fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

S艂owa, kt贸re nios膮 mnie przez. Dziesi臋膰 krok贸w w uchod藕stwie

Gdy spojrza艂am wstecz na moje do艣wiadczenia, te dziesi臋膰 s艂贸w, kt贸re wybra艂am jako reprezentatywne dla mojego 偶ycia jako uchod藕czyni, stanowi艂o map臋 mojej podr贸偶y. Od pocz膮tkowego strachu i niepewno艣ci, poprzez mi艂o艣膰 i zdrad臋, a偶 po b贸l, walk臋 鈥 i w ko艅cu nadziej臋.
S艂owa, kt贸re nios膮 mnie przez. Dziesi臋膰 krok贸w w uchod藕stwie
ok艂adka ksi膮偶ki: Andrzej D臋bowski

Tekst oryginalnie napisany w j臋zyku polskim.

Praca nades艂ana pod pseudonimem.

Podr贸偶, kt贸ra zacz臋艂a si臋 na ulicach Bia艂orusi, przenios艂a mnie w nieznane, pokaza艂a mi, co znaczy by膰 uchod藕c膮, nauczy艂a nowego j臋zyka, zmusi艂a do odkrywania nowych cz臋艣ci siebie i zmieni艂a spos贸b postrzegania 艣wiata. By艂a to podr贸偶, kt贸ra przyj臋艂a j臋zyk za swojego najwa偶niejszego towarzysza i przewodnika.

Ten j臋zyk, kt贸ry pocz膮tkowo by艂 dla mnie obcym, skomplikowanym kodem, stopniowo sta艂 si臋 lustrzanym odbiciem mojej duszy, historii, do艣wiadczenia. Ka偶de nowe s艂owo, kt贸rego si臋 uczy艂am, stawa艂o si臋 drogowskazem w nowym 偶yciu, wskazywa艂o drog臋 do zrozumienia nowego 艣wiata, nowych ludzi, nowego ja.

Z Bia艂orusi, kraju, kt贸ry zostawi艂am za sob膮, do Polski, kt贸ra sta艂a si臋 moj膮 przystani膮 i nadziej膮 鈥 ten j臋zyk by艂 moim mostem. Ta nieznana ziemia, kt贸ra mnie przyj臋艂a, zmusi艂a mnie do nauczenia si臋 jej j臋zyka, kt贸ry sta艂 si臋 moim nowym g艂osem, moj膮 now膮 to偶samo艣ci膮.

I tak nowe s艂owa sta艂y si臋 drogowskazami na drodze do odkrywania siebie, zrozumienia ludzko艣ci i tego, co to znaczy by膰 uchod藕c膮. Ka偶de nowe s艂owo to nowe do艣wiadczenie, nowa lekcja, nowe zrozumienie.

Moje nowe s艂owa s膮 jak nasiona, kt贸re zasiewam na tej nowej ziemi, kt贸ra teraz jest moim domem. Kie艂kuj膮, rosn膮 i kwitn膮, przynosz膮c owoce, kt贸re karmi膮 moj膮 dusz臋 i daj膮 mi nadziej臋 na przysz艂o艣膰. Te s艂owa, cho膰 nowe i nieznane, sta艂y si臋 cz臋艣ci膮 mnie.

Ale czy nie jest tak z ka偶dym s艂owem, kt贸rego si臋 uczymy, z ka偶dym nowym do艣wiadczeniem, kt贸re prze偶ywamy? Czy nie s膮 drogowskazami, kt贸re prowadz膮 nas do g艂臋bszego zrozumienia siebie, innych i 艣wiata, kt贸ry nas otacza?

鈥濻zanowna Pani鈥

Pierwsze s艂owa, kt贸re zapad艂y mi w pami臋膰, jak echo odbijaj膮ce si臋 od betonowych 艣cian punktu kontrolnego. Dwa s艂owa 鈥 formalne i oficjalne 鈥 nios艂y w sobie ci臋偶ar nieznanego. Czy zwracali si臋 do mnie? Czy m贸wi膮c 鈥濻zanowny Panie鈥, m贸wili do mojego m臋偶a?

Rzeczywisto艣膰 zdawa艂a si臋 zwalnia膰, gdy Stra偶 Graniczna z wielk膮 powag膮 analizowa艂a nasze dokumenty. W ich s艂owach by艂a nie tylko formalno艣膰 鈥 ale i gro藕ba. Bezpo艣rednio艣膰, z jak膮 nas ostrzegali, powodowa艂a poczucie, 偶e stoj臋 na kraw臋dzi przepa艣ci.

Jedna walizka. Trzy osoby. Nasz syn, zaledwie trzyletni, niewinny i nie艣wiadomy grozy sytuacji, w kt贸rej si臋 znale藕li艣my. Ca艂a nasza przysz艂o艣膰 zale偶a艂a od decyzji stra偶nik贸w. Ka偶de ich s艂owo wywo艂ywa艂o napi臋cie i niepewno艣膰. Czy pozwol膮 nam przej艣膰? Czy zostaniemy zmuszeni do powrotu?

Nadchodz膮ca noc by艂a pe艂na niepokoju. Ciemno艣膰 otacza艂a nas jak mg艂a, zaciemniaj膮c wszystko, co zna艂am. Strach o siebie i syna 鈥 to odczuwa艂am najmocniej. Groza niewiadomego, groza utraty nadziei, kt贸rej tak desperacko si臋 trzyma艂am.

Wszystko to ukryte za dwoma s艂owami: 鈥濻zanowna Pani鈥. Jakby by艂y pr贸b膮, testem. Czy zdo艂am si臋 przez nie przebi膰? Czy zdo艂am zrozumie膰 ich pe艂ne znaczenie, znale藕膰 w nich si艂臋, aby i艣膰 dalej?

鈥濷b贸z dla uchod藕c贸w鈥

Te trzy s艂owa przemieni艂y moje 偶ycie. Dzi艣 nios膮 za sob膮 skomplikowany wachlarz emocji. Kiedy pierwszy raz je us艂ysza艂am, poczu艂am ulg臋, lekk膮 i niespokojn膮, jak pierwszy dech nowo narodzonego dziecka. Wpuszczona do Polski 鈥 ale co dalej? Czy m贸j syn b臋dzie bezpieczny? Czy ja, jako matka, b臋d臋 w stanie ochroni膰 go w tym nowym, nieznanym 艣wiecie?

Pierwsze spotkanie z obozem odcisn臋艂o pi臋tno na moim sercu. Drut kolczasty, deszcz bij膮cy o twarz, pospieszna kontrola dokument贸w. Wszystko to przeplata艂o si臋 z my艣lami o domu, o zmar艂ej matce. 鈥濵amo, co ja zrobi艂am? Dlaczego chcia艂am wolno艣ci? Dlaczego pozbawi艂am syna domu i zabawek?鈥 鈥 pyta艂am siebie, zatopiona w smutku.

Ale z czasem ob贸z zacz膮艂 ods艂ania膰 inne oblicze. Przyjazny stra偶nik, paczki z jedzeniem 鈥 akurat przyjechali艣my w niedziel臋. U艣miechni臋ci uchod藕cy, gotowi do pomocy. Te s艂owa sta艂y si臋 symbolem spokoju i solidarno艣ci, budz膮c w nas troch臋 nadziei.

Mimo to zawsze towarzyszy艂a nam t臋sknota. Za domem, normalno艣ci膮, przesz艂o艣ci膮. I cho膰 ob贸z sta艂 si臋 naszym azylem, zawsze by艂 te偶 symbolem straty. W tym wszystkim filozofia sta艂a si臋 moim schronieniem, pozwalaj膮c mi zrozumie膰 i przetworzy膰 nowe do艣wiadczenia.

鈥濱mpreza鈥

Trzecie s艂owo sta艂o si臋 zar贸wno wybawieniem, jak i 藕r贸d艂em niepokoju. Przez l臋ki i obawy, kt贸rymi nasi膮k艂y nasze serca w obliczu nieznanego, to s艂owo zacz臋艂o oznacza膰 co艣 wi臋cej 鈥 nowe otwarcie, nowy pocz膮tek, o艣wietlony przez promienie wdzi臋czno艣ci.

Przenosiny z bezpiecznego schronienia w obozie dla uchod藕c贸w do domu dobrego lekarza by艂y skokiem w nieznane. To by艂o jak powr贸t do cywilizacji, ale takiej z obcymi zwyczajami, obcymi s艂owami, obcymi rytua艂ami. L臋k przed niewiadomym miesza艂 si臋 z nadziej膮, generuj膮c silne emocje, a nasz strach stopniowo przekszta艂ci艂 si臋 we wdzi臋czno艣膰.

Strach przed przysz艂o艣ci膮 i wdzi臋czno艣膰 za tera藕niejszo艣膰 sta艂y si臋 dwoma stronami tej samej monety. Strach, jak dziki, niewidzialny drapie偶nik, ci膮gle nas goni艂, zmusza艂 do biegu, podczas gdy wdzi臋czno艣膰 by艂a jak balsam, 艂agodz膮cy nasze zranienia, karmi膮cy nasz膮 nadziej臋, umacniaj膮cy wewn臋trzn膮 si艂臋.

Dom, kt贸ry sta艂 si臋 naszym azylem, przynosi艂 nam komfort, ale r贸wnocze艣nie przypomina艂 o domu utraconym, o utraconych marzeniach. Ale wdzi臋czno艣膰 za ten dom i za tego dobrego cz艂owieka zawsze przewa偶a艂a. To by艂o jak ma艂e 艣wiate艂ko, kt贸re rozwija艂o si臋 w sercu ciemno艣ci, przecinaj膮c mg艂臋 l臋ku i niepewno艣ci.

Wreszcie strach i wdzi臋czno艣膰 po艂膮czy艂y si臋, wyzwalaj膮c nieoczekiwane pi臋kno w obliczu cierpienia. To by艂a filozofia naszego bycia 鈥 ciche przetrwanie, szeptane pod nosem, zrozumia艂e tylko dla nas. By艂o to jak tajemniczy j臋zyk, zrozumia艂y tylko dla tych, kt贸rzy przeszli przez to, co my. Mimo wszystko zawsze znajdowa艂o si臋 miejsce na imprez臋 鈥 symbol naszego niez艂omnego ducha, naszej niepowstrzymanej rado艣ci 偶ycia, naszej nieko艅cz膮cej si臋 wdzi臋czno艣ci.

鈥濵orze鈥

Czwarte s艂owo. Panorama Ba艂tyku zim膮 wywo艂uje echa w moim sercu, otwiera wyobra藕ni臋. Dla mnie, uchod藕czyni z dzieckiem, ciesz膮cej si臋 schronieniem, kt贸re nazywamy teraz domem, i otoczonej serdeczno艣ci膮 tych, kt贸rzy nas kochaj膮, wyjazdy nad morze staj膮 si臋 podr贸偶膮 w g艂膮b siebie.

Ba艂tyk zim膮 jest surowy i bezkompromisowy, jego fale z moc膮 uderzaj膮 o brzeg, niewzruszone mrozem. Przywodz膮 na my艣l nasz膮 sytuacj臋 鈥 bezustannie popychani przez fale losu szukamy stabilno艣ci i bezpiecze艅stwa. Ta metafora jest nieod艂膮cznym elementem naszych wizyt na brzegu morza, przypomnieniem, 偶e pomimo trudno艣ci 偶ycie toczy si臋 dalej.

Cho膰 otoczenie jest surowe, w wizytach nad morzem jest pewne ciep艂o. Ciep艂o, kt贸re nie pochodzi od s艂abego zimowego s艂o艅ca, ale od mi艂o艣ci, kt贸rej do艣wiadczamy w nowym domu. Jeste艣my uchod藕cami, ale znale藕li艣my miejsce, w kt贸rym jeste艣my kochani, miejsce, kt贸re daje nam si艂臋 do walki o przetrwanie.

Podr贸偶 nad morze jest wi臋c zar贸wno refleksj膮 nad naszym 偶yciem, jak i ucieczk膮 od codziennych trosk. Surowa pi臋kno艣膰 Ba艂tyku, niepewno艣膰 zwi膮zana z przysz艂o艣ci膮, ale tak偶e ci膮g艂o艣膰 鈥 to wszystko jest obecne podczas naszych zimowych wizyt nad morzem.

鈥濵i艂o艣膰鈥

Pi膮tym s艂owem, kt贸re niespodziewanie przeci臋艂o moje 偶ycie, by艂a 鈥瀖i艂o艣膰鈥. Przyby艂a niespodziewanie, nieproszona i w nieodpowiednim czasie. By艂am m臋偶atk膮, uchod藕czyni膮 z dzieckiem 鈥 nie by艂o ani miejsca, ani czasu na mi艂o艣膰. Ale mi艂o艣膰 nie pyta艂a o miejsce ani czas 鈥 przysz艂a i zniszczy艂a wszystko, co zna艂am, wszystko, co planowa艂am, wszystko, czego oczekiwa艂am.

Zrujnowa艂a moje 偶ycie, pokruszy艂a marzenia, zniszczy艂a przysz艂o艣膰, kt贸r膮 tak starannie zaplanowa艂am dla siebie i mojego dziecka. Walczy艂am z ni膮, pr贸bowa艂am j膮 odrzuci膰, ale by艂a silniejsza, pcha艂a mnie w otch艂a艅 uczu膰, kt贸rych nie potrafi艂am zrozumie膰 ani kontrolowa膰.

By艂a jak susza, wypalaj膮ca wszystko wok贸艂, pozostawiaj膮ca tylko pustk臋 i zniszczenie. To by艂a mi艂o艣膰 bez nadziei, mi艂o艣膰, kt贸ra przynios艂a wi臋cej b贸lu ni偶 cokolwiek innego do tej pory. To by艂a mi艂o艣膰, kt贸rej nie mog艂am zatrzyma膰, nie mog艂am kontrolowa膰, a tak偶e nie mog艂am zignorowa膰.

Ta nieoczekiwana, przypadkowa mi艂o艣膰 by艂a jak nieko艅cz膮ca si臋 burza w sercu niszcz膮ca wszystko na swojej drodze i nie pozostawiaj膮ca miejsca na nic innego. Zmusi艂a mnie do walki z sam膮 sob膮, ci膮gle pcha艂a mnie ku przepa艣ci. Bez nadziei, bez przysz艂o艣ci, tylko z b贸lem, kt贸ry by艂 wi臋kszy ni偶 wszystko. Ta mi艂o艣膰, cho膰 przynosi艂a tyle b贸lu, by艂a mi艂o艣ci膮, kt贸rej nie mog艂am zaprzeczy膰.

鈥濻trach鈥

Sz贸ste s艂owo to 鈥瀞trach鈥. Strach, wywo艂ywany przez m臋偶czyzn臋, kt贸rego niespodziewanie pokocha艂am. Nie rozumia艂 mnie, nie rozumia艂 mojego b贸lu, moich l臋k贸w, mojej samotno艣ci. Zrani艂 mnie, nie z rozmys艂em, ale przez niewiedz臋 i niezrozumienie.

By艂a te偶 obecno艣膰 mojego m臋偶a, kt贸ry pozostawa艂 oboj臋tny na moje cierpienie i moje potrzeby. Jego oboj臋tno艣膰 przeszywa艂a mnie g艂臋boko, pog艂臋biaj膮c strach i poczucie bezradno艣ci. Bez wzgl臋du na to, jak usilnie pr贸bowa艂am do niego dotrze膰, jak bardzo stara艂am si臋 przekaza膰 mu swoje emocje, by艂am ignorowana. Uczucie, 偶e jestem nieistotna i nieznacz膮ca, tylko wzmacnia艂o osamotnienie i rozpacz.

By艂am sama, otoczona strachem i bezsilno艣ci膮. Czu艂am si臋 opuszczona, nie wiedz膮c, gdzie znale藕膰 wsparcie. Moje serce ton臋艂o w odm臋tach beznadziei, a my艣li ogarnia艂y mnie przera偶eniem. By艂am w pu艂apce w艂asnych emocji, zakl臋ta w klatce strachu i rozpaczy.

By艂a to nieopisana samotno艣膰, w kt贸rej otaczaj膮cy mnie 艣wiat sta艂 si臋 obcy i nieprzyjazny. Przemierza艂am 偶ycie z utracon膮 wiar膮, pytaj膮c siebie, czy jestem w stanie wyj艣膰 z ciemno艣ci. Moje serce krzycza艂o o zbawienie, o odzyskanie si艂y, ale czu艂am si臋 osaczona przez mury w艂asnych obaw.

Tak, to by艂 nie tylko strach, ale te偶 bezsilno艣膰 i odci臋cie od otaczaj膮cego 艣wiata. By艂am uwi臋ziona w labiryncie w艂asnych my艣li, szukaj膮c wyj艣cia, kt贸re wydawa艂o si臋 coraz bardziej nieosi膮galne. Jak mog艂am odnale藕膰 nadziej臋, gdy wszystko, co zna艂am, by艂o zburzone? Jak mog艂am znale藕膰 drog臋 do przodu, kiedy czu艂am si臋 tak bezsilna i osamotniona?

Tak, strach by艂 tylko jednym z wielu uczu膰, kt贸re towarzyszy艂y mojej codzienno艣ci. By艂o te偶 odzyskiwanie wiary w siebie, walka z przeciwno艣ciami losu i poszukiwanie sensu w chaosie. By艂am zraniona, ale wci膮偶 p艂on臋艂a we mnie iskra nadziei. By膰 mo偶e to w艂a艣nie odwaga przekraczania strachu prowadzi艂a mnie dalej w poszukiwaniu nowego 艣witu.

鈥瀂ag艂ada鈥

Si贸dme s艂owo zaw艂adn臋艂o moj膮 dusz膮, odbieraj膮c jej wszelk膮 nadziej臋 na jasno艣膰. Zag艂ada 鈥 tego do艣wiadczy艂am, gdy moje ma艂偶e艅stwo, moje 偶ycie, moje serce 鈥 wszystko zosta艂o unicestwione.

M膮偶 dowiedzia艂 si臋 o zdradzie i to zniszczy艂o wszystko, co by艂o mi臋dzy nami. Pr贸bowali艣my 偶y膰 dalej, ale nie byli艣my ju偶 w stanie naprawi膰 tego, co zniszczone. Nasz zwi膮zek by艂 jak most, kt贸rego filary zacz臋艂y p臋ka膰 ju偶 w Bia艂orusi, a potem rozpad艂y si臋 ca艂kowicie w Polsce. Zniszczone zosta艂o wszystko, co znamy, wszystko, co mieli艣my.

W jednej chwili poprosi艂am go, aby odszed艂, a w nast臋pnej sama odesz艂am. Ta decyzja by艂a jak ostry n贸偶 w sercu. B贸l i strach nawarstwia艂y si臋, a偶 sta艂y si臋 nie do zniesienia. Oboje byli艣my na kraw臋dzi samob贸jstwa, w obcym kraju, w kt贸rym ci, kt贸rych uwa偶ali艣my za przyjaci贸艂, odwr贸cili si臋 od nas.

Przez szesna艣cie lat byli艣my razem. Kocha艂am go. Ale moja zdrada by艂a tylko jednym z element贸w zniszczenia. Dowiedzia艂am si臋, 偶e przez ca艂y nasz zwi膮zek mnie ok艂amywa艂. Ka偶dego dnia tworzy艂 now膮 bajk臋, ale niczego nie budowa艂.

Prawda o jego k艂amstwach by艂a jak jad, kt贸ry powoli wnika艂 w moje serce. Strach przed zrozumieniem, 偶e nasz wsp贸lny 艣wiat ju偶 nie istnieje 鈥 i by膰 mo偶e nigdy nie istnia艂 鈥 by艂 niewyobra偶alny. Ta bolesna 艣wiadomo艣膰, 偶e mimo stara艅 nic nam nie wychodzi艂o, przynosi艂a ci膮g艂y b贸l i rozczarowanie.

Czu艂am si臋 jak skazana, uwi臋ziona w niespe艂nionych marzeniach i z艂amana obietnicami, kt贸re mia艂y by膰 nasz膮 si艂膮. To by艂 b贸l, kt贸ry przeszywa艂 moje cia艂o i dusz臋, gdy stara艂am si臋 naprawi膰 to, co by艂o ju偶 nie do naprawienia.

鈥濸rzebaczenie鈥

To s艂owo, kt贸re musz臋 nauczy膰 si臋 rozumie膰 i akceptowa膰. Przebaczenie nie innym, ale sobie.

Nie odesz艂am do tego, kt贸rego kocha艂am 鈥 nie dlatego, 偶e nie chcia艂am, ale dlatego, 偶e moje serce by艂o zniszczone i wypalone. Zosta艂am z niewypowiedzianym b贸lem, kt贸ry st艂umi艂 wszystko inne. Ka偶dego dnia, miesi膮c po miesi膮cu, uczy艂am si臋 偶y膰 dalej, wychowywa膰 syna, u艣miecha膰 si臋, cho膰 w 艣rodku by艂a tylko pustka.

Budzi艂am si臋 ka偶dego dnia w 艂zach i strachu, z b贸lem, kt贸ry by艂 tak intensywny, 偶e mnie dusi艂. Modli艂am si臋, aby tylko do偶y膰 do nast臋pnego dnia, poniewa偶 b贸l by艂 tak ogromny, 偶e przeszkadza艂 mi oddycha膰.

Ale teraz musz臋 nauczy膰 si臋 przebacza膰. Przebaczy膰 sobie za b贸l, kt贸ry sobie zada艂am. Przebaczy膰 sobie za to, co straci艂am. Przebaczy膰 sobie za zdrad臋, za k艂amstwa, za zniszczenie.

Przebaczenie jest tym, co jest mi teraz potrzebne. Potrzebuj臋 go, aby prze偶y膰, aby i艣膰 dalej, aby nauczy膰 si臋 偶y膰 bez niezno艣nego b贸lu, kt贸ry tak d艂ugo mnie trapi.

鈥濸rzebaczenie鈥 鈥 to s艂owo, kt贸re teraz musz臋 zrozumie膰 i przyj膮膰. To s艂owo, kt贸re musz臋 nauczy膰 si臋 wyra偶a膰, aby mog艂o zago艣ci膰 w moim zniszczonym, spalonym sercu.

鈥濸raca鈥

Dziewi膮te s艂owo: 鈥瀙raca鈥. Pomog艂a mi stan膮膰 na nogi. Wolontariat i pomoc innym uchod藕com sta艂y si臋 moim lekarstwem na b贸l.

Wolontariat, praca z innymi, kt贸rzy tak偶e do艣wiadczyli traumy ucieczki, nakre艣li艂 mi cel. U艣wiadomi艂, 偶e mimo wszystkiego, co straci艂am, mimo b贸lu, kt贸ry nosz臋 w sercu, mog臋 nadal przynosi膰 warto艣膰 innym. Pomoc innym uchod藕com, kt贸rzy znale藕li si臋 w podobnej sytuacji, pozwoli艂a mi spojrze膰 na siebie z innej perspektywy.

Praca z innymi, kt贸rzy r贸wnie偶 cierpieli, otworzy艂a mi oczy na to, 偶e nie jestem sama. Spe艂nienie, kt贸re daje pomoc innym, by艂o jak balsam na moje ranne serce. Dawa艂o mi si艂臋, aby ka偶dego dnia wsta膰 鈥 mimo strachu, b贸lu, poczucia straty.

Ta praca, wolontariat, sta艂a si臋 moj膮 terapi膮. Da艂a sens, pokaza艂a, 偶e nadal mog臋 co艣 zmieni膰. Wiedza, 偶e moje do艣wiadczenia mog膮 pom贸c innym, by艂a kuracj膮.

Praca pomog艂a mi odbudowa膰 siebie. Nauczy艂a mnie, 偶e mimo straty, mimo zniszczenia, mimo b贸lu, jestem nadal zdolna do czynienia dobra. To s艂owo nauczy艂o mnie, 偶e nawet w najgorszych chwilach mog臋 znale藕膰 sens i cel.

鈥濶adzieja鈥

Dziesi膮te s艂owo 鈥 鈥瀗adzieja鈥. Nadzieja, 偶e sobie poradz臋, 偶e zrealizuj臋 marzenia, 偶e zdo艂am zbudowa膰 rodzin臋, urodzi膰 jeszcze jedno dziecko. Wszystko to niesie ze sob膮 ton nadziei, ale te偶 niepewno艣ci.

Nadzieja jest jak 艣wiat艂o na horyzoncie, migotliwe i niepewne, ale zawsze obecne. Jak delikatny wiatr, kt贸ry niesie obietnic臋 zmiany. Ale nadzieja jest r贸wnie偶 pe艂na obaw i w膮tpliwo艣ci. Czy jestem gotowa na zmiany? Czy mog臋 zn贸w otworzy膰 swoje serce na mi艂o艣膰, na mo偶liwo艣膰 stworzenia nowego 偶ycia? Czy mog臋 zaryzykowa膰 kolejny raz, otworzy膰 si臋 na b贸l, na strat臋?

B贸l przesz艂o艣ci jest jak cie艅, ci膮gle nade mn膮, ci膮gle obecny. Nawet gdy staram si臋 patrze膰 w przysz艂o艣膰, cie艅 przesz艂o艣ci jest zawsze obecny. Ka偶da my艣l o przysz艂o艣ci, o mo偶liwo艣ci stworzenia nowego 偶ycia, przynosi ze sob膮 r贸wnie偶 strach, strach przed kolejnym b贸lem, strach przed kolejn膮 strat膮.

I cho膰 jestem pe艂na nadziei, jestem te偶 pe艂na niepokoju. Jestem niewyra藕na, niepewna. Ale mimo to, mimo strachu, nadzieja jest zawsze obecna. Jest jak s艂o艅ce, kt贸re zawsze wschodzi, bez wzgl臋du na to, jak ciemna jest noc.

Dziesi膮te s艂owo jest jak most, kt贸ry 艂膮czy przesz艂o艣膰 z przysz艂o艣ci膮. Jak 艣wiat艂o, kt贸re prowadzi przez ciemno艣膰, mimo strachu i niepewno艣ci. Jest obietnic膮, 偶e pomimo wszystkiego, co przesz艂am i co straci艂am, jest co艣, co na mnie czeka.

***

Gdy spojrza艂am wstecz na moje do艣wiadczenia, te dziesi臋膰 s艂贸w, kt贸re wybra艂am jako reprezentatywne dla mojego 偶ycia jako uchod藕czyni, stanowi艂o map臋 mojej podr贸偶y. Od pocz膮tkowego strachu i niepewno艣ci, poprzez mi艂o艣膰 i zdrad臋, a偶 po b贸l, walk臋 鈥 i w ko艅cu nadziej臋.

Wszystko, co wydawa艂o si臋 niezrozumia艂e i przera偶aj膮ce, zacz臋艂o nabiera膰 sensu, kiedy spojrza艂am na to przez pryzmat tych dziesi臋ciu s艂贸w. By艂y jak kamienie milowe na mojej drodze, kt贸re pokaza艂y mi, jak daleko zasz艂am, i przypomina艂y mi, 偶e niezale偶nie od tego, jak trudna jest droga, zawsze jestem w stanie i艣膰 dalej.

Wiem, 偶e jeszcze wiele wyzwa艅 stoi przede mn膮. Ale kiedy patrz臋 na te dziesi臋膰 s艂贸w, widz臋 w nich nie tylko przesz艂o艣膰, ale r贸wnie偶 przysz艂o艣膰. Daj膮 nadziej臋 i inspiruj膮 do dalszego marszu.

Te dziesi臋膰 s艂贸w to moja filozofia, moja mantra, moje 艣wiat艂o w ciemno艣ci. I cho膰 ka偶de z nich niesie ze sob膮 cie艅 przesz艂o艣ci, wszystkie rzucaj膮 tak偶e 艣wiat艂o na przysz艂o艣膰.

Bo nadzieja jest tym, co prowadzi mnie naprz贸d. Nadzieja jest tym, co daje mi si艂臋 do walki, nawet kiedy droga jest trudna. Nadzieja jest tym, co pomaga mi przetrwa膰. I tak d艂ugo, jak mam nadziej臋, wiem, 偶e mog臋 przetrwa膰 wszystko.

Czy偶 nie jest to kwintesencja naszego istnienia 鈥 wytrwa膰, pomimo wszelkich trudno艣ci, zawsze prowadzona blaskiem nadziei?

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy 艣rodowisko zaanga偶owane w walk臋 z podzia艂ami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi臋ki Waszemu wsparciu!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij