Skrwawione kitle. Jak służby wykorzystują medyków
W tekście słowo „medyk” jest używane jako określenie parasolowe na lekarzy, ratowników medycznych, pielęgniarki, osoby dystrybuujące środki medyczne oraz zawody pokrewne.
W Ukrainie, na Bliskim Wschodzie – przedstawiciele zawodów medycznych w wyniku konfliktów zbrojnych giną wszędzie. Izrael od lat zabija medyków w Libanie i Gazie, rosyjskie ataki dronowe na karetki w Ukrainie są zjawiskiem coraz bardziej powszechnym, Rosja przez lata celowo atakowała zespoły pierwszej pomocy w Syrii.
Działania tego typu stanowią zbrodnie wojenne na mocy międzynarodowego prawa humanitarnego. Podstawą prawną dla takiego ich traktowania są przede wszystkim Konwencje genewskie, które chronią lekarzy, pielęgniarki, ratowników, szpitale i ambulanse w czasie konfliktów. Zakaz ten został dodatkowo utrwalony w Statucie Rzymskim Międzynarodowego Trybunału Karnego, według którego celowe ataki na personel medyczny lub infrastrukturę cywilną mogą stanowić podstawę do skazania za zbrodnię wojenną. Przepisy te mają zapewnić, by pomoc medyczna docierała do poszkodowanych, a personel medyczny mógł pracować bezpiecznie.
Wyłączenia z tej ochrony obejmują sytuacje, gdy personel medyczny bierze bezpośredni udział w działaniach wojennych (czyli na przykład aktywnie szturmuje pozycje przeciwnika – ale już transport rannego żołnierza czy nawet obrona go z użyciem lekkiej broni ochrony nie wyłącza). Druga możliwość: obiekty medyczne, które są używane do celów wojskowych mogą być uznane za legalny cel ataku. Nawet wtedy jednak obowiązuje zasada proporcjonalności. Należy także uprzednio ostrzec służby medyczne przed atakiem. W ostatnich latach widzieliśmy lekarzy, ratowników i pacjentów mordowanych od Ukrainy, przez Sudan, po Liban i Gazę.
Porozmawiajmy jednak też o tym, jak państwa i organizacje paramilitarne faktycznie wykorzystywały medyków jako broń. Stworzyły w ten sposób precedensy, które powodowały, że wobec medyków stosowano przemoc prewencyjną lub odmawiano im współpracy i dostępu do rannych. A to często prowadziło do śmierci personelu medycznego i pacjentów.
Fałszywe szczepienia i polowanie na bin Ladena
Lekarze, pielęgniarki i ratownicy, szczególnie ci pracujący w terenie, gdzie trwają walki, , są doskonałymi źródłami informacji: widzą osoby szczególnie wrażliwe, mają dostęp do informacji o stanie zdrowia osób pełniących ważne funkcje administracyjne czy wojskowe oraz ich rodzin, które mogą być narzędziem nacisku. Pozyskiwanie medyków jako współpracowników jest tradycyjnie uważane za godne potępienia, jednak nie jest szczególnie regulowane, tak jak wygląda to w przypadku chociażby dziennikarzy czy wysokich urzędników państwowych (w Polsce służby muszą uzyskać zgodę premiera na taką rekrutację). W Polsce zakres tego, jakich informacji może udzielić lekarz, jest regulowany przez kodeks etyki lekarskiej oraz przepisy o tajemnicy lekarskiej. Bardzo podobne zasady obowiązują globalnie większość zawodów medycznych, choć szczegóły różnią się między krajami. Kluczowa idea jest niemal wszędzie taka sama: lekarz ma obowiązek zachować tajemnicę pacjenta.
Jeśli jednak medyk bierze udział w działaniach wywiadowczych przeciwko stronie konfliktu, traci ochronę prawną i naraża siebie oraz pacjentów na ryzyko. Medycy często cieszą się zaufaniem i ich działalność, szczególnie w państwach rozwijających się, jest kluczowa dla zmniejszenia śmiertelności wśród najmłodszych, najbiedniejszych i najbardziej wrażliwych przez wyszczepianie, badania przesiewowe czy leczenie pospolitych chorób. Z tego powodu neutralność personelu medycznego powinna być bezwzględnie respektowana, a próby jego pozyskania jako źródła informacji mogą stanowić naruszenie prawa humanitarnego.
Mimo wszystko takie działania podejmują też państwa, które do niedawna pretendowały do roli globalnych czempionów praw człowieka. Jedna z najgłośniejszych operacji tego typu doprowadziła do zlokalizowania i zabójstwa jednego z największych przeciwników Stanów Zjednoczonych – Osamy bin Ladena – oraz dziesiątek lekarzy, którzy stali się pośrednimi ofiarami operacji.
Ale po kolei.
Osama bin Laden od 1999 roku pozostawał na liście osób najbardziej poszukiwanych przez USA. Po zamachach z 11 września 2001 determinacja Amerykanów wzrosła. CIA przez kilkanaście lat w poszukiwania i próby jego ujęcia lub eliminacji zainwestowało od dziesiątek do setek miliardów dolarów. W pościgu za bin Ladenem sięgano po szereg środków: od pozyskiwania źródeł osobowych, przez monitorowanie olbrzymich obszarów Afganistanu i Pakistanu przy użyciu dronów po współpracę ze służbami innych państw i nietypowe operacje specjalne.
Jedna z nich zakładała organizację fałszywej kampanii szczepień w Pakistanie. Amerykanie, dysponując krwią siostry bin Ladena, postanowili użyć jej do zlokalizowania brata. Lekarzy przekonano do pobierania próbek krwi od osób szczepionych na polio i wirusowe zapalenie wątroby typu B. Biorąc pod uwagę fakt, że bin Laden podróżował z częścią swojej licznej rodziny, istniała szansa, że uda się w ten sposób ustalić jego kryjówkę.
Plan szczepień został opracowany po tym, jak amerykańscy oficerowie wywiadu namierzyli kuriera al-Kaidy, znanego jako Abu Ahmad al-Kuwaiti, który doprowadził ich do Abbottabadu. Do zorganizowania akcji szczepień w tym mieście agenci CIA zwerbowali pakistańskiego lekarza, Shakila Afridiego. Ten rozpoczął „projekt” masowych szczepień w biedniejszych dzielnicach, aby całość wyglądała bardziej autentycznie.
W marcu 2011 medycy podawali szczepionkę przeciw WZW-B na obrzeżach Abbottabadu, w biednym Nawa Sher. Zazwyczaj podaje się ją w trzech dawkach, przy czym drugą około miesiąc po pierwszej: podróże i prace zespołu Afridiego powinny więc pokrywać się z terminami szczepień, jeśli ich cele miałyby być stricte medyczne. Jednak w kwietniu, zamiast podawać drugą dawkę w Nawa Sher, lekarz wrócił do Abbottabadu i przeniósł działania personelu medycznego do Bilal Town, czyli do przedmieścia, w którym – jak słusznie założono – mieszkał bin Laden. Według danych operacyjnych CIA, jednymi z nielicznych osób, które bin Laden dopuszczał w przeszłości do siebie i swojej rodziny, byli pracownicy medyczni. Jego dzieci miały być więc na przykład zaszczepione na polio – w Pakistanie od lat trwały kampanie przeciwko tej chorobie.
W kwietniu 2011 pielęgniarce znanej jako Bakhto udało się dostać do kompleksu bin Ladena, aby podać jego dzieciom i wnukom pierwszą dawkę szczepionki. Podobno nie była poinformowana o dodatkowych celach operacji.
Krótko po szczepieniu, amerykańscy komandosi przeprowadzili szturm na posiadłość. W ataku zginęło pięć osób: Osama bin Laden, troje członków jego rodziny oraz wspomniany wcześniej kurier.
Pakistański wywiad szybko przesłuchał Afridiego i innych medyków powiązanych z programem. Siedemnaścioro pracowników medycznych, w tym Bakhto, zostało zwolnionych z pracy, a Afridi za współpracę z obcym wywiadem został skazany na 33 lata więzienia.
Wafa Idris w Jerozolimie
Wafa Idris jest uznawana za pierwszą palestyńską kobietę, która dokonała zamachu samobójczego. Była wolontariuszką Palestyńskiego Czerwonego Półksiężyca. Zajmowała się pomocą medyczną i wsparciem cywilów w obszarach konfliktu.27 stycznia 2002 została przywieziona ambulansem Czerwonego Półksiężyca do Jerozolimy. Trwała właśnie Druga Intifada, po serii palestyńskich zamachów samobójczych oraz brutalnych represjach ze strony Izraela rozmowy pokojowe utknęły w martwym punkcie. Kierowca ambulansu był wtajemniczony w planowany przez nią zamach.
Idris, poruszając się pieszo w stroju ratowniczki medycznej, miała przy sobie dziesięciokilogramowy ładunek wybuchowy. Zdetonowała go w tłumie cywilów na ulicy Jaffy; eksplozja zabiła jedną osobę i raniła ponad setkę. Atak ten przekroczył kilka rodzajów tabu jednocześnie. Po pierwsze, wykorzystano medyczkę jako zamachowczynię i ambulans jako środek transportu. Po drugie, zamach przeprowadziła kobieta, a do tej pory w konflikcie palestyńsko-izraelskim nie były one postrzegane jako potencjalne zagrożenie.
Za atak odpowiadało zbrojne skrzydło Fatahu, do którego jednak sama Idris nie należała. Fakt, że osoba związana z organizacją humanitarną wykorzystała swój status do przemieszczania się w obszarach o wysokiej kontroli bezpieczeństwa wzbudziło dyskusje o etyczności tego typu działań. Propalestyńscy komentatorzy podkreślali, że ambulans nie był narzędziem zamachu, a tylko środkiem logistycznym umożliwiającym dotarcie do celu. Bronili działania Idris jako aktu desperacji wynikającego z okupacji.
Dla Izraela zamach był szokiem: rząd w Tel-Awiwie wydał w lutym oświadczenie o wykorzystywaniu medycznej infrastruktury przez terrorystów, wskazując na przypadki, w których członkowie Hamasu pracowali jako ochotnicy medyczni (choć bez wykorzystywania infrastruktury i funkcji do ataków). Doprowadziło to do zwiększenia liczby ataków na palestyńskich medyków – do tego stopnia, że Human Rights Watch wezwała 8 marca rząd Izraela do powstrzymania żołnierzy od atakowania personelu medycznego na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy. W samym pierwszym tygodniu marca co najmniej trzy karetki zostały ostrzelane, trzech pracowników medycznych zginęło, a dziewięciu zostało rannych.
Izraelscy komandosi w fartuchach
Izrael również nie pozostaje w kwestii wykorzystywania statusu medyków bez winy. Znamy kilka przypadków, w których izraelskie służby przebierały się za przedstawicieli ochrony zdrowia w celu przeprowadzenia zabójstw. Jesienią 2018grupa izraelskich wojskowych przedostała się do Gazy, podszywając się pod pracowników pomocowych i medycznych. Żołnierze posiadali fałszywe dowody osobiste, odpowiednie uniformy oraz samochody pełne – przynajmniej na pierwszy rzut oka – sprzętu medycznego, który miał być dystrybuowany wśród ludności cywilnej. Potem, nagle, 11 listopada, podczas próby wykonania operacji, którą izraelskie media określają jako „nieudaną”, zginął 41-letni oficer będący członkiem grupy, a inny został ranny. Co najmniej siedmiu Palestyńczyków – w tym oficer zbrojnego skrzydła Hamasu, Brygad Al Qassam, ale i osoby cywilne – straciło życie. O szczegółach operacji do dziś wiemy niewiele, jednak poskutkowała ona spadkiem zaufania do organizacji pomocowych, co w Gazie – gdzie ponad dwie trzecie żywności dostarczane jest ramach pomocy humanitarnej – ma tragiczne skutki. Brak zaufania do dystrybuujących ją organizacji w dłuższej perspektywie może mieć skutki tragiczniejsze niż pojedynczy zamach bombowy. Może się bowiem, że zdarzyć, że cywile nie sięgną już po takie wsparcie.
W 30 stycznia 2024 roku izraelskie siły specjalne przeprowadziły akcję w szpitalu Ibn Sina na Zachodnim Brzegu. Izraelscy komandosi byli przebrani za pracowników medycznych, co pozwoliło im na wejście do obiektu i przeprowadzenie precyzyjnej operacji wymierzonej w przywódców Hamasu. Podczas akcji zginęło trzech rannych palestyńskich bojowników. Celem operacji według Izraela było zabicie liderów odpowiedzialnych za ataki na IDF podczas rajdów na Zachodni Brzeg. Izrael poinformował, że zabici mężczyźni to Mohammad Jalamana, rzecznik wojskowego skrzydła Hamasu, Basel Ghazawi z Islamskiego Dżihadu oraz jego brat Mohammed. Wszyscy trzej mieli być aktywni w patchworkowej organizacji zrzeszającej siły oporu na Zachodnim Brzegu, znanej jako Batalion Jenin.
Eksperci ONZ wskazali w raportach, że operacja może nosić znamiona naruszenia prawa humanitarnego i potencjalnej zbrodni wojennej, głównie ze względu na fakt przeprowadzenia działań bojowych w szpitalu, czyli miejscu chronionym przez prawo międzynarodowe. Wykorzystanie przebrań medycznych przez siły izraelskie, choć skuteczne operacyjnie, wzbudziło szeroką debatę o granicach legalnych i etycznych metod w konfliktach asymetrycznych. Przebranie pozwoliło komandosom na wejście do obiektu i przeprowadzenie działań taktycznych przy minimalnym ryzyku, ale z jednoczesnym zagrożeniem dla osób postronnych i naruszeniem norm neutralności szpitala. Sam fakt zabijania rannych członków ruchu oporu, kiedy nie stanowili bezpośredniego zagrożenia i nie brali udziału w walkach jest w optyce wielu specjalistów od prawa międzynarodowego nielegalny.
Kłopotliwa sytuacja Ukrainy
Na kilka miesięcy po rosyjskiej inwazji na Ukrainę kontrowersje wzbudziły zarzuty szeregu organizacji międzynarodowych dotyczące używania infrastruktury cywilnej i medycznej do celów bojowych przez broniących się Ukraińców. Według artykułu Amnesty International ukraińska armia wielokrotnie rozmieszczała żołnierzy i broń na obszarach cywilnych – w szkołach, szpitalach i dzielnicach mieszkalnych. Według organizacji narażało to ludność cywilną i mogło naruszać międzynarodowe prawo humanitarne. Amnesty opisała przypadki z obwodów charkowskiego, donbaskiego i mikołajowskiego, gdzie rosyjskie ataki trafiały w pobliże miejsc używanych przez ukraińskie wojsko. Wszystko wskazuje na to, że w pierwszych miesiącach wojny takie działania rzeczywiście miały miejsce.
Jednocześnie Amnesty wyraźnie podkreśliła, że nie usprawiedliwia to rosyjskich ataków na cele cywilne ani użycia broni nieprecyzyjnej, które organizacja uznała za potencjalne zbrodnie wojenne.
Raport wywołał duże kontrowersje. Władze Ukrainy i część ekspertów prawa wojennego zarzuciły Amnesty pomijanie realiów obrony kraju przed inwazją oraz brak odpowiedniego kontekstu militarnego. Szefowa ukraińskiego oddziału Amnesty, Oksana Pokalchuk, wkrótce po publikacji artykułu podała się do dymisji.
Standard w konfliktach asymetrycznych
Poza służbami i wojskami specjalnymi po medyczny sztafaż sięgają organizacje partyzanckie, separatystyczne, nieregularne, często uznawane za terrorystyczne czy przestępcze. Podstępy tego typu są charakterystyczne dla konfliktów asymetrycznych – czyli cechujących się nierównowagą walczących stron.
8 marca 2017 roku w stolicy Afganistanu doszło do brutalnego ataku na jeden z największych obiektów medycznych w kraju – wojskowy szpital w Kabulu. Wczesnym rankiem przy bramie kompleksu wysadził się w powietrze zamachowiec. Był to sygnał do rozpoczęcia głównej fazy ataku. Według władz obiektu i świadków co najmniej trzech uzbrojonych napastników, którzy wcześniej, przebrani za personel medyczny, dostali się do wnętrza szpitala rozpoczęło strzelaninę.
Atak trwał kilka godzin. Napastnicy zajęli pozycje na wyższych piętrach budynku, co poważnie utrudniało działanie jednostek specjalnych, które przybyły na miejsce i otoczyły obiekt. Zginęło ponad trzydzieści osób, a dziesiątki kolejnych zostało rannych. Wszyscy zamachowcy zginęli w czasie akcji antyterrorystycznej. Za atakiem stała lokalna odnoga Państwa Islamskiego.
To tylko przykład, bo w konfliktach asymetrycznych infrastruktura medyczna jest regularnie wykorzystywana do działań operacyjnych, w tym transportu bojowników i materiałów niezbędnych do przeprowadzenia ataków. Podczas walk w Donbasie w 2014 roku Human Rights Watch dokumentowało przypadki, kiedy prorosyjscy separatyści przejmowali ambulansy, a następnie wykorzystywali je do przemieszczania uzbrojonych bojowników przez obszary kontrolowane przez siły ukraińskie. Analogiczne sytuacje miały miejsce ze strony partyzantów FARC i ELN w Kolumbii czy islamskich terrorystów w Iraku i Afganistanie. Chociaż ambulanse i personel medyczny nie były narzędziem ataku bezpośredniego, praktyka ta naruszała neutralność medyczną i stwarzała ryzyko dla cywilów.
Wspólnym mianownikiem tych przypadków jest wykorzystanie symboliki lub infrastruktury medycznej w celach militarnych, które ma zmniejszyć czujność przeciwnika, zwiększyć swobodę działania czy uchronić cenne zasoby przed zniszczeniem, przez ukrycie ich w miejscu chronionym przez prawo. Narusza to oczywiście międzynarodowe zasady ochrony personelu i obiektów medycznych, zwiększając przy tym ryzyko dla cywilów i utrudniając działania humanitarne. Przeciwnicy nauczeni doświadczeniem będą bowiem bardziej skłonni prewencyjnie stosować przemoc wobec pracowników medycznych lub dokładnie ich kontrolować. W najlepszym wypadku oznacza to spadek efektywności ich pracy i nadmiarowe zgony pacjentów, w najgorszym – strzelanie do ambulansów i ratowników.
Kwestia odpowiedzialności
O czym świadczą te przypadki? Istotą porządku opartego na zasadach nie jest naiwna wiara w to, że ich złamanie jest niemożliwe, ale raczej założenie, że ich przestrzeganie długofalowo będzie korzystne dla wszystkich. Jeśli w ramach prawa międzynarodowego umówimy się, że nie atakujemy szpitali, oszczędności wynikające z braku konieczności adaptacji wszystkich szpitali do warunków bojowych będą ogromne. Jeśli umówmy się, że nie werbujemy medyków jako szpiegów – pozwoli im to na efektywniejsze działanie w warunkach kryzysu.
W efekcie jednak pojedyncze złamanie takich zasad przyniesie korzyści nieproporcjonalne do zainwestowanych środków, ponieważ będziemy operować w sferze, która z założenia nie będzie zabezpieczona przed naszymi wpływami.
Długofalowe koszty są jednak przerażające: jak chociażby to, że fasadowa amerykańska operacja szczepień w Pakistanie podważyła zaufanie do zachodnich programów medycznych. Za dane służące do upolowania bin Ladena „zapłacił” nie tylko doktor Shahil Afridi, od piętnastu lat przebywający w pakistańskim więzieniu.
Rząd Pakistanu nakazał personelowi zagranicznemu organizacji humanitarnych (takich jak na przykład Save the Children) opuszczenie kraju, mimo że nie miały one żadnego związku z operacją CIA i oferowały pomoc dla ponad 200 tysięcy miejscowych dzieci. Determinacja rządu Pakistanu w zakresie całkowitego wyeliminowania polio osłabła, podobnie jak zaufanie społeczne do zachodnich projektów medycznych. Dostęp do szczepień przeciw polio w północno-zachodnim regionie Federalnie Administrowanych Obszarów Plemiennych (FATA) zakończył się nagle w czerwcu 2012 roku, pozostawiając w izolacji od medyków ćwierć miliona dzieci. Rozpowszechniania przez talibów opowieść, że szczepienia przeciwko polio są zachodnim spiskiem mającym na celu sterylizację populacji, wróciła do mainstreamu. Terroryści zaczęli zabijać pracowników szczepień przeciw polio, głównie kobiety-wolontariuszki, gdy talibowie zakazali szczepień.
W maju 2012, rok po ataku na bin Ladena, mogliśmy przeczytać w „Scientific American”:
„Śmiertelne konsekwencje już się pojawiły. Mieszkańcy wsi wzdłuż granicy pakistańsko-afgańskiej odpędzili pracowników medycznych, oskarżając ich o szpiegostwo. Dowódcy talibów zakazali szczepień przeciwko polio w niektórych rejonach Pakistanu, wyraźnie powołując się na podstęp związany z bin Ladenem jako uzasadnienie. W grudniu ubiegłego roku dziewięciu pracowników szczepień zostało zamordowanych w Pakistanie, co ostatecznie skłoniło Organizację Narodów Zjednoczonych do wycofania swoich zespołów szczepiących. Dwa miesiące później uzbrojeni napastnicy zabili 10 pracowników szczepień przeciwko polio w Nigerii – co może być oznaką, że przemoc wobec osób prowadzących szczepienia zaczyna się rozprzestrzeniać”.
W latach bezpośrednio następujących po operacji CIA zamordowano w ten sposób dziesiątki medyków. Za współpracę Afridiego zapłacili jego koledzy i koleżanki, którzy nigdy nie zdecydowali się na udział w grach służb.
Polio w Pakistanie, po wcześniejszych sukcesach w jego stopniowej eliminacji, odrodziło się w 2013 roku, a liczba przypadków wzrosła w 2014 roku. 4 maja dyrektor generalna Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Margaret Chan, ogłosiła rozprzestrzenianie się polio globalnym zagrożeniem zdrowia publicznego, wskazując Pakistan jako jedno z głównych ognisk, zarówno ze względu na coraz częstsze występowanie wirusa w kraju, jak i na e jego ekspansję na tereny, gdzie wcześniej został wyeliminowany.
Na początku stycznia 2013 roku dwunastu dziekanów z czołowych amerykańskich szkół medycznych napisało do prezydenta Baracka Obamy list w proteście przeciwko użyciu przez CIA fasadowej kampanii szczepień. Szesnaście miesięcy później, 16 maja 2014, Lisa Monaco, główna ekspertka Białego Domu ds. terroryzmu, odpowiedziała naukowcom, że od sierpnia 2013 roku polityką Stanów Zjednoczonych jest to, że CIA nie będzie już wykorzystywać programów szczepień, pracowników medycznych ani materiałów genetycznych pozyskanych podczas immunizacji do celów wywiadowczych.
To oczywiście wartościowa deklaracja. Z drugiej strony – trudno mieć pretensje do dowolnego światowego przywódcy, który jej nie uwierzy – szczególnie dziś, kiedy obserwujemy, jak do danego słowa podchodzi administracja Donalda Trumpa.
Ponad dekadę później, podczas krwawego ludobójstwa w Gazie, różne frakcje palestyńskie zwracały uwagę na niespotykaną w skali światowej kampanię Izraela przeciwko palestyńskiej infrastrukturze medycznej. Kilka udokumentowanych przypadków wykorzystywania medycznych przebrań przez palestyńskich bojowników powracało w izraelskiej i amerykańskiej prasie jako dowód na to, że ataki są uzasadnione. Czy to, że Wafa Idris ponad dwadzieścia lat temu wykorzystała ambulans do zamachu jest dziś racjonalną przesłanką do „profilaktycznego” ataku na ambulanse Czerwonego Półksiężyca w Gazie czy Czerwonego Krzyża w Libanie? Mam nadzieję, że każdy rozsądny człowiek na tak postawione pytanie odpowie raczej: „nie, to nie jest reakcja proporcjonalna do zagrożenia i prawdopodobieństwa podobnego ataku”. Trudno jednak zarzucać obrońcom tych ataków zupełną irracjonalność, a wytworzona w ten sposób narracja bardzo długo była wystarczająca dla uspokojenia sumień zachodniej opinii publicznej.
Podobne wyjaśnienia mógłbym napisać dla każdej z wyżej opisanych historii – oraz dla dziesiątek tych, dla których zabrakło miejsca w tekście. Opisane sytuacje są bardzo różne: czasami dotyczą medyków, którzy zdecydowali się świadomie zaangażować po którejś ze stron konfliktu, w innych cała decyzyjność leżała po stronie bojowników czy instytucji, które same zdecydowały się przebrać w lekarski kitel.
Podobne naruszenia nie są wyjątkiem, po który sięga tylko ta „zła” strona konfliktu – wybiegi tego typu mają na koncie Amerykanie i siły powiązane z Rosją, Izrael i Palestyńczycy, organizacje terrorystyczne, ale też na przykład kartele narkotykowe. Pojedyncze zazwyczaj incydenty generują długofalowe polityki i stereotypy („Palestyńczycy używają ambulansów do zamachów” albo „Programy szczepień to wybieg amerykańskich służb”), które zabijają ludzi przez dekady po pierwotnym wydarzeniu.
W 2026, kiedy od kilku lat widzimy ścisłą i często nietransparentną współpracę organizacji pomocowych, w tym młodych NGO-sów i niedoświadczonych wolontariuszy z wojskiem, bojówkami i służbami, refleksja ta odnosi się już nie tylko do pracowników medycznych, ale też szeroko pojętego sektora humanitarnego. Nie zawsze chodzi o spektakularną akcję fałszywych szczepień albo zamachowca w kitlu. Czasami żeby pogorszyć sytuację na długie lata wystarczy lekkomyślny wolontariusz przewożący drony albo sprzęt wojskowy w karetce lub pod kartonami z pomocą humanitarną. Kluczowa wydaje się tutaj jednak prosta lekcja: z militarnego i wywiadowczego wykorzystania struktury cywilnej profity mają głównie służby i ponurzy panowie w mundurach, koszty spadają jednak na tych, którym oryginalnie miały one służyć: najsłabszych i najszlachetniejszych, zwykłych ludzi i osoby, które z narażeniem własnego życia niosą pomoc innym, często w zupełnie innym miejscu i czasie.

