fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Posiadanie dzieci nie jest już sexy

Osoby, które decydują się na dzieci, dochodzą do wniosku, że aby dać komfort potomstwu, muszą najpierw zadbać o swój. O zapewnieniu dobrego życia dziecku myślą jak o awarii w samolocie: maskę tlenową musimy założyć najpierw sobie.
Posiadanie dzieci nie jest już sexy
Ilustr.: Luiza Grabowska

W październiku 2016 roku Natalia Przybysz wydała piosenkę „Przez sen”. Śpiewała w niej o aborcji, której dokonała. Kiedy utwór miał premierę, przez polskie miasta maszerowały tak zwane czarne protesty – po próbie zaostrzenia prawa aborcyjnego kobiety domagały się, by decyzja o usunięciu ciąży zapadała w ich sumieniach, a nie w gabinetach polityków.

Po premierze utworu piosenkarka udzieliła wywiadu. Opowiedziała w nim o swojej sytuacji rodzinnej. „[Rodzicom] zależy też na jakości tego życia, które już mają. Nie chcą wracać do pieluch. Nie chcą szukać większego mieszkania. Sześćdziesiąt metrów kwadratowych ze wszystkimi książkami i zabawkami dzieci jest trochę ciasne, ale jest OK. Ciąża i każde następne dziecko uczą po raz kolejny, czym jest rodzicielstwo i że tym bardziej człowiek powinien świadomie podejmować tę decyzję.”.
Po wywiadzie wybuchła burza. Jedni krytykowali samolubne pobudki Przybysz, jej niechęć do zmiany stylu życia i nieumiejętną antykoncepcję. Drudzy twierdzili, że sama ciąża to dopiero początek drogi. Że świadomi rodzice powinni myśleć też o życiu dziecka, funduszach na jego wychowanie, o komforcie swoim i rodziny.

Chociaż czarne protesty pokazały determinację kobiet, nie przyniosły politycznych efektów. W 2020 rząd konserwatystów doprowadził do zaostrzenia przepisów aborcyjnych. wpisywało się to w narrację o podejmowaniu inicjatyw, które miały poprawić sytuację demograficzną w Polsce. Wiadomo jednak, że nie tędy droga.

Co aborcja mówi nam o stosunku do dzieci?

Debata po słowach Natalii Przybysz i czarne marsze rzuciły światło na obecne w Polsce postawy – nie tylko wobec aborcji, ale posiadania dzieci w ogóle.
Te sprawy pokazały też, że w ostatnich latach polskie społeczeństwo wchodzi w nowe tory myślenia, Zmiany odznaczają się najwyraźniej w statystykach urodzeń –w 2024 roku współczynnik dzietności wyniósł w Polsce niecałe 1,1. Prostą zastępowalność pokoleń zapewnia tymczasem współczynnik 2,1. Jak do tego doszło?

Czas od 1989 roku upłynął Polsce na rosnącym dobrobycie i byciu ekonomiczną zieloną wyspą – obywatele i obywatelki mogli zacząć myśleć o zaspokajaniu własnych potrzeb. Nałożył się na to indywidualizm, który puchnie na kapitalistycznych drożdżach i społeczna atomizacja. Starzy zostają na wsiach i w miasteczkach, młodzi rozjeżdżają się po kraju i świecie. Edukują się, zwiedzają, imprezują i korzystają z zarobionych pieniędzy. Jednocześnie nie stać ich na kupno, a nawet wynajem własnego mieszkania, więc długo zostają u rodziców – co zakładaniu rodziny raczej nie sprzyja. Młodzi wskazują też na niepewność pracy i zarobków, a także niską jakość systemowego wsparcia.

Posiadanie dzieci obrywa rykoszetem. Poza tym chyba przestaje być – nomen omen – sexy, kurczy się jako społeczny wyznacznik wartości. Osoby, które jednak na dzieci się decydują, dochodzą do wniosku, że aby dać komfort potomstwu, muszą najpierw dać go sobie. O zapewnieniu dobrego życia dziecku myślą jak o awarii w samolocie: gdy kabina się rozszczelnia, najpierw musimy założyć maskę tlenową sobie samemu.
Tyle że przecież awarii nie ma, a dla większości Polaków i Polek lot odbywa się całkiem komfortowo. Więc skąd ta niepewność? Czy boimy się, że nie damy rady? A może zmieniły się nasze potrzeby?

Dzieci wczoraj i dziś

W historii możemy odnaleźć starą, biologiczną logikę. Gdy nadchodzi zaraza, wojna lub nieurodzaj, dzieci rodzi się mniej. Kiedy natomiast kwitnie handel, a na polach rośnie zboże, bezpiecznie jest płodzić dzieci – głód nie zajrzy im wtedy w oczy. Dziś jednak widać dziwny paradoks – społeczeństwa Zachodu, choć syte, ogrzane i zadbane, mają coraz mniej dzieci.

Badanie jednego z amerykańskich banków FED, przeprowadzone na danych zebranych z międzynarodowych instytucji, pokazuje czytelną korelację – im większe PKB kraju, tym mniej dzieci się w nim rodzi. W całej Europie od 1950 do 2024 roku współczynnik dzietności spadł prawie o połowę. Podczas gdy we Włoszech umiera jedenaście osób na tysiąc, rodzi się tylko sześć. W Niemczech dzieci jest najmniej od „zjednoczeniowej” recesji w latach 90., w Finlandii od 1776 roku, a we Francji od zakończenia I wojny światowej, gdy w okopach zginęła jedna czwarta młodych mężczyzn.

W bogatych krajach Zachodu maleje rola tradycyjnych relacji społecznych. Gdy jedzenie, opieka zdrowotna, dach nad głową i edukacja są zapewnione przez państwo coraz mniej polegamy na sąsiadach, przyjaciołach i rodzinie. Coraz częściej stawia się na siebie, coraz więcej wie się o sobie samym. W dobie miłości własnej częściej rezygnuje się z „projektów”, w których czekają nas stres, wyrzeczenia i finansowa niepewność. Ze społecznie zorientowanej postawy powoli wyparowują inni – w tym dzieci.

Podnosi się też próg wejścia w macierzyństwo i tacierzyństwo – rośnie poziom edukacji, a wraz z nim oczekiwania i lęki związane z posiadaniem dzieci.
Skąd młodzi czerpią wiedzę o tym, jak wygląda rodzicielstwo? Proszę bardzo: w internecie mamy pod dostatkiem informacji, relacji matek i ojców, porad, tipów i lifehacków. Rodzice-influencerzy ponad granicami krajów i kultur eksportują w świat obraz rodzicielstwa, w którym zawsze świeci słońce. Negatywne emocje w nim nie istnieją, dzieci nie fajdają w pieluchy, a rodzice są zawsze wypoczęci, zadbani i tryskają entuzjazmem. Pociechy są inteligentne, złotowłose, niechorowite i stylowe od kołyski. To oczywiście nieprawda, ale taką edukację odbierają ludzie w Rampur pod Himalajami, w kamienicach na Mokotowie i blokowiskach pod Rygą. I u wszystkich rodzi się podobna myśl: przecież ja, z moją pensją 4000 na rękę i wynajętą kawalerką, nie zapewnię moim dzieciom życia na takim poziomie.

Ludzie ważący w głowie decyzję o założeniu rodziny stają więc przed wyborem w superświadomości wszystkich za i przeciw. I często uznają, że nie warto. To jest chyba przypadek Natalii Przybysz, matki i osoby społecznie świadomej. Dokonała aborcji, nagrała o niej piosenkę i udzieliła wywiadu w ogólnopolskiej gazecie, w którym podzieliła się metrażem swojego mieszkania i jego zawartością. Swoje osobiste doświadczenie postawiła przed sumieniem całej Polski, pod rozwagę zainteresowanych.

Co na to cyfrowi magnaci?

Elon Musk mieszka tysiące kilometrów od Przybysz i ma w kwestii posiadania dzieci odmienne stanowisko. W Stanach Zjednoczonych wzrost liczby mieszkańców jest mizerny, a odpowiada za niego imigracja. „Zapadanie się populacji [świata] – pisze Elon na szemranej platformie internetowej – to dla cywilizacji znacznie większe zagrożenie niż globalne ocieplenie”. Jest przekonany, że ludzkości grozi wymarcie – być może dlatego, że miliarder utożsamia ludzkość z białym kolorem skóry.  Konsultant demograficzny i były dyrektor Wydziału Ludnościowego ONZ powiedział o nim, że „jest lepszy w tworzeniu samochodów i inżynierii niż w przewidywaniu trajektorii populacji”. Rzeczywiście: liczba ludności na świecie stale rośnie i przewiduje się, że szczyt osiągnie w okolicach lat 80. tego wieku. Jest nas ponad 8,2 miliarda. Zanim nastąpi przewidywany spadek, przybędą kolejne dwa.

Poza centrum

Kryzys demograficzny jest kryzysem najbogatszych krajów świata.
Na początku października 2020 roku w Nigerii wybuchły protesty przeciw brutalności policji i niedomagającemu państwu. Znamienny był fakt, że uczestniczyli w nich niemal wyłącznie młodzi ludzie.

Trudno się dziwić, że młodzi w Nigerii protestują, bo państwo to oni i ich przyszłość. Osoby poniżej osiemnastego roku życia stanowią 50 procent ludności kraju. Poniżej trzydziestego – około 70 procent. W 222-milionowej Nigerii przeciętna kobieta rodzi więcej niż piątkę dzieci. To demograficzny rewers krajów Europy – najmłodsze społeczeństwo świata, w którym znaczna część ciąż jest nieplanowana, bezrobocie wysokie, a poziom bezpieczeństwa niski. A nie jest wyjątkiem. Współczynnik dzietności w Kenii wynosi 3,3, w niedalekiej Ghanie – 3,6. Kraje tego kontynentu stanowią niemal 20 procent ludności świata, Europy – zaledwie 9 procent. A populacja Afryki rośnie. Do połowy tego wieku ma się zwiększyć z obecnego 1,57 miliarda do ponad 2,4 miliarda.

W sporej części Azji problemem też bynajmniej nie jest brak ludzi. W 2010 roku rząd Indii rozpoczął akcję przyznawania swoim obywatelom dwunastocyfrowych numerów identyfikacyjnych, odpowiedników naszego numeru PESEL. Przyznanie numerów i spisanie 1,2 miliarda ludzi, czyli siedemnastu procent ludności ówczesnego świata, było potężnym wyzwaniem. Dzięki niemu kraj mógł jednak „zobaczyć” osoby dotychczas niewidziane – niepiśmienne, o niskiej mobilności, zamieszkujące odległe rejony. Jeśli państwo ich nie widziało, to szpital nie mógł leczyć, a urząd obsłużyć czy wypłacić zasiłków. Przez szesnaście lat, które minęły od rozpoczęcia wielkiego spisu, Indiom przybyło 270 milionów obywateli, czyli tyle, co osiem Polsk.

Więcej o perspektywie Globalnego Południa piszą w tej odsłonie Kontaktu Marianna Komornicka i Ernest Małkiewicz.

Co przed nami?

Podczas gdy dzietność poza Europą rośnie, na Starym Kontynencie borykamy się z własnymi problemami. W krajach rozwiniętych rosnący udział osób starszych w gospodarce  został ochrzczony mianem silver economy. Trend ten zauważają zarówno rządy poszczególnych krajów, jak i Unia Europejska: osoby starsze wymagają większych nakładów ze strony państwa – częściej muszą być leczone i rehabilitowane, wymagają specjalistycznej infrastruktury, wypoczynku i sprzętów. Przygotowując się na zmiany, decydenci zastanawiają się, co zrobić, by seniorzy i seniorki byli aktywni, pracowali, podróżowali, uczestniczyli w rynku. Nie tylko dla ich dobra, lecz także dla dobra gospodarki, która będzie musiała poradzić sobie z malejącą liczbą rąk do pracy.

To jedno. Drugie to pytanie o to, jak starzeniu się społeczeństwa zapobiegać. W Polsce zachętą miał być program 500+, ale jego efekty okazały się mizerne – choć jego wielkim sukcesem jest zmniejszenie ubóstwa wśród dzieci. Gotówkowy dodatek do rodzinnego budżetu to jednak za mało, by nakłonić ludzi do decyzji o potomstwie.  Patrzenie w bezdzietną przyszłość nasuwa naturalne pytanie o to, czy „zasypanie” pokoleniowej luki nie może się odbyć przez napływ migrantów z zewnątrz kraju. Ale ten scenariusz uważany jest raczej za rozwiązanie krótko- lub średnioterminowe. Do tego konserwatywna część społeczeństwa reaguje na to alergicznie. Radykałowie promują rasistowską teorię spiskową o „wielkim zastąpieniu”, które ma zniszczyć „białą rasę” i zastąpić ją osobami o innym kolorze skóry.

Istnieje też podejście technooptymistyczne, szczególnie popularne wśród właścicieli wielkich firm technologicznych. „Konsekwentnie koncentrujemy się na rozwijaniu humanoidalnych robotów z jasnym celem: sprowadzeniem ich do domów, usług i opieki nad osobami starszymi” – powiedział Leng Xiaokun, prezes Leju Robotics, podczas 10. Światowej Konferencji Robotów w Pekinie w sierpniu 2025 roku. Kiedy dla ogromnej rzeszy starszych ludzi przestanie starczać opiekunów, towarzyszy i lekarzy, a sprowadzenie takich asystentów z zagranicy niektórzy uznają za zagrożenie dla tożsamości narodowej, dlaczego nie podsunąć im gadających ekranów, sztucznej inteligencji i robotów z lateksową skórą na twarzy?

Trudno jednak nie czuć dyskomfortu na myśl o miastach przyszłości. Pełnych bogatych seniorów obsługiwanych przez elektrycznych „asystentów”, którzy może porozmawiają i pocieszą, ale nie zastąpią ciepła prawdziwego człowieka.

Dogonić Południe

Gdy bogate państwa Północy kurczą się populacyjnie i dyskutują o tym, jak najskuteczniej odwrócić zanikowe tendencje, populacje krajów rozwijających się stale rosną. Europejskie polityki zapobiegawcze sprowadzają się najczęściej do przyznawania pieniędzy rodzicom, dodatkowych urlopów, ulg czy poprawy infrastruktury – budowania szkół, przedszkoli i żłobków. Francja wydaje na politykę prorodzinną 4 procent swojego PKB i pomaga matkom szybko wrócić do pracy, Czechy przyznają młodym rodzicom równowartość 60 tysięcy złotych i długie urlopy. Ale to próby zapobiegania społecznym kryzysom za pomocą grubego portfela.

Wygląda na to, że w tej pokoleniowej układance kluczowe są zmiany w sposobie życia, a tymi niełatwo pokierować i trudno je odwrócić. Znacznie uboższe społeczeństwa Globalnego Południa mają pod dostatkiem tego, co my trwonimy – silnych więzi, bliskich relacji, sąsiadów, dziadków, przyjaciół, dużych rodzin i czasu dla swoich dzieci. W skrajnie indywidualnym myśleniu i niepohamowanej konsumpcji odstawiliśmy te wartości na boczny tor i trudno będzie nam do nich wrócić. Tym bardziej, że – na nasze nieszczęście – są to rzeczy, których nie da się kupić.



Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×