Tego samego roku, w którym wilk Lego został ojcem, zginął zastrzelony przez myśliwego. Pod koniec sierpnia 2024 roku uczyłby swoje szczenięta poznawania świata, przynosiłby im jeszcze pożywienie – na tym etapie życia były bezradne. Do swojej rodziny jednak już nie wrócił.
Lego nosił obrożę telemetryczną, dzięki czemu badacze z Uniwersytetu Gdańskiego otrzymali informację, że od kilku godzin nie poruszył głową. Wiedzieli już, że prawdopodobnie nie żyje. Zespół badawczy wyznaczył nagrodę za wskazanie sprawcy, 10 tysięcy złotych. Ten jednak zgłosił się sam – okazało się, że to członek koła łowieckiego. Jak twierdził, „pomylił wilka z lisem”.
Rok po zdarzeniu sprawa przed sądem w Stargardzie Gdańskim wciąż się toczy. Mimo formalnych wniosków, ani Uniwersytet Gdański, ani Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” nie uzyskały w niej statusu poszkodowanych, nie mogą więc składać wniosków dowodowych i reprezentować Lego. Przestępca może usłyszeć wyrok do pięciu lat więzienia. Jednak w praktyce takie wyroki zapadają rzadko.
Sukces odbudowy i krucha codzienność
Na tle Europy Polska wyróżnia się dużą liczebnością populacji wilka – szacuje się, że w kraju żyje między 2866 a 4270 osobników. To ogromny sukces ochrony przyrody. W latach 70. w wyniku intensywnego odstrzału populacja liczyła mniej niż sto wilków, a gatunek znalazł się na granicy wymarcia. Przełom nastąpił w 1998 roku, gdy wilki objęto ochroną ścisłą na terenie całego kraju.
– Wzrost populacji wilków wynika z rozszerzania się zasięgu ich występowania – wyjaśnia Robert Mysłajek, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. – Gdy objęto je ochroną, zaczęły zajmować tereny, gdzie kiedyś zostały wytępione. Efekt był spektakularny: wilki z Polski pojawiły się w Niemczech, dotarły do Danii, Belgii, Holandii, Luksemburga czy nizinnych obszarów Czech.
Ten sukces nie oznacza jednak bezpieczeństwa. Wilki nierzadko giną z rąk kłusowników, a sprawy kończą się umorzeniami. Badania ekspertów ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, IBS PAN w Białowieży i Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, że w Polsce co roku nielegalnie zabijanych jest średnio około 150 wilków – liczba ta może być jednak wyższa.
Mysłajek przywołuje historię wilka potrąconego przez samochód, którego wraz z innymi badaczami zawiózł do ośrodka rehabilitacji. Po kilku miesiącach leczenia wilk wrócił na wolność. Wtedy jednak doszło do tragedii: – Po pewnym czasie znaleźliśmy tylko jego obrożę zakopaną w worku pod ściółką. Wilk został zastrzelony. Dlaczego? Bo ktoś mógł to zrobić. Palec na spuście stał się ostateczną instancją. Było to dla nas szczególnie dramatyczne, bo wcześniej uratowaliśmy tego wilka.
Piotr Chmielewski, doktor socjologii środowiska, edukator i członek Stowarzyszenia „Z Szarym za Płotem”, mówi: – Znamy tylko wierzchołek góry lodowej. Sprawcy szeroko rozumianej „wildlife crime”, czyli przestępczości na dzikiej przyrodzie, rzadko są pociągani do proporcjonalnej odpowiedzialności karnej.
Chmielewski wraz z radczynią prawną doktor Agnieszką Serlikowską przeanalizowali orzeczenia i decyzje wydane w latach 1922-2022, które mogły być powiązane z nielegalnym zabijaniem wilków. Mimo długiego i skomplikowanego badania odnaleźli zaledwie 58 dokumentów, które mogły dotyczyć śmierci wilków.
– Analiza prawna wskazuje, że wilki chronią w tej chwili zapisy czterech ustaw. Jednak te przepisy się ze sobą kłócą. Nie ma systemowego podejścia, sprawy często pozostają niezgłoszone, a służby są przeciążone i niedofinansowane – podsumowuje Agnieszka Serlikowska.
Cień wilka nad Brukselą
We wrześniu 2022 roku przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen znalazła Dolly, swojego ukochanego kucyka, martwego po ataku wilka. Europejski zamach na wilki często łączy się z tym wydarzeniem i osobistą wendettą szefowej KE.
Już w listopadzie 2022 r. kierowana przez Von der Leyen Europejska Partia Ludowa (EPL), wspierana przez liberałów z Renew Europe, Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) i europosłów skrajnej prawicy, ostrzegała, że „rosnąca populacja dużych drapieżników zagraża tradycyjnemu rolnictwu”. Następnego dnia Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą Komisję Europejską do rozważenia obniżenia statusu ochrony wilków i niedźwiedzi.
Ostatecznie decyzje na szczeblu europejskim doprowadziły do zmiany klasyfikacji gatunku, z „ściśle chronionego” na „chroniony”, już w maju 2025.
Za zmianą zagłosowało 371 europosłów, 162 zagłosowało przeciw, a 37 wstrzymało się od głosu. Wśród głosujących „za” znalazła się liczna reprezentacja z Polski, wśród nich część posłów z KO i PSL, posłowie PiS i Konfederacji. Gdy zapytałam posłów i posłanki o powody tej decyzji, nie odpowiedzieli.
Polskie stanowisko wydaje się sprzeczne i wiele wskazuje na to, że konflikt wokół wilka toczy się też wśród polskich polityków. Za obniżeniem poziomu ochrony wilków zagłosowała większość europosłów, a Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Stefan Krajewski, chce nawet pójść o krok dalej i wprowadzić zmiany w polskim prawie, nie czekając na Unię. Apeluje o „podjęcie zdecydowanych działań w zakresie zmiany przepisów krajowych, w szczególności w zakresie obniżenia statusu ochrony wilka w Polsce z «ochrony ścisłej» na «ochronę częściową»”. Jednocześnie Ministerstwo Klimatu i Środowiska deklaruje, że status ochrony wilka się nie zmieni.
Eksperci obawiają się jednak, że nieprzychylny wilkom europejski klimat wpłynie również na ich sytuację w Polsce.
Mity, strach i rola mediów
„Dzieci są w niebezpieczeństwie. Boją się wychodzić z domów przez wilki” – to zdanie w różnej formie przewija się w mediach i wypowiedziach polityków. Podobne tematy poruszane są w całej Europie. Analiza mediów i wypowiedzi polityków w Polsce, Szwecji, Holandii, Belgii, Czechach i we Włoszech do najczęściej powtarzanych mitów należą stwierdzenia, że wilków jest za dużo w ekosystemie, że liczba strat rolniczych gwałtownie rośnie, że już niedługo w lasach zabraknie zwierzyny łownej, a także to, że wilki zabijają dla zabawy.
Wilków nie jest „za dużo”. Liczebność drapieżnika wyznaczana jest przez dostępność pokarmu i przestrzeń. Terytoria grup rodzinnych mogą się stykać, ale nie pokrywać w stu procentach. Młode wilki w okresie dyspersji szukają nowych miejsc i partnerów do rozrodu – to naturalny mechanizm regulujący populację.
W większości badanych krajów przebijał się też pogląd, że to człowiek powinien kontrolować populację wilków, mimo, że eksperci odnoszą się do tego krytycznie.Wskazują, że odstrzał rozbija grupy rodzinne, co utrudnia wilkom polowanie i może prowadzić do zwiększenia liczby ataków na łatwiejszą zdobycz, jaką stanowią zwierzęta domowe czy gospodarskie. W Polsce istnieją jednak możliwości legalnego odstrzału pojedynczych osobników, gdy zwierzęta powodują poważne szkody w gospodarstwach lub uznaje się je za zagrożenie dla ludzi. Takie decyzje zapadają, gdy inne sposoby ochrony – jak ogrodzenia czy pastuchy – nie działają.
Wilki nie sprawią też, że w lasach zabraknie zwierząt. Ograniczają one liczebność jeleni i saren, ale nie zagrażają ich populacjom – przeciwnie, regulują je w sposób korzystny dla lasu. Jak wskazują badacze z IBS PAN w Białowieży drapieżniki odgrywają ważną rolę w naturalnym systemie regulacji liczebności populacji dzikich ssaków kopytnych w ekosystemach leśnych.
Polowanie to nie zabawa, a wilki nie zabijają „dla sportu”. Takie wrażenie mogą sprawiać sytuacje gdy drapieżniki po dostaniu się do zwierząt gospodarskich, na przykład owiec, zabijają większość stada. Eksperci tłumaczą jednak, że polują one wówczas na zapas – nie wiedząc, że nie będą mogły wrócić po zdobycz. To nie krwiożerczość, lecz reakcja na zbyt łatwo dostępny pokarm.
Na polityczne decyzje wpływa też język, jakim mówimy o wilkach – a ten coraz częściej bazuje nie na faktach, lecz na emocjach i uprzedzeniach. Naukowcy stale apelują do redakcji o weryfikowanie sensacyjnych, często niepotwierdzonych historii. W maju 2025 roku ostrzegali: „Z niepokojem stwierdzamy, że informacje zamieszczane w mediach na temat wilków są często nieprawdziwe, mylące i wprowadzają odbiorcę w błąd”. Eksperci przestrzegają również przed stroną WilkiAlert, która zbiera dane na temat spotkań z wilkami w Polsce – każdy może zgłosić tam zdarzenie, w którym brały udział wilki. Strona przypomina rządowe alerty pogodowe, może więc sprawiać wrażenie oficjalnego medium, na co zwraca uwagę Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. Zgłoszenia nie podlegają weryfikacji, wiele z nich może więc niepotrzebnie wzbudzać strach.
Przekonania o wilkach istniały w naszej kulturze od wieków. Jak przypomina prof. Roman Gula z fundacji SAVE – Wildlife Conservation Fund: – Wilk ma specjalne miejsce w naszym kręgu kulturowym. Wizerunek wilka jako uosobienia zła występuje od Biblii po „Czerwonego Kapturka”.
Spór o narrację
– Kto ma narrację, ten ma władzę – mówił Piotr Chmielewski 21 czerwca 2025 roku podczas spotkania w Niewidzialnym Turnickim Parku Narodowym. – Słowo jest potężną bronią. Wilk sam siebie nie obroni, dlatego ważne dla przyszłości jego ochrony jest to, jak o nim mówimy. Na Podkarpaciu, gdzie populacja wilków jest jedną z najliczniejszych, konflikty między działalnością człowieka a drapieżnictwem tego gatunku również pojawiają się częściej.
Dzień później interpelację w sprawie wzrostu populacji wilka w Polsce złożył poseł partii Kukiz15 Jarosław Sachajko: – Polska wieś staje się ofiarą ideologicznie motywowanej ochrony gatunku, który przestał być zagrożony, a zaczął zagrażać, i to w sposób bezpośredni, ludziom oraz ich dobytkowi – pisał.
Dwa tygodnie później spór o narrację przeniósł się do sejmu. 9 lipca zostało zwołane posiedzenie sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w związku z zaniepokojeniem mieszkańców Podkarpacia liczbą konfliktowych zdarzeń z wilkami.
Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Rzeszowie Sławomir Serafin wraz z ekspertami i przedstawicielami administracji podkreślał, że w prowadzonej od 1999 roku ewidencja liczby zagryzionych zwierząt gospodarskich nie widać tendencji wzrostowej. – Rokiem, w którym odnotowaliśmy największą liczbę szkód, był 2010. Wówczas na terenie województwa podkarpackiego, jeżeli chodzi o wilki, wystąpiły 242 szkody. W roku ubiegłym mieliśmy 199 szkód. Na ten rok mamy 37 – mówił. Zauważył jednak, że w województwie z roku na rok funkcjonuje mniej hodowli, co może również wpływać na statystyki. Liczba zagryzień zwierząt gospodarskich jednak z pewnością nie rośnie lawinowo, jak bywa to przedstawiane.
Dane te i skuteczność istniejących procedur były jednak wielokrotnie podważane przez myśliwych i przedstawicieli organów łowieckich – Marcina Możdżonka (prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej Polskiego Związku Łowieckiego), Rafała Ciszewskiego (wiceprezesa NRŁ PZŁ) i Pawła Budzyńskiego (wiceprzewodniczącego związku zawodowego myśliwych „Wspólna Sprawa”). Mimo deklaracji, że nie „spieszy im się do polowań na wilki”, ostrzegali przed rzekomo narastającym zagrożeniem. Za ich retoryką podążyli posłowie PiS i Konfederacji.
Poseł Konfederacji Andrzej Tomasz Zapałowski z okręgu krośnieńskiego posunął się dalej. Twierdził, że wilkom grożą swego rodzaju samosądy ze strony mieszkańców i zapowiadał zmianę polityki wobec wilka w przyszłym rządzie: – Jest absolutne przyzwolenie społeczne na wszystkich szczeblach do totalnej redukcji wilka. Ludzie w moim okręgu, jak się wkurzą, po prostu wytną tego wilka i nikt palcem nie kiwnie. Każdy wójt, każdy burmistrz będzie klaskał. Nie wiem, czy za kilka miesięcy, czy za dwa lata, jak zmieni się układ polityczny, tym większy będzie drastyczny odstrzał wilka.
Mieszkańcy mogą widywać wilki częściej niż dawniej, a także się ich obawiać – tym bardziej, że z każdej strony słyszą alarmistyczne wiadomości. Ze względu na powszechność smartfonów i mediów społecznościowych, zdjęcia wilków (albo psów, które bywają z nimi mylone) błyskawicznie rozprzestrzeniają się w sieci. Jak podkreśla prof. Gula, dane telemetryczne wskazują, że wilki w Polsce stale funkcjonują w pobliżu terenów zamieszkanych przez ludzi, co wynika ze struktury krajobrazu. Nie oznacza to jednak, że regularnie „podchodzą pod domy” w poszukiwaniu kontaktu z ludźmi. Wręcz przeciwnie – boją się ludzi i starają się trzymać od nich na bezpieczny dystans. Od II wojny światowej nie doszło do ataku dziko żyjącego wilka na człowieka. Dwie ostatnie sytuacje, w których wilki kogoś ugryzły, miały miejsce w 2018 roku i dotyczyły wilków wcześniej dokarmianych przez ludzi. Źle zabezpieczone śmietniki, które ułatwiają wilkom dostęp do ludzkiego pożywienia sprawiają, że zwierzęta częściej zbliżają się do osiedli. To może prowokować częstsze kontakty i konflikty.
Chaos planistyczny i szybka urbanizacja prowadzą do utraty siedlisk oraz fragmentacji populacji wilków: – W Polsce nie ma realnego planowania przestrzennego. Coraz trudniej mówić o ciągłości ekologicznej, gdy kolejne korytarze migracyjne przecinane są przez drogi i nowe osiedla. To proces, który toczy się po cichu, ale skutecznie degraduje środowisko – mówi Gula.
Jak wspierać koegzystencję?
Ochrona zwierząt gospodarskich i domowych przed atakami to jedyny skuteczny środek, który pozwala na trwałe utrzymywanie konfliktów na linii wilki–człowiek na niskim poziomie. To są konflikty tak stare, jak stara jest hodowla zwierząt – mówiła Sylwia Szczutkowska, przedstawicielka Stowarzyszenia „Pracownia na rzecz Wszystkich Istot”, w czasie lipcowej Komisji Ochrony Środowiska.
W Polsce hodowcy mogą ubiegać się o wsparcie w zabezpieczeniu zwierząt od Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska, właściwych miejscowo Dyrektorów Parków Narodowych czy ekologicznych organizacji pozarządowych. Otrzymują dofinansowania na zakup ogrodzeń elektrycznych, fladr, a także stróżujących psów pasterskich.
Wypłacane są też ustawowo odszkodowania za zwierzęta, które zginęły w wyniku ataku wilka. I choć przypadki szkód rolniczych gwałtownie nie rosną, strata zwierząt może być trudna z wielu powodów – w tym emocjonalnych. Dlatego tak ważne jest wsparcie instytucji i zrozumienie problemu.
Większość działań dotyczących współistnienia wilków i ludzi jest realizowana przez często niedofinansowane i przeciążone Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska. Problemem są też niewykorzystywane fundusze unijne. Obecnie Polska jako jeden z niewielu krajów Unii Europejskiej nie przeznacza środków ze Wspólnej Polityki Rolnej na działania prewencyjne zabezpieczające przed szkodami od dużych drapieżników. Jak zaznacza WWF Polska, wdrożenie większego wsparcia dla hodowców na przykład ze środków WPR lub Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich powinno być koniecznością.
Eksperci zwracają również uwagę na brak podejścia systemowego w kwestii ochrony wilków. Według prof. Guli: – Potrzebujemy wspólnego systemu zarządzania dziką przyrodą opartego na trzech filarach: spójnej administracji (powołania krajowej agencji ochrony przyrody, która łączyłaby kompetencje rozproszone dziś między resortami i urzędami), zapleczu badawczym (wzmocnienia państwowych instytutów naukowych i poprawy monitoringu populacji) i wykonawstwie terenowym (utworzenia straży ochrony przyrody opartej na strukturach Lasów Państwowych, z realnymi uprawnieniami kontrolnymi).
Znaczna część działań informacyjnych i edukacyjnych jest podejmowana przez organizacje pozarządowe i działaczy na rzecz środowiska, takich jak Piotr Chmielewski, który prowadzi szkolenia dla urzędników, uczniów i nauczycieli oraz służb mundurowych, mające na celu zmianę postrzegania wilków przez społeczeństwo. – Ważne, żeby zaopiekować potrzeby ludzi żyjącym z tym gatunkiem, pomóc, jeśli chodzi o wiedzę i dostęp do współfinansowania na środki zabezpieczające – mówi Piotr Chmielewski.
Jedną z gmin, które odwiedził, jest położony pod Poznaniem Czerwonak, gdzie samorząd i organizacje pozarządowe prowadzą szeroką kampanię informacyjną dotyczącą wilków i wspierają świadomość ekologiczną. W styczniu Michał Felińczak z Fundacji Równe Moce wyruszył na ponad 600-kilometrową wyprawę śladami wilka, by opowiedzieć o relacji człowieka z przyrodą i budować wiedzę o tym drapieżniku: – Wilka trzeba zrozumieć, a nie się go bać. Najczęściej boimy się tego, czego nie znamy – mówił.
Wójt Czerwonaka Marcin Wojtkowiak podkreśla, że konflikt wokół wilków w Polsce często budzi skrajne reakcje. Widzi jednak rolę samorządu w łagodzeniu sporów i wspieraniu dialogu między różnymi grupami. Jednak, jak zauważa: – Obawiam się, że jeśli dojdzie do sytuacji, w której wilk wejdzie komuś na posesję, i zagryzie psa, to wtedy i u nas pojawią się bardzo skrajne opinie.
Edukacja to podstawa zmiany. Powinna być oparta na faktach i badaniach, a nie na mitach i emocjach. Ważna jest też presja na polityków i realne działania. – Musimy pamiętać, że edukacja to proces długofalowy. Jeśli chcemy rozwiązać problemy, nie możemy skupiać się tylko na edukacji najmłodszych, którzy świadome polityczne decyzję będą podejmować za 20 lat. Potrzebujemy rozwiązań już teraz – przypomina Robert Mysłajek. – Musimy uczyć się krytycznego myślenia, sprawdzać źródła, pytać polityków o ich deklaracje wobec przyrody i je weryfikować. Wspierajmy lokalne inicjatywy i organizacje. To one realnie zmieniają sytuację.
***
– Wilk nie jest ani dobry, ani zły. Jest jednym z dzikich gatunków, które starają się przetrwać w świecie zdominowanym przez człowieka, jak mówił profesor David Mech – podsumowuje Piotr Chmielewski. – Budujmy jego wizerunek zgodnie z rzeczywistością: bez demonizacji i bez disneyowskiego lukru.
Ostatnie wydarzenia pokazują, że ochrona wilka – w Polsce i w całej Europie – nie jest dana raz na zawsze. Nawet największy sukces ochrony przyrody można łatwo odwrócić. To, jak o niej mówimy może budować zrozumienie albo strach. A od tego, jak opowiemy historię wilka, zależy także jego przyszłość.

Artykuł został opracowany przy wsparciu Journalismfund Europe.

