszta艂tuj膮 si臋 w procesie socjalizacji w rodzinach o wysokim kapitale kulturowym. W efekcie do聽szk贸艂 takich jak nasza przyjmuje si臋 dzieci o zbli偶onym pochodzeniu klasowym.

I nie chodzi tylko o to, jak kto mieszka, ile ma pieni臋dzy i w co si臋 ubiera 鈥 cho膰 oczywi艣cie i to nie pozostaje bez znaczenia. Chodzi tak偶e o wzory sp臋dzania wolnego czasu, o 藕r贸d艂a i strategie pozyskiwania wiedzy o 艣wiecie, o motywacje edukacyjne i po偶膮dane wizje 偶ycia zawodowego. Kr贸tko m贸wi膮c, chodzi o pewien zestaw nawyk贸w i dyspozycji 鈥 niekiedy bardzo subtelnych, a聽zazwyczaj dla swoich 鈥瀗osicieli鈥 ca艂kowicie przejrzystych 鈥 kt贸ry francuski socjolog Pierre Bourdieu nazywa艂 鈥瀐abitusem鈥. Jak wszyscy inni ludzie, moi uczniowie i聽uczennice r贸偶ni膮 si臋 od聽siebie osobowo艣ci膮, temperamentem i wynikaj膮cymi st膮d potrzebami, ale ich 艣wiaty spo艂eczne i 艣wiaty warto艣ci s膮 do siebie podobne. Fakt, 偶e na co dzie艅 w聽zasadzie nie zwracam na to uwagi, 艣wiadczy nie tyle nawet o skali tego podobie艅stwa, ile o聽dojmuj膮cej nieobecno艣ci os贸b pod tym wzgl臋dem zupe艂nie do nich niepodobnych.

L臋k przed inno艣ci膮

Wyobra藕my sobie, 偶e wyg艂osi艂em t臋 kwesti臋 na hipotetycznym spotkaniu rodzinnym. Co prawda, nie wyci膮gn膮艂em z niej jeszcze 偶adnych wniosk贸w, ale i tak dwie osoby zd膮偶y艂y poczu膰 si臋 zagro偶one w samym rdzeniu swoich 艣wiatopogl膮d贸w. Pierwszy odzywa si臋 wujek X, kt贸ry zauwa偶a, 偶e rodzice maj膮 niezbywalne prawo do decydowania o tym, w jakim 艣rodowisku uczy si臋 i wychowuje ich dziecko. Po nim g艂os zabiera kuzynka Y, wed艂ug kt贸rej nie wolno ogranicza膰 jednostce wolno艣ci wyboru plac贸wki 艣wiadcz膮cej us艂ugi edukacyjne. (Bywa, 偶e wujek X i kuzynka Y s膮 t膮 sam膮 osob膮, nazwijmy j膮 szwagrem Z, ale to zupe艂nie inna historia). Atmosfera przy stole si臋 zag臋szcza, a j臋zyk teorii klas spo艂ecznych 偶adnego z dwojga moich rozm贸wc贸w nie uspokaja. Spr贸bujmy zatem wypowiedzie膰 si臋 w nieco mniej abstrakcyjny spos贸b.

Na pocz膮tku mojej pracy w szkole przez kilka lat opiekowa艂em si臋 dru偶yn膮 bior膮c膮 udzia艂 w rozgrywkach Warszawskiej Ligi Debat Oksfordzkich. Raz w miesi膮cu spotykali艣my si臋 z dru偶ynami reprezentuj膮cymi inne publiczne i niepubliczne licea, zazwyczaj znane z czo艂贸wki rankingu 鈥濸erspektyw鈥, 偶eby w tej p贸艂sportowej atmosferze uczy膰 si臋 dyskutowa膰 o r贸偶nych wa偶nych sprawach. Do艣膰 niespodziewanie w kt贸rym艣 roku szkolnym swoj膮 dru偶yn臋 zg艂osi艂o tak偶e jedno z warszawskich technik贸w. Chocia偶 z debaty na debat臋 to w艂a艣nie oni robili najwi臋ksze post臋py, to przez ca艂y sezon nie uda艂o im si臋 odnie艣膰 ani jednego zwyci臋stwa. Uczniowie i uczennice technikum startowali z zupe艂nie innego pu艂apu ni偶 ich r贸wie艣nicy z tak zwanych 鈥瀌obrych lice贸w鈥. R贸偶nili si臋 od nich stylem wypowiedzi, zakresem znajomo艣ci tekst贸w kultury, a nawet poziomem swobody w lawirowaniu, kiedy trzeba by艂o przyj膮膰 pi艂eczk臋 niespodziewanie odbit膮 przez oponent贸w. No w艂a艣nie: dyskusja jest rodzajem gry, kt贸ra ma swoje pisane i niepisane regu艂y. Dzieci z wy偶szej klasy 艣redniej i z klasy wy偶szej ucz膮 si臋 tych regu艂 jeszcze w domach rodzinnych, a nast臋pnie doskonal膮 je w toku formalnej i nieformalnej edukacji. Przewaga, kt贸r膮 w tym zakresie maj膮 nad dzie膰mi z ni偶ej klasy 艣redniej i z klasy ludowej, daje si臋 wyt艂umaczy膰 w kategoriach habitusu i kapita艂u kulturowego.

Wr贸膰my jednak do mojej opowie艣ci. Ot贸偶 ka偶da kolejka rozgrywek Ligi Debat odbywa艂a si臋 w聽innej szkole. Pewnego dnia wybra艂em si臋 wi臋c wraz z kilkorgiem moich dobrze ubranych uczni贸w i uczennic do wspomnianego technikum. Po latach nie pami臋tam ju偶, z kim i o czym debatowali艣my. Pami臋tam jednak szok kulturowy, kt贸ry ch艂opcy ze szko艂y spo艂ecznej prze偶yli na聽widok ch艂opc贸w z technikum, a ch艂opcy z technikum na widok ch艂opc贸w ze szko艂y spo艂ecznej. Pami臋tam tak偶e obustronn膮 agresj臋: u ch艂opc贸w z technikum by艂a to raczej agresja fizyczna, u聽ch艂opc贸w ze szko艂y spo艂ecznej 鈥 raczej agresja werbalna, ale przecie偶 to tylko dwie r贸偶ni膮ce si臋 kulturowo strategie radzenia sobie z tym samym do艣wiadczeniem l臋ku przed inno艣ci膮. Bo trudno si臋 tej inno艣ci nie l臋ka膰, je艣li na co dzie艅 niemal w og贸le nie ma si臋 z ni膮 do czynienia.

Pierwsi b臋d膮 pierwszymi

Zanim sam jako nastolatek trafi艂em do selekcyjnego liceum, sp臋dzi艂em osiem lat w rejonowej szkole podstawowej. Nie chcia艂bym romantyzowa膰 tej przesz艂o艣ci, bo niekiedy bywa艂a dla mnie (i聽nie tylko dla mnie) traumatyczna i przemocowa. Nie mam jednak w膮tpliwo艣ci co do tego, 偶e szko艂a nauczy艂a mnie 鈥 syna pracownika naukowego i lekarki 鈥 podstaw sztuki komunikowania si臋 z innymi: dzie膰mi drobnych przedsi臋biorc贸w, pracownik贸w sektora us艂ug, os贸b bezrobotnych. Wi臋kszo艣膰 moich uczni贸w i uczennic nie ma takiego do艣wiadczenia, bo wszystkich kilkana艣cie lat swojej edukacji sp臋dza w selekcyjnych szko艂ach niepublicznych 鈥 takich jak nasza.

Szko艂a mog艂aby by膰 jednym z ostatnich miejsc, w kt贸rych dzieci pochodz膮ce z r贸偶nych klas spo艂ecznych spotyka艂yby si臋 ze sob膮, oswaja艂yby si臋 ze swoj膮 inno艣ci膮 i uczy艂yby si臋 偶ycia w ramach tej samej spo艂eczno艣ci. Mog艂aby, ale nie jest, poniewa偶 uruchomiono w niej r贸偶ne procesy selekcji i segregacji oparte na mechanizmach rynkowych. Jednym z takich mechanizm贸w jest opisany przeze mnie ju偶 w innym miejscu ranking lice贸w og贸lnokszta艂c膮cych, kt贸rego dzia艂anie mo偶na stre艣ci膰 w ha艣le 鈥瀙ierwsi b臋d膮 pierwszymi鈥 鈥 osi膮gni臋cie wysokiej pozycji rankingowej staje si臋 dla plac贸wki gwarancj膮 鈥瀌obrego naboru鈥 w kolejnym roku szkolnym, co z kolei pozwala mie膰 nadziej臋 na utrzymanie wysokiej pozycji rankingowej i tak dalej. W efekcie najwy偶ej notowane szko艂y wysysaj膮 z rynku edukacyjnego najwy偶ej notowanych uczni贸w, co negatywnie przek艂ada si臋 na jako艣膰 kszta艂cenia w szko艂ach o ni偶szych pozycjach rankingowych. Nie jest przecie偶 tajemnic膮, 偶e znaczna cz臋艣膰 procesu uczenia si臋 polega na uczeniu si臋 od r贸wie艣nik贸w, czyli tak zwanym peer learning.

Wyj膮tkowe miejsce w tej uk艂adance zajmuj膮 selekcyjne szko艂y spo艂eczne. Od lat stanowi膮 one furtk臋, przez kt贸r膮 dziewczynki i ch艂opcy z dobrze sytuowanych rodzin z wy偶szej klasy 艣redniej wymykaj膮 si臋 z publicznego systemu o艣wiaty. W efekcie ci w艂a艣nie rodzice, kt贸rzy przywi膮zuj膮 do edukacji swoich dzieci najwy偶sz膮 warto艣膰 i kt贸rzy dysponuj膮 zasobami pozwalaj膮cymi na negocjowanie zmian w szkole publicznej, po prostu trac膮 ni膮 zainteresowanie. To jeden z powod贸w, dla kt贸rych przedstawiciel tej grupy, historyk i socjolog Adam Leszczy艅ski, w artykule zatytu艂owanym 鈥濿szystkie szko艂y w r臋ce pa艅stwa鈥 postulowa艂 kiedy艣 likwidacj臋 szk贸艂 spo艂ecznych. Dop贸ki furtka do enklawy przywileju edukacyjnego pozostaje uchylona 鈥 argumentowa艂 Leszczy艅ski 鈥 osoby, kt贸re na to sta膰, b臋d膮 z niej korzysta膰, bo z ich punktu widzenia jest to po prostu najbardziej racjonalna strategia. A stracimy na tym wszyscy.

No w艂a艣nie, zasadniczy problem z argumentacj膮 wujka X i kuzynki Y polega na tym, 偶e s膮 oni tak bardzo skupieni na bronieniu praw jednostki, 偶e nie zwracaj膮 uwagi na interes publiczny. Obydwoje opowiadaj膮 si臋 za prawem konserwatywnych rodzin i/lub liberalnych konsument贸w do wypisania si臋 z systemu edukacji publicznej. 呕adne z nich nie przyjmuje jednak do wiadomo艣ci, 偶e powszechna szko艂a mog艂aby by膰 laboratorium sp贸jno艣ci spo艂ecznej, kt贸re w ostatecznym rozrachunku chroni艂oby nas przed聽tym do艣wiadczeniem obco艣ci, l臋ku i agresji, kt贸re sta艂o si臋 udzia艂em pewnej grupy uczni贸w selekcyjnej szko艂y spo艂ecznej na korytarzu jednego z warszawskich technik贸w.

***

Nie s膮dz臋, 偶eby postulowana przez Leszczy艅skiego likwidacja szk贸艂 spo艂ecznych by艂a najbardziej realn膮 ani najbardziej sensown膮 spo艣r贸d metod zmniejszania segregacji edukacyjnej. Na rygorystyczne egzekwowanie zasady rejonizacji te偶 jest ju偶 raczej za p贸藕no, bo zjawisko segregacji dotyka nie tylko szko艂y, lecz tak偶e przestrze艅 miejsk膮. By膰 mo偶e jakim艣 rozwi膮zaniem by艂oby odnowienie nieformalnego kontraktu, kt贸ry towarzyszy艂 zak艂adaniu szkolnictwa spo艂ecznego na pocz膮tku lat 90. Plac贸wki uzyskiwa艂yby wi臋ksz膮 autonomi臋 oraz otrzymywa艂yby subwencj臋 o艣wiatow膮, ale za cen臋 bycia edukacyjnymi poligonami, w kt贸rych testowa艂oby si臋 nowe rozwi膮zania na potrzeby ca艂ego systemu o艣wiaty. A by膰 mo偶e racj臋 ma profesor Tomasz Szkudlarek, pedagog z Uniwersytetu Gda艅skiego, kt贸ry sugeruje raczej stopniowe ograniczanie swobody szk贸艂 spo艂ecznych (i nie tylko) w przeprowadzaniu selekcji uczni贸w i uczennic: 鈥濼aka szko艂a nie mog艂aby by膰 nastawiona na konkurencj臋 z innymi plac贸wkami ani zdominowana przez wizj臋 efektywnego lokowania [鈥 uczni贸w na rynku pracy. W przeciwnym razie nigdy nie otworzy si臋 na uczni贸w z mniej uprzywilejowanych 艣rodowisk, kt贸rzy nie gwarantuj膮 wysokiej pozycji szko艂y w rankingu鈥.

Jako nauczyciel pracuj膮cy w selekcyjnej szkole spo艂ecznej nie przestaj臋 dziwi膰 si臋 temu, jak du偶膮 swobod臋 w tym zakresie im 鈥 czyli nam 鈥 si臋 zostawia. Jako obywatel my艣l膮cy w kategoriach interesu publicznego 偶yczy艂bym sobie, 偶eby tak du偶膮 swobod臋 im 鈥 czyli nam 鈥 odebrano. Ostatecznie pytanie o po偶膮dany kszta艂t szko艂y jest zarazem pytaniem o po偶膮dany kszta艂t spo艂ecze艅stwa. Czy chcemy 偶y膰 w spo艂ecze艅stwie, w kt贸rym dziedziczone przez nas zasoby wyznaczaj膮 zupe艂nie r贸偶ne 艣cie偶ki 偶yciowe? Je艣li 鈥 podobnie jak u wujka X i kuzynki Y 鈥 to pytanie nie wzbudza w nas wi臋kszych emocji, to mo偶e nasz膮 wyobra藕ni臋 poruszy inne: co si臋 stanie, je艣li te nieprzecinaj膮ce si臋 nigdy 艣cie偶ki kiedy艣 jednak w ko艅cu si臋 przetn膮?

Wierz臋 w szko艂臋 powszechn膮, bo tak jest bardziej sprawiedliwie, ale wierz臋 w ni膮 tak偶e dlatego, 偶e za jej brak wszyscy p艂acimy wysok膮 cen臋. Uwaga: ta cena jeszcze wzro艣nie.

PS Nawiasem m贸wi膮c, selekcyjne szko艂y niepubliczne wysysaj膮 z rynku edukacyjnego nie tylko pewn膮 grup臋 uczni贸w i uczennic (wraz z ich rodzicami), lecz tak偶e nauczycieli i nauczycielki, kt贸rym oferuj膮 wi臋ksze poczucie sprawczo艣ci i lepsze warunki zatrudnienia. To jednak temat na osobny artyku艂.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij