Ignacy Dudkiewicz
Prezenty dla… Zwierza Popkulturalnego oraz Flotylli Sumud za wierność wartościom
Prezenty wysyłam do Zwierza Popkulturalnego i Flotylli Sumud – bo i Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, i wszystkie osoby uczestniczące w wyprawie do Strefy Gazy pokazały, że w świecie, który lubi udawać neutralność, odwaga i wartości wciąż jeszcze coś znaczą.
Zwierz, odbierając nagrodę podczas BNP Paribas Warsaw SerialCon, zrobiła coś, czego większość nagrodzonych unika jak ognia: zepsuła atmosferę. Powiedziała bowiem wprost, że sponsor tytularny festiwalu jest wymieniany w raporcie ONZ na temat ludobójstwa w Gazie, i że nie da się przykryć tego nawet eleganckim logotypem i washingiem dowolnego koloru czy rodzaju.
Flotylla Sumud zaś, płynąc w stronę Gazy, działała według tej samej logiki: jeśli istnieje cierpienie, którego tak wiele osób, organizacji i państw nie chce widzieć, nazwać lub mu przeciwdziałać, to ktoś musi wykonać ruch, który psuje komfort odwracania wzroku. Wszyscy oni na swoją skalę przypomnieli, że solidarność nie powinna zależeć od tego, czy pasuje do zaproszenia, budżetu albo głównego nurtu.
Rózga dla… polskiego Episkopatu za ukrywanie pod korcem
Rózga należy się polskiemu Episkopatowi za to, że w roku, w którym istniał potencjał na to, by choć troszeczkę odbudować społeczne zaufanie i by choć troszkę pobyć wiernymi Ewangelii, większościowa grupa biskupów postanowiła przykręcić śrubę niezależnym instytucjom i zakneblować tych, którzy mieli badać nadużycia. Uziemienie, nawet jeśli zawsze tylko częściowej, autonomii Katolickiej Agencji Informacyjnej (w tej sprawie rózgę niech przyjmie w imieniu KEP jej rzecznik – ksiądz Leszek Gęsiak) oraz dążenie do wybicia zębów komisji, która miałaby badać przypadki przemocy seksualnej w Kościele (honorowo rózgę odebrać powinien biskup Sławomir Oder), to hołdowanie najgorszym instynktom instytucji, która boi się własnego cienia bardziej niż własnych grzechów. Zamiast przejrzystości – kontrola; zamiast odpowiedzialności – lęk przed prawdą; zamiast troski o skrzywdzonych – ochrona własnych interesików. Jeśli rózga ma w czymkolwiek pomóc, to w tym, by przypomnieć, że mur milczenia nie jest żadnym sakramentem.
Ernest Małkiewicz
Prezent dla… wszystkich wiernych zaangażowanych w akcję „Kamienie wołać będą”.
I wszystkich sprzeciwiających się decyzji Konferencji Episkopatu Polski o zakończeniu prac zespołu mającego wypracować zasady działania komisji eksperckiej badającej sprawy wykorzystania seksualnego w Kościele katolickim prowadzonego przez prymasa Wojciecha Polaka. Jak pisaliśmy w czerwcu w Kontakcie, zdaniem biskupów miało się skończyć tym, że pokrzyczymy i przestaniemy. Czy tak się stało? Do pewnego stopnia. Zarówno w kontekście wydarzeń z czerwca (tuż przed wakacjami), jak i niedawnej publikacji zasad opracowanych przez komisję biskupa Sławomira Odera, timing okazał się sprzyjać episkopatowi.
Wierzę jednak, że hierarchowie zobaczyli, że nie na wszystko mogą sobie w naszym Kościele pozwolić. Co może ważniejsze, jako wierni zobaczyliśmy też, że nasz głos ma znaczenie – nawet w klerykalnej strukturze polskiego Kościoła katolickiego to nas jest więcej i trzeba się z tym liczyć, nawet jeśli żyje się w oblężonej przez gender i ekologię twierdzy. Nasze protesty doprowadziły też do wymiernych efektów – kolejny z biskupów po prymasie Polaku wyłamał się z korporacyjnej lojalności kard. Grzegorz Ryś, powołując diecezjalną komisję w Łodzi. Sprzeciw wyrazili także biskupi Artur Ważny, Damian Muskus, Grzegorz Suchodolski i Piotr Wawrzynek. Wszystkim jednak powinniśmy powtórzyć za Agatą Rujner i Pawłem Zarosą: odwagi, bracia biskupi. Wierni czekają.
Szczególne podziękowania należą się tu pozostałym inicjatorkom i inicjatorom akcji oraz organizowanych dookoła niej protestów (kolejność alfabetyczna): Monice Białkowskiej, Paulinie Model, Izie Mościckiej, Paulinie Olivier, Marii Rościszewskiej, Piotrowi Żyłce.
Rózga dla… koalicji 15 października za podważanie wiary w państwo i instytucje
Rządząca koalicja na półmetku swoich rządów zachowuje się, jakby jej celem było dawanie paliwa partiom skrajnym i antysystemowym. Zaczęło się oczywiście od PiS-u, który na pewnym etapie zaczął przedstawiać Unię Europejską jako zagrożenie dla naszej suwerenności. Tą ścieżką z entuzjazmem podążyła także Platforma Obywatelska, dorzucając do koszyka nieufności względem państwa i instytucji publicznych swoje – niestety więcej niż trzy – grosze.
Podobnie jak wcześniej PiS, koalicja 15 października pokazała, wbrew intencjom swojej propagandy sukcesu, jak nieskuteczna jest polityka wobec osób w drodze na granicy polsko-białoruskiej. Co jeszcze? Wprowadzony w życie postulat antyukraiński postulat warunkowości 800+, który powinien był zostać zwalczony jako wynikający z fałszywych przesłanek. Podważanie wyniku wyborów prezydenckich przez Romana Giertycha, innych członków i sympatyków koalicji, a także z pewnym dystansem samego Donalda Tuska. Postulat obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Wprowadzenie edukacji zdrowotnej do szkół jako dobrowolnej. Podważanie jurysdykcji TSUE w sprawie par jednopłciowych czy apelowanie o zmianę jego linii orzeczniczej w sprawie ochrony praw migrantów i uchodźców.
Przykładów nie brakuje. Nic więc dziwnego, że ostatnie wyborcze sondaże wskazują na wyraźny wzrost partii skrajnie prawicowych, w tym w szczególności partii Grzegorza Brauna. Tymczasem rząd zdaje się nie rozumieć, że podstawą dla sprawnego funkcjonowania państwa jest zaufanie obywateli względem jego instytucji. W przeciwnym razie podążać będziemy w stronę forsowanego przez obie polityczne Konfederacje społecznego darwinizmu.
Bartosz Tarnowski
Prezenty dla…
Płytkastu i Bartka Chacińskiego (polifonia.blog.polityka.pl)
Za udowodnienie, że można gadać i pisać o muzyce, nie robiąc z tego (jak w słynnym cytacie z Franka Zappy) tańczenia o architekturze. Za mądre mówienie o klasyce i ciekawy, niejednorodny przegląd nowości płytowych. Za podkast, który prowokuje niejedną ciekawą dyskusję, oraz za bloga, który od lat pozostaje istotnym punktem odniesienia. Za podtrzymanie mojej osobistej muzycznej zajawki w niełatwych dla muzyki czasach.
Osobne małe wyróżnienia w tej kategorii zechcą przyjąć dziennikarki i dziennikarze, po których audycje, selekcje i podcasty sięgam z nieukrywaną przyjemnością: Maja Piskadło, Bruno Jasieński, Anna Gacek, Piotr Stelmach, Basia Małecka, Jacek Hawryluk. Kłaniam się również Arturowi Rojkowi za Off Festival – i dziękuję, że wciąż można tam spotkać nowych ciekawych artystów i starych mistrzów.
Rózga dla… Spotify i Daniela Eka.
Zaczęło się przecież tak dobrze – oto za niewielką opłatą (lub za darmo, ale z reklamami) otrzymywało się legalny i wygodny dostęp do całej muzyki świata. Nieliczne wyjątki, takie jak albumy Coldplay czy dyskografia The Beatles, również pomalutku lądowały na platformie, na której przez lata tworzyliśmy nasze playlisty. 13 lat mojego konta to prywatne odkrycia i nieśmiertelne szlagiery, ale też zapis szczęścia w miłości i zawodów sercowych, mobilizacja do treningu i higiena ucha, opisywany w playlistach ciąg porażek i sukcesów. W końcu nie chodziło tu o dostarczyciela usługi – chodziło o muzykę, która od dziecka jest doskonałym katalizatorem dla moich emocji.
To wszystko jednak znika jak łzy w deszczu. Pora dezaktywować. Spotify nie reaguje na zalew muzyką tworzoną przy pomocy sztucznej inteligencji, puszcza reklamy rekrutacyjne takich tworów jak ICE i IDF, a jego twórca – Daniel Ek – inwestuje pieniądze przede wszystkim w zbrojenia i drony autonomiczne, zamiast w wynagrodzenia dla twórców. Roczny kontrakt na wyłączność z dezinformującym podcasterem Joe Roganem był dla Spotify wart więcej, niż wszystkie wypłaty dla polskiego przemysłu muzycznego razem wzięte. Algorytm, który kiedyś prowadził mnie po nowościach, traktuje dziś moje uszy jak inżyniera Mamonia, a ja powoli traciłem zainteresowanie muzyką. I straciłbym z niej wszelką radość, gdyby nie rezygnacja ze Spotify oraz wspomniani wcześniej dziennikarze i dziennikarki.
W dziedzinie niszczenia kultury wyróżnienie zechcą przyjąć zaocznie Netflix, Paramount i Warner Bros – gdy oddaje ten tekst nie jest jeszcze jasne, jakie połączenie tych firm się dokona (a ściślej mówiąc – która z dwóch pierwszych przejmie trzecią), ale już wiadomo, że stracimy my wszyscy.
Szymon Turkowski
Rózga dla… premiera Tuska za elastyczny stosunek do praw człowieka
W marcu tego roku rząd „tymczasowo” zawiesił prawo do ubiegania się o ochronę międzynarodową na granicy polsko-białoruskiej. Rozporządzenie zawiera w sobie wiele nieścisłości. Na przykład, czy osoba o nieudokumentowanym statusie pobytu może prosić o ochronę na terenie Hajnówki, czy dopiero w Białymstoku? Gdzie w Polsce przebiega granica, za którą migrant staje się człowiekiem? Nie wiem i nie chcę wiedzieć.
Problem w tym, że jeśli zawiesza się prawa człowieka innym, to właściwie można zawiesić je i nam. Zrobiło się trochę niezręcznie, bo Polacy – swoją drogą naród z ogromnym doświadczeniem migracji i uchodźctwa – są raczej dość przywiązani do swoich przywilejów.
Na szczęście w listopadzie premier nas uspokoił. Stwierdził, że nie wyklucza wypowiedzenia Europejskiej Konwencji Praw człowieka. Całkiem sprytne, coś co nie obowiązuje, nie może być łamane. Dodał jeszcze: „Moja rola w Europie polega raczej na zachęcaniu premierów i prezydentów, by robili więcej, niż pozwalają nam na to konwencje. (…) Polityka musi opierać się na rzeczywistości, a nie tylko na marzeniach”.
Donald Tusk pomylił realizm z cynizmem. Na cholerę nam polityka, która nie kieruje się marzeniem o lepszym świecie?
Prezent dla… Ostatniego Pokolenia za przypomnienie nam, że świat się kończy
Stoimy wobec jednego z największych zagrożeń w historii ludzkości, ale nie bardzo się nim przejmujemy. Może i Pomorskie zniknie pod wodą, Śląsk czasami będzie podtapiać, a pomidory z mazowieckiego będą kosztować 130 złotych za kilo, ale przynajmniej 1% najbogatszych będzie mogło sobie kupić dziesiąty jacht. Sorry Winnetou, business is business.
Ostatnie Pokolenie sprzeciwia się takiej logice. W dodatku godzi się na duże straty emocjonalne i wizerunkowe. W kraju, w którym jeżdżenie samochodem jest jedynym prawem, którego nie dałoby się odebrać, blokady drogowe nie mogą cieszyć się poparciem społecznym. I co z tego? Nie po to się jest aktywistą, żeby cię lubili.
Kochani, oby tak dalej! Jeśli zablokujecie mi drogę, dziękuję – postoję.
Franciszek Wolff
Prezent dla… Zohrana Mamdaniego
Za przywrócenie nadziei w czasach brunatnego marszu populistycznej skrajnej prawicy na całym świecie. Za udowodnienie w wielkim stylu, że można wygrać mając zdecydowane, lewicowe poglądy. Za odwagę i szczerość w głoszeniu swoich przekonań. Za pokazanie, że polityka należy do ludzi, a nie do biznesu, za oparcie swojej kampanii o niewielkie wpłaty i wolontariuszy. Za przywrócenie sprawczości klasie pracującej. Za lekcję daną globalnej lewicy, że aby wygrywać trzeba mówić w sposób zrozumiały i wiarygodny o tym, co dotyczy ludzi i jest dla nich ważne.
Rózga dla… portali internetowych za clickbaitowe nagłówki artykułów o sytuacji międzynarodowej i bezpieczeństwie Polski
Clickbait to problem towarzyszący mediom internetowym od dawna i dziś zupełnie powszechny.
Dwie najczęstsze przykre konsekwencje jego stosowania uważam za dość niewinne. Mam tu na myśli rosnącą populację śledzących plotkarskie tabloidy, wprowadzonych w błąd na temat miłosnych dramatów gwiazd lub w kwestii istnienia rewolucyjnych metod odchudzania, którzy swoje poszukiwania wiedzy zakończyli na przeczytaniu nagłówka; oraz furię tych, którzy po kliknięciu w link odkryli, że artykuł nie podejmuje nawet próby zaspokojenia rozbudzonej ciekawości i ze złości napisali pod postem wulgarny komentarz lub zostali zmuszeni do zainwestowania w nowy telefon, bo poprzednim ze złości cisnęli o bruk.
Budząca powszechne oburzenie praktyka, zyskuje na szkodliwości w przypadku artykułów o niestabilnej sytuacji międzynarodowej, obronności Polski i szeroko pojętym bezpieczeństwie. Te wszystkie „Wybuchy w centrum Warszawy!”, „USA wycofują się z Polski”, „Rosjanie przekroczyli granicę” to dezinformacja, której nie powstydziłby się najlepszy ruski troll. Te same media, które tak lubią mówić właśnie o rosyjskiej propagandzie i manipulacjach, w imię absurdalnej pogoni za srebrnikami z kliknięć wyświadczają Kremlowi przysługę większą, niż moglibyśmy przypuszczać.

