fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Santiago: Chiapas – Kościół, który stanął po stronie ludu

Między oporem, dialogiem i nadzieją dla rdzennych mieszkańców Chiapas. O przemocy, buncie i Kościele, który działał jak małe państwo, opowiada jeden z najbliższych współpracowników bpa Ruiza.
Santiago: Chiapas – Kościół, który stanął po stronie ludu
ilustr.: Zuzanna Wojda

Z Jorge Santiago rozmawia Magdalena Krysińska-Kałużna.

Jesteśmy w San Cristobal de Las Casas, stolicy stanu Chiapas, który jest regionem szczególnym. Został włączony do Meksyku dopiero w 1841 roku. Wcześniej stanowił część Gwatemali i, podobnie jak ten kraj, jest w dużym stopniu zamieszkały przez społeczności majańskie: Tzotzilów, Tzeltalów, Choli, Tojolabalów… Bogactwo kulturowe nie wiąże się w Chiapas z bogactwem ekonomicznym większości mieszkańców. To tu – w obronie tubylczej godności i z nadzieją zbudowania „innego świata” – w 1994 roku wybuchło powstanie zapatystowskie. W mediacjach pomiędzy powstańcami a rządem meksykańskim pośredniczył biskup Samuel Ruíz, nazywany przez Indian: „Tatik”, czyli „Ojciec”. Samuel Ruíz tworzył Kościół ubogi i dla ubogich, kierując się wskazaniami teologii wyzwolenia i współtworząc teologię indiańską (teologia india), Ty byłeś jego prawą ręką. Urodziłeś się w San Cristobal i wróciłeś tu w wieku 26 lat, po studiach teologicznych w Rzymie, zdecydowany, by zmienić świat. Jaki Kościół i jaki świat chciałeś stworzyć wspólnie z Samuelem Ruízem?

W Chiapas istniała wyjątkowo silna separacja między bogatymi a biednymi, między Metysami, Indianami i tymi, którzy uważali się za klasę wyższą. Ja sam pochodzę z Metysów i z biedoty. Studiując w Rzymie, stałem się częścią instytucji dość skomplikowanej, jeśli chodzi o strukturę i ideologię. To jednak Kościół ułatwił mi krytyczne podejście do rzeczywistości. Dawał mi poczucie misji, ewangelizacji umożliwiającej transformację niesprawiedliwych relacji. Energia, która wówczas się we mnie pojawiła, poruszała moim życiem, a Chiapas stało się moim celem. Rzeczywistość tej części Meksyku była bardzo istotna dla mojego przebudzenia i sposobu rozumienia świata. Tworzyły ją społeczności tubylcze, ich różnorodność, ale także wyzysk i złe traktowanie, którego doświadczały, władza skoncentrowana na dominacji i dyskryminacji. Chciałem zmienić świat, położyć kres tej niesprawiedliwości. Ważnym punktem było odkrycie, że najlepszą przestrzenią dla mnie i dla moich poszukiwań nie jest bycie księdzem, ale raczej stworzenie wspólnoty kościelnej.

Bardzo szybko doświadczyłem witalności ludzi, których celem jest wyzwolenie. Pod koniec stycznia 1970 r., w Xicotepec de Juárez w stanie Puebla, odbył się dialog między przedstawicielami Kościoła katolickiego i przedstawicielami różnych ludów tubylczych, w którym uczestniczyłem i mogę powiedzieć, że znalazłem przewodnika w moich poszukiwaniach. Był to głos ludów uciskanych, kolonizowanych i marginalizowanych.

Przez lata pracowałeś z Don Samuelem Ruizem. Czy mógłbyś powiedzieć, jakie były Wasze najważniejsze działania?

Od samego początku współpracy, w 1969 roku, wspólnie szukaliśmy sposobów przekształcania niesprawiedliwych relacji w diecezji. Wymagało to między innymi promowania szerokiego dialogu na wszystkich poziomach. Działania duszpasterskie opieraliśmy na dokumentach z Medellín i Melgar, teologii kultur i wdrażaniu wynikających z nich refleksji na poziomie krajowym i międzynarodowym. Zająłem się koordynacją działań organizacji założonej przez Don Samuela: Desarrollo Económico y Social de los Mexicanos Indígenas (Rozwój Ekonomiczny i Społeczny Tubylczych Meksykanów).

W diecezji organizowaliśmy kursy dla katechistów i opracowaliśmy plany rozwoju. Szukaliśmy odpowiedzi na pytania postawione na zwołanym przez Don Samuela w 1974 roku Pierwszym Kongresie Tubylczym. Dotyczyły one podstawowych dla autochtonicznych wspólnot kwestii: ziemi, edukacji, zdrowia i handlu. Wraz z ustaleniami Kongresu zaczęła rozwijać się w diecezji opcja dla ubogich. Jest to czas nasilonych represji ze strony państwa. Na terytoriach tubylczych budowane są zapory hydroelektryczne, rozpoczyna się wzmożona eksploatacja selwy, państwo zawłaszcza ważne dla mieszkańców Chiapas obszary. W diecezji zadajemy pytania o rolę Kościoła w tym wszystkim. Powstaje idea wewnętrznego organizowania się społeczności tubylczych. W rezultacie zainaugurowane zostaje Pierwsze Zgromadzenie Diecezjalne. Jest ono odpowiedzią na inwazję i walkę o ziemię.

Jednocześnie w diecezji w powiązaniu z procesem ewangelizacji powstawał silny ruch społeczny zdolny do reagowania na strategię działań państwa, które podtrzymywało dotychczasową politykę dominacji i represji ze względu na ogromny potencjał ekonomiczny Chiapas. Ten ruch społeczny, który istnieje do dziś jako Pueblo Creyente, pozwolił nam szybko reagować na kryzysy: na sytuację gwatemalskich uchodźców, konflikty religijne w społecznościach tubylczych, represje, militaryzację, kontrolę terytorialną, dynamikę okupacji i kontroli granicy.

Na początku lat 90. znów było dużo represji ze strony państwa, a także zniechęcenia w Kościele. W Zgromadzeniu pojawił się wówczas pomysł konsultowania z ludźmi sposobów działania, szukania nowych dróg. Zmieniła się też struktura Zgromadzenia. Pojawiły się w nim kobiety w roli osób odpowiedzialnych za różne obszary działań. W diecezji powołaliśmy zespoły zajmujące się kwestiami zdrowia, sprawiedliwości, kwestiami ekonomicznymi, sprawami dzieci, sprawami kobiet.

Funkcjonowaliście jak małe państwo.

Prawda? Diecezja brała na siebie obowiązki, które zazwyczaj wypełnia państwo.

I jak zareagowało na to państwo?

Represjami, wydalaniem księży, przede wszystkim księży obcokrajowców. Mobilizację ruchu Pueblo Creyente wywołało uwięzienie księdza Joela z parafii w Simojovel, którego oskarżono o kradzież. Jednak prawdziwym powodem represji była jego postawa polityczna. Pojawiało się wiele gróźb także wewnątrz instytucji Kościoła. Nuncjusz apostolski, Jerónimo Prigione, próbował zdelegitymizować działania Don Samuela, który musiał włożyć wiele wysiłku, by obronić swoje pozycje.

Działając w ten sposób, doczekaliśmy czasu jasno wyrażonych postaw i działań, jakimi były Deklaracja Wojny z Dżungli Lakandońskiej i powstanie ogłoszone przez Zapatystowską Armię Wyzwolenia Narodowego (EZLN) 1 stycznia 1994 roku. Kościół towarzyszył wszystkim tym procesom. Był świadkiem działań organizacyjnych, był częścią wielkiej transformacji politycznej, krytyki państwa i jego mechanizmów. Był w stanie zrozumieć różnicę między ewangelizacją dominującą a ewangelizacją wyzwalającą, a jednocześnie zaangażował się w decyzje i poszukiwania, które podejmowały lokalne społeczności.

Mieszkańcy Chiapas was wspierali?

Były momenty, na przykład podczas rozmów w San Andrés [rozmowy prowadzone pomiędzy EZLN a rządem meksykańskim, w których jako negocjator uczestniczył biskup Samuel Ruíz – MKK], kiedy tworzono kordony bezpieczeństwa, aby wesprzeć dialog: wokół katedry, wokół miejsc, w których toczyły się rozmowy. Z drugiej strony, zawsze panowało przekonanie, że te rozmowy to sprawa tubylczych mieszkańców. To znaczy, że walka dotyczy Indian, a nie pozostałych obywateli. A ponadto, że ta walka może być sprzeczna z interesami Metysów. Działo się tak także dlatego, że tubylczy mieszkańcy stanowili przeciwieństwo lokalnej władzy, kupców, właścicieli ziemskich i tym podobnych. Dochodziło do konfrontacji.

W jaki sposób diecezja współpracowała z EZLN? Jak struktury utworzone przez diecezje wspierały zapatystów? I jaką rolę odgrywał w tej współpracy Don Samuel?

Ważny dla zrozumienia roli odgrywanej przez Don Samuela wobec EZLN jest fakt, że diecezja zawsze była obecna w tubylczych wspólnotach. Kościół jest instytucją działającą wśród nich od czasu kolonizacji. Pięćsetlecie odkrycia Ameryki obchodzone w 1992 roku,  było znaczące dla zrozumienia z jednej strony oporu ludów tubylczych, a z drugiej postawy Kościoła wyrażonej na Soborze Watykańskim II – potrzeby inkulturacji, wcielenia się Kościoła w kultury.

Zapatystowska Armia Wyzwolenia Narodowego powstawała pośród struktur stworzonych przez diecezję i wspólnoty tubylcze. Działały już sprawdzone przestrzenie i metody komunikacji, organizowania spotkań, modele pracy. Tak więc powstanie EZLN nastąpiło w samym środku procesu budowania wielkiego ruchu, w który zaangażowane były indiańskie wspólnoty i duszpasterze. Pomiędzy EZLN i rzeczonym ruchem istniały wzajemne powiązania. Osoby działające w ruchu Pueblo Creyente niejednokrotnie tworzyły grupy wsparcia dla zapatystów, znały rodziny powstańców.

Na podstawie moich doświadczeń mogę stwierdzić, że istniała współpraca i uczestnictwo diecezji w powstaniu EZLN. Mówię to, pamiętając jednocześnie o autonomii i tożsamości zarówno diecezji, Don Samuela, jak i EZLN. Każdy proces określa się na własnych zasadach: diecezja trwa, procesy organizacyjne, które wyłaniają się z Kościoła również, a EZLN nadal oświetla nam drogę w obliczu śmierci i wywłaszczenia, w obliczu wojny i postępującej akumulacji władzy.

Po raz pierwszy spotkaliśmy się dokładnie dwa tygodnie po zabójstwie księdza Marcela Péreza Péreza zastrzelonego na ulicy San Cristóbal de Las Casas po wyjściu z kościoła. Ksiądz Marcelo był głosem słabych, opuszczonych przez państwo, wysiedlonych, głosem matek uprowadzonych dzieci. Był Indianinem Tzotzil i jednym z przywódców Pueblo Creyente. Dlaczego ksiądz Marcelo musiał umrzeć?

Ksiądz Marcelo był kapłanem zaangażowanym i wiernym Kościołowi, przede wszystkim głębi orędzi i encyklik papieża Franciszka. Był duszpasterzem w Chenalhó, w Simojovel, w San Cristóbal, głęboko zakorzenionym w tożsamości swojego ludu.

Będąc częścią wielkiego ruchu w obronie życia, jakim jest Modevite (Movimiento en defensa de la Vida y el Territorio), był odpowiedzialny za duszpasterstwo społeczne w Chiapas. Zaangażowany w potępianie cacicazgos konfrontował się z władzami w bardzo konfliktowych obszarach stanu Chiapas. Mając pełną świadomość tego, co jest właściwym sposobem działania dla niego jako kapłana, inspirował walkę i zaangażowanie społeczne. Był w tym gotów do dialogu i całkowitego poświęcenia. Pomimo swoich chorób nie miał ograniczeń, a jeśli miał, to je przekraczał. Jego słowa zachwycały i przewodziły walce o sprawiedliwość, godność i pokój. Był wieszczem, który potrafił opisać powiązane ze sobą struktury władzy, mechanizmy wywłaszczenia i przestępczości.

Protesty, które miały miejsce po zabójstwie ojca Marcelo, zgromadziły około 20 000 osób z całego stanu Chiapas. Wzięli w nich udział przedstawiciele organizacji Las Abejas – krewni, przyjaciele, sąsiedzi osób zmasakrowanych przez siły paramilitarne w 1997 roku. Nie doczekali się sprawiedliwości po prawie 30 latach. Zdesperowani ludzie, z którymi rozmawiałam w Chenalhó, którzy musieli uciekać ze swoich domów, mówili, że meksykańska armia stacjonująca w pobliżu nie zareagowała, gdy sąsiedzi zamknęli ich, w tym małe dzieci, na dziewięć dni bez jedzenia i wody. Czy nic się nie zmieniło od czasu Acteal? Kogo państwo meksykańskie faworyzuje w konfliktach i rosnącej przemocy w Chiapas? Dlaczego nie broni ludzi atakowanych przez narcos, paramilitaries, handlarzy ludźmi? 

To, co się zmieniło, to zdolność ludzi do zrozumienia dynamiki władzy, jej strategii zawłaszczania terytorium oraz roli państwa i jego składu polityczno-wojskowego w celu zapewnienia przewagi jego strategicznych interesów. Ta wiedza umożliwia zrozumienie logiki wojny i znaczenia oporu stawianego przez społeczności tubylcze z pozycji ich terytoriów i ich kultur, budowanie alternatyw systemowych: obrony terytorium, autonomii, pamięci historycznej, komunikacji. Strategia państwa: działania kontr-powstańcze, niesprawiedliwość, interesy gospodarcze, a przede wszystkim, sojusze aparatu władzy z lokalnymi strukturami, utrzymywane przez lata, są częścią przemocy. Taka struktura państwowa oznacza, że państwo meksykańskie zawsze działa w sposób stronniczy i nie może przyjąć postawy sprzyjającej żądaniom wymierzenia sprawiedliwości wysuwanym przez wspólnoty tubylcze i przez ofiary.

Mamy do czynienia z historią przemocy generowanej przez mechanizmy wywłaszczania i wyzysku. Idealnym scenariuszem dla państwa jest osiągnięcie kontroli terytorialnej oraz kontroli nad ruchami społecznymi i ich żądaniami na warunkach ustalonych przez to państwo. Kontrolowanie ruchów społecznych, migracji, militaryzacja i tworzenie megaprojektów. Przez cały okres rządów AMLO [prezydenta Andresa Manuela Lópeza Obradora – MKK] państwo nie akceptowało niczego, co mogłoby być w jakikolwiek sposób powiązane z EZLN. Zaprzeczano jednocześnie istnieniu problemów i konfliktów w Chiapas. Pozwolono by narastały wewnętrznie, aby móc uzasadnić wprowadzenie tu wojska.

Niestety, polityka meksykańskiego państwa nie zmienia się.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×