fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Rekolekcje powielkanocne

Najnowszej ksi膮偶ki Andrzeja Stasiuka nie spos贸b czyta膰 obiektywnie, bez konfrontowania jej z w艂asnym do艣wiadczeniem. 鈥濭roch贸w鈥 to bowiem powie艣膰 autoterapeutyczna nie tylko dla jej autora, ale te偶 czytelnika. Mocno zanurzona w do艣wiadczenia pisarza, du偶o bardziej osobista ni偶 autobiografia.

Najnowszej ksi膮偶ki Andrzeja Stasiuka nie spos贸b czyta膰 obiektywnie, bez konfrontowania jej z w艂asnym do艣wiadczeniem. 鈥濭roch贸w鈥 to bowiem powie艣膰 autoterapeutyczna nie tylko dla jej autora, ale te偶 czytelnika. Mocno zanurzona w do艣wiadczenia pisarza, du偶o bardziej osobista ni偶 autobiografia.
Na pocz膮tek dobra wiadomo艣膰 dla wszystkich tych, kt贸rzy zm臋czeni Stasiukowym stylem, przestali ju偶 si臋ga膰 po kolejne jego ksi膮偶ki. W 鈥濭rochowie鈥 autor jest dla nich bardzo wyrozumia艂y i oszcz臋dnie gospodaruje swoim arsena艂em opis贸w. Z艂o艣liwi zapewne wytkn膮 mu, 偶e st膮d w艂a艣nie kameralny rozmiar jego najnowszego wydawnictwa (i prawd臋 m贸wi膮c, nie b臋dzie mo偶na im odm贸wi膰 s艂uszno艣ci). Ta kr贸ciutka ksi膮偶ka, licz膮ca niespe艂na dziewi臋膰dziesi膮t stron (z pi臋knymi ilustracjami Kamila Targosza), to cztery opowiadania. Wszystkie o umieraniu. Pierwsze, napisane ju偶 kilkana艣cie lat temu, to wspomnienie o babce autora 鈥 wiejskiej kobiecinie, dla kt贸rej duchy i za艣wiaty by艂y czym艣 tak naturalnym i codziennym, jak modlitwa czy przygotowywanie posi艂k贸w. 鈥濿 og贸le istnia艂 dla niej chyba jeden niepodzielny porz膮dek zdarze艅 tak samo realnych i tak samo uprawnionych鈥. To pierwsze wspomnienie 艣mierci, kt贸re autor prze偶ywa艂 jako ma艂y ch艂opiec i po kt贸rym na d艂ugi czas 艣mier膰 mia艂a w jego wyobra藕ni twarz 鈥瀞tarej kobiety o dobrotliwej i troch臋 ironicznej twarzy, twarzy mojej babki鈥.
 
Kolejny fragment jest o Augustynie Baranie 鈥 emerytowanym nauczycielu z Izdebek, pisarzu-samouku. Jego opowiadanie, wys艂ane na konkurs literacki 鈥濩zasu Kultury鈥, do tego stopnia zafascynowa艂o zasiadaj膮cego w jury Stasiuka, 偶e po zako艅czeniu konkursu postanowi艂 odwiedzi膰 nieznanego tw贸rc臋. Teraz opisuje, jak dowiedzia艂 si臋 o jego wylewie, jak odwiedza艂 go najpierw w rzeszowskim szpitalu, p贸藕niej w domu opieki spo艂ecznej w Dynowie; o tym jak 鈥瀋horoba i kalectwo oddziela艂y go od 艣wiata, ale nie dotkn臋艂y jego najg艂臋bszej istoty鈥.
W艣r贸d czterech tekst贸w o odchodzeniu jest te偶 jeden o odchodzeniu psa. W艂a艣ciwie to suki, kt贸ra rodzinie Stasiuk贸w towarzyszy艂a przez szesna艣cie lat. 鈥濸isz臋 o tym wszystkim, poniewa偶 pierwszy raz ogl膮dam powoln膮, d艂ug膮 艣mier膰 istoty, z kt贸r膮 przez lata dzieli艂o si臋 ka偶d膮 chwil臋鈥. Ani razu w tek艣cie nie pada s艂owo 鈥瀦dechn膮膰鈥, kt贸re w stosunku do zwierz膮t nie ma przecie偶 pejoratywnego wyd藕wi臋ku. Stasiuk pisze jednak o swojej suce jak o cz艂onku rodziny, a jego refleksje nad jej odchodzeniem s膮 refleksj膮 o 鈥瀟ych wszystkich ludziach wolno wymykaj膮cych si臋, wysuwaj膮cych ze swoich pow艂ok鈥. Cho膰 sam nigdy nie mia艂em psa, a uczucia wobec zwierz膮t s膮 mi raczej obce, o umieraj膮cej suce Stasiuka czyta艂em ze 艣ci艣ni臋tym gard艂em.
 
Trzy pierwsze teksty to jakby preludium do najd艂u偶szego, tytu艂owego opowiadania. Zar贸wno tytu艂, ale te偶 wi臋kszo艣膰 tre艣ci, mog艂yby zmyli膰 czytelnika. Gdyby nie jednozdaniowe wtr臋ty o 艣mierci czy kremacji, mo偶na by s膮dzi膰, 偶e Stasiuk po wycieczkach na Ba艂kany i Beskid Niski, wr贸ci艂 zn贸w do Warszawy. Te trzy pierwsze opowiadania s膮 w艂a艣nie po to, by艣my czytaj膮c ostatnie, nie zapomnieli o czym, a mo偶e raczej: dlaczego tak naprawd臋 ono jest. Wielk膮 cz臋艣膰 鈥濭rochowa鈥 stanowi膮 opisy miasta, m艂odo艣ci sp臋dzonej na Olszynce Grochowskiej, na Szaser贸w, na Garwoli艅skiej. O odchodzeniu Wie艣ka jest tam zaledwie kilka zda艅. Pozornie, bo te wszystkie wspomnienia pojawiaj膮 si臋 w艂a艣nie dlatego, 偶e przyjaciela, z kt贸rym Stasiuk wszystko to prze偶y艂, ju偶 nie ma. To tak, jak ogl膮danie zdj臋膰 tych, kt贸rzy przez lata byli na wyci膮gni臋cie r臋ki, a teraz bezpowrotnie odeszli. Narracja Stasiuka to strumie艅 艣wiadomo艣ci, swobodnie przeskakuj膮cy mi臋dzy latami m艂odo艣ci sp臋dzonej na Grochowie a ostatni膮 wielkanocn膮 wypraw膮 z Wie艣kiem na Ba艂kany. Autor nieustannie mierzy si臋 w sobie z tematem 艣mierci. Obna偶a sw贸j strach, kt贸ry wtedy nie pozwoli艂 mu otwarcie porozmawia膰 z przyjacielem o tym, co nieuchronne (鈥濼ak jak wtedy, ko艂o G枚d枚ll艖, gdy powiedzia艂, 偶e za jaki艣 czas najprawdopodobniej umrze, a ja nie podj膮艂em tematu鈥). Teraz, ju偶 po wszystkim, pisze 鈥 jak sam nazwa艂 to w jednym wywiadzie 鈥 鈥瀙odr臋cznik godzenia si臋 z tym, z czym trzeba si臋 pogodzi膰, bo nie ma innego wyj艣cia鈥.
 
Stasiuk napisa艂 ksi膮偶k臋, 偶eby nie zapomnie膰. Pami臋膰 nie-pisarzy podtrzymuj膮 zdj臋cia. Jest taka scena w 鈥濧matorze鈥 Kie艣lowskiego, gdy s膮siad g艂贸wnego bohatera ze wzruszeniem dzi臋kuje mu za kilkusekundowy urywek filmu, na kt贸rym troch臋 przez przypadek znalaz艂a si臋 jego matka. Po pogrzebie s膮siad orientuje si臋, 偶e te kilka filmowych klatek to jedyna materialna pami膮tka jej wizerunku. Niby to oczywiste, 偶e zdj臋cia podpieraj膮 nasz膮 pami臋膰, jednak co to naprawd臋 oznacza, przekonujemy si臋 najpe艂niej dopiero wtedy, gdy sami stajemy w roli fotografa.
Takie rzeczy trzeba zawsze zrobi膰 wcze艣niej, gdy jeszcze jest tak, jak chce si臋 zapami臋ta膰. Nieuchronnie jednak dr臋czy my艣l, 偶e nie jest to niewinne fotografowanie, 偶e robi si臋 to na pami膮tk臋. 呕eby p贸藕niej, gdy ju偶 go nie b臋dzie, wspomina膰 ten spacer, t臋 rozmow臋.
W Niedziel臋 Wielkanocn膮, nie bez obaw, zrobi艂em zdj臋cie swojemu Dziadkowi.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy 艣rodowisko zaanga偶owane w walk臋 z podzia艂ami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi臋ki Waszemu wsparciu!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij