Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Spotkanie z Poet膮

Kiedy艣 dosta艂em list od m臋偶czyzny, kt贸remu nie uda艂o si臋 zosta膰 poet膮. - Nie chcia艂 ju偶 wi臋cej pisa膰.

Tadeusz R贸偶ewicz i G眉nter Grass

Przyszli, 偶eby zobaczy膰 poet臋
i co zobaczyli?
zobaczyli cz艂owieka
siedz膮cego na krze艣le
kt贸ry zakry艂 twarz
a po chwili powiedzia艂
szkoda, 偶e nie przyszli艣cie
do mnie przed dwudziestu laty

wtedy jeden z m艂odzie艅c贸w
odpowiedzia艂
nie by艂o nas jeszcze
na 艣wiecie

– Jak przebiega艂a pa艅ska droga? – spyta艂 mnie autor Kartoteki. G艂os mia艂 偶ywy, weso艂y, inny od tego, kt贸ry us艂ysza艂em kilka godzin wcze艣niej, podczas naszej rozmowy telefonicznej.
– Nie艂atwo – odpar艂em. – Moja poezja zyskiwa艂a skrajnie r贸偶ne noty.

– Ale偶 ja pytam o pana drog臋 z Warszawy tutaj, do Konstancina – przerwa艂 mi wybuchem 艣miechu.
– Raczej wygodnie – odpowiedzia艂em r贸wnie偶 rozbawiony.

– Najlepiej dojecha膰 tu autobusem podmiejskim – ci膮gn膮艂 poeta. – Niech pan spojrzy przez okno. Przystanek jest po lewej stronie, patrz膮c wzd艂u偶 ulicy, niedaleko willi Moniki 呕eromskiej.
Odwiedzi艂em Tadeusza R贸偶ewicza w miejscu o dziwnej nazwie: Dom Pracy Tw贸rczej.

rozmawia艂em z nim
raz w 偶yciu
w jakim艣 domu pracy tw贸rczej

czytam w jego wierszu Biedny poeta Stachura. Mo偶e to ten sam dom?
Powiesi艂em p艂aszcz w przedsionku i na zaproszenie gospodarza usiad艂em. Pok贸j niewielki, ale przytulny; jest skromny, urz膮dzony z dyskretn膮 dba艂o艣ci膮 o wygod臋 osoby w starszym wieku. 艁贸偶ko po艣cielone starannie i podobny porz膮dek panuje na biurku: lampa, paruj膮ca herbata, kilka osobistych drobiazg贸w, u艂o偶one kartki.

Tadeusz R贸偶ewicz jest ubrany w bia艂膮 koszul臋 i szare spodnie. Siedzi przy oknie w niewyra藕nym 艣wietle p贸藕nego zimowego popo艂udnia. Spogl膮da na mnie zza przyciemnionych okular贸w.
– Nie m贸wmy o moich nowych utworach – zaczyna – Zostawmy to krytykom.

By艂 to pocz膮tek rozmowy. Nie mia艂a ona cech dyskursu mentorskiego, mimo 偶e uczestniczy艂 w niej cz艂owiek s臋dziwy. Tonacja jego wypowiedzi zbli偶ona by艂a do rodzinnej – prawie tak, jakby dziadek kierowa艂 s艂owa do wnuka: s艂owa ostrze偶enia przed niebezpiecze艅stwem tworzenia poezji.

– Kiedy艣 dosta艂em list od m臋偶czyzny, kt贸remu nie uda艂o si臋 zosta膰 poet膮 – us艂ysza艂em. – Nie chcia艂 ju偶 wi臋cej pisa膰. By艂 te偶 rozgoryczony swoim 偶yciem urz臋dnika. Niepotrzebnie. Bo ka偶dy jest wa偶ny. Franz Kafka by艂 urz臋dnikiem. Odpisa艂em mu: „Niech pan b臋dzie jak on”.

Kierowane do mnie zdania wa偶y艂y prawie osiemdziesi膮t pi臋膰 lat. To czterokrotnie wi臋cej ni偶 m贸j obecny wiek. Z tym wi臋kszym trudem przychodzi艂o mi przyswojenie tego przekazu. Jednoczenie ni贸s艂 mi on pocieszenie bo z poezj膮 przegrywa艂em ju偶 wielokrotnie. Ale liczy si臋 przecie偶 „wierno艣膰 przegranej”, jak pisa艂 Beckett w tytule zbioru esej贸w.
– Tak na prawd臋 debiutowa艂em p贸藕no – powiedzia艂 poeta. – Pierwsze wydanie tomu Niepok贸j powiela艂em w艂asnor臋cznie. P贸藕niej przez jaki艣 czas drukowano go na papierze gazetowym. Ale paper to tylko papier – doko艅czy艂 i zamy艣li艂 si臋 na moment.
„Ale papier to tylko papier” – powt贸rzy艂em w my艣li. Czy zdanie to oznacza, 偶e nie jeste艣my w stanie odr贸偶ni膰 si臋 od bieli celulozy? Czy ta w膮tpliwo艣膰 zawarta jest w tek艣cie otwieraj膮cym tom wyj艣cie?

biel si臋 nie smuci
ani weseli
tylko si臋 bieli
uparty
m贸wi臋 do niej
偶e jest bia艂a
ale biel nie s艂ucha
jest 艣lepa
g艂ucha
jest doskona艂a
i staje si臋 bielsza
powoli powoli

– Wpisz臋 panu dedykacj臋 – us艂ysza艂em wyrwany z zamy艣lenia.
– Dosta艂em kiedy艣 jedn膮 od Ginsberga – ci膮gn膮艂 R贸偶ewicz – wraz z r臋kopisem jego wiersza. Mia艂em Okazj臋 pos艂ucha膰, jak recytowa艂 swoje utwory w Royal Albert Hall. Krzycza艂 w stron臋 publiczno艣ci: a pana pieprz臋, prosz臋 pana”. Londyn wydaje si臋 dzi艣 tak blisko. Podobnie jak Pary偶. Kiedy艣 podr贸偶 tam by艂a jak wyprawa na Ksi臋偶yc.

Ale偶 to by艂 Ksi臋偶yc – pomy艣la艂em – w czasach lunatyk贸w jak Aragon grywaj膮cy w 鈥瀝ulet臋 swego cia艂a”; jak Soupault, kt贸ry zaczepia艂 przechodni贸w, pytaj膮c: „Czy wiedz膮 pa艅stwo, gdzie mieszka Philippe Soupault?”.

– Grecja te偶 pozostawa艂a dla mnie przez d艂ugi czas poza zasi臋giem – m贸wi艂 dalej pisarz. – Pojecha艂em tam niedawno na zaproszenie moich sztuk. Prosz臋 kiedy艣 odwiedzi膰 Ateny.

Poda艂em do podpisu tom wyj艣cie jego autorowi, kt贸ry wysylabizowa艂:
– Ar-tur. Mi-ka.
– Mika, jak minera艂 – doda艂em.
– Co艣 w tym jest – zareagowa艂 R贸偶ewicz – Czy wie pan, 偶e dzi艣 mamy t艂usty czwartek?
– Tak – potwierdzi艂em. – Gdy w ksi臋garni kupowa艂em egzemplarz pana nowej ksi膮偶ki dosta艂em za darmo p膮czka.

Opis spotkania m艂odego poety Artura Miki z Tadeuszem R贸偶ewiczem ukaza艂 si臋 w sierpniowym wydaniu „Tw贸rczo艣ci” w 2005 roku.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste艣my magazynem i 艣rodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo艣ci spo艂ecznej, biedzie, o wsp贸艂czesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo艂ecze艅stwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania 鈥 mo偶esz nam w tym pom贸c!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij