Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Wielki Piątek. Przytulmy się do Krzyża

Dzięki niepełnosprawnym Chłopcom wierzę, że kiedy spotkam się z Bogiem twarzą w twarz, a On zapyta mnie: „kiedy byłem głodny, czy dałaś mi jeść?; kiedy byłem chory, czy odwiedziłaś mnie?”, będę umiała na te pytania odpowiedzieć.
Wielki Piątek. Przytulmy się do Krzyża
Marc Chagall, „Malarz i Chrystus”, około 1975 roku

Każdego roku w Wielki Piątek znajduję szczególny czas na bardzo osobistą refleksję nad swoim życiem. Nad tym, z czego mogę być dumna, co mogło spodobać się Bogu, a później nad tym, z czego dumna nie jestem, w czym zawiodłam, zraniłam. Dla kogo byłam arogancka, o kim źle myślałam i mówiłam? Do kogo nie wyciągnęłam pomocnej dłoni – być może z własnego lenistwa i egoizmu?

A później idę do Jezusa, biorę krzyż, przytulam Go mocno i dziękuję za wszystko, i przepraszam, i mówię, jak bardzo Go kocham. Zaczynam na nowo. Czy w tym roku mi się uda? Czy uda mi się być lepszym człowiekiem? Czy uda mi się patrzeć dalej? Słuchać uważniej?

Jestem bardzo wdzięczna Bogu, że postawił na mojej drodze niepełnosprawnych Chłopców z Broniszewic. To oni uczą mnie, jak stawać się lepszym człowiekiem. Jak nie oceniać, jak witać z takim samym szacunkiem pana sprzątającego ulice i prezydenta.

***

Tak się w moim życiu złożyło, że w ostatnim czasie spotykam bardzo wiele osób niewierzących na swojej drodze. Odkryłam, że to wielki dar. Zamiast lęku otrzymałam szczególne powołanie, a z nim odwagę: być dla wszystkich, którzy mnie potrzebują, dla wierzących i niewierzących, dla myślących inaczej, dla ubogich i bogatych, dla celebrytów i więźniów.

Boli mnie postawa niektórych katolików. Pewien były kleryk, który odszedł z seminarium po czwartym roku, opowiedział mi bardzo smutną historię. Kiedy wraz z rodzicami poszedł na Mszę świętą w swojej rodzinnej parafii – już bez sutanny – bardzo wierząca pani przed wejściem do kościoła napluła mu w twarz. Sprawiło mu to ogromny ból, a jego mamie w tym momencie pękało serce. Kleryk odszedł z seminarium, ponieważ nie chciał oszukiwać przede wszystkim Boga, a również wszystkich ludzi, którzy mu zaufali. Powiedział wprost: „Siostro, nie mam powołania do kapłaństwa, każdego dnia tęsknię, aby założyć rodzinę”.

***

Powstrzymajmy się od osądzania, znieważania drugiego człowieka. To prosta zasada – obowiązująca nie tylko chrześcijan: traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany. Czy sami nie potrzebujemy często usprawiedliwienia naszych słabości, przebaczenia, zrozumienia? Przecież to takie proste – zwyczajnie uszanować decyzje drugiego człowieka.

Pewna pani opowiadała mi kiedyś inną bardzo smutną historię. Kiedy urodziła niepełnosprawne dziecko, bardzo pobożna teściowa powiedziała, że to na pewno kara za jej grzechy. Nie wiem, kto mógł wpaść na tak absurdalny pomysł. W obecnej sytuacji przerażają mnie te wszystkie głosy o tym, że koronawirus jest karą Bożą. Skąd ta pewność? W tym trudnym czasie dawajmy sobie nadzieję, troszczmy się o siebie wzajemnie. Zamiast doszukiwać się w innych zła pokażmy, jak bardzo Bóg ich kocha: poprzez troskę, poprzez pomoc chorej sąsiadce, pomoc samotnemu sąsiadowi. Zadzwońmy do bliskich, którzy być może w tym czasie przeżywają kwarantannę zarażeni wirusem, dodajmy im otuchy, zapewnijmy o naszej pamięci, modlitwie. Pan Jezus mówi: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Tak dużo mówi o miłości wobec tych najmniejszych, najsłabszych, a my uważamy, że choroba jest dla nas karą?

***

W Broniszewicach mamy 56 wspaniałych, nadzwyczajnych Chłopców. Chłopców ze wszystkimi możliwymi chorobami i niepełnosprawnościami. Są oni dla nas wyjątkowym darem. Są skarbem, radością. To oni uczą nas pokory, wyrozumiałości, przebaczenia. Większość z nich nie ma kontaktu ze swoimi bliskimi. My, siostry oraz świeccy pracownicy i wolontariusze, jesteśmy jedyną rodziną, jaką posiadają.

Trzyletni bliźniacy zostali pozostawieni przez swoją mamę. Kiedy wstawiłyśmy na profilu w mediach społecznościowych informację, że do naszego domu trafili dwaj mali, słodcy chłopcy, w komentarzach wylał się bardzo upokarzający hejt na ich mamę. Szkoda tylko, że nikt z hejtujących nie zastanowił się nad tym, dlaczego mama zostawiła swoich synków. Ta kobieta jest osobą głęboko niepełnosprawną, leczy się również psychiatrycznie, być może nawet nie miała świadomości, że właśnie poczęło się w niej życie. Tak łatwo nam oceniać, tak szybko na naszych ustach pojawiają się słowa bolesne dla bliźnich.

Przytulmy się dziś mocno do Krzyża, przytulmy się do Jezusa i powiedzmy Mu o wszystkich naszych wadach, słabościach, trudnych sytuacjach.

***

Dzięki niepełnosprawnym Chłopcom wierzę, że kiedy spotkam się z Bogiem twarzą w twarz, a On zapyta mnie: „kiedy byłem głodny, czy dałaś mi jeść?; kiedy byłem nagi, czy przyodziałaś mnie?; kiedy byłem chory, czy odwiedziłaś mnie?”, będę umiała na te pytania odpowiedzieć.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×