Artykuł oryginalnie ukazał się 42. numerze papierowym Magazynu Kontakt „Prawdziwa cywilizacja śmierci”.
Simone Weil urodziła się w 1909 roku w Paryżu w zlaicyzowanej rodzinie żydowskiej. Miała kochających rodziców i brata, który był wybitnym matematykiem. Gdy miała piętnaście lat, znajomi gratulowali rodzicom dzieci: geniusza i piękności. Od tego momentu przestała dbać o swój wygląd. Po ukończeniu studiów filozoficznych uczyła w liceach, angażując się równocześnie w działalność związków zawodowych. W 1937 roku przez kilka miesięcy służyła w batalionie syndykalistów walczącym w ogarniętej wojną domową Hiszpanii.
Za życia nie wydała żadnej książki, ale publikowała artykuły i opracowała ważną broszurę „Rozważania o przyczynach wolności i ucisku społecznego”, o której Albert Camus pisał po latach, że „od czasów Marksa myśl polityczna i społeczna na Zachodzie nie wydała nic bardziej przejmującego i proroczego”. Dotyczyła ona zwłaszcza wyniszczających warunków pracy w przemyśle. Kluczowymi sprawami były według Weil praca i edukacja rozwijające osobowość człowieka. Zaangażowana w środowiskach lewicowych, prowadziła długie rozmowy z Lwem Trockim. Była jednak zdecydowanie niechętna komunizmowi.
Przed trzydziestymi urodzinami przeżyła wstrząs spotkania z chrześcijaństwem, które wciągnęło ją w pełni. Bardzo pragnęła chrztu i dostąpienia do sakramentów, ale odrzucała niemal całą tradycje starotestamentową – oprócz Ksiąg Hioba i Izajasza oraz niektórych spośród Psalmów – z jej okrutnym Bogiem plemiennym. Wytykała Kościołowi zarażenie się władzą od „ateistycznego” Rzymu oraz zasadę „anatema sit” i inkwizycję. Odnosiła się z szacunkiem do tradycji gnostyków i langwedockich Albigensów. W jej przekonaniu prawdziwa cywilizacja chrześcijańska zaistniała tylko raz w dziejach: w XII wieku w krajach Langue d’Oc. Krucjata przeciw Albigensom i inkwizycja położyły tej cywilizacji kres.
Szczególnie ważnym, a dla wielu trudnym do przyjęcia, aspektem myśli Simone Weil jest dyscyplina wewnętrzna i wyzbywanie się indywidualności. Mówiąc o potrzebie wygaszania pragnień i „oderwania się”, zbliża się ona do buddyzmu. Przywołuje też kategorię amor fati, czyli miłości przeznaczenia, znaną z filozofii Marka Aureliusza. Można odnieść wrażenie, że przez całe życie tęskniła do zniknięcia. Bliscy jej byli wielcy mistycy, na przykład Jan od Krzyża czy mistrz Eckhart, ale szukała ich też w islamie i w religiach Wschodu.
W 1942 roku wyjechała do USA, a stamtąd do Anglii, gdzie pracowała w sztabie Wolnych Francuzów generała de Gaulle’a. Napisała wtedy obszerny memoriał o objęciu władzy we Francji i pożądanym kierunku reform. Współpracownik i przyjaciel Weil, Maurice Schuman, który był wówczas bliskim doradcą generała, mówił mi po latach, że de Gaulle znał ten dokument i że pamiętał o nim, kiedy po raz drugi obejmował władzę w latach 50.
Simone chciała walczyć i prosiła, by wysłać ją na tereny okupowane, ale była coraz słabsza. Jadła tylko tyle, ile otrzymywali od Niemców mieszkańcy podbitej Europy. Zmarła w sierpniu 1943 roku w szpitalu w Ashford w hrabstwie Kent.
Przyjaciele wydali jej prace w kilkudziesięciu zeszytach. Torował im drogę opracowany przez tradycjonalistę Gustave’a Thibona zbiór myśli zatytułowany „Siła ciążenia i łaska”. Znaczną jego część umieściłem w wyborze pism Simone Weil, który pod tym tytułem ukazał się w 1961 roku w „Znaku”. Zaskakująca była u tej filozofki pracy i rozwoju miłość do przeszłości. Bez tradycji i dziedzictwa duchowego wszelka walka o rozwój człowieka i społeczeństwa jest według niej niemożliwa, bo jesteśmy na to po prostu za słabi.
Wydane we wspomnianym zbiorze „Zakorzenienie”, głębokie studium historii Francji, jest wielką odpowiedzią Weil na ludzką potrzebę wspólnoty, ale bez trucizny nacjonalizmu, który egoistycznie oddziela nas od dobra innych ludzi i narodów. Znamienny jest podtytuł tego manifestu: „Wstęp do deklaracji obowiązków wobec istoty ludzkiej”. To wyraźna, ale spóźniona kontrpropozycja wobec Deklaracji Praw Człowieka. Jej zdaniem człowiek nie ma z natury rzeczy żadnych przyrodzonych praw, lecz zdobywa je w walce o byt, w którym toczy się wciąż gra sił. Dzieje się to w społeczeństwie, w którym dominuje walka i rządzi na ogół „książę tego świata”. Świat przenikają też jednak chroniące ludzi okruchy dobra. „Zakorzenienie” jest walką o człowieka i o jego rozwój. Jako takie stanowi kontynuację tego samego wezwania, które Simone sformułowała kilka lat wcześniej w swoim traktacie o zagrożeniach i wyzwaniach stojących przed ludzką pracą.
Doświadczenie duchowe i religijne Simone Weil stanowi dla nas, chrześcijan, ale i dla wyznawców innych religii, a także dla osób niewierzących, niełatwe wyzwanie. Pomaga jednak zrozumieć kondycje duchową współczesnego człowieka, jej pułapki i złudzenia, którym ulegamy – oraz dobro, które spotykamy i które czeka na naszą odpowiedź.
