fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

W razie sensacji – zachowaj spokój

Trzeba mieć świadomość, że każdy komentarz czy reakcja, w tym oburzenie pod postem, wzmacnia jego oddziaływanie. To leży w interesie platform, trolli i dezinformatorów. Więc lepiej dobrze się zastanowić, czy komentować, czy jednak może nie warto.
W razie sensacji – zachowaj spokój
ilustr.: Weronika Reroń

W Jarosławiu doszło do ataku nożownika. Trzydziestojednolatek wszedł na teren opactwa benedyktynek, wziął nóż z kuchni ośrodka rekolekcyjnego i ranił nim pięć osób. Jedna z nich zmarła w szpitalu kilka godzin po zdarzeniu. Był to ksiądz, Stanisław Zbojnowicz, który podjął walkę z napastnikiem. Faktów znamy tylko tyle, ale medialna machina już ruszyła.

Narodowość nieistotna

Przedmiotem dyskusji natychmiast stało się ukraińskie pochodzenie sprawcy. Nie mogło być inaczej. Tego typu sytuacje to paliwo, w tym wypadku rakietowe, dla ksenofobii. Uprzedzenia wobec Ukraińców były eksploatowane przez polską klasę polityczną niemal od początku rosyjskiej inwazji. W ostatnich miesiącach retoryka dotycząca migrantów ze wschodu stawała się coraz ostrzejsza. Dodatkowym punktem zapalnym jest fakt, że cudzoziemiec dokonał ataku w miejscu kultu religijnego. Te wszystkie szczegóły nie pomagają w studzeniu emocji, a tego właśnie potrzebujemy.

Jak to bywa w takich sytuacjach, media społecznościowe zostały zalane nienawiścią wobec Ukraińców oraz dywagacjami, czy atak jest częścią rosyjskiej operacji hybrydowej wymierzonej w Polskę. Pierwsze jest błędem poznawczym i pragnieniem wymierzenia sprawiedliwości grupowej, drugie pochopną próbą przekierowania negatywnych emocji w stronę państwa rosyjskiego. Wysuwanie teorii ataku hybrydowego, który oczywiście nie jest wykluczony, nie jest w tej chwili uprawnione. Po pierwsze, nie ma dowodów, że Rosjanie mają jakikolwiek związek ze sprawą. Po drugie, nawet gdyby mieli, to nie powinien być naczelny kontrargument w każdej dyskusji dotyczącej społeczności ukraińskiej w Polsce.

Tymczasem statystyki pokazują, że obecność Ukraińców w naszym kraju nie jest problemem. Nad Wisłą mieszka ich prawie dwa miliony. Na tysiąc Ukraińców zaledwie trzech podejrzanych jest o popełnienie przestępstwa. To mniej niż w przypadku Polaków, gdzie na tysiąc osób podejrzane są cztery. Na korzyść Ukraińców przemawiają także dane ekonomiczne. W 2024 roku państwo wypłaciło im łącznie 4 miliardy złotych świadczeń socjalnych. Kwota obejmuje także koszty, które poniosła na leczenie Ukraińców Polska ochrona zdrowia. W tym samym roku obywatele Ukrainy zapłacili składki o łącznej wysokości 17,7 miliarda złotych. Ich obecność napędziła wymianę handlową między Polską a Ukrainą, stymulowała konsumpcję i umożliwiła wymianę kompetencji pomiędzy pracownikami z obu krajów. Nic, tylko się cieszyć. Te kilka liczb podkopuje prawie całą narrację antyukraińskich partii i ruchów politycznych, która tak rozpanoszyła się w polskiej infosferze. Jednak to nie o statystyki tutaj chodzi.

Najważniejszym, oczywistym, ale rzadko przywoływanym w debacie publicznej faktem jest to, że Ukraińcy nie stanowią jednorodnej grupy i nie powinni być jako taka rozliczani. Wszystkich, podobnie jak Polaków, łączy zaledwie wspólne pochodzenie. Jeden, dwóch, czy nawet dziesięciu nożowników z tym samym paszportem, nie definiuje grupy narodowej, z której się wywodzą.

Lękinformacja

Trudno jednak o chłodne podejście do sprawy, kiedy chaos informacyjny nie pozwala nawet na bezproblemowe ustalenie ilości ofiar ataku. Część mediów podała, że wskutek odniesionych ran, zmarło dwóch księży. Nieprawdziwą informację puściła w świat sama rzeszowska kuria, która dość szybko przyznała się do błędu i wydała sprostowanie. Mleko zostało już rozlane i przez kolejne trzy godziny część portali wciąż podawała informację o dwóch ofiarach śmiertelnych. We współczesnych mediach liczy się czas reakcji i możliwość wygenerowania jak największego ruchu na ich stronach internetowych, a nie rzetelność. Z tego samego powodu część portali informacyjnych tak chętnie podaje w nagłówkach narodowość sprawcy. Redaktorzy zdają sobie sprawę, że przyniesie to więcej wejść. Jeszcze agresywniej działają profile w mediach społecznościowych, z których Polacy coraz częściej czerpią informacje. Ważne, aby informacja spodobała się algorytmom. Kwestia tego, czy w końcowym rozrachunku będzie to dobre dla kształtowania debaty publicznej, jest drugorzędna.

Ksenofobia nie karmi się jednak faktami, tylko emocjami, a te są zawodne. O to, jak reagować w takich sytuacjach, pytam Agnieszkę Lichnerowicz, reporterkę oraz ekspertkę w zakresie dezinformacji:

– Właściwa reakcja na hejt i manipulację, ale też na niepokój w społeczeństwie wywołany tą tragedią jest ogromnym wyzwaniem zarówno dla instytucji, jak i dla osób, które mają wpływ na debatę publiczną. Ale nawet jeśli instytucje i elity staną na wysokości zadania i będą kierowały się dobrem państwa i wspólnoty, a nie interesem partyjnym to odpowiedzialność i tak wciąż spoczywa na jednostkach, na każdym z nas korzystającym z platform internetowych. Dlatego przede wszystkim musimy działać ostrożnie i odpowiedzialnie. Tym bardziej uważać, co publikujemy i co mówimy.

– Na czym taka uważność ma polegać?

– Żyjemy w pędzie informacyjnym, ludzie chcą jak najszybciej wiedzieć, co się stało. Tymczasem, o ile na zdobycie i przygotowanie rzetelnej informacji potrzeba czasu, to fejki, manipulacje i czyste spekulacje można stworzyć natychmiast. Dlatego, z dużą nieufnością należy podchodzić do twardo formułowanych i szybko publikowanych informacji z przypadkowych źródeł. Wytrzymać w niepewności. Po pierwsze, dlatego, aby nie podawać fałszywych informacji dalej i nie przyczyniać się do chaosu albo nieświadomie nie realizować celów środowisk skrajnych czy rosyjskiej dezinformacji. Po drugie, aby zachować wiarygodność. Twierdzenie bez podstaw, w oparciu jedynie o przypuszczenia, że wydarzenia z Jarosławia są rosyjską prowokacją, na dłuższą metę może przynieść szkody. Oczywiście, musimy mieć świadomość, że jesteśmy pod rosyjskim ostrzałem kognitywnym i brać pod uwagę, że taki scenariusz jest możliwy. Należy mówić o jego prawdopodobieństwie, ale jeśli jednak okaże się, że przyczyny tragedii są inne, to osoby powtarzające tę opinię tracą na wiarygodności, a sama opowieść o odpowiedzialności Rosji zostaje zdezawuowana. Jeśli będziemy wmawiać ludziom, że Rosjanie stoją za wszystkim, ten argument przestanie działać.

– Czy w takim razie podawanie informacji dotyczących takich wydarzeń, nawet zakładając naszą dobrą wolę, chęć uspokojenia emocji i odpowiedzialność, ma jakikolwiek sens?

 – Trzeba mieć świadomość, że każdy komentarz czy reakcja, w tym oburzenie pod postem, wzmacnia jego oddziaływanie. To leży w interesie platform, trolli i dezinformatorów. Więc lepiej dobrze się zastanowić, czy komentować, czy jednak może nie warto. Z drugiej strony próżnia informacyjna jest niebezpieczna. W internecie jest dużo ludzi, którzy są po prostu zaniepokojeni i będą szukać informacji, narracji i wsparcia. Część z nich trafi do miejsc pełnych nienawiści, ksenofobii, teorii spiskowych czy rosyjskiej dezinformacji. Stąd potrzebujemy wiarygodnych, odpowiedzialnych instytucji i jednostek, które wezmą na siebie odpowiednie informowanie i komunikowanie, zwracanie uwagi na to co ważne, podpowiadający jak radzić sobie z tą sytuacją. W miarę możliwości będą odpierać hejt, ksenofobię i prostować dezinformację. Nie możemy mieć złudzeń. W debacie publicznej spotkamy zaniepokojone osoby, które po prostu próbują zrozumieć co się wydarzyło, ale także trolli i polityków, dla których to nie jest rozmowa, tylko gra lub wojna. Przede wszystkim są rosyjskie służby, które nawet jeśli nie stoją za tą tragedią, to wykorzystają ją, by siać podziały i nieufność. Pouczanie nie działa, spekulowanie na gorąco wydaje się zbędne. Miejmy nadzieję, że instytucje zapewniają wiarygodne dochodzenie. Kiedy emocje nieco się uspokoją, a my będziemy lepiej rozumieć, co się stało, przyjdzie czas na ocenę sytuacji, zadawanie pytań, presję czy dzielenie się opiniami.

W sytuacjach trudnych medialnie nie pozostaje nam więc nic innego, jak próba zracjonalizowania swoich emocji i refleksja, jak nasza reakcja wpłynie na dobro społeczności. Ksenofobiczne ataki na tle narodowościowym i snucie teorii spiskowych na temat udziału państw trzecich, choć wynikają z innych pobudek, mogą mieć podobny skutek – zamazanie faktów i dyskusję o rzeczach, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Na takiej debacie korzystają sondaże, a nie obywatele.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×