fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Bauman: Skapuj膮cy gest Pi艂ata

Je艣li podstawi膰 pewnej kategorii ludzi drabin臋 u艂atwiaj膮c膮 wdrapywanie si臋 na wy偶sze szczeble spo艂eczne, a innym jej odm贸wi膰, wysokie jest prawdopodobie艅stwo i偶 ci, kt贸rzy si臋 po niej wdrapali, b臋d膮 najg艂o艣niej domaga膰 si臋 wycofania jej z obiegu.
ilustr.: Piotr Depta-Kle艣ta

ilustr.: Piotr Depta-Kle艣ta

Z profesorem Zygmuntem Baumanem rozmawia Misza Tomaszewski. Wywiad pochodzi z 32. numeru papierowego Magazynu聽鈥濳ontakt鈥 pod tytu艂em聽鈥濳obiety w Ko艣ciele鈥.

MISZA TOMASZEWSKI: O艣mielony fragmentem jednej z pa艅skich ksi膮偶ek, pozwol臋 sobie zacz膮膰 od pytania, kt贸re nie powinno chyba pa艣膰 w rozmowie z socjologiem: czy偶 jestem str贸偶em brata mego?

PROF. ZYGMUNT BAUMAN: A z jakiej偶e to racji mia艂oby to pytanie mie膰 wst臋p do socjologicznych gabinet贸w wzbroniony?! Co s艂owo, to odniesienie do socjologa chleba powszedniego. 鈥濻tr贸偶鈥 鈥 to rzecz jasna sprasowanie w艂adzy z obowi膮zkiem, a przemocy z opiek膮: dwie zagadki bytu, kt贸re socjolog rozgryza膰 musi, czymkolwiek by si臋 nie zajmowa艂. 鈥濨rat鈥 鈥 to znowu punkt spotkania rodziny, inkubatora socjalizacji, z rywalizacj膮 rodze艅stwa, miejsca narodzin zawi艣ci, konkurencji i presti偶u jako warto艣ci. A偶 si臋 prosi, by mianowa膰 Kaina protoplast膮 socjologii!

Ale do rzeczy. Kain, jak przypuszczam, m贸g艂 sformu艂owa膰 swe pytanie, bo przebywa艂 ju偶 w 艣wiecie tak urz膮dzonym, by ze str贸偶ostwa brata i z brata str贸偶owania uczyni膰 prawomocne oczekiwanie: zasad臋 etyczn膮 i norm臋 zachowania. Zaadresowa艂 Kain swe pytanie do Stw贸rcy za to urz膮dzenie odpowiedzialnego, w prote艣cie 鈥 jak podejrzewam 鈥 przeciw przykazaniu b臋d膮cemu konieczn膮 podk艂adk膮 takiego urz膮dzenia 艣wiata, jego przes艂ank膮, jawn膮 czy domy艣ln膮, ale zawsze oczywist膮 i niezb臋dn膮: 鈥濳ochaj bli藕niego swego jak siebie samego鈥.

Czy to znaczy, 偶e mi艂o艣膰 bli藕niego jest uniwersalnym nakazem moralnym?

Wielcy filozofowie moralno艣ci Emmanuel Levinas (wychodz膮c od tradycji judaistycznej) i Knud L酶gstrup (z tradycji chrze艣cija艅skiej czerpi膮c) doszli niezale偶nie od siebie do tej samej tezy o absolutno艣ci i bezwzgl臋dno艣ci nakazu etycznego. L酶gstrup twierdzi wr臋cz, 偶e艣my wszyscy jednako za Innego odpowiedzialni z tego powodu, 偶e nakaz 贸w doszed艂 do nas 鈥瀗iewypowiedziany鈥 鈥 nie w formie drobiazgowego kodeksu z przepisem na ka偶d膮 sytuacj臋, lecz jako rama heurystyczna, kt贸r膮 my, ludzie, mamy na w艂asn膮 odpowiedzialno艣膰 wype艂nia膰 tre艣ci膮, kompletuj膮c tym samym dzie艂o Bo偶ego stworzenia.

Wychodz膮c od 艣wiadectwa do艣wiadczenia, Zygmunt Freud uzna艂 jednak nakaz mi艂owania bli藕niego jak siebie samego za niespe艂nialny 鈥 a to z powod贸w zar贸wno psychologicznych (przyrodzony ekwipunek pop臋d贸w sprzeciwia si臋 stawianiu interesu Innego na tym samym poziomie co interes w艂asny), jak i socjologicznych (liczne uk艂ady spo艂eczne, jak i ten uk艂ad rynkowo-kapitalistyczny, w kt贸rym wypad艂o nam dzi艣 偶y膰, promuj膮 wzajemn膮 podejrzliwo艣膰 i nieufno艣膰, niech臋膰 i rywalizacj臋, dewaluuj膮 za艣 solidarno艣膰 ludzk膮). Moja odpowiedzialno艣膰 za Innego mo偶e by膰 uniwersaln膮 etyczn膮 zasad膮, ale ja藕艅 moralna wymaga przyj臋cia osobistej za t臋 odpowiedzialno艣膰 odpowiedzialno艣ci鈥

Mo偶na odnie艣膰 wra偶enie, 偶e w naszym tradycyjnie katolickim spo艂ecze艅stwie s艂abnie my艣lenie o chrze艣cija艅stwie jako o uniwersalistycznej postawie etycznej.聽Polski biedak zaczyna zas艂ugiwa膰 na nasz膮 solidarno艣膰 dopiero wtedy, gdy trzeba uzasadni膰 odmow臋 okazania solidarno艣ci biedakowi 鈥瀘bcemu kulturowo鈥. Dlaczego tak si臋 dzieje?

Ma艂o znajdzie si臋 dzi艣 katolik贸w 鈥 nie wiem, czy w Polsce wi臋cej, czy mniej ni偶 w innych krajach katolickich 鈥 kt贸rzy by otwarcie, twarz膮 w twarz o艣wiadczyli, i偶 nie uznaj膮 chrze艣cija艅stwa za uniwersaln膮 zasad臋 etyczn膮. O ile偶 wi臋cej takich, kt贸rzy przysi臋gaj膮 wiar臋 i wierno艣膰 ka偶dej literze Katechizmu i potwierdzaj膮 j膮, przyst臋puj膮c do komunii 艣wi臋tej po ka偶dej mszy niedzielnej, ale w dni powszednie inaczej si臋 zachowuj膮, innym j臋zykiem si臋 pos艂uguj膮c. O, w艂a艣nie! Nie podejrzewam ich o hipokryzj臋 ani o 艣wiadomo艣膰 k艂amstwa. Got贸w jestem zak艂ada膰, 偶e my艣l膮 to, co m贸wi膮, i m贸wi膮 to, co my艣l膮, 偶e m贸wi膮 szczerze i 偶e szczerze w prawd臋 swych s艂贸w wierz膮. Rzecz w tym jednak, 偶e s膮 dwuj臋zyczni, a jako 偶e nasz 鈥炁泈iat prze偶ywany鈥 zbudowany jest z klock贸w s艂贸w, to i w dwu 艣wiatach 偶ycie ich up艂ywa, a ka偶dy z innego budulca zosta艂 skonstruowany. Nie widz膮 w tym nic zdro偶nego, postrzegaj膮 t臋 rozbie偶no艣膰 jako stan naturalny 鈥 rzecz oczywist膮 i dyskusji niepodlegaj膮c膮.

W latach 50. przez czas jaki艣 pracowa艂a w mojej katedrze w Leeds antropolo偶ka Tamara Dragadze, emigrantka z Gruzji. Raz wyjecha艂a do swej ojczyzny na kilkumiesi臋czne badania. Wr贸ci艂a z mas膮 wstrz膮saj膮cych obserwacji, ale najwi臋kszym wstrz膮sem by艂o dla niej odkrycie, 偶e w zale偶no艣ci od tego, czy prowadzi艂a wywiad po rosyjsku, czy po gruzi艅sku, ci sami respondenci dostarczali jej ca艂kiem odmiennych informacji. Dragadze nie odnios艂a wra偶enia, 偶eby dostrzegali oni jak膮kolwiek sprzeczno艣膰 w swym zachowaniu. W obu j臋zykach przekazywali wszak prawd臋. Tyle, 偶e ka偶dy z dwu j臋zyk贸w mia艂 swoj膮 prawd臋, a owe dwie prawdy rzadko kiedy, je艣li w og贸le, mia艂y szans臋 spotkania w tym samym pokoju鈥

Zjawisko, o kt贸re pan dopytuje, nale偶y to takiej w艂a艣nie kategorii dwu j臋zyk贸w, dwu 鈥炁泈iat贸w prze偶ywanych鈥, a przypisanych do odmiennych kontekst贸w czasowo-przestrzennych. W kontek艣cie niedzielnym lito艣膰 dla upo艣ledzonych, w powszednim za艣 鈥 walka interes贸w dziel膮ca 鈥瀗aszych鈥 od 鈥瀒chnich鈥濃 Wi臋kszo艣膰 ludzi prawdopodobnie nie zauwa偶a kontrowersji mi臋dzy tymi dwoma logicznie si臋 wykluczaj膮cymi porz膮dkami. I w obu czuje si臋 u siebie w domu.

 

ilustr.: Piotr Depta-Kle艣ta

ilustr.: Piotr Depta-Kle艣ta

Czy nasza gotowo艣膰 do brania odpowiedzialno艣ci za siebie nawzajem jest zale偶na od kontekstu spo艂ecznego? A je艣li tak, to jaki kontekst sprzyja braniu tej odpowiedzialno艣ci?

To pytanie jest kardynalnie wa偶ne i zas艂uguje na gruntowne przebadanie i niemniej gruntowne om贸wienie. Nie znios艂oby tak dorywczego i skr贸towego, na jakie mo偶na sobie pozwoli膰 w prasowym wywiadzie. Pisa艂em szeroko o kwestiach przez pana podj臋tych we wszystkich fazach swej pracy badawczej, a ca艂kiem ostatnio skomponowa艂em a偶 dwie ksi膮偶eczki usi艂uj膮ce obja艣ni膰 procesy, o kt贸re pan pyta. Druga z tych dwu,聽鈥濺etrotopi膮鈥澛爊azwana, a najostatniejsza z mych ksi膮偶kowych publikacji, uka偶e si臋 w druku w styczniu 2017, i do niej te偶 pana odsy艂am, je艣li pragnie pan pozna膰 moje obecne pogl膮dy na t臋 spraw臋. Do znanej ju偶 pewnie panu argumentacji zawartej we wcze艣niejszych pracach doda艂em tam jeden jeszcze, wzgl臋dnie nowy, a szybko we wp艂ywy rosn膮cy czynnik 鈥瀝etrotopijny鈥, czyli 鈥 w najwi臋kszym i bole艣nie upraszczaj膮cym skr贸cie 鈥 tendencj臋 do przenoszenia utopii z nieznanej 偶yj膮cym i tylko wyobra偶anej przysz艂o艣ci do r贸wnie niedo艣wiadczanej przez wsp贸艂czesnych, wyobra偶anej raczej ni偶 znanej przesz艂o艣ci. A jak to ju偶 Leo L枚wenthal wywi贸d艂 kilkadziesi膮t lat temu, przesz艂o艣膰 to obcy kraj. I prawdopodobnie skazany na to, by takim pozosta膰.

Neokonserwaty艣ci, kt贸rzy nierzadko czyni膮 religi臋 jednym z filar贸w swojego 艣wiatopogl膮du, krytykuj膮 pa艅stwowy system redystrybucji jako szkodliwy z punktu widzenia solidarno艣ci mi臋dzyludzkiej, poniewa偶 sprzyjaj膮cy zagubieniu przez elity poczucia odpowiedzialno艣ci za najs艂abszych. Czy maj膮 racj臋?

Je艣li poparcie dla konstrukcji 鈥瀙a艅stwa dobrobytu鈥, kt贸re osobi艣cie 鈥瀙a艅stwem socjalnym鈥 wol臋 nazywa膰 鈥 sz艂o w nim przecie偶 nie tyle o zapewnienie dobrobytu, ile o obci膮偶enie pa艅stwa obowi膮zkiem rozwi膮zywania problem贸w socjalnych 鈥 znajdowa艂o si臋 w 鈥瀋hlubnym trzydziestoleciu鈥 powojennym poza podzia艂em na lewic臋 i prawic臋, dzi艣 pozycj臋 t臋 przej膮艂 demonta偶 instytucji przeze艅 wprowadzonych. Poparcie ze strony kapitalistycznej prawicy by艂o powodowane zobowi膮zaniem pa艅stwa, a za jego po艣rednictwem podatnika, do uczestniczenia w kosztach reprodukcji narodowej si艂y roboczej, bez kt贸rego to uczestnictwa kapitali艣ci nie byliby zdolni do jej nabywania, a pewnie nie mieliby tak偶e, ze wzgl臋du na jej nisk膮 jako艣膰, na to ch臋ci. Dzi艣 obustronna zale偶no艣膰 nabywc贸w i sprzedawc贸w si艂y roboczej zosta艂a przez tych pierwszych jednostronnie wypowiedziana. Miast 艂o偶y膰 na dobrostan miejscowej si艂y roboczej, kapita艂 uwolniony od skr臋powa艅 politycznych woli przenosi膰 swe inwestycje do kraj贸w, w kt贸rych tubylcy gotowi s膮 harowa膰 za u艂amek p艂acy wymaganej przez opuszczanych teraz robotnik贸w ojczystych, zwi膮zki zawodowe co najwy偶ej raczkuj膮, a rz膮dy stawiaj膮 okazj臋 do przyjmowania 艂ap贸wek wy偶ej od ochrony praw obywatelskich swych wyborc贸w i demonstrowania swej wierno艣ci z艂o偶onym przyrzeczeniom.

Skoro demonta偶 pozosta艂o艣ci po pa艅stwie socjalnym znalaz艂 si臋 poza podzia艂em na prawic臋 i lewic臋, struchla艂膮 ze strachu przed pom贸wieniem jej o lewicowo艣膰, rzecz jasna zaistnia艂a potrzeba podj臋cia zabieg贸w legitymizuj膮cych jego konieczno艣膰 i niestrawne nast臋pstwa. Pan przytacza jeden przyk艂ad takiego zabiegu: zak艂amania rzeczywistej kolei rzeczy, a mianowicie twierdzenia, 偶e uznanie pa艅stwowego systemu dystrybucyjnego za 鈥瀞zkodliwy鈥 by艂o nast臋pstwem, a nie przyczyn膮 鈥瀦agubienia przez elit臋 poczucia odpowiedzialno艣ci za najs艂abszych鈥, a m贸wi膮c 艣ci艣lej 鈥 odmowy przez elit臋 tej odpowiedzialno艣ci sprawowania. Zabiegi legitymizacyjne s膮 przeliczne i pos艂uguj膮 si臋 najrozmaitszymi argumentami, lecz ta cecha im wszystkim przys艂uguje, 偶e odwracaj膮 kota ogonem. No i nie ma si臋 czemu dziwi膰, skoro stawk膮 w tych zabiegach jest postawienie na g艂owie logiki i zdrowego rozs膮dku. Na przyk艂ad w twierdzeniach, 偶e celem zwi臋kszenia ich u偶yteczno艣ci publicznej, nale偶y obcina膰 podatki bogatym, a dochody ubogim鈥

W ksi膮偶ce zatytu艂owanej 鈥濸raca, konsumpcjonizm i nowi ubodzy鈥 opisuje pan, jak dosz艂o do samozatrucia pa艅stwa opieku艅czego, kt贸re 鈥瀞tworzy艂o pokolenie ludzi dobrze wykszta艂conych, zdrowych, pewnych siebie i zazdrosnych o sw膮 艣wie偶o zdobyt膮 niezale偶no艣膰, dostatecznie liczne, aby podwa偶y膰 powszechne poparcie dla idei, 偶e obowi膮zkiem tych, kt贸rym si臋 powiod艂o, jest udzielenie pomocy tym, kt贸rym nadal si臋 to nie udaje鈥. Czy lewicowa polityka spo艂eczna jest skazana na taki fina艂?

Na nic nie jest 鈥瀞kazana鈥. A je艣li nawet werdykt skazuj膮cy w kt贸rej艣 instancji historycznego trybuna艂u zapad艂, to 鈥 jak le偶y to w naturze s膮d贸w historycznych 鈥 nie jest on ostateczny, a wi臋c zaskar偶eniu podlega. Ale ma pan racj臋 o tyle, 偶e je艣li podstawi膰 pewnej kategorii petent贸w i aspirant贸w specjaln膮 drabin臋 u艂atwiaj膮c膮 wdrapywanie si臋 na wy偶sze szczeble spo艂eczne, a innym jej odm贸wi膰, wysokie jest prawdopodobie艅stwo i偶 ci, kt贸rzy si臋 po niej wdrapali, b臋d膮 z miejsca, a pewnie i najg艂o艣niej, domaga膰 si臋 wycofania jej z obiegu i dowodzi膰 jej szkodliwo艣ci. Tyle 偶e dzia膰 si臋 tak b臋dzie nie z racji zgubnego wp艂ywu, a wi臋c i winy, pa艅stwa 鈥瀌obrobytu鈥, 鈥瀘pieku艅czego鈥 czy 鈥瀘patrzno艣ciowego鈥 jako takiego, ale jego wersji coraz bardziej wypaczonej przez wprowadzanie prog贸w dochodowych i means tests, a w rezultacie prezentacj臋 opinii publicznej 艣wiadcze艅 spo艂ecznych jako nie tyle prawa powszechnego, ile 鈥瀙rzywileju鈥 wybra艅c贸w, kt贸rzy 鈥瀗ajbardziej ich potrzebuj膮鈥: chwytu, przed kt贸rego pokus膮 za艂o偶yciele pa艅stw socjalnych, z brytyjskim lordem Beveridgem na czele, uparcie, lecz niestety bezskutecznie, przestrzegali. Dzisiejsi or臋downicy zast膮pienia tych praktyk przez UBI (universal basic income) wyci膮gaj膮 wnioski z konsekwencji niefortunnych praktyk i bez wzgl臋du na tre艣ci, jakie w postulat UBI wk艂adaj膮, co do jednej jego bezwarunkowo koniecznej cechy s膮 zgodni: musi on by膰 zaiste uniwersalny, to znaczy musi oby膰 si臋 bez prog贸w dochodowych i means tests.

Czy Ko艣ci贸艂 katolicki, kt贸ry za punkt wyj艣cia swojej refleksji spo艂ecznej przyjmuje rodzin臋 i kt贸ry w swoich dokumentach spo艂ecznych przez wszystkie przypadki odmienia s艂owo 鈥瀙omocniczo艣膰鈥, mo偶e unikn膮膰 my艣lenia w kategoriach konserwatywnej utopii?

Ze zauwa偶臋: spolszczenie angielskiego nowotworu subsidiarity jako 鈥瀙omocniczo艣ci鈥 jest z gruntu wadliwe. Ukrywa ono motywy, jakie si臋 w oryginale kryj膮 i s膮 g艂贸wnym bod藕cem do jego g艂oszenia i praktykowania. Chodzi mianowicie o tendencj臋 do 鈥瀞kapywania鈥 gestu Poncjusza Pi艂ata, czyli umywania r膮k od odpowiedzialno艣ci, do coraz ni偶szych szczebli spo艂ecznej hierarchii. A偶 do poziomu 鈥瀙olityki 偶yciowej鈥, w kt贸rej jednostka jest 鈥 wedle sugestii Anthony鈥檈go Giddensa 鈥 parlamentem, rz膮dem i s膮dem najwy偶szym naraz, skazana na zaspokajanie swych 偶yciowych potrzeb w艂asnym sumptem i pozbywanie si臋 k艂opot贸w w艂asnymi si艂ami, z u偶yciem pozostaj膮cych do jej dyspozycji, a w wi臋kszo艣ci przypadk贸w niewystarczaj膮cych zasob贸w, i z za艂o偶enia osobi艣cie odpowiedzialna za to, 偶e si臋 z tym wszystkim upora膰 nie zdo艂a. 鈥濻ubsydiaryzacja鈥 promuje w膮tlenie wi臋zi mi臋dzyludzkich i egotyzm pod mask膮 wyzwolenia spod spo艂ecznej kurateli i powstrzymywania si臋 pa艅stwa 鈥 kt贸re zosta艂o powo艂ane do ochrony swych obywateli przed przeciwno艣ciami losu 鈥 przed mieszaniem si臋 w sprawy, kt贸re ka偶dy obywatel ma prawo uwa偶a膰 za swoje i kt贸rymi ma obowi膮zek si臋 zaj膮膰.

Co do opcji, z kt贸rych Ko艣cio艂owi katolickiemu wybiera膰 wypada, wypowiedzie膰 si臋 potrafi臋, a i prawa do udzielania porad w tej kwestii i kwalifikacji niezb臋dnych dla ich udzielania nie posiadam. Jedna tylko uwaga, pobudzona pytaniem o to, czy Ko艣ci贸艂 鈥瀖o偶e unikn膮膰 my艣lenia w kategoriach konserwatywnej utopii鈥. Mam ot贸偶 wra偶enie, 偶e czasownik 鈥瀖o偶e鈥 jest tu instytucjonalnie poprawnym, lecz w dociekaniach myl膮cym wymiennikiem dla czasownika 鈥瀋hce鈥濃

ilustr.: Piotr Depta-Kle艣ta

ilustr.: Piotr Depta-Kle艣ta

A jednak to w艂a艣nie Ko艣ci贸艂 z Franciszkiem na czele wyda艂 jeden z donio艣lejszych politycznie g艂os贸w w dyskusji o problemie uchod藕stwa i migracji. Ko艣cio艂owi 艂atwo jednak ustawi膰 si臋 w roli instytucji wyznaczaj膮cej etyczne granice, a pozostawiaj膮cej mierzenie si臋 z problemami innym. Czy mo偶e on mie膰 do spe艂nienia inn膮 funkcj臋?

鈥濲eden聽z donio艣lejszych politycznie g艂os贸w鈥?! 艢ledz臋 鈥 tusz臋, 偶e do艣膰 pilnie 鈥 rosn膮cy zbi贸r monolog贸w sk艂adaj膮cych si臋 na debat臋 publiczn膮 鈥瀘 problemie uchod藕ctwa i migracji鈥, a nie trafi艂em na inne r贸wnie 鈥瀙olitycznie donios艂e鈥 g艂osy jak g艂os papie偶a Franciszka. A zwa偶my, 偶e ma艂a dzi艣 szansa na to, by kt贸ra艣 z osobisto艣ci sk膮panej w 艣wietle reflektor贸w i chmar膮 mikrofon贸w obstawiona powt贸rzy艂a pytanie Stalina: 鈥濧 ile偶 dywizji ma papie偶?鈥. Inne dzi艣 czasy i nie ilo艣ci膮 dywizji wag臋 s艂贸w i prawdopodobie艅stwo, 偶e cia艂em si臋 stan膮, wypada艂oby mierzy膰. Ale czym?

Tu musz臋 si臋 do czego艣 przyzna膰. Jak dalece moja pami臋膰 w lata m艂odzie艅cze si臋ga, trapi艂o mnie misterium przeobra偶ania s艂owa w cia艂o. Czytamy w Ewangelii 艣wi臋tego Jana (1,3), 偶e S艂owo 鈥瀙owo艂a艂o wszystko do istnienia. I nic, co zosta艂o stworzone, nie zaistnia艂o bez Niego鈥. Z tym twierdzeniem trudno艣ci nie mia艂em. Zaiste, w czynno艣ci tworzenia czyn jest my艣l膮 poprzedzony. Cia艂o bez s艂owa jest niewyobra偶alne, a zatem i nieziszczalne. Wychodz膮c od cia艂a, natykamy si臋 na my艣l, kt贸ra je poprzedza艂a i pocz臋艂a. Szukamy do niej dotarcia cierpliwie, pewni tego, 偶e s艂owo si臋 nam objawi. Wychodz膮c od s艂owa, przeciwnie: pe艂ni jeste艣my niepokoju, 偶e nasz wysi艂ek p贸jdzie na manowce, 偶e jak tyle innych s艂贸w, kt贸re wypowiedzieli艣my albo kt贸re si臋 o nasze uszy obi艂y, tak偶e i te, pr贸bie jeszcze niepoddane, oka偶膮 si臋 jedne martwo narodzonymi, inne umr膮, nim zdo艂aj膮 rozprostowa膰 skrzyd艂a, jeszcze inne wbrew zapowiedziom i oczekiwaniom oka偶膮 si臋 macierz膮 potworkowatych permutacji. Jedne pr臋dzej czy p贸藕niej zgin膮 w otch艂ani zapomnienia, inne zn贸w spieszno nam b臋dzie samemu w t臋 otch艂a艅 str膮ci膰. Cia艂a determinuj膮 retrospektywnie konieczno艣膰 s艂贸w, ale s艂owa nie odwdzi臋czaj膮 si臋 pi臋knym za nadobne: nie determinuj膮 prospektywnie konieczno艣ci cia艂, kt贸re zwiastuj膮 lub postuluj膮.

We wszystkich etapach swej intelektualnej biografii szuka艂em mapy wiod膮cej od s艂owa do cia艂a, ale zawsze daremnie. Jedne mapy wiod艂y na bezdro偶a, inne myli艂y tropy, a na wszystkich roi艂o si臋 od pu艂apek. Mapy ca艂kowicie godnej zaufania znale藕膰 mi si臋 nie uda艂o. A mo偶e takie mapy nie istniej膮? A mo偶e sporz膮dzenie takich map jest zamys艂em poronionym i skazanym na pora偶k臋?

U schy艂ku 偶ycia jednego jestem pewien: 偶e szukania b膮d藕 szkicowania map ludzie nie zaniechaj膮, jak ma艂o zach臋caj膮ce by nie by艂y pr贸by dotychczas podj臋te. Zawsze znajd膮 si臋 sumienia gotowe wys艂ucha膰 wezwa艅 takich jak wezwanie Franciszka. A i takie sumienia jak sumienie Randala McMurphy鈥檈go 鈥 postaci granej przez Jacka Nicholsona w filmie Milo拧a Formana聽鈥濴ot nad kuku艂czym gniazdem鈥 鈥 kt贸ry usi艂owa艂 wyrwa膰 stalowy bojler z cementowej pod艂ogi, by strzaska膰 nim uniemo偶liwiaj膮ce ucieczk臋 kraty na oknie domu wariat贸w. Czyni膮c to, McMurphy wiedzia艂 dobrze, 偶e brak mu si艂 do takiego wyczynu. A mimo to napi膮艂 swe musku艂y do granic wytrzyma艂o艣ci i p臋kania naczy艅 krwiono艣nych, by 鈥 jak si臋 zwierzy艂 towarzyszom niedoli 鈥 nie mogli mu zarzuci膰, 偶e nie pr贸bowa艂鈥

Ub贸stwo nie jest sztandarem, pod kt贸rym ludzie do艣wiadczaj膮cy wykluczenia, a tym bardziej ludzie go niedo艣wiadczaj膮cy, chcieliby si臋 gromadzi膰. Jak zatem motywowa膰 polityczne dzia艂ania na rzecz emancypacji wykluczonych? Czy ostatecznie wszystko musi si臋 sprowadzi膰 do utylitarnej kalkulacji鈥?

Wspomniany ju偶 uprzednio Emmanuel Levinas twardo si臋 przy tym upiera艂, 偶e to polityka i interesy winny spowiada膰 si臋, usprawiedliwia膰 i t艂umaczy膰 przed etyk膮, a nie odwrotnie.

***
Zygmunt Bauman by艂聽socjologiem, filozofem i eseist膮. Przez wiele lat pe艂ni艂 funkcj臋 kierownika Katedry Socjologii na University of Leeds. Opublikowa艂 wiele ksi膮偶ek, spo艣r贸d kt贸rych najnowsza, zatytu艂owana 鈥濺etrotopia鈥, uka偶e si臋 w styczniu 2017 roku nak艂adem wydawnictwa Polity.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy 艣rodowisko zaanga偶owane w walk臋 z podzia艂ami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi臋ki Waszemu wsparciu!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij