fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Śniegulska: Zdrowie psychiczne w podstawie programowej

Pomyślmy o nas samych, dorosłych. Gdyby zależało od nas tak niewiele, jak zależy od uczniów w szkole, jak długo byśmy wytrzymali?
Śniegulska: Zdrowie psychiczne w podstawie programowej
ilustr.: Małgorzata Cichocka-Stelmaska

Wywiad pochodzi z 43. numeru Magazynu Kontakt „Samotność nauczycielek” (lato 2020).

Z Magdaleną Śniegulską rozmawia Ala Budzyńska.

W ostatnim półroczu pojawiło się na łamach różnych ogólnopolskich gazet kilka reportaży o nastoletnich samobójstwach. Prawie zawsze pojawiał się w nich kontekst szkolny, w niektórych padały sugestie dotyczące wpływu szkoły na decyzję ucznia. Czy nauczyciel może być odpowiedzialny za kryzys psychiczny, w który wpada nastolatek?

Dla większości dzieci i młodych ludzi szkoła jest punktem centralnym ich życia – to tam najczęściej budują swoją samoocenę, wiedzę o sobie, świecie, innych. Ale nie ośmieliłabym się w tym kontekście wskazywać winnych. To zbyt złożone i bolesne sytuacje, każ- da pewnie jest inna. Myślę, że w niektórych z tych przypadków zawiedliśmy my wszyscy – społeczeństwo, słaby system. Czasem naprawdę nic się nie dało zrobić. Nie chciałabym zestawiać tego i generalizować. Choć oczywiście mogą zdarzać się sytuacje, kiedy nauczyciel staje się jednym z czynników kryzysu psychicznego swojego ucznia. Jednocześnie często pojawia się też inne pytanie: „Jeśli w mojej klasie jest trzydziestu uczniów, a jeden bardzo cierpi, to co takiego się dzieje, że inni dają radę?”. Czy ja to widzę? Co robię z tą wiedzą? Słowo „odpowiedzialność” chyba nie jest w tym przypadku dobrym określeniem. Może „wrażliwość”?

Jak więc mówić o roli nauczyciela?

Przede wszystkim nauczyciel powinien mieć wgląd w to, co robi i jak to może wpływać na innych. Słyszę czasami od nauczycieli, że nie mieli kompetencji, żeby postąpić właściwie, albo nie byli świadomi, co może się dziać z dzieckiem czy nastolatkiem. Pewnie w wielu sytuacjach faktycznie tak było. Sprawę utrudnia też to, że uczeń z pozoru dobrze funkcjonuje na lekcjach, dogaduje się z innymi, a okazuje się, że ważne rzeczy dzieją się gdzieś indziej. To problem na poziomie komunikacyjnym.

Zdarza się jednak, że uczeń sygnalizuje problemy właśnie w szkole.

Tak, w niektórych sytuacjach uczniowie przychodzą i opowiadają o swoich problemach, chcąc chronić przed nimi własną rodzinę. To często nauczyciel jest tą pierwszą osobą, która się o nich dowiaduje.

Jak to się dzieje, że sytuacja szkolna może być decydującym czynnikiem w pojawieniu się u ucznia kryzysu psychicznego?

Należałoby prześledzić rozwój dziecka i przyjrzeć się punktom zwrotnym, w których rzeczywiście to środowisko zewnętrzne zaczyna być czynnikiem niezwykle istotnym dla budowania samooceny i świadomości tego, kim się jest. Można wskazać dwa takie momenty, kiedy nawet bardzo dobre relacje rodzinne przestają mieć znaczenie wobec tego, co dzieje się w szkole.

Pierwszy z nich to początek szkoły podstawowej. Dziecko poszukuje wtedy odpowiedzi na pytanie, jakie jest. Bardzo szybko orientuje się, że rodzi- ce zazwyczaj są zadowoleni ze swoich dzieci, a nauczyciel może spojrzeć bardziej obiektywnie. To fascynujące, jak szybko dziecko internalizuje sądy nauczyciela na swój temat po to, żeby włączyć je w obraz siebie. Pojawia się też uwspólnianie opinii na temat grupy rówieśniczej – to pani lub pan wiedzą, jakie są inne dzieci. Później na jakiś czas rówieśnicy stają się istotni i szkoła traci na znaczeniu w tym względzie.

Czy opinia nauczycieli jeszcze kiedyś jest równie ważna?

Tak. Drugi podobny czas to oczywiście okres liceum. Rosną wtedy nie tylko napięcia wynikające z rozwoju biologicznego i psychicznego, lecz także oczekiwania dorosłych i te nakładane przez nastolatków na samych siebie. Pojawia się bardzo silna presja otoczenia związana z podejmowaniem istotnych życiowych decyzji. Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak trudno w ogóle wyobrazić sobie wtedy własną przyszłość, to widać, że te sądy dorosłych stają się dodatkowym czynnikiem stresującym.

Wydawałoby się, że znacznie ważniejszy jest wtedy wpływ rówieśników.

Kiedy rozmawiam ze swoimi pacjentami, uczniami szkół średnich, to w ich wypowiedziach tych relacji rówieśniczych jest zaskakująco mało, nie stanowią takiego problemu. A te, które są, często związane są ze szkołą. Nie zmienia to oczywiście faktu, że rówieśnicy mają ogromny wpływ na podejmowane decyzje.

Czytałam kiedyś na jednym z forów internetowych wypowiedź dziewczyny, która pisała, że w związku z presją ze strony dorosłych i presją szkolną czuje się tak, jakby ktoś zaprosił ją do restauracji, pokazał na chwilę menu i szybko je zabrał, mówiąc, że musi natychmiast dokonać wyboru. Jedynym sposobem wtedy jest spojrzenie na to, co wybrali inni, ze świadomością, że to, co się zamówi, może być niesmaczne lub uczulające dla mnie samej. To porównanie chyba dobrze pokazuje, jak duża jest presja i jak bardzo brakuje wsparcia w podejmowaniu tych decyzji.

Czy nauczyciele są przygotowani do udzielania takiego wsparcia?

Myślę, że brakuje systemowego rozwiązania, które zapewniłoby przygotowanie nauczycieli do radzenia sobie z takimi sytuacjami. Wiem jednak, że wiele osób na własną rękę poszukuje kursów, szkoleń, dopytuje specjalistów. Nauczyciele mają gotowość do pogłębiania wiedzy na temat wsparcia psychologicznego i są otwarci na poszerzanie swoich kompetencji. Często nastolatki mówią mi, że pierwszą osobą, która udzieliła im jakiegokolwiek wsparcia, był właśnie nauczyciel lub nauczycielka.

Trzeba pamiętać, że nie chodzi o to, aby zrobić coś nadzwyczajnego. Ci nauczyciele po prostu się zatrzymali, posłuchali, co ma do powiedzenia o swoich przeżyciach uczeń lub uczennica Niejednokrotnie pacjenci mówili mi, że to był dla nich kluczowy moment; zobaczyli, że komuś na nich zależy i ktoś w nich wierzy.

A jaka w tym wszystkim powinna być rola psychologa szkolnego? Czy powinien być on doradcą dla nauczycieli, czy raczej utrzymywać bezpośredni kontakt z uczniami?

Odpowiedź wydaje mi się nieoczywista. Dobry psycholog to powinien być ktoś, kto jednak znajduje się poza systemem, ani nie jest członkiem rady pedagogicznej, ani nie ma bardzo bliskich relacji z uczniami. Stoi trochę z boku i udziela wsparcia w trudnych sytuacjach. Rolą nauczyciela jest bycie w relacji z uczniami. Oczywiście stopnie bliskości mogą być różne, ale dopóki nie ma gotowości w nauczycielu do budowania jakiejkolwiek relacji, to nawet sam proces sensownego uczenia może być niezwykle trudny.

Chciałabym, żeby nauczyciele byli wyposażeni w podstawowe kompetencje związane z rozmawianiem, w tym rozmawianiem o zdrowiu psychicznym (myślę, że to w ogóle jedna z ważniejszych umiejętności we współczesnym świecie), rozpoznawaniem problemów i decydowaniem, w jakiej sytuacji kierować ucznia do psychologa. To ważne, bo wiele rzeczy może się wydarzyć w relacji uczeń – nauczyciel bez potrzeby angażowania osoby z zewnątrz. To nie jest tak, że do rozpoznawania różnych trudności trzeba skończyć kilkuletnie studia i być specjalistą. Chodzi o naprawdę proste umiejętności, w które powinniśmy nauczycieli wyposażać.

Jak widziałabyś to w praktyce?

Przede wszystkim wszelkie kursy czy szkolenia powinny opierać się na doświadczeniu nauczyciela. Dopiero kiedy pozna się z klasą, wejdzie w rutynę prowadzenia lekcji, zaczyna dostrzegać to, co dzieje się z uczniami. Przestrzeń na poszukiwanie narzędzi psychologicznych pojawia się wtedy, kiedy ma się już opracowane kwestie dydaktyczne. Nauczyciele bardzo przy tym potrzebują umiejętności postawienia granicy i powiedzenia sobie:

„To mnie przeciąża i przerasta, ale na pewno znajdę kogoś, kto pomoże mojemu uczniowi”.

Na nauczycielach ciąży ogromna presja. Czy jest taki moment, kiedy można się wycofać, żeby nie mieć poczucia winy, że mogło się zrobić więcej?

W bardzo wielu sytuacjach naprawdę nie mogliśmy zrobić nic więcej. Tak jest czasem w przypadku skrajnym, jakim jest samobójstwo. Choć to bardzo trudne, zdarza się, że trzeba powiedzieć sobie: „Muszę zaakceptować decyzję tego młodego chłopaka lub młodej dziewczyny, bo być może jego lub jej cierpienie było dla niego lub dla niej za duże”. Szczególnie jeśli podjęło się wszystkie możliwe działania.

Dobrze nie być w sytuacji pomagania samemu, tylko od początku szukać sojuszników. Mieć osobę, z którą można to przegadać i zastanowić się, czy moje postępowanie jest skuteczne, kiedy zwrócić się o pomoc z zewnątrz. Ważne jest też obserwowanie siebie i czujność na to, do którego momentu to pomaganie jest dla mnie OK. Sygnałem, że sytuacja mnie przerasta, jest to, że zajmuje moje myśli, sama tracę siły, zaczynam gorzej funkcjonować. Innym znakiem ostrzegawczym może być nasilenie się objawów u nastolatka, po- gorszenie jego stanu lub pojawienie się nowych trudności. Wtedy też konieczna jest pomoc profesjonalna.

W moich rozmowach z nauczycielami dotyczących problemu samobójstw wśród młodzieży bardzo często pojawia się z ich strony lęk, że jeśli podejmą temat, to rozdmuchają tlący się ogień. Pojawia się wątpliwość, czy myśli samobójcze to nie jakaś gra ze strony ucznia, maniera związana z rozwojem, którą lepiej po prostu przeczekać.

To chyba taki irracjonalny lęk przed tym, że to, o czym mówimy, zmaterializuje się. W przypadku samobójstw pojawia się często – boimy się, że gdy nazwie się problem po imieniu, to stanie się on znacznie bardziej realny.

To prawda, taki sposób myślenia to jeden z powodów zaniedbywania problemu. Inny to przekonanie, że tego typu postawa nastolatków jest manipulacją i chęcią zwrócenia na siebie uwagi. Niezwykle ważne jest, aby kierować się zasadą, że zajmujemy się każdym, kto sygnalizuje myśli samobójcze, niezależnie od tego, w jaki sposób to robi. Badania pokazują, że skuteczne próby samobójstwa znacznie częściej skorelowane są z przemilczaniem niż z rozmawianiem.

A co zrobić, gdy zawiedliśmy?

Znacznie lepsze od obwiniania się jest przemyślenie, co zrobić następnym razem, żeby taka sytuacja miała inne zakończenie.

Czy w takich sytuacjach nauczyciel dostaje jakieś wsparcie ze szkoły?

Powinien! Właściwie powinna je dostać cała klasa i szkoła. Organizacją wsparcia mogą zająć się dyrektor i psycholog szkolny – to znaczy ocenić propozycje zespołu interwentów zewnętrznych, przygotować nauczycieli, na przykład rozmawiać z rodzicami, ale oni również w tej sytuacji potrzebują wsparcia z zewnątrz. Nie mogą samotnie pomagać innym. Wiem, że wiele szkół świetnie organizuje pomoc, inne niestety często nadal hołdują zasadzie „lepiej o tym nie mówić” i próbują zamiatać sprawy pod dywan. To na ogół kończy się fatalnie. Kiedy śmierć samobójcza staje się tajemnicą poliszynela, rozbudza wyobraźnię – rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia efektu Wertera. Jeśli jednak dorośli mają gotowość, by rozmawiać z dziećmi i młodzieżą, prawdopodobieństwo kolejnych samobójstw w grupie spada.

Co twoim zdaniem mogłoby się zmienić w samej szkole, żeby uczniowie lepiej funkcjonowali? Żeby szkoła nie tylko nie szkodziła, ale korzystnie wpływała na ich stan psychiczny?

Bardzo bym chciała, żeby ten system był stabilny i bardziej podmiotowy. Potrzebna jest przestrzeń na różnorodność, traktowanie młodych ludzi poważnie, tak żeby mieli poczucie wpływu i sprawstwa i wierzyli we własną samodzielność.

Najgorsza w kontekście kondycji psychicznej jest moim zdaniem sytuacja, w której młodzi ludzie czują minimalny wpływ na siebie i swoje życie. Gdybyśmy my, dorośli, znaleźli się w trybie, w którym tak mało od nas zależy, to ciekawa jestem, jak długo byśmy wytrzymali. To pokazuje też, jak odporny jest młody człowiek, jak dużo bierze na siebie i ile jest w stanie znieść.

Jakie konkretne rozwiązania mogłyby zapewnić uczniom w szkole poczucie podmiotowości i samodzielności?

Zmiany można wprowadzić na poziomie każdej pojedynczej lekcji. Większa swoboda wyboru, a z naszej strony akceptacja tych wyborów. Angażowanie młodych ludzi w działania, które mają samodzielnie zaplanować, przeprowadzić, wyciągnąć z nich wnioski. To mogą być rzeczy dotyczące funkcjonowania w klasie, na lekcji (jak młody człowiek chce zaliczać materiał, jak będzie go powtarzał, kiedy przygotuje się do odpowiedzi) czy w życiu szkolnym (samodzielne zorganizowanie wycieczek, wyjść do kina, teatru, innych aktywności).

Oczywiście jako psychologowi marzyłoby mi się, żeby w podstawie programowej znalazły się treści do- tyczące kondycji psychicznej i zdrowia psychicznego. Dzięki temu dzieci i nastolatki miałyby dostęp do wiedzy umożliwiającej zrozumienie tego, co się z nimi dzieje, na przykład własnych stanów emocjonalnych. Ważne, aby młodzi byli otwarci na to, że możemy różnie rozumieć i przeżywać te same sytuacje.

Czyli potrzeba kształcenia się w zakresie zdrowia psychicznego dotyczy nie tylko nauczycieli. Zgodnie z postulatem samodzielności i podmiotowości należałoby dać odpowiednie narzędzia również uczniom.

Zdecydowanie tak. Skoro od naj- młodszych lat uczymy dzieci piramidy zdrowego żywienia, no to uczmy je też o zdrowiu psychicznym! W ogóle nie rozmawiamy z uczniami o tym, jak odpoczywać, jak czerpać przyjemność z nicnierobienia albo z robienia czegoś innego niż uczenie się.

Obecna izolacja chyba trochę to zmienia, wymuszając chociażby inną organizację czasu uczniów i podjęcie tego tematu w rozmowach z nimi. Jak w sytuacji nauczania zdalnego zadbać o kondycję psychiczną uczniów poza rozmawianiem z nimi o ich samopoczuciu?

Na pewno należałoby zwrócić szczególną uwagę na tak zwanych znikających uczniów. Zainteresować się tym, co dzieje się z osobami, które nie pojawiają się na zdalnych lekcjach albo pojawiają się bardzo rzadko. Zachęcałabym nauczycieli do myślenia o tym czasie jako o momencie trudnym, kiedy warto stosować się do zasady good enough. Zamiast bawić się w policjantów i zastanawiać się nad tym, jak przeprowadzić sprawdzian, żeby uczniowie na pewno nie ściągali, skupiłabym się raczej na wzmacnianiu ich w tej trudnej sytuacji. Potraktujmy ten czas jako czas eksperymentu. Chwalmy uczniów zamiast ich ganić i sprawdźmy, czy i jak ich to zmienia. A jeśli wyniki są pozytywne, to sam eksperyment możemy oczywiście wydłużyć na czas po pandemii.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×