fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Randka z syntetyczną influencerką

Granice między biznesem, marketingiem, rozrywką, subtelnym wpływem i symboliczną przemocą już dzisiaj się rozmywają, pokazując, jak łatwo syntetyczne postacie mogą zostać podporządkowane logice wyzysku. I, co chyba powinno niepokoić jeszcze bardziej, jak wielki jest na to popyt.
Randka z syntetyczną influencerką

Dzięki uprzejmości autora oraz wydawnictwa Filia publikujemy fragment książki „Przed waszą erą”. Książka można nabyć na stronie wydawnictwa.

Emily Pellegrini, Shudu Gram, Aitana Lopez. Co łączy te trzy nazwiska? Żadna z tych osób nie istnieje, choć wydają się nieprawdopodobnie realne. Każda z nich jest cyfrową influencerką, awatarem wygenerowanym przez sztuczną inteligencję, który cieszy się ogromną popularnością w mediach społecznościowych. A przy okazji wypracowuje spore zyski dzięki potężnym zasięgom zbudowanym na kilkuset tysiącach obserwujących, regularnym postowaniu oraz angażujących treściach.

Dziś większość ich widzów zdaje sobie sprawę z tego, że nie są one realnymi osobami, co jednak nie zawsze było tak oczywiste. Twórca Aitany Lopez, Ruben Cruz z agencji The Clueless, jeszcze w 2024 roku opowiadał mediom, że do jego syntetycznej „podopiecznej” zgłaszali się panowie z zaproszeniami na randkę, najwyraźniej nie rozumiejąc, że opis instagramowego konta – „pierwsza influencerka AI” – nie jest żartem. Jednym z takich „syntetycznie zauroczonych” był podobno popularny aktor, choć Cruz nazwiska ostatecznie nie ujawnił.

Czy możemy się jednak dziwić, że niektórzy nie dostrzegają lub nie chcą dostrzec, że Aitana Lopez nie jest prawdziwą kobietą? Jej cyfrowa aktywność jest prowadzona niezwykle profesjonalnie i przypomina standardowy profil młodej influencerki, która zarabia na reklamowaniu produktów, pokazywaniu się w ciuchach różnych marek i opowiadaniu o swoim barwnym życiu poprzez dziesiątki fotografii wrzucanych na Instagrama niemal każdego dnia.

Radosław Madej zajmuje się na co dzień tworzeniem treści opartych na sztucznej inteligencji. W swoim portfolio ma także syntetyczną influencerkę – Alicję Botowską, która zrobiła furorę na polskim rynku. Daleko jej do popularności Aitany Lopez, ale wystarczyło do zdobycia oddanego grona obserwatorów. I oni mają często problem z odróżnieniem rzeczywistości od syntetycznej fikcji.

Madej wskazuje: „Nasza syntetyczna influencerka w czasie jej popularności dostawała dziesiątki wiadomości dziennie. Pisały do niej media, także te topowe, zapraszając ją na wywiad. Pisano o niej artykuły jak o prawdziwej kobiecie. Wtedy na profilu nie mieliśmy jeszcze dodanej etykiety o AI, ale wydawało nam się oczywiste, że Alicja nie jest prawdziwa. Już samo jej nazwisko – BOTowska – sporo mówiło o profilu. Poza tym technologia w tamtym okresie jeszcze nie pozwalała na tworzenie tak autentycznych obrazów czy wideo”.

Tyle że dla wielu osób nie było to tak oczywiste. Podobnie jak w przypadku Aitany Lopez, nie brakowało zafascynowanych Alicją osób, które liczyły na „coś więcej” w świecie realnym albo po prostu inspirowały się jej perypetiami: „Mężczyźni w wiadomościach wyznawali jej miłość, zapraszali na randki. Kobiety współczuły Alicji hejtu, jaki otrzymywała, ale nie dlatego, że stoi za nią AI, a dlatego, że »wykonuje« taki zawód – była rzekomo prywatną stewardessą w Dubaju. Kobiety utożsamiały się z jej historią. Tutaj wykorzystaliśmy pewien motyw »biograficzny« – Alicja rzekomo uciekła od rodziny, z którą jest skłócona. Gdy po raz kolejny zobaczyłem podziękowania od prawdziwej użytkowniczki za to, że Alicja »dzieli się swoją historią«, że tak szczerze »opowiada o problemach z rodzicami« i że »wszystko będzie dobrze«, zrozumiałem, że Alicja idealnie trafiła w punkt emocjonalny odbiorców i że zaszło to za daleko”.

Alicja Botowska. Rzeczywiście, przez jakiś czas w jej opisie znajdowała się konkretna informacja o tym, że profil jest generowany z użyciem sztucznej inteligencji. Problem w tym, że nawet wtedy wielu użytkowników kompletnie ją ignorowało i traktowało Alicję jak prawdziwą postać. W momencie oddawania tej książki do druku oznaczenie zniknęło. Alicja znowu zaczęła udawać prawdziwą osobę.

Nic zatem dziwnego, że odbiorcy żyją jej życiem, przeżywają jej problemy, angażują się emocjonalnie. Z oznaczeniem czy bez, niektórzy kompletnie nie akceptują rzeczywistości. Radosław Madej opowiada: „W prywatnych wiadomościach tłumaczyłem ludziom, że to tylko sztuczna inteligencja, że Alicja nie istnieje. Ba, pod wieloma emocjonalnymi komentarzami pojawiały się komentarze zdroworozsądkowe informujące innych o tym, że to fake’owy profil. Ale ludzie nie chcieli wierzyć! Wymyślali niestworzone historie, dlaczego Alicja musi się ukrywać i posługuje się zasłoną dymną w postaci sztucznej inteligencji. Nie jestem psychologiem, ale to chyba coś, co można nazwać całkowitym wyparciem i zaprzeczeniem”.

Psychologowie być może nazwaliby to zjawisko „dysonansem poznawczym” połączonym z jego redukcją. Już w latach pięćdziesiątych podobnym fenomen opisał Leon Festinger. Zgodnie z jego koncepcją, gdy dwie informacje są ze sobą sprzeczne – w tym wypadku „Alicja jest prawdziwa, a jej historia autentyczna” i „Alicja to wytwór sztucznej inteligencji, a jej historia została zmyślona” – ludzki umysł nie chce zaakceptować tej drugiej. Nawet jeśli wiele wskazuje na to, że taki wybór byłby bardziej racjonalny. Odczuwamy dysonans poznawczy i szukamy możliwości jego ograniczenia. Wiara w autentyczność historii, także ta wbrew rozsądkowi, jest chroniona za wszelką cenę, bo jej porzucenie wiązałoby się z dużym kosztem emocjonalnym. Takie wymyślanie wytłumaczeń nie jest zatem żadną głupotą czy oderwaniem od rzeczywistości. To dramatyczna próba racjonalizacji, by ocalić już zainwestowane emocje. A sztuczna inteligencja, z jej rosnącym potencjałem, pozwala na kapitalizowanie tych inwestycji. Na cudzy rachunek.

[…]

Syntetyczne modelki, szczególnie te hiperrealistyczne, to także nowe wcielenie kreowania odrealnionych wizji świata i ludzkiego wyglądu. Nie starzeją się, nie chorują, nie miewają gorszych dni. Promują określone ideały piękna i estetyki, jeszcze wyżej podnosząc poprzeczkę społecznych aspiracji. Porównywanie się do wyretuszowanych ludzi z Instagrama to jedno, konkurowanie z nieskazitelnym awatarem to nowe wyzwanie, w którym stoimy na przegranej pozycji już na starcie.

Moglibyśmy argumentować, że przecież odbiorcy wiedzą, że to tylko sztuczna inteligencja, że to nie jest prawdziwe. Czy aby na pewno? Na przykładzie Aitany Lopez i Alicji Botowskiej widzieliśmy dobitnie, że użytkownicy angażują się emocjonalnie, komentują, reagują, a czasem próbują wpłynąć na cyfrowe „życie” swoich ulubieńców tak, jakby miało to znaczenie. Syntetyczny świat cyfrowych influencerów migruje z ekranów do świata prawdziwych emocji i przeżyć. Wraz z tą migracją i potencjałem do wpływania na realnych ludzi pojawia się pytanie o odpowiedzialność za syntetyczną personę i jej wpływ na świat realny. Syntetyczny influencer nie ma przecież sumienia ani świadomości. Nie może ponieść konsekwencji. Twórcy zaś zawsze mogą się zasłonić wygodnym wytłumaczeniem – to przecież nieprawdziwe, to tylko sztuka.

Syntetyczne persony są w istocie całkowicie zależne od kaprysów ich twórców. To nowy wymiar syntetycznego niewolnictwa i kontroli, który kryje się pod fasadą hasła „są tacy jak my”, a w rzeczywistości jest biznesem. Syntetyczne influencerki już zaczynają sobie dorabiać w serwisach, gdzie postuje się fotki o zabarwieniu seksualnym lub wprost w branży pornograficznej. Nie bez przyczyny kreowaniu ich wizerunku towarzyszy mniej lub bardziej nachalna seksualizacja, którą łatwo sprzedać w świecie cyfrowym. W wielu wypadkach to subtelny wymiar mizoginizmu i uprzedmiatawiania migrujący ze świata prawdziwego do świata syntetycznego i z powrotem.

Granice między biznesem, marketingiem, rozrywką, subtelnym wpływem i symboliczną przemocą już dzisiaj się rozmywają, pokazując, jak łatwo syntetyczne postacie mogą zostać podporządkowane logice wyzysku. I, co chyba powinno niepokoić jeszcze bardziej, jak wielki jest na to popyt.

[…]

Przypomnijmy sobie teraz anonimowego aktora, który chciał wziąć na randkę Aitanę Lopez. Gdyby poczekał do lutego 2026 roku, faktycznie mógłby się z nią spotkać, choć randka byłaby syntetyczna w formie. Firma EVA AI specjalizująca się w tworzeniu awatarów relacyjnych postanowiła otworzyć w Nowym Jorku kawiarnię, gdzie prawdziwi ludzie mogą spotkać się z awatarami, z którymi nawiązali cyfrową znajomość. Takie spotkanie – ze smartfonem w dłoni, ale za to w romantycznym anturażu – miałoby imitować realną randkę.

Nie mam wątpliwości, że nowojorska kawiarnia będzie się cieszyć sporym obłożeniem, choć widok kilkunastu osób siedzących samotnie przy stolikach będzie z zewnątrz mocno dołujący. Kto wie, być może niedługo powstaną nowe miejsca pracy dla swatów i swatek dobierających nam najbardziej pasujące cyfrowe profile napędzane przez generatywną sztuczną inteligencję. Wypełniamy odpowiedni formularz, żeby syntetyczni swatowie mieli lepsze rozeznanie w naszych preferencjach, a dalej już z górki.

Gorzej, jeśli w pędzie za potrzebą akceptacji osoby tworzące syntetyczne relacje z chatbotami same zaczną się wspomagać potęgą generatywnej sztucznej inteligencji do tworzenia własnych wypowiedzi, które miałyby „odurzyć” algorytm. A wiemy już, że algorytmy preferują algorytmiczny język. Wystarczy zatem drugie okno z ChatemGPT lub innym odpowiednio skonfigurowanym modelem, by móc go oczarować „swoim” urokiem osobistym. To zresztą także realne wyzwanie dla relacji czysto ludzkich. Wyobraźmy sobie dwoje ludzi, którzy korespondują online. Jakie jest prawdopodobieństwo, że za ich wypowiedziami i starannie kreowanym wizerunkiem nie stoją przypadkiem chatboty, teraz pośrednicy w relacjach czysto ludzkich? ChatGPT umawia się na randkę z Claude’em? Alan Turing, choć był technologicznym wizjonerem i wyobraźni mu nie brakowało, takiego scenariusza pewnie by nie przewidział.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×