Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

W臋do艂owski i Wolnik: Wszystko zaczyna si臋 od przyja藕ni

To, 偶e jeste艣my wsp贸lnot膮, ma dla nas fundamentalne znaczenie. Gdyby艣my mieli to robi膰 o w艂asnych si艂ach, pewnie ju偶 dawno zwin臋liby艣my manatki. To wiara i wsp贸lnota daje nam si艂臋.

fot.: Tomek Kaczor


To, 偶e jeste艣my wsp贸lnot膮, ma dla nas fundamentalne znaczenie. Gdyby艣my mieli to robi膰 o w艂asnych si艂ach, pewnie ju偶 dawno zwin臋liby艣my manatki. To wiara i wsp贸lnota daje nam si艂臋.
Z Karolem W臋do艂owskim i Magdalen膮 Wolnik ze wsp贸lnoty Sant’Egidio rozmawia Mateusz Luft.
 
Ze wstydem przyznam, 偶e gdy na ulicy spotykam bezdomnych, mijam ich szerokim 艂ukiem. Istnieje mi臋dzy nami szklana 艣ciana. Jak to mo偶liwe, 偶e na waszych spotkaniach bariery mi臋dzy cz艂onkami waszej wsp贸lnoty a bezdomnymi znikaj膮?
Magdalena Wolnik: My艣l臋, 偶e wielu z nas ma takie poczucie, 偶e chcia艂oby si臋 zrobi膰 co艣 dla bezdomnych, tylko w膮tpliwo艣ci i l臋k nie pozwalaj膮 nam na co dzie艅 zatrzyma膰 si臋 przy takiej osobie.
Gdy co czwartek spotykamy si臋 z bezdomnymi w centrum miasta, jeste艣my we wsp贸lnocie, przynosimy ze sob膮 kanapki i gor膮c膮 herbat臋, dzi臋ki czemu ten kontakt jest znacznie 艂atwiej nawi膮za膰. Uczymy si臋 od siebie nawzajem w jaki spos贸b otwiera膰 si臋 na drugiego cz艂owieka.
 
Wigilia dla bezdomnych, kt贸r膮 organizujecie kilka dni przed 艣wi臋tami, jest ukoronowaniem roku waszej pracy.
MW: Ka偶demu z ubogich wr臋czamy imienne zaproszenie, ale zawsze pojawiaj膮 si臋 tak偶e osoby, kt贸re us艂ysza艂y od kogo艣 o tym wydarzeniu i dla wszystkich staramy si臋 znale藕膰 miejsce.
 
Pami臋tam jak to by艂o, gdy pierwszy raz organizowali艣my wigili臋 pi臋膰 lat temu. W tym czasie to my kr膮偶yli艣my po dworcu w poszukiwaniu bezdomnych. Ochroniarze robili sobie z nas 偶arty: 鈥濸ani, tu ostatni bezdomny zmar艂 tydzie艅 temu鈥. Ostatecznie uda艂o si臋 zaprosi膰 dwadzie艣cia os贸b, z kt贸rymi zd膮偶yli艣my si臋 zaprzyja藕ni膰.
 
Do ostatniej chwili nie wiedzieli艣my czy przyjd膮, czy mo偶e sami zjemy to, co przygotowali艣my. Okaza艂o si臋, 偶e wszyscy przyszli, a ka偶dy z go艣ci przyprowadzi艂 koleg臋. By艂o czterdzie艣ci os贸b, dok艂adnie tyle, ile byli艣my w stanie posadzi膰 przy stole i na ile mieli艣my przygotowane jedzenie. Z roku na rok ro艣nie mi臋dzy nami przyja藕艅, a zarazem ro艣nie te偶 sama wigilia. W tym roku sala p臋ka艂a w szwach, by艂o dwustu go艣ci.
 
Karol W臋do艂owski: Z ka偶dym rokiem wraz z liczb膮 go艣ci ro艣nie te偶 liczba os贸b, kt贸re chc膮 nam pom贸c. Nie jeste艣my w stanie przygotowa膰 wszystkiego w艂asnymi si艂ami. Koniec ko艅c贸w, do pomocy przy wigilii w tym roku zg艂osi艂o si臋 ponad dwie艣cie os贸b, kt贸re us艂ugiwa艂y do sto艂u, przygotowywa艂y prezenty i jedzenie, dekorowa艂y sal臋 czy 艣piewa艂y kol臋dy.
Jakie jest pierwsze odczucie os贸b, kt贸re przy艂膮czaj膮 si臋 do waszej dzia艂alno艣ci?
 

fot.: Marcin Kiedio


 
MW: Ka偶dy z nas do艂膮czy艂 do wsp贸lnoty z innych powod贸w. Niekt贸rzy m贸wi膮, 偶e poszukuj膮 swojej drogi. Chc膮 偶y膰 Ewangeli膮, ale ub贸stwo jest jednym z tych wyzwa艅, z kt贸rym wi臋kszo艣膰 z nas nie wie, jak si臋 zmierzy膰 na co dzie艅. Byli tacy, kt贸rzy przyszli, poniewa偶 us艂yszeli na wyk艂adzie Bronis艂awa Geremka, 偶e wsp贸lnota Sant’Egidio anga偶uje si臋 w sprawy pokoju na 艣wiecie i pomog艂a doprowadzi膰 do rozejmu w Mozambiku.
 
KW: Zanim znalaz艂em si臋 we Wsp贸lnocie cz臋sto porusza艂 mnie widok os贸b bezdomnych spotykanych na ulicy. Czasem stara艂em si臋 z nimi rozmawia膰, ale czu艂em, 偶e w pojedynk臋 nie potrafi臋 ud藕wign膮膰 ci臋偶aru odpowiedzialno艣ci za drugiego cz艂owieka znajduj膮cego si臋 w tak ci臋偶kiej sytuacji. Obecno艣膰 we Wsp贸lnocie pozwoli艂a mi lepiej pozna膰 osoby bezdomne i zrobi膰 dla nich to co jest w zasi臋gu moich mo偶liwo艣ci.
 
Jak to si臋 sta艂o, 偶e 鈥瀟rafili艣cie na ulic臋鈥?
MW: Wsp贸lnot臋 Sant’Egidio lepiej poznali艣my na spotkaniu m艂odych z Europy 艢rodkowo-Wschodniej w Krakowie i zachwycili艣my si臋 tym co robi i jak. Us艂yszeli艣my jak to wygl膮da nie tylko we W艂oszech, ale te偶 w Moskwie, na Ukrainie, na W臋grzech, na S艂owacji, w Czechach…
 
Pomy艣leli艣my, dlaczego by nie spr贸bowa膰 i u nas? Zacz臋li艣my od zastanowienia si臋 nad potrzebami, kt贸rym mogliby艣my sprosta膰. Nie byli艣my pewni czy przetrwamy nawet miesi膮c, czy to nie b臋dzie s艂omiany zapa艂.
 
鈥濵y鈥 to znaczy kto?
MW: To by艂o pi臋膰 os贸b. Z czasem bezdomni zacz臋li nas prosi膰, aby艣my przychodzili cz臋艣ciej. Zobaczyli艣my, 偶e to jest dla nich wa偶ne nie tylko dlatego, 偶e przynosimy jedzenie, ale r贸wnie偶 dlatego, 偶e po prostu jeste艣my, rozmawiamy z nimi, traktujemy po ludzku.
 
Jak wygl膮daj膮 spotkania czwartkowe?
KW: Ka偶de spotkanie mo偶na podzieli膰 na trzy etapy. Zaczynamy od przygotowania kanapek, nast臋pnie mamy wsp贸ln膮 modlitw臋, w czasie kt贸rej pami臋tamy r贸wnie偶 o naszych bezdomnych przyjacio艂ach. Obie te cz臋艣ci s膮 r贸wnie wa偶ne, cho膰 odbywaj膮 si臋 na dw贸ch r贸偶nych p艂aszczyznach. Dopiero potem wychodzimy na ulic臋. Z bezdomnymi spotykamy si臋 w okolicach dworca centralnego. Kanapki i herbata s膮 dobrym pretekstem do wsp贸lnej rozmowy.
 
MW: Prawie zawsze brakuje nam kanapek i to pomimo tego, 偶e robimy ich coraz wi臋cej. Co tydzie艅 czeka na nas o um贸wionej godzinie oko艂o stu os贸b. Gdy okazuje si臋, 偶e brakuje ju偶 jedzenia, niekt贸rzy potrafi膮 odda膰 innym swoj膮 kanapk臋. Troszcz膮 si臋 o siebie nawzajem. Zauwa偶aj膮, gdy druga osoba jest tego dnia s艂absza i potrzebuje wsparcia.
 
KW: Nie my艣l tylko, 偶e ich idealizujmy. Nie wszyscy s膮 dla siebie zawsze tacy mili. S膮 takimi samymi lud藕mi jak my. Jedyna r贸偶nica polega na tym, 偶e 艂膮czy ich jaka艣 tragedia, kt贸ra spowodowa艂a, 偶e znale藕li si臋 na ulicy. Czasem zachowuj膮 si臋 egoistycznie, a czasem bardzo szlachetnie.
 
MW: S膮 tacy sami jak my. My r贸wnie偶 musimy si臋 zmienia膰, nawraca膰. Na naszych spotkaniach czytamy wsp贸lnie Ewangeli臋, bo to dzi臋ki niej wychodzimy na ulic臋. Na modlitwie wszystko si臋 zaczyna i ko艅czy 鈥 ona nas popycha do wyj艣cia na zewn膮trz i do niej wracamy. Problemy, z jakimi zmagaj膮 si臋 bezdomni, s膮 czasem tak skomplikowane, 偶e czujemy si臋 wobec nich bezsilni, ale zawsze mo偶emy je powierzy膰 Panu Bogu.
 

fot.: Marcin Kiedio


Wasza praca nie zawsze prowadzi tych ludzi do wyj艣cia z bezdomno艣ci. Czy w takim razie ten wysi艂ek ma sens?
KW: Chyba ka偶dy z nas w pierwszym zapale chcia艂 tych ludzi wyci膮gn膮膰 z ulicy, da膰 im prac臋 i przywr贸ci膰 spo艂ecze艅stwu. Jednak szybko okazuje si臋, 偶e to nie takie proste. W艣r贸d naszych przyjaci贸艂 s膮 osoby, kt贸re po wyj艣ciu z domu dziecka 偶yj膮 na ulicy od dwudziestu lat. Trudno wtedy powiedzie膰: 鈥瀙owiniene艣 wzi膮膰 si臋 w gar艣膰, odnale藕膰 prac臋 i wynaj膮膰 mieszkanie鈥.
 
To, 偶e osoba wed艂ug r贸偶nych kryteri贸w nie rokuje na popraw臋 swojego statusu spo艂ecznego, nie oznacza, 偶e nie jest warta, aby jej towarzyszy膰 w tej drodze, kt贸r膮 przebywa.
 
Gdyby艣my s膮dzili inaczej, stawaliby艣my si臋 urz臋dnikami, a oni petentami. Wtedy trudno o relacj臋 serdeczno艣ci. W takiej sytuacji mo偶na szybko si臋 zniech臋ci膰, nie widz膮c namacalnych owoc贸w swoich wysi艂k贸w. Naszym g艂贸wnym celem jest poznawanie tych os贸b. Odkrywanie drugiego cz艂owieka jest pasjonuj膮c膮 przygod膮, kt贸ra przyci膮ga nas na te czwartkowe spotkania.
 
MW: Wszystko zaczyna si臋 od przyja藕ni. To wielkie s艂owo, ale u偶ywamy go zupe艂nie 艣wiadomie. Wielu naszych przyjaci贸艂 bezdomnych uwa偶a, 偶e nie maj膮 dla kogo si臋 zmienia膰. 艢wiadomo艣膰, 偶e jest kto艣 kto si臋 tob膮 cho膰 troch臋 interesuje, daje im nadziej臋. Ta nadzieja mo偶e sprawi膰, 偶e b臋d膮 mieli si艂臋 powalczy膰 o swoje 偶ycie.
 
Opr贸cz spotka艅 czwartkowych jeste艣cie z nimi w kontakcie r贸wnie偶 w innych sytuacjach.
MW: Zapraszamy ich na modlitw臋 za wszystkich zmar艂ych na ulicy. Wtedy te偶 modlimy si臋 za Jarka, kt贸ry by艂 jednym z pierwszych naszych znajomym z ulicy i kt贸rego 艣mier膰 nas dotkn臋艂a. Po imieniu wymieniamy wszystkich bezdomnych, kt贸rzy odeszli. W ten spos贸b staramy si臋 im towarzyszy膰 r贸wnie偶 po przekroczeniu granicy 艣mierci. Staramy si臋 im w miar臋 mo偶liwo艣ci towarzyszy膰 r贸wnie偶 w sytuacjach trudnych, w wi臋zieniu czy w szpitalu.
 
Czy mog膮 liczy膰 na pomoc innych instytucji spo艂ecznych?
MW: Oczywi艣cie i wielu z nich korzysta z tej pomocy 鈥 z o艣rodk贸w, noclegowni, jad艂odajni, cho膰 bezdomnych jest du偶o wi臋cej ni偶 miejsc w o艣rodkach. Wiele z tych os贸b ze wzgl臋du na wiek, niepe艂nosprawno艣膰 intelektualn膮 lub chorob臋 psychiczn膮 nie kwalifikuje si臋 do program贸w wychodzenia z bezdomno艣ci.
 
Niekt贸re przypadki wydaj膮 si臋 ca艂kowicie beznadziejne. Na przyk艂ad Asia jest na ulicy od wczesnej m艂odo艣ci. Jest zara偶ona wirusem HIV, choruje na 偶贸艂taczk臋 typu C, gru藕lic臋, ma wad臋 serca, ma lekk膮 niepe艂nosprawno艣膰 intelektualn膮. Ona wie o tym, 偶e 偶yje z wyrokiem 艣mierci. Czasem bywa agresywna, cho膰 wobec nas zawsze 艂agodna jak baranek, troch臋 jak dziecko. Wiemy, 偶e Asia raczej nie zacznie pracowa膰, 偶y膰 na w艂asn膮 r臋k臋. Trudno jest jej tak偶e zamieszka膰 w kt贸rym艣 o艣rodku i dostosowa膰 si臋 do panuj膮cych tam regu艂.
 
Nale偶y pami臋ta膰, 偶e wielu z bezdomnych cierpi na l臋ki zwi膮zane z przebywaniem w du偶ej grupie ludzi. Inni, ze wzgl臋du na tak rozumiane poczucie godno艣ci, nie b臋d膮 spa膰 w noclegowni dla kilkuset os贸b. Wol膮 spa膰 gdzie艣 na klatce schodowej.
 
Co jeszcze mo偶na zrobi膰 dla bezdomnych?
MW: Staramy si臋 wsp贸艂pracowa膰 z innymi organizacjami uczestnicz膮c w pracach Rady Opieku艅czej do spraw Bezdomnych przy prezydencie Warszawy. Organizujemy spotkania na uniwersytetach. W ten spos贸b poszerza si臋 kr膮g ludzi wra偶liwych na ten problem.
 
Dzia艂ania naszej wsp贸lnoty nie ograniczaj膮 si臋 zreszt膮 do pomocy osobom bezdomnym. Odwiedzamy starsze, samotne osoby w jednym z warszawskich DPS-贸w. Sp臋dzamy z nimi czas, czytamy, 艣piewamy np. kol臋dy. Staramy si臋 te偶 reagowa膰 na to, co si臋 dzieje na 艣wiecie. Razem z ca艂膮 Wsp贸lnot膮 Sant鈥橢gidio, gdziekolwiek jest, modlimy si臋 o pok贸j w ka偶dym z kraj贸w, w kt贸rym tocz膮 si臋 wojny czy inne konflikty, od kwietnia modlimy si臋 te偶 o uwolnienie porwanych w Syrii biskup贸w prawos艂awnych. W ten spos贸b poszerzaj膮 si臋 horyzonty naszego serca.
 
Wr贸膰my do stereotyp贸w, kt贸rymi my艣limy na temat bezdomno艣ci.
KW: Pierwsze skojarzenie z bezdomnymi to widok podr贸偶uj膮cego, niezbyt pi臋knie pachn膮cego pana w tramwaju. Jednak cz臋sto nie zauwa偶amy, 偶e w tym samym wagonie jedziemy jeszcze z kilkoma innymi bezdomnymi, kt贸rzy z wygl膮du nie r贸偶ni膮 si臋 znacznie cho膰by od naszych dziadk贸w. Mimo 偶e mieszkaj膮 na ulicy, umiej膮 o siebie zadba膰.
 
Sama wigilia jest dla nas pewnym zaskoczeniem, poniewa偶 nasi go艣cie specjalnie przygotowuj膮 si臋 na t臋 okazj臋. Przychodz膮 od艣wi臋tnie ubrani w garniturach. Oczywi艣cie staramy si臋 im pom贸c przygotowa膰 si臋 do tej wsp贸lnej kolacji.
 
Czy czujecie czasem 鈥瀞prawiedliwy鈥 gniew na tych spo艣r贸d nich, kt贸rzy s膮 w lepszej sytuacji, a mimo to nie korzystaj膮 z szansy wyj艣cia z bezdomno艣ci?
KW: Nie spotka艂em jeszcze osoby, kt贸ra by艂aby bezdomna z w艂asnej woli. To wcale nie jest 艂atwe ani przyjemne. Zawsze wi膮偶e si臋 to z jak膮艣 tragedi膮, kt贸ra powoduje, 偶e cz艂owiek zostaje ze swoimi troskami sam. W efekcie nie widzi innej mo偶liwo艣ci ni偶 偶ycie na ulicy.
 
MW: Cz臋sto my艣limy prostymi kalkami. Na przyk艂ad, 偶e to alkoholizm jest zawsze przyczyn膮 bezdomno艣ci. Ale tak naprawd臋 alkohol cz臋sto pojawia si臋 dopiero p贸藕niej. Jeden z bezdomnych kiedy艣 powiedzia艂 mi: 鈥濻pr贸buj na trze藕wo zasn膮膰, gdy na zewn膮trz jest dwadzie艣cia stopni poni偶ej zera, a ty jeste艣 co chwil臋 wyrzucany z klatki鈥.
 
Tak zgin膮艂 32-letni Adam, kt贸ry kilka lat temu, nied艂ugo po naszej wigilii, zamarz艂 po tym, jak kto艣 po raz kolejny wyrzuci艂 go z klatki schodowej. Niestety, wci膮偶 wiele os贸b umiera na naszych ulicach.
 
Stereotyp m贸wi膮cy, 偶e bezdomni sami s膮 winni swojej sytuacji, powoduje, 偶e jeszcze bardziej utrudniamy tym ludziom zmian臋 swojego 偶ycia.
KW: Bardzo cz臋sto s艂ysz臋 od bezdomnych narzekania, 偶e znajdowali zatrudnienie bez umowy o prac臋, a nast臋pnie po jej wykonaniu byli odsy艂ani z dziesi膮t膮 cz臋艣ci膮 wynagrodzenia albo z butelk膮 w贸dki. St膮d te偶 trudno dziwi膰 si臋 osobom, kt贸re pracodawca oszuka艂 trzy razy z rz臋du, 偶e trac膮 wiar臋 w znalezienie uczciwej pracy. Jak ja mam ich namawia膰 do tego, aby dalej poszukiwali zatrudnienia?!
 
Najgorsze jest to, 偶e takie post臋powanie uznawane jest za normalne. Zatrzymanie wyp艂aty robotnikom jest jednym z grzech贸w wo艂aj膮cych o pomst臋 do nieba. I nie chodzi tu o pieni膮dze, ale o zawiedzione nadzieje. To tak, jakby kto艣 im podawa艂 r臋k臋, a nast臋pnie wypuszcza艂. Przez takie traktowanie bezdomni jeszcze g艂臋biej popadaj膮 w swoj膮 tragiczn膮 sytuacj臋 spo艂eczn膮.
 

fot.: Marcin Kiedio


Czy to, co robicie, by艂oby mo偶liwe bez wsp贸lnoty?
MW: To, 偶e jeste艣my wsp贸lnot膮, ma dla nas fundamentalne znaczenie. Gdyby艣my mieli to robi膰 o w艂asnych si艂ach, pewnie ju偶 dawno zwin臋liby艣my manatki. To wiara i wsp贸lnota daje nam si艂臋. To nie my ewangelizujemy bezdomnych, cz臋sto jest wr臋cz odwrotnie 鈥 to spotkanie z nimi prowadzi nas do odkrycia Boga i odnalezienia swojego miejsca w Ko艣ciele. Do naszej wsp贸lnoty przychodz膮 te偶 tacy m艂odzi ludzie, kt贸rym z Ko艣cio艂em nie jest po drodze, ale maj膮 w sobie pragnienie robienia czego艣 dla innych. To dobry pocz膮tek.
 
Tak naprawd臋 du偶o wi臋cej dostajemy ni偶 dajemy. Spotkania z bezdomnymi pozwalaj膮 mi spojrze膰 z dystansu na w艂asne problemy, kt贸re nieraz w moich oczach urastaj膮 do wielkich rozmiar贸w. Nasze zmartwienia okazuj膮 si臋 b艂ahe w por贸wnaniu z tym z czym zmagaj膮 si臋 na co dzie艅 nasi przyjaciele z ulicy. Bycie we wsp贸lnocie daje poza tym ogromnie du偶o rado艣ci, poczucie zaanga偶owania w co艣 sensownego, otwiera na drugiego cz艂owieka i na Boga.
 
Opisujecie ludzi, kt贸rzy dostawali bardzo wiele szans w 偶yciu. Jeste艣cie dla nich kolejn膮, 鈥瀘statni膮鈥 desk膮 ratunku. Sk膮d czerpiecie nadziej膮, 偶e akurat t臋 desk臋, kt贸r膮 wy im podajecie, tym razem z艂api膮?
MW: Pozytywnym zaskoczeniem by艂a historia Staszka, kt贸ry przez wiele lat pracowa艂 na budowach w Belgii. W pewnym momencie Staszek znalaz艂 si臋 na ulicy. Zacz膮艂 pi膰 do tego stopnia, 偶e wyl膮dowa艂 w szpitalu z delirium poalkoholowym. Lekarze nie dawali mu szans, 偶e w og贸le z tego wyjdzie.
 
Jednak Staszek ju偶 wcze艣niej zetkn膮艂 si臋 z nasz膮 wsp贸lnot膮 w Antwerpii, gdzie spotka艂 Monik臋, polsk膮 studentk臋 na Erasmusie. Po jakim艣 czasie Monice uda艂o si臋 nam贸wi膰 Staszka, 偶eby zacz膮艂 walczy膰 o swoje 偶ycie.
 
Wsp贸lnota zorganizowa艂a przyjazd Staszka do Polski. Zosta艂 przyj臋ty do Monaru, w kt贸rym przeszed艂 detoks. I wtedy my艣my 鈥瀙rzej臋li鈥 nad nim opiek臋. Towarzyszyli艣my mu podczas ponad rocznej terapii. Ostatecznie Staszek, kt贸remu jeszcze niedawno nikt nie dawa艂 szans, podni贸s艂 si臋 z tego. Sko艅czy艂 leczenie, znalaz艂 prac臋, mieszkanie i wr贸ci艂 do normalnego 偶ycia.
 
On r贸wnie偶 przychodzi na wigili臋. Jest dowodem na to, 偶e gdy kto艣 zaczyna w ciebie wierzy膰, daje nadziej臋, pomaga ci zrobi膰 pierwszy krok, to mo偶esz odmieni膰 swoje 偶ycie. Ale nie mo偶na si臋 zniech臋ci膰 przy pierwszym niepowodzeniu.
 
Karol W臋do艂owski jest doktorantem na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, od dw贸ch lat nale偶y do Wsp贸lnoty Sant’Egidio w Warszawie. Prywatnie, m膮偶 Marty i tata Wojtka.
 
Magdalena Wolnik jest dziennikark膮, autork膮 film贸w dokumentalnych. Odpowiedzialna za Wsp贸lnot臋 Sant鈥橢gidio w Warszawie.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij