Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Staruszka, kt贸rej na imi臋 Ko艣ci贸艂

Z wygl膮du Ko艣ci贸艂 przypomina nam star膮 kobiet臋 cierpi膮c膮 na Alzheimera: ci膮gle wspomina zdarzenia z przesz艂o艣ci. Wielu zostawi膮 j膮, bo czuj膮 si臋 zgorszeni. Jednak偶e ona dobrze wie, 偶e po zimie przyjdzie lato.

ilustr.: Antek Sieczkowski


Chcieliby艣my widzie膰 Ko艣ci贸艂 m艂ody, silny, pe艂en 偶ycia i odwagi, tw贸rczy, atrakcyjny, pe艂en wiosennej 艣wie偶o艣ci… Widzimy go jednak zm臋czonym, przyt艂oczonym, wyciszonym, pe艂nym lek贸w, jakby podda艂 si臋 rezygnacji. Z wygl膮du przypomina nam star膮 kobiet臋 cierpi膮c膮 na Alzheimera: ci膮gle wspomina zdarzenia z przesz艂o艣ci, w niesko艅czono艣膰 powtarza te same rzeczy; a wsp贸艂czesno艣膰 tak jakby do niej nie dociera艂a.
 
Staruszka nie dowidzi i nie potrafi rozpozna膰 nowych wyzwa艅 wsp贸艂czesno艣ci, kt贸re przecie偶 wymagaj膮 odpowiedzi. Sprawia wra偶enie kobiety maj膮cej problemy ze s艂uchem: nie s艂yszy krzyk贸w i ha艂asu niespokojnego i wzburzonego 艣wiata.
 
M艂odzi, patrz膮c na jej op艂akany stan, omijaj膮 j膮 z daleka: bierna, milcz膮ca, niezdarna, oci臋偶a艂a… Inni atakuj膮 j膮 i rani膮, drwi膮 z niej i zwiastuj膮 jej niechybn膮 艣mier膰: „to tylko kwestia czasu, jest ju偶 prze偶ytkiem, reliktem przesz艂o艣ci, nadaje si臋 jedynie jako muzealny eksponat lub antykwaryczny rekwizyt”. Inni pr贸buj膮 j膮 odm艂odzi膰 za pomoc膮 najprzer贸偶niejszych technik i zabieg贸w: proponuj膮 jej lifting, ro偶nego rodzaju maseczki, zabiegi przeciwznarszczkowe, operacje plastyczne… Ale ona nie pozwala. Jeszcze inni patrz膮 na ni膮 jak na brudn膮, zaniedban膮 i opuszczon膮 偶ebraczk臋, czekaj膮c膮 na wsparcie, na ja艂mu偶n臋, na wsp贸艂czucie: „jest taka stara i taka biedna…”
 
Po zimie przyjdzie lato
 
A ona milczy i w swoim sercu rozwa偶a minione lata. Wspomina czas kiedy by艂a m艂od膮 i ubog膮 dziewczyn膮; wspomina czas kiedy j膮 prze艣ladowano; wspomina te偶 okres kiedy posadzono j膮 z ksi膮偶臋tami i kr贸lami i kiedy wszyscy chcieli, aby nazywano ich jej dzie膰mi. I u艣miecha si臋, wszak zawsze marzy艂a jedynie o tym, aby pozosta膰 t膮 z okresu pierwszej mi艂o艣ci: wiern膮 Duchowi, prost膮, ubog膮, przejrzyst膮, gotow膮 przyj膮膰 i zaopiekowa膰 si臋 ka偶dym; dziewczyn膮 p艂odn膮, woln膮, ewangeliczn膮… zakochana bez granic w swym Oblubie艅cu i Ma艂偶onku. Jej serce pe艂ne jest wdzi臋czno艣ci wobec wszystkich swych dzieci, kt贸rzy szukaj膮 pi臋kna w艂asnych korzeni i ciep艂a domowego ogniska; wobec tych, kt贸rzy nie szukuj膮 jakiejkolwiek w艂asnej korzy艣ci, a jedynie tego co jest dobrem w oczach Pana.
 
Jest pe艂na m膮dro艣ci i ma bogate do艣wiadczenia, nieobcy jej ludzki los i wie dobrze, 偶e w 偶yciu jest miejsce na wiosn臋, ale tak偶e na zim臋. I w艂a艣nie teraz jest zima. Wielu zostawi膮 j膮, bo czuj膮 si臋 zgorszeni, bo maj膮 miejsce skandale… Jednak偶e ona dobrze wie, 偶e po zimie przyjdzie lato. Ma dobr膮 pami臋膰. Nie l臋ka si臋 przysz艂o艣ci i wie, 偶e przyjd膮 lepsze czasy. Na nowo obdarzona zostanie dzie膰mi o profetycznym charyzmacie, kt贸rzy przywr贸c膮 jej ewangelicz膮 moc pocz膮tk贸w. Na nowo stanie si臋 Kobiet膮 autentycznie ubog膮, ewangeliczn膮, zwiastuj膮c膮 rado艣膰 paschalnego poranka. Potrafi czeka膰 i jest pe艂na nadziei, nie zniech臋ca si臋: Pan, jej Oblubieniec, wydaje si臋 nieobecny, lecz powr贸ci w blasku swej chwa艂y, a w mi臋dzyczasie wype艂nia j膮 o偶ywcza obecno艣膰 Bo偶ego Ducha.
 
Jest leciwa, wieki historii ju偶 za ni膮. Jej prapocz膮tki to czas Adama, czas Abla – jak to o niej m贸wili Ojcowie nazywaj膮c j膮 odwieczn膮. Upad艂y imperia, przemin臋li kr贸lowie i dyktatorzy, a ona trwa spokojna, zmierzaj膮c wolnym krokiem w kierunku ostatecznego wype艂nienia, kt贸re nie b臋dzie mia艂o ko艅ca. Nie traci nadziei, gdy偶 dobrze pami臋ta s艂owa Oblubie艅ca o malutkim ziarnie, kt贸re ci膮gle wzrasta. Ma w pami臋ci s艂owa o niewielkiej ilo艣ci zaczynu, kt贸ry wszystko zakwasza. Wie tak偶e dobrze o tym, 偶e k膮kol ma wzrasta膰 wraz ze zbo偶em i dlatego nie chce go wyrywa膰: za ka偶dym razem, kiedy jej dzieci stara艂y si臋 przedwcze艣nie wypleni膰 k膮kol przebieraj膮c si臋 za inkwizytor贸w, ko艅czy艂o si臋 to nieszcz臋艣ciem i strat膮. Dlatego te偶 o wiele bardziej woli mi艂osierdzie, cierpliwo艣膰, zrozumienie, przebaczenie i zapomnienie, ni偶 wszelkiego rodzaju ekskomuniki i anatemy.
 
Nie pragnie wywiera膰 nacisk贸w i nie chce nikogo do niczego przymusza膰, pomimo, 偶e wielu chcia艂oby, 偶eby u偶ywa艂a si艂y. Nie pretenduje do tego, aby rozrasta膰 si臋 liczebnie, nie chce by膰 pot臋偶na i bogata. To w艂a艣nie ci, kt贸rzy chcieli mie膰 j膮 pe艂n膮 艣wiatowego splendoru, doprowadzili j膮 do upadku. Nie chce wszystkiego okre艣la膰 i nakazywa膰, cho膰 wielu w jej imieniu to czyni艂o, a niekt贸rzy nadal jej to sugeruj膮. Ona woli rozmawia膰, mimo 偶e wiele jej dzieci boi si臋 dialogu. Czasy si臋 jednak zmieni艂y i ona pragnie zamilkn膮膰. I w ciszy obdarza czyst膮 wod膮 prawdy. Jest jak 藕r贸d艂o, kt贸re poi strudzonego w臋drowca, nie zmuszaj膮c jednak nikogo do tego, aby przystan膮艂 i ugasi艂 swe pragnienie. Otwiera szeroko okna, gdy偶 pragnie pozby膰 si臋 kurzu po dawnych imperiach i kr贸lestwach. Chce odetchn膮膰 艣wie偶ym powietrzem, dotleni膰 si臋 mimo podesz艂ego wieku. Wielu jednak w po艣piechu zamyka okna, pe艂ni obaw, 偶e „staruszka mo偶e si臋 przezi臋bi膰…”
 
Chce naszej czu艂o艣ci
 
Chocia偶 sprawia wra偶enie jakby straci艂a s艂uch i mow臋, to jednak w g艂臋bi swego serca nieustannie ws艂uchuje si臋 w g艂os Tego, kt贸ry szepcze jej s艂owa 偶ycia wiecznego. Wydaje si臋, 偶e nie widzi, a w rzeczywisto艣ci jej wzrok ukierunkowany jest na Pana, na jej Ma艂偶onka, kt贸ry daje jej si艂臋 i obdarz膮 j膮 Duchem, aby nie zw膮tpi艂a, nie upad艂a, aby nie ustawa艂a w nadziei, 偶e przyjd膮 lepsze czasy. Musi by膰 silna, gdy偶 przed ni膮 jeszcze spory kawa艂ek drogi. Tak jak stary i zm臋czony Eliasz na pustyni musi kroczy膰 dalej.
 
Chocia偶 wydaje si臋, 偶e cierpi na Alzheimera, to w rzeczywisto艣ci prosi nas o to, aby艣my zatroszczyli si臋 o ni膮, tak jak kochaj膮ce dziecko troszczy si臋 o swoj膮 chor膮 matk臋. Chce naszej mi艂o艣ci, czu艂o艣ci, blisko艣ci, obecno艣ci. Chce, aby艣my u艣wiadomili sobie co doprowadzi艂o j膮 do stanu, w kt贸rym obecnie si臋 znajduje. To przecie偶 my j膮 opu艣cili艣my szukaj膮c ideologii, innych religii, 艣wiatopogl膮d贸w, obcych duchowo艣ci, kt贸re sprawia艂y by膰 mo偶e wra偶enie atrakcyjniejszych, bardziej na czasie lub – co bardziej prawdopodobne – mniej wymagaj膮cych. Kto jest odpowiedzialnym za to, 偶e Ko艣ci贸艂 dzisiaj jest taki jaki jest? Kto odpowiada za to, 偶e Ko艣ci贸艂 dzisiaj jest pe艂en nieczysto艣ci? Kto ukrad艂 Boskiej Oblubienicy jej klejnoty, aby samemu si臋 nimi przyozdabia膰? Kto zapragn膮艂 podporz膮dkowa膰 sobie Ko艣ci贸艂, u偶ywaj膮c go do swych cel贸w, manipulowa膰 nim, twierdzi膰, 偶e oto: „ja jestem Ko艣cio艂em i m贸wi臋 w jego imieniu”? Niech ten, kto jest bez winy pierwszy rzuci kamieniem, zaczynaj膮c od starszych i uczonych w Pi艣mie…
 
Oto ta staruszka-Ko艣ci贸艂, niczym ksi臋偶yc zmienia swoje oblicze. M贸wili o tym ju偶 艢wi臋ci Ojcowie. S膮 chwile, kiedy 艣wiat艂a ubywa, s膮 momenty ca艂kowitej ciemno艣ci: by膰 mo偶e czas obecny jest okresem nowiu. Ale p贸藕niej przychodzi pierwsza kwadra i 艣wiat艂a jest coraz wi臋cej. Ksi臋偶yc nie 艣wieci w艂asnym blaskiem: on l艣ni blaskiem s艂o艅ca, podobnie jak Ko艣ci贸艂 l艣ni jasno艣ci膮 Pana i Oblubie艅ca. Musimy czeka膰 i 偶y膰 nadziej膮.
 
Mo偶ni ju偶 odeszli
 
Staruszk臋 t膮 nieustannie odwiedzaj膮 ubodzy, przychodz膮 do niej dzieci, kobiety, ludzie pro艣ci i zwyczajni. Nie boj膮 si臋 jej i kochaj膮 j膮 ca艂ym sercem. Przynosz膮 jej kwiaty, gdy偶 wiedz膮, 偶e jej serce jest 偶ywe i radosne i cho膰 jest ju偶 leciwa, to jednak ci膮gle obdarza 偶yciem. W jej obecno艣ci czuj膮 si臋 dobrze i bezpiecznie; cho膰 ma艂o m贸wi lub w og贸le milczy, to ws艂uchuj膮 si臋 w t膮 cisz臋 jak w pe艂n膮 magii muzyk臋. Przychodz膮cy do niej wiedz膮, 偶e ma serce ci膮gle m艂ode i pe艂ne 艂agodno艣ci, mi艂osierne, kt贸re ich rozumie i kt贸re ich kocha. I ona im dzi臋kuj臋, u艣miecha si臋 i obdarza u艣ciskami pe艂nymi matczynej czu艂o艣ci.
 
Nie odwiedzaj膮 jej ludzie mo偶ni i wp艂ywowi, dla kt贸rych jest ju偶 bezu偶yteczna. Wycisn臋li z niej ju偶 wszystko co mogli, wykorzystali j膮 i jest im ju偶 do niczego potrzebna. Jest dla nich zwyk艂ym 艣mieciem, starcem. To ci wszyscy, kt贸rzy pod pretekstem bycia jej wiernymi dzie膰mi, wykorzystali j膮 do swych w艂asnych interes贸w. I teraz zostawili j膮 ze z艂膮 reputacj膮, zdyskredytowali. U偶ywali jej imienia, powo艂ywali si臋 na chrze艣cija艅sk膮 cywilizacj臋 jedynie celem osi膮gni臋cia w艂asnych zysk贸w.
 
Inni m贸wi膮, 偶e przyjmuj膮 Jezusa, jej Oblubie艅ca, ale nie j膮 – ten stary i upad艂y Kosci贸艂. Tak jakby Duch Jezusa nie o偶ywia艂 cia艂a Ko艣cio艂a… Staruszka Ko艣ci贸艂 wie o tym i rani jej dusz臋 to zaniedbanie, gdy偶 przecie偶 nikt nie mo偶e doj艣膰 do Jezusa inaczej ni偶 przez ni膮. Nikt te偶 nie mo偶e jej od艂膮czy膰 od Ma艂偶onka. Jest to pokusa, jest to pycha. Ona jednak milczy i czeka. By膰 mo偶e, kt贸rego艣 dnia zdadz膮 sobie spraw臋 z b艂臋du i wr贸c膮 do niej na nowo. To ona posiada wielki skarb, kt贸rym mo偶e obdarzy膰 ludzko艣膰: jest nim Jezus Chrystus, kt贸ry umar艂 za nas i dla nas zmartwychwsta艂, aby艣my mieli 偶ycie. Mieli je w obfito艣ci. I ona nieustannie Go przekazuje tym wszystkim, kt贸rzy zbli偶aj膮 si臋 w prostocie serca. Czyni to nieustannie, pomimo 偶e jest straruszk膮, a mo偶e w艂a艣nie dlatego, 偶e ni膮 jest.
 
Pewnego dnia Pan powr贸ci i przyozdobi swoj膮 wiern膮 Ma艂偶onk臋 blaskiem 艣wiat艂a i najwspanialszymi klejnotami. Na nowo b臋dzie m艂oda, pe艂na wdzi臋ku i urody. I wtedy Ma艂偶onek podzi臋kuje jej, 偶e przez tak d艂ugi czas, cierpliwie i z pokor膮 znosi艂a s艂abo艣膰; 偶e by艂a milcz膮c膮 i przyg艂uch膮 starsz膮 kobiet膮 ciepi膮c膮 na Alzheimera, kt贸ry wydawa艂 si臋 nieuleczalny, a w rzeczywisto艣ci by艂a to tylko chwila s艂abo艣ci: przej艣ciowy moment Ko艣cio艂a starego, a przecie偶 wiecznie m艂odego si艂膮 Ducha. Zanim jednak nast膮pi ten dzie艅, kto z nas zaopiekuje si臋 t膮 staruszk膮, kt贸rej na imi臋 Ko艣ci贸艂?
 
Cochabamba, lipiec 2009 r.
t艂um. Kasper M. Kapro艅 OFM
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij