Internetowy magazyn katolewicy spo艂ecznej. Piszemy o 艣wiecie, czerpi膮c inspiracje z nauki spo艂ecznej Ko艣cio艂a

W otch艂ani

Gdyby艣my zgodzili si臋 na 艣wiat, w kt贸rym dzieci umieraj膮 w cierpieniach, a za spraw膮 jednego trz臋sienia ziemi gin膮 tysi膮ce ludzi, siebie samych skazaliby艣my na 艣mier膰. Z tym si臋 nie da pogodzi膰. To mo偶na jedynie wybaczy膰. Nawet je艣li tym, kt贸remu wybaczamy, mia艂by by膰 sam B贸g.
W otch艂ani
ilustr.: Olga Mici艅ska

Teodycee w swej istocie s膮 naiwne. Niejeden raz pr贸bowano ju偶 Boga przed ludzko艣ci膮 usprawiedliwi膰, a kolejne podej艣cia by艂y tylko coraz bardziej nieudolne. 呕e z艂o to brak dobra? 呕e jest konsekwencj膮 wolno艣ci? 呕e to wyzwanie? Johann B. Metz celnie nazwa艂 wszystkie teodycee 鈥瀙r贸b膮 dogadania si臋 z Bogiem za plecami cierpi膮cego cz艂owieka鈥. Ludzie temu nie uwierz膮. Ludzie si臋 temu nie dadz膮 przekona膰. I Bogu dzi臋ki!

Przesta艅my wreszcie Boga przed sob膮 t艂umaczy膰, sko艅czmy z udawaniem, 偶e cokolwiek rozumiemy z Jego dzia艂a艅 i zamys艂贸w. Zerwijmy z ob艂udnym przekonaniem, 偶e potrafimy rozstrzygn膮膰, sk膮d z艂o albo dlaczego cierpimy. Nie wiemy i nie b臋dziemy tego wiedzie膰, to tajemnica, kt贸r膮 mo偶na prze偶y膰, ale kt贸rej nie mo偶na przenikn膮膰; zagadka, kt贸ra jest nam dana i zadana, ale kt贸rej nie spos贸b rozwi膮za膰. Mo偶na natomiast, co przy lekturze 鈥濪zienniczka鈥 艣w. Faustyny skonstatowa艂 ks. J贸zef Tischner, odnale藕膰 w sobie mi艂osierdzie dla samego Stw贸rcy.

Przebaczenia potrzebuje nie tylko winny z艂a. W nie mniejszym stopniu potrzebuje go tak偶e 鈥 by upora膰 si臋 z b贸lem, by rana mog艂a zacz膮膰 si臋 goi膰 鈥 jego ofiara. By膰 mo偶e warto p贸j艣膰 jeszcze krok dalej i stwierdzi膰, 偶e przebaczenie wcale nie wymaga zbrodni, a ju偶 na pewno nie wymaga intencji jej dokonania. O ile ukaranie niewinnego jest wykroczeniem przeciw sprawiedliwo艣ci, o tyle przebaczenie jest jej najg艂臋bsz膮 zasad膮 i nigdy si臋 jej nie sprzeciwia. Nawet wtedy, gdy winy nie pope艂niono, a ono samo jest, by膰 mo偶e, form膮 autoterapii.

Rozum burzy si臋 jednak, gdy kto艣 proponuje, by przebacza膰 Bogu 鈥 Alfie i Omedze, Panu Zast臋p贸w, Wszechmog膮cemu i Wszechmi艂osiernemu. 艢wi臋ta Teresa z Lisieux, doktor Ko艣cio艂a, jego nauczycielka, uczy nas jednak 鈥瀦 mi艂o艣ci do Boga przyjmowa膰 tak偶e najdziwniejsze my艣li鈥. A zatem spr贸bujmy wybaczy膰 Bogu. Nie dlatego, 偶e On tego potrzebuje. Nie odpuszczamy mu win, kt贸rych przecie偶 mie膰 nie mo偶e. W istocie wybaczamy Mu sw贸j w艂asny brak zrozumienia i brak zaufania w to, 偶e ma racj臋, kt贸rej nie pojmujemy.

Licytuj膮c pe艂n膮 stawk臋

Bo wszystko ma sw贸j sens, we wszystkim jest jaki艣 cel i zamiar, wszystko przenika ta Mi艂o艣膰, kt贸ra jest zasad膮 stworzonego przez Boga 艣wiata. Tyle tylko, 偶e mamy pe艂ne prawo ani odrobin臋 jej nie dostrzega膰 i nikt nie mo偶e nas z tego s膮dzi膰. Nie zwalnia nas to oczywi艣cie z obowi膮zku poszukiwania, nawet je艣li nigdy nie znajdziemy tego, co zawsze pozostanie ukryte. Spr贸bujmy jednak wreszcie poszuka膰 na innej drodze. Niczym przecie偶 nie ryzykujemy. Nie mo偶na ju偶 bardziej zaryzykowa膰 ni偶 zawierzy膰 Chrystusowi. Cz艂owiek wiary zawsze gra va banque, na szal臋 k艂adzie ca艂e swoje 偶ycie, jestestwo i cz艂owiecze艅stwo, ca艂ego siebie, licytuje pe艂n膮 stawk臋. Wyp艂ywa na g艂臋bi臋, w kt贸rej mo偶na jedynie uton膮膰.

Argumenty z kategorii 鈥瀋ierpienie uszlachetnia鈥 czy te偶 鈥瀟o wszystko prowadzi do dobra鈥 znajduj膮 si臋 niebezpiecznie blisko przekonania, 偶e 鈥瀋el u艣wi臋ca 艣rodki鈥. Gdy Leibniz uzasadnia艂 cierpienie we wszystkich jego przejawach tym, 偶e B贸g sobie tylko znanym sposobem wyprowadzi z niego jakie艣 wi臋ksze dobro, nie tylko wykazywa艂 si臋 dziecinn膮 naiwno艣ci膮, ale tak偶e bezduszno艣ci膮 i okrucie艅stwem wobec krzywdzonych i cierpi膮cych. Czy Izaak zapomnia艂 kiedy艣 o widoku stoj膮cego nad nim z no偶em ojca? Czy m贸g艂 zrozumie膰 Boga, kt贸ry to nakaza艂? Jakie dobro jest tego warte? Odpowied藕 narzucaj膮ca si臋 z ca艂膮 si艂膮 brzmi: 偶adne. Uczciwie jednak nale偶y doda膰: 偶adne spo艣r贸d tych, kt贸re znamy. Nasz B贸g nie jest przecie偶 okrutny. Jak jednak zosta膰 przekonanym przez co艣, czego nie mamy mo偶liwo艣ci pozna膰, zrozumie膰, a wi臋c i zaakceptowa膰?

艁atwo powiedzie膰, 偶e pozostaje nam przecie偶 zawierzenie. Jasne, 偶e tak. To odpowied藕 szalona, niewystarczaj膮ca i budz膮ca sprzeciw, a jednak jest to odpowied藕 jedyna 鈥 trzeba skoczy膰 w t臋 otch艂a艅, by nic nie rozumiej膮c, nie pozosta膰 w bezruchu. 艁atwo powiedzie膰, trudniej prze偶y膰, jednak odpowied藕 ta prowadzi膰 mo偶e do wyra偶onego ju偶 przekonania, 偶e Bogu mo偶na, nale偶y i warto wybaczy膰. Je艣li bowiem B贸g wchodzi, a przynajmniej chce to uczyni膰, z cz艂owiekiem w relacj臋 najintymniejsz膮, najbli偶sz膮, je艣li pragnie, by Mu zawierzy膰, a i sam zawierza cz艂owiekowi, je艣li zawsze got贸w jest nam wybaczy膰, pozwala buntowa膰 si臋 wobec siebie, z艂o艣ci膰 i odwraca膰, je艣li nie chce, by cz艂owiek pozostawa艂 wobec niego oboj臋tny, to w logik臋 tej przyja藕ni wpisuje si臋 r贸wnie偶 nasze Jemu przebaczenie. Przebaczenie trzech najgorszych sytuacji, jakie w relacj臋 z Bogiem s膮 nieusuwalnie wpisane: Jego milczenia wobec z艂a i cierpienia, Jego nieobecno艣ci w naszym 偶yciu oraz zawiedzionych nadziei i oczekiwa艅.

Ilustr.: Olga Mici艅ska

Przychodzi za p贸藕no

Wszyscy znamy Ewangeli臋 o wskrzeszeniu 艁azarza. Wiele ju偶 razy s艂yszeli艣my o tym, kt贸ry wychodzi z grobu, bo tak mu Chrystus nakaza艂. Rzadziej zwracamy uwag臋 na to, co dzia艂o si臋 wcze艣niej.

Maria i Marta, siostry 艁azarza, pos艂a艂y po Jezusa, gdy ich brat chorowa艂. Pos艂a艂y po Niego, bo wierzy艂y, 偶e On mo偶e wybawi膰 ich rodzin臋 od choroby. Jezus jednak, po ludzku my艣l膮c, zlekcewa偶y艂 ich wo艂ania. Zlekcewa偶y艂 ich nadzieje, ich pragnienia, ich oczekiwania. 鈥瀂osta艂 jeszcze dwa dni na miejscu, gdzie przebywa艂鈥. Ruszy艂, gdy by艂o ju偶 za p贸藕no. I to w艂a艣nie m贸wi Mu Maria, wo艂aj膮c: 鈥濭dyby艣 tu by艂鈥︹. Nie wierz膮c, 偶e co艣 jeszcze mo偶na zrobi膰. Jak偶e ludzka to pretensja.

W 偶yciu ka偶dego z nas s膮 takie chwile, gdy wo艂amy do Boga o pomoc, a ona nie tylko nie nadchodzi, lecz na dodatek pi臋trz膮 si臋 przed nami kolejne przeszkody. Prosimy o co艣, a dostajemy co艣 zupe艂nie innego. M贸wimy: 鈥濸rzecie偶 wiem, co jest dla mnie dobre鈥. A B贸g powinien si臋 na to zgodzi膰. Od takiego dictum ju偶 tylko krok do tupania nog膮 i rzucania zabawkami. Do dziecinady. A B贸g? B贸g zostaje 鈥瀌wa dni na miejscu, gdzie przebywa艂鈥.

Malujemy sobie taki obraz Boga, jaki jest dla nas wygodny. Szyjemy Go wed艂ug swojej miary. Gdy jest inny, uwa偶amy, 偶e nie istnieje. Nie dajemy mu czasu, by nas przekona艂. Nie wierzymy, 偶e mo偶e nas doprowadzi膰 do dobra, nawet gdy b臋dziemy pod膮偶a膰 inn膮 drog膮. Na pierwszym, na trzecim i dwudziestym zakr臋cie wskazujemy na map臋, na kompas i wyk艂贸camy si臋 o tras臋. A B贸g czasem prowadzi przez las, na prze艂aj, czasem wydaje nam si臋, 偶e ju偶 wyprowadzi艂 nas w maliny. I wtedy patrzymy na Niego z wyrzutem i m贸wimy: 鈥濭dyby艣 tu by艂鈥︹, bo nie zauwa偶amy, 偶e ca艂y czas jest obok nas. Bo nie przychodzi za p贸藕no, nie przychodzi nie w por臋. Przychodzi zawsze na czas. I je艣li wskrzesi艂 艁azarza, kt贸rego mi艂owa艂, to czemu mia艂by i nad moimi pragnieniami si臋 nie pochyli膰, tyle 偶e w swoim, nie za艣 moim czasie?

Ale by to uzna膰, by tak zawierzy膰, by odpu艣ci膰, wyrzuci膰 map臋, da膰 si臋 zaprowadzi膰 nawet w maliny, nie wystarczy intelektualna gra wok贸艂 biblijnej sytuacji. Bo cho膰by艣my si臋 na to zgodzili, to nie zrozumiemy, nie poznamy Jego drogi, a co najwa偶niejsze, nie pozb臋dziemy si臋 naszych oczekiwa艅, naszych pragnie艅. Nasza wola, nawet otwarta na Boga, nie przestaje by膰 nasza, zawsze taka b臋dzie 鈥 i bardzo dobrze. Jeste艣my skazani na to, 偶e nasze pragnienia b臋d膮 nierealizowane, a nasze marzenia niespe艂niane. Jeste艣my wi臋c skazani na z艂o艣膰, na bunt, na gniew, na z艂orzeczenie. A najpewniejszym, najbardziej ewangelicznym sposobem pozbycia si臋 tego wszystkiego jest przebaczenie, nawet je艣li zn贸w chcieliby艣my wybacza膰 samemu Bogu.

Gdy Jego nie ma

Dramat niespe艂nionych nadziei i oczekiwa艅 by艂 te偶 udzia艂em uczni贸w, kt贸rzy m贸wili: 鈥濧 my艣my si臋 spodziewali鈥︹. Ich jednak jeszcze mocniej dotkn臋艂o uczucie opuszczenia. Nie warto por贸wnywa膰 sytuacji niepor贸wnywalnych, ale dramat na miar臋 Auschwitz zdarzy艂 si臋 ju偶 wcze艣niej. Oto naszymi r臋kami przybito do krzy偶a Mi艂o艣膰, najwi臋ksze i nieskalane Dobro. Samotno艣膰 ofiar hitlerowskiej machiny odczuwa艂 ju偶 sam B贸g na krzy偶u. Odczuwali j膮 r贸wnie偶 uczniowie, kt贸rzy po wydarzeniach Golgoty ukryli si臋, nie umiej膮c poradzi膰 sobie z poczuciem najwi臋kszego osamotnienia. Oto na trzy dni Mistrz i B贸g opu艣ci艂 ich ca艂kowicie. A przecie偶 pisa艂 Abraham Heschel, 偶e 鈥瀙rzeznaczeniem cz艂owieka jest by膰 towarzyszem Boga鈥.

鈥濨o偶e m贸j, Bo偶e, czemu艣 mnie opu艣ci艂?鈥 鈥 tymi s艂owami wo艂a艂 do nieba nie tylko Chrystus. Tymi s艂owami psalmu od wiek贸w modl膮 si臋 tak偶e 呕ydzi, niekiedy ich g艂os brzmi wyj膮tkowo dono艣nie. Tymi s艂owami modlimy si臋 tak偶e my, chrze艣cijanie, cz臋sto z poczuciem ostatecznego opuszczenia. Tymi s艂owami, czasem nie zdaj膮c sobie z tego sprawy, modl膮 si臋 nieraz nawet atei艣ci. Jak pisa艂 bowiem ks. Tom谩拧 Hal铆k: 鈥濵a艂o co tak bardzo wskazuje na Boga i tak natarczywie wo艂a o Boga, jak w艂a艣nie prze偶ycie Jego nieobecno艣ci鈥.

艁atwo wtedy zakrzykn膮膰, 偶e Boga nie ma, skoro milczy w moim 偶yciu, skoro Go nie czuj臋. Czy B贸g mo偶e milcze膰 przez ca艂e 偶ycie cz艂owieka? Czy mo偶e go nie zawo艂a膰? Ani razu nie nazwa膰 po imieniu? Najprostsza odpowied藕 brzmi, 偶e to nie B贸g milczy, a jedynie my nie potrafimy Go s艂ucha膰. Ale to odpowied藕 nieludzka, oskar偶aj膮ca i mia偶d偶膮ca cz艂owieka. By膰 mo偶e, jakkolwiek to zabrzmi, jest to po prostu odpowied藕 zbyt wyrozumia艂a wobec samego Boga, niepozwalaj膮ca nam zmierzy膰 si臋 z Jego milczeniem, ca艂膮 odpowiedzialno艣膰 przerzucaj膮c na cz艂owieka. A przecie偶 mamy prawo nie umie膰 s艂ucha膰. Mamy prawo czu膰 si臋 samotni i kry膰 si臋, gdy B贸g sam si臋 po ludzku ukry艂. Mamy prawo szuka膰 Jego ran. Wszak Chrystus nie zabrania Tomaszowi dotkn膮膰 swego boku i r膮k. B贸g chce dotkn膮膰 cz艂owieka i chce, by cz艂owiek dotkn膮艂 Jego.

B贸g nie przychodzi za p贸藕no, B贸g nie przychodzi nie w por臋. Przychodzi zawsze na czas.

Tylko przebaczenie mo偶e nas ocali膰 od poczucia bezsensu i osamotnienia. Je艣li 艣wi臋ta Teresa z Lisieux umiera艂a w zasadzie w stanie niewiary w 偶ycie wieczne, je艣li b艂ogos艂awiona Matka Teresa z Kalkuty prze偶ywa艂a wieloletni膮 noc wiary, to ich jedyn膮 odpowiedzi膮 by艂o: kocha膰 jeszcze wi臋cej 鈥 Boga, kt贸rego nie s艂ycha膰, i cz艂owieka, kt贸rego s艂ycha膰 a偶 nadto.

W tym objawia si臋 jeszcze jedna wielka tajemnica. Przebaczenie, mi艂o艣膰, pogodzenie si臋 nie zwalniaj膮 z dzia艂ania. B贸g zmaga si臋 ze z艂em w spos贸b, kt贸rego nie pojmujemy i te ciemno艣ci naszego nierozumienia warto Mu wybaczy膰. Ale opr贸cz tego musimy ciemno艣ci te roz艣wietla膰 takim zmaganiem, kt贸re poj膮膰 umiemy, ludzkim, naszym. Tylko wtedy nasze przebaczenie b臋dzie mia艂o sens, je艣li b臋dziemy karmi膰 g艂odnych, poi膰 spragnionych, odwiedza膰 chorych i wi臋zionych, odziewa膰 nagich.

Ilustr.: Olga Mici艅ska

Rozprawi膰 si臋 z Bogiem

Co jednak zrobi膰, gdy to nas dotyka najgorsze? 鈥濪o jakiego kresu mam cierpie膰?鈥 鈥 wo艂a Hiob. Czy liczne potomstwo rzeczywi艣cie mog艂o wynagrodzi膰 i zast膮pi膰 mu tych syn贸w i c贸rki, kt贸rych straci艂? Czy ojciec, kt贸ry kocha, patrzy na swoje dzieci ilo艣ciowo? Co z tego, 偶e rachunek si臋 zgadza? Hiob jest najlepszym przyk艂adem dla ca艂ej refleksji nad wybaczaniem Bogu, bo uosabia najwi臋kszy ludzki dramat 鈥 niezawinione, nieracjonalne i niewyobra偶alne cierpienie.

Ks. Hal铆k notowa艂: 鈥濲e艣li B贸g wykazuje tak wiele cierpliwo艣ci wobec nas, to czy my mo偶emy Mu odm贸wi膰 przynajmniej tej naszej ludzkiej, ograniczonej przez krucho艣膰 naszego cz艂owiecze艅stwa, cierpliwo艣ci wiary, nadziei i mi艂o艣ci?鈥. Hiob nie rozumia艂, nie akceptowa艂, nie godzi艂 si臋. Zmaga艂 si臋, zarzeka艂, chcia艂 si臋 鈥瀦 Bogiem rozprawi膰鈥. Ale jednocze艣nie ca艂膮 swoj膮 ufno艣膰 w Nim pok艂ada艂, pytaj膮c: 鈥濪obre przyjmujemy od Boga, czy nie mieliby艣my przyjmowa膰 i z艂ego?鈥. Wiedzia艂, 偶e tylko On mo偶e go wybawi膰. Wyci膮ga艂 r臋k臋, jak ton膮cy, jak ja, jak ty, jak my wszyscy, pr贸bowa艂 utrzyma膰 si臋 na powierzchni.

Nie, tego nie da si臋 zrozumie膰. Tego nie da si臋 zaakceptowa膰 czy usprawiedliwi膰. Gdyby艣my zgodzili si臋 na 艣wiat, w kt贸rym dzieci umieraj膮 w cierpieniach, w kt贸rym za spraw膮 jednego trz臋sienia ziemi czy jednej olbrzymiej fali gin膮 tysi膮ce ludzi, siebie samych skazaliby艣my na 艣mier膰. 艢mier膰 dla 艣wiata, 艣mier膰 dla innych, 艣mier膰 dla siebie. Z tym si臋 nie da pogodzi膰. Hiob wo艂a: 鈥濩zym偶e jest cz艂owiek, 偶e go tak bardzo cenisz i 偶e na艅 zwracasz uwag臋?鈥. I cho膰 czasem wydaje nam si臋, 偶e lepiej by by艂o, gdyby jednak B贸g nas opu艣ci艂, by ju偶 odszed艂, bo Jemu przypisujemy odpowiedzialno艣膰 za koszmar, kt贸ry nas lub, co nie mniej bolesne, innych spotyka, to B贸g nie odejdzie. B贸g nie jest jakby z wiersza Szymborskiej 鈥濳oniec i pocz膮tek鈥, w kt贸rym 鈥瀢szystkie kamery wyjecha艂y ju偶 na inn膮 wojn臋鈥. Bo ka偶da wojna cz艂owieka to Jego wojna, a偶 do ko艅ca, a偶 po Krzy偶. Jak na z艂o艣膰, b臋dzie trwa艂 przy nas.

A my nie b臋dziemy rozumie膰. Jak Hiob b臋dziemy przekonywa膰, 偶e 鈥濨贸g niesprawiedliwie obszed艂 si臋 ze mn膮鈥. Mo偶e b臋dziemy mieli racj臋. Ale zawsze b臋dzie to ludzka racja, ta ludzka racja, kt贸ra ska偶ona jest ludzk膮 u艂omno艣ci膮, ludzk膮 optyk膮. I optyka ta, zn贸w, jak zwykle do tego wszystko zmierza, nie zmieni si臋, je艣li nie skorygujemy jej szk艂ami przebaczenia. Dopiero wtedy, gdy na Boga spojrzymy naprawd臋 z mi艂o艣ci膮, dojrzymy Jego mi艂o艣膰 do nas. Gdy wybaczymy Mu nasz膮 u艂omno艣膰 i niezrozumienie, zgodzimy si臋, 偶e nic si臋 w tej mierze nie zmieni. Wci膮偶 b臋dziemy sta膰 ze z艂em twarz膮 w twarz. Ale nie b臋dziemy ju偶 wobec niego sami.

Postscriptum

I chocia偶 Hiob przetrwa艂 pr贸by, zni贸s艂 cierpienie i zosta艂o mu to wynagrodzone; chocia偶 Maria i Marta pozna艂y, 偶e Chrystus nigdy nie przychodzi za p贸藕no do tych, kt贸rych mi艂uje, a wi臋c do ka偶dego cz艂owieka; chocia偶 uczniowie poznali, 偶e Chrystus zmartwychwsta艂 i zawo艂ali 鈥濸an m贸j i B贸g m贸j鈥; to mieli prawo tego wszystkiego wcze艣niej nie pojmowa膰. Ale wyp艂yn臋li na g艂臋bi臋, zgodzili si臋, by uton膮膰, z mi艂o艣ci do Tego, kt贸ry wszystko wybacza. Jacek Kaczmarski 艣piewa艂: 鈥濸rawda, nie wszyscy pr贸by Twe przetrwali, ale te偶 ci臋偶ko艣 nas do艣wiadcza艂, Panie, nie oszcz臋dza艂e艣 nam wysokiej fali, pod kt贸r膮 wielu przysz艂o w oceanie zako艅czy膰 偶ywot鈥. Nie mog艂o by膰 inaczej. Nie b臋dzie inaczej. Toniemy ka偶dego dnia, a jedynym, kt贸ry mo偶e nas uratowa膰, jest sam B贸g. Ale sami nie mo偶emy zaprzesta膰 rozpaczliwych pr贸b utrzymania si臋 na powierzchni. Takim wierzganiem, miotaniem si臋 w otch艂ani, zaczerpni臋ciem powietrza tu偶 nad wod膮 jest g艂臋bokie, a nie tylko deklaratywne, przyj臋cie istnienia z艂a jako zagadki. Ka偶da g艂臋bia wymaga Mi艂o艣ci. Ka偶da mi艂o艣膰 wymaga przebaczenia. Nie akceptuj臋, ale kocham; nie rozumiem, ale wybaczam.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Wybieram sam/a
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij