fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Polski trotyl w Gazie, środowisko i trudne wybory

Większość bomb spadających na Gazę zawierała trotyl wyprodukowany polską spółkę Nitro-Chem. Często pomijanym aspektem tego tematu jest jego wpływ na środowisko – oraz to, że wypływał w mediach już wcześniej.
Polski trotyl w Gazie, środowisko i trudne wybory
Ilustr.: Anna Kurdziel

18 listopada 2025 r. międzynarodowa koalicja organizacji propalestynskich  (People’s Embargo for Palestine, Palestinian Youth Movement, Shadow World Investigations i Movement Research Unit) opublikowała raport „Brakujący składnik: polskie TNT”, w którym twierdzi, że państwowa spółka Nitro-Chem z Bydgoszczy dostarczała  trotyl wykorzystywany w amunicji produkowanej dla amerykańskich firm i eksportowanej do Izraela, w tym do ładunków stosowanych w bombach serii Mk-80 oraz BLU-109. Autorzy raportu wskazują, że bez polskiego trotylu kampania lotniczych bombardowań w Strefie Gazy byłaby zwyczajnie niemożliwa.

Raport dokumentuje łańcuch dostaw: Nitro-Chem miała dostarczać TNT General Dynamics i innym producentom amunicji, a część polskiego trotylu – według autorów – trafiała bezpośrednio do Izraela. W dokumencie cytowane są kontrakty i bazy danych eksportowych, w tym zamówienia złożone w latach 2024-2025, za sprawą których zwiększono wolumeny produkcji i eksportu TNT.

Autorzy raportu podkreślają także wymiar środowiskowy i prawny: TNT jest substancją toksyczną, a jej produkcja oraz użycie wiążą się ze znaczącym zanieczyszczeniem środowiska. Organizacje wzywają do natychmiastowego zaprzestania dostaw oraz wskazują na potencjalną współodpowiedzialność polskiego rządu i Nitro-Chemu za zbrodnie i przestępstwa, zarówno w ramach prawa międzynarodowego, jak i krajowego. Trudno bowiem zaprzeczyć, że Polska i polski przemysł miały kluczowy udział w zbrodni, uznanej za ludobójstwo między innymi przez Niezależną Międzynarodową Komisję Śledczą ONZ do spraw okupowanego terytorium Palestyńskiego czy Amnesty International.

Trotyl a przyroda

Ciekawym elementem raportu jest analiza kosztu środowiskowego produkcji i stosowania trotylu oraz innych materiałów wybuchowych.  Polska jako jedyny kraj NATO i Unii Europejskiej zdecydowała się zaryzykować swoje środowisko dla ich produkcji. Warto zastanowić się, czy nie jest za późno, aby zmienić coś w tej dziedzinie.

O wpływie wojny na środowisko w Gazie możecie szerzej poczytać w licznych tekstach poświęconych ekobójstwu . Badacze i organizacje ekologiczne wskazują, że użycie amunicji zawierającej TNT – w tym tej wyprodukowanej w Polsce – przyczynia się do długotrwałej degradacji środowiska na tym obszarze, między innymi poprzez skażenie metalami ciężkimi oraz toksycznymi pozostałościami materiałów wybuchowych. Raport UNEP (Programu środowiskowego ONZ) ostrzega, że pozostałości TNT i tritonal mogą prowadzić do skażenia gleby oraz zwiększonego ryzyka chorób nowotworowych, uszkodzeń wątroby i nerek jeszcze długo po zakończeniu wojny.

Już sama produkcja TNT budzi poważne obawy. „Czerwona” i „żółta woda”, powstające podczas procesów oczyszczania trytolu są wyjątkowo szkodliwymi odpadami, które nie tyle są toksyczne, co trudne w utylizacji i kosztowne w przetwarzaniu. Z tego powodu niewiele państw utrzymuje własne zakłady produkcji TNT. W USA wstrzymano jego wytwarzanie już w 1986 roku, a dopiero w 2024 roku ogłoszono plany odbudowy krajowej produkcji. Wielka Brytania zamknęła swoje zakłady na początku XXI wieku. Obecnie większość światowej produkcji TNT odbywa się w państwach takich jak Indie, Chiny, Rosja czy Turcja. W „zachodnim świecie” jedynie Polska zdecydowała się wziąć na siebie – obciążający naszą naturę oraz zdrowie ludności – ciężar tej produkcji.

Wieloletnie i dobrze udokumentowane skażenie środowiska związane z działalnością Nitro-Chemu jest faktem, który co jakiś czas przebija się do mediów. Najwyższa Izba Kontroli w 2019 roku ujawniła, że spółka odprowadzała do kanalizacji ścieki zawierające odpady poprodukcyjne i inne niebezpieczne substancje. Według danych Chemwiku, operatora oczyszczalni „Kapuściska”, w 2019 roku poziom DNT (dinitrotoluenu) w ściekach z Nitro-Chemu przekraczał normy amerykańskie 162-krotnie, a TNT – aż 14 500-krotnie, mimo że polskie prawo całkowicie zakazuje odprowadzania materiałów wybuchowych do kanalizacji. W 2023 roku  sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu – według monitoringu poziom kluczowych zanieczyszczeń wzrósł średnio o 40 procent. Skażona woda trafiała następnie do Wisły, której znaczenie ekologiczne jest kluczowe, a wysoki poziom niebezpiecznych odpadów w jej wodach może nieść ze sobą katastrofalne skutki. We wrześniu 2024 ponownie potwierdzono obecność toksycznych substancji w ściekach spółki.

Także w 2023 roku media pisały o odpadach Nitro-Chemu, tym razem w kontekście mafii śmieciowej. Ujawniły istnienie nielegalnych składowisk „czerwonej” i „żółtej” wody w co najmniej dziewięciu lokalizacjach w całej Polsce. Część z odpadów była oznaczona jako pochodząca z Nitro-Chemu. Według śledczych ich nielegalnym zagospodarowaniem zajmowały się zorganizowane grupy przestępcze. Szacunki Onetu wskazują, że do dzikich wysypisk mogło trafić od czterech do pięciu tysięcy ton toksycznych odpadów. Z oficjalnych dokumentów z 2020 roku wynika również, że firma Craft Chemical Group – współpracująca z Nitro-Chemem – wylewała odpady do wód publicznych lub zakopywała je w ziemi.

Kolejnym skandalem było wykorzystanie odpadów produkcyjnych ze spółki Nitro-Chem podczas ćwiczeń wojskowych. Były prezes Piotr Kasprzak oraz kilka innych osób zostało oskarżonych o nielegalne detonacje. Doprowadziło one do poważnych obrażeń wśród żołnierzy, którzy nie byli świadomi, jakiego rodzaju substancji są w użyciu.

Nitro-Chem działa na terenach dawnego zakładu Zachem, stanowiących jeden z najbardziej skażonych obszarów przemysłowych w Europie. W 2018 roku, po alarmującym raporcie naukowców z Akademii Górniczo Hutniczej, Najwyższa Izba Kontroli zbadała, czy również Nitro-Chem przyczynia się do zanieczyszczeń. Choć ówczesny wiceminister obrony Bartosz Kownacki publicznie zapewniał, że spółka dysponuje nowoczesną oczyszczalnią i nie zanieczyszcza ani gleby, ani Wisły, zarówno wyniki kontroli NIK, jak i śledztwa dziennikarskie wykazały, że jego twierdzenia były nieprawdziwe. O rakotwórczych odpadach pisały Onet, Gazeta Wyborcza i szereg innych wiarygodnych mediów.

W odpowiedzi na medialne doniesienia o zanieczyszczeniach w sierpniu 2023 roku Polska Grupa Zbrojeniowa, do której należy Nitro-Chem, wniosła pozew przeciwko Onetowi, domagając się dziesięciu milionów złotych odszkodowania za rzekome naruszenie dobrego imienia spółki.

Na działalność Nitro-Chemu skarżyli się też mieszkańcy okolicy fabryk. Ślady petycji i protestów nie są trudne do znalezienia. Na Facebooku istnieje zrzeszająca prawie pięć tysięcy osób grupa poświęcona skażeniu generowanemu przez Zachem i jego następce – Nitro-Chem. Jeszcze w lutym 2025 dwóch wysokich rangą pracowników Nitro-Chemu wylądowało na ławie oskarżonych pod zarzutem sprzedaży odpadów chemicznych jako materiałów na nawozy, co zdaniem ekspertów miało być pozbawione podstaw merytorycznych i mogło skutkować zatruciem ziemi uprawnej.

Czy możemy rozmawiać o środowisku i ludobójstwie w Gazie w cieniu wojny w domu?

Krótko po opublikowaniu raportu i komentarzy do niego przez dziesiątki mediów krajowych i zagranicznych, na czoło dyskusji wysunęły się dwa skrajne głosy.

Pierwszą – podsycaną jeszcze przez zeszłotygodniowy atak terrorystyczny na polskiej kolei – postawą jest stawanie murem za polskim rządem i przemysłem zbrojeniowym. Nie jest to nic nowego – i zobaczymy to także w nadchodzących miesiącach. Politycy i publicyści będą tłumaczyć tolerowanie kolejnych złych decyzji, błędów i zaniedbań potencjalnym zagrożeniem wojną czy zamachami. Wojna – jeszcze nie kintetyczna ale dawno już wychodząca poza ramy wojny jedynie kognitywnej – którą toczymy z Rosją i jej sojusznikami, podsyca strach i potrzebę solidarności z naszymi decydentami.

Drugą – równie szkodliwą – są wezwania do zamknięcia Nitro-Chemu albo radykalnego ograniczenia jego produkcji, czy to z przyczyn środowiskowych czy związanych ze współodpowiedzialnością za ludobójstwo. Motywacje stojące za tymi głosami są szlachetne, ale wynikają z silnych emocji.

Musimy postawić sprawę jasno – posiadanie największej w NATO (Turcja również produkuje, ale na mniejszą skalę)i jedynej w Unii Europejskiej fabryki trotylu i innych materiałów wybuchowych to olbrzymia korzyść oraz potencjalny gwarant naszego bezpieczeństwa. Jednocześnie jednak koszt środowiskowy takiej produkcji jest bardzo wysoki: Zachem i Nitro-Chem przez dekady zatruwały swoją produkcją polską ziemię i samych Polaków. To się już stało. Rakotwórcze odpady trafiły do środowiska i możemy zakładać, że wywarły swój wpływ na wielu naszych współobywateli.

Zapłaciliśmy tę cenę i nie możemy tego odwrócić. Jednocześnie domaganie się zamknięcia firmy lub zmniejszenia produkcji w sytuacji obecnej eskalacji konfliktu z Rosją jest nie tylko nieodpowiedzialne, ale wręcz nierealne.  Potrzebujemy tego trotylu – my, nasi sojusznicy i nasze bezpieczeństwo. Możemy przy tym, a nawet powinniśmy, domagać się zmniejszenia kosztów jego produkcji. Powinniśmy oczekiwać przestrzegania prawa, czyli zwiększenia kontroli nad utylizacją odpadów – nawet jeżeli ma to się odbyć kosztem zmniejszenia zysków. Ale także podwyższenia cen, które są bardzo korzystne dla amerykańskich klientów, oraz kontroli nad przeznaczeniem sprzedawanej broni.

Niektóre państwa,  jak na przykład Chiny, licencjonują to, gdzie mogą być odsprzedane lub wykorzystane zakupione od nich materiały wybuchowe i  broń. Służą temu tak zwane „end-user certificate” lub „end-use agreement”. Oczywiście, prawnicy i rządy znajdują kolejne luki pozwalające obejść tego typu ustalenia – odsyłam do wywiadu na ten temat. Jednak niezbędnym minimum jest  podjęcie działań mających na celu dopełnienie wymagań wynikających z prawa międzynarodowego. Polska jako strona między innymi Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa jest zobowiązana do niedostarczania materiałów, które mogą się do niego przyczynić. Jest to zobowiązaniem zarówno etycznym, jak i prawnym. Ukraina, nasz sąsiad i sojusznik, boryka się z niedoborami broni z powodu przekazywania broni NATO (w tym polskiego trotylu) do wspierania trwającego w Gazie ludobójstwa. Jako główny producent trotylu dla Paktu, Polska powinna mieć w tej sprawie jasny i silny głos. W końcu to nasze środowisko i nasza ludność ponosi cenę produkcji tego toksycznego materiału.

Protesty, domaganie się regulacji i decyzyjności w tym zakresie nie są działaniem przeciwko polskiemu interesowi, ale właśnie jego najpełniejszym wyrazem.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×