Ta ludzkość, która zostaje
Esej oryginalnie ukazał się w serwisie „IR2”. Publikujemy go w ramach rozpoczynającej się współpracy między redakcjami.
Na mapie świata Gaza jest ledwie punktem. Ale to właśnie w nim skupiają się dziś najważniejsze pytania o granice okrucieństwa, o odpowiedzialność, o to, jak długo możemy jeszcze udawać, że nie widzimy. Z perspektywy Warszawy, Paryża czy Nowego Jorku łatwo nazwać to, co się tam dzieje „konfliktem bliskowschodnim”. Trudniej przyjąć do wiadomości, że to laboratorium przyszłości — także naszej.
Nigdy nie sądziłem, że napiszę kiedykolwiek tekst o Izraelu i Palestynie. Nigdy tam nie byłem. Izrael i Palestyna bywają za to u mnie — od 7 października 2023 roku dość regularnie. Pojawiają się w newsach, w feedzie moich social mediów, w podcastach, których słucham, w książkach, które czytam, na zdjęciach i w filmach, które oglądam.
Są w mojej głowie.
Informacje, które do mnie stamtąd docierają, rezonują z pytaniami, które zadaję sobie od kilku lat —
od pierwszego dużego kryzysu migracyjnego na granicach Unii Europejskiej w 2014 i 2015 roku
odkąd jestem ojcem
od czasu raportu IPCC z 2018 o skali katastrofy klimatycznej
od czasów Usnarza i późniejszych kryzysów na granicy polsko-białoruskiej
od czasu, kiedy opinia publiczna w Polsce właściwie przestała liczyć ofiary znajdowane w lasach i rzekach na naszej wschodniej granicy
od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie
odkąd przeczytałem „Apeirogon” Columma McCanna
od kiedy Trump znów jest prezydentem USA
od 7 października 2023 roku
od kiedy zobaczyłem filmy, na których widać martwe palestyńskie dzieci z głowami precyzyjnie przestrzelonymi przez izraelskich snajperów.
Te wszystkie momenty w historii świata i w mojej osobistej historii rodziły kolejne znaki zapytania. Wszystkie one dotyczyły tego, co można by górnolotnie nazwać „moralną kondycją Zachodu”. Rezygnacja z patosu pozwala postawić sprawę jasno: jak opowiedzieć sobie i swoim dzieciom, kim jesteśmy, skoro pozwalamy na tak ogromne okrucieństwo tuż obok.
Aimé Césaire w „Rozprawie z kolonializmem” pisał: „Cywilizacja niezdolna do rozwiązywania problemów związanych z jej istnieniem jest cywilizacją schyłkową. Cywilizacja, która nie chce spojrzeć odważnie na węzłowe zagadnienia swego bytu, jest cywilizacją schorzałą. Cywilizacja, która oszukuje własne sumienie, jest cywilizacją umierającą”.
Jest taka scena w „Liście Schindlera”, w której do niemieckiego oficera w getcie podchodzi stary Żyd i próbuje go jakoś zagadać, coś mu wytłumaczyć, jakoś go zabawić czy rozśmieszyć. Żołnierz słucha lekko rozbawiony, a potem wyjmuje pistolet i zabija mężczyznę strzałem w głowę.
Robi to beztrosko. Robi to, bo może.
Widziałem ten film jako nastolatek – dowiedziałem się z niego, a z tej sceny w szczególności, że może istnieć okrucieństwo, którego nie sposób sobie wyobrazić. Chwilę później albo chwilę wcześniej przerabialiśmy w liceum „Campo di Fiori” Miłosza. Moja polonistka, dość oschła i mało przejętą swoją pracą, czytała nam ten wiersz łamiącym się głosem. Z tamtej lekcji dowiedziałem się, że to niewyobrażalne okrucieństwo może się wydarzać po sąsiedzku. I że przejście nad takim okrucieństwem do porządku dziennego jest łatwiejsze, niż nam się wszystkim wydaje, a to powtarzane z niedowierzaniem pytanie „jak to wszystko było możliwe” ma zasadniczo dość prostą i przerażającą odpowiedź.
Taki mur mamy na naszej wschodniej granicy, ale też kawałek dalej – czy raczej setki murów i grodzeń, którymi poszatkowana jest Palestyna. Teraz za tymi murami Izrael wzniecił ostateczny pożar.
„Jeśli chcemy zrozumieć naszą teraźniejszość, pojąć jej właściwy kształt i najważniejsze moralne, polityczne i społeczne stawki, powinniśmy w jej centrum umieścić Gazę” – pisze Paweł Mościcki w książce „Gaza. Rzecz o kulturze eksterminacji”. – „To, co dzieje się dziś w Palestynie, dotyczy bowiem całej ludzkości, tak jak wcześniej dla całej ludzkości wiążące było wszystko to, co nosiło zbiorcze i pojedyncze zarazem miano Auschwitz”.
Zarówno Mościcki, jak i inni autorzy, tacy jak Przemysław Wielgosz, Antony Loewenstein, czy Raja Shehadeh zwracają uwagę, że spojrzenie na konflikt bliskowschodni jak na lokalną wojnę etniczną czy nawet postkolonialną może być niewystarczające. Palestyna, w myśl tego, co pisze zwłaszcza Loewenstein, jest laboratorium – testuje się tam nie tylko zaawansowane technologie zabijania, ale także społeczne i kulturowe techniki zaprzeczania, wypierania, negowania i przemilczania ludobójstwa. Tak, żeby okrucieństwa na niewyobrażalną skalę można było dokonywać w ciszy i spokoju.
Nawet nie chcę się domyślać, do czego posłużą wnioski i doświadczenia zdobyte w tym laboratorium. Umiem sobie to jednak niestety wyobrazić.
Pisanie zawsze było dla mnie sposobem mierzenia się ze światem. Dlatego właśnie z redakcją ir2.info zdecydowaliśmy się na przygotowanie i publikację tego cyklu. Nie sposób nie widzieć i nie słyszeć, że Izrael w Palestynie dokonuje ludobójstwa – prowadzi tam czystki etniczne, a panująca tam klęska głodu jest zarządzona i koordynowana przez izraelskie władze. Stajemy wobec tej tragedii bezradni i bezradne, ale jednocześnie już sama jej świadomość – wysiłek włożony w jej poznanie i zrozumienie, nawet z oddali, niweczy w niewielkiej części plan, by cała ta tragedia odbyła się w ciszy.
*
Teksty opublikowane w tym cyklu przechodzą dodatkową redakcję merytoryczną zleconą przez redakcję „IR2” zewnętrznym ekspertom. Więcej podobnych tekstów przeczytasz na stronie:

