Polska najmniej rasistowskim państwem Europy?
– Rasizm? – Dinesh powtarza po mnie z nutką ironii w głosie, a silny amerykański akcent dodaje jego słowom mocy – Nigdy nie spotkałem się w Polsce z rasizmem. Nigdy. Od 25 lat kursujemy z żoną między Polską a Stanami. W sumie mieszkaliśmy tu dwanaście i pół roku. Powtarzam, ani razu nie spotkałem się z rasizmem.
– Niebezpiecznie? – przerywa jeszcze zanim zdążę dokończyć pytanie – Jest bardzo bezpiecznie! Moje mieszkanie znajduje się w samym centrum Warszawy. W weekendy widzę często z balkonu jak młode kobiety spacerują same lekko podchmielone. Nie ma nikogo, kto mógłby je okraść czy zgwałcić. Spróbowałabyś tego w Nowym Jorku czy gdzieś. Mogiła, rozumiesz? Mogiła.
Dinesh mówi dużo. Jest otwarty, ale też stanowczy –Dużo podróżowałem po całej Polsce, wśród Polaków żyłem jeszcze zanim się urodziłaś i prawdopodobnie znam ten kraj lepiej niż ty – ucina dyskusję. A gdy za bardzo dopytuję, zaczyna własne opowieści: o inflacji, o komunizmie, o przetworach…
W kwestii rasizmu reprezentuje poglądy większości nie-białych osób mieszkających w Polsce. Według badania Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej przeprowadzonego w 2023 roku w trzynastu krajach na podstawie ponad szesnastu tysięcy odpowiedzi, aż 80 procent respondentów zadeklarowało, że w ciągu ostatnich pięciu lat nie doświadczyli w Polsce dyskryminacji na żadnym gruncie (wynik plasujący nasz kraj na pierwszym miejscu rankingu).
Reprezentuje również poglądy znaczącej większości (co najmniej kilkudziesięciu) osób zagranicznego pochodzenia, które na Facebookowej grupie Foreigner in Warsaw Poland zdecydowały się stanąć w obronie warszawskiego bezpieczeństwa i polskiej gościnności w odpowiedzi na anonimowy post nowego członka grupy:
“Planowałem przyjazd do pracy do Warszawy, ale coraz więcej słychać teraz ciągle o antyimigranckich nastrojach i protestach i zacząłem się trochę bać (…) Powiedzcie, czy jako osoba nie-biała mogę czuć się w Warszawie bezpiecznie? Czy osoby kolorowe są tam prześladowane?”
Pytanie dość niezręcznie zawisa między ogłoszeniami mieszkaniowymi, narzekaniami na skomplikowaną biurokrację czy reklamami kursów językowych. Na szczęście już po chwili pojawiają się pierwsze, pełne otuchy odpowiedzi:
“Mieszkam w Polsce od dwóch lat i nigdy nie spotkałem osoby o rasistowskich poglądach. Wręcz przeciwnie, Polacy są mili, uczciwi i mają dobre serca” – Claudia.
“Warszawa jest najbezpieczniejszym ze wszystkich europejskich miast” – Alex.
“Polska to najbezpieczniejsze miejsce, w jakim kiedykolwiek mieszkałem! Nie słuchaj tych bzdur! Ludzie dobrze mówią po angielsku, a atmosfera jest naprawdę spokojna!” – Katica.
“Polska jest bardzo bezpiecznym krajem. Szanujcie tę ziemię, nie łamcie prawa, a wszystko będzie dobrze. Większość Polaków jest serdeczna, przyjazna i gościnna” – Tîno.
“Nigdy nie spotkałem się tutaj z żadną formą rasizmu. Polacy są absolutnie uroczy i serdeczni. Jeśli ktoś się na ciebie gapi, to tylko z ciekawości, więc po prostu uśmiechnij się i przywitaj” – Emonde.
Mimo fali pozytywnych komentarzy, Dinesh (pod zmienionym na prośbę imieniem) jest jedyną osobą, która zgadza się na rozmowę. W tej kwestii nie reprezentuje podejścia większości. Pytam więc dalej.
– Incydenty? Osoby kolorowe krzyczą o rasizmie jak tylko coś nie idzie po ich myśli. „Och, oni są rasistami”. To nie jest pieprzony rasizm. Ale w ten sposób łatwiej im osiągnąć swój cel. Zresztą Polacy nawet nie wiedzą, czym jest rasizm. Dopiero teraz się dowiadują, bo to oni doświadczali zawsze dyskryminacji za granicą. Wiesz, że słowo „Polak” to w Stanach prawie jak „murzyn”.
– Inny, obcy? – próbuję bez kontrowersyjnego słowa, a głos w słuchawce na chwilę się urywa (trafiłam?). – Wyszliśmy niedawno ze znajomą na lunch, a obok nas siedziała rodzina z małym dzieckiem, pięcio- może sześcioletnim. W pewnym momencie chłopczyk podszedł do mnie i jakby z ciekawości zaczął dotykać mojej ręki. „Dinesh, patrz, jak cię lubi”, zaśmiała się znajoma. A to nie dziecko mnie lubi, tylko nigdy nie widziało osoby o brązowym kolorze skóry. Wiem, że o to chodziło, bo pamiętam, że kiedy moja córka była mała i wysłaliśmy ją do babci na wieś na wakacje cała rodzina i wszyscy sąsiedzi zlecieli się ją obejrzeć. „Jak wygląda córka brązowego faceta?”. Nadal mam zwyczaj chodzenia ze spuszczonym wzrokiem, ponieważ wiem, że ludzie mogą się gapić.
– A co mam czuć? Nic. Pochodzę z wielokulturowego społeczeństwa, więc na początku trochę mi to przeszkadzało, ale się przyzwyczaiłem.
„Stary, mieszkam w Polsce od 9 lat i jeszcze tego nie doświadczyłem. Może mam szczęście, ale nie wolno nam ich prowokować. Takie rzeczy zdarzają się wszędzie”- Autor anonimowy.
„Protesty wynikają z tego, że Polacy chcą chronić kraj przed nielegalnymi imigrantami i uchodźcami. Nie przed legalnymi imigrantami, którzy przyjeżdżają tu legalnie w celu podjęcia pracy. To normalne w normalnym kraju – chronić granice za wszelką cenę. Widzicie, co dzieje się w innych krajach europejskich, gdzie nielegalni imigranci poruszają się swobodnie.” – Alienor
„Nie wiem, skąd masz takie informacje. Protesty są wyłącznie przeciwko NIELEGALNEJ migracji” – Autor anonimowy.
– Myślisz, że pytacie nas, czy jesteśmy legalni, przed czy po tym, jak już nas zaatakujecie? – Mouh śmieje się, a ja nie wiem, co odpowiedzieć – Wyobraź sobie, że zanim tych trzech facetów przyłożyło mojemu przyjacielowi, też Marokańczykowi, w nos, nie spytali, czy jesteśmy w Polsce legalnie. To nie tak, że kiedy zobaczyłem te komentarze byłem zły. – tłumaczy – Ludzie wypisują głupoty i nie ma co się przejmować. Wiesz, do tej pory nigdy nie zdarzyło mi się skomentować niczego w Internecie. Naprawdę nigdy. Ale czułem, że nie mogę tego tak zostawić.
Mouh występuje pod prawdziwym imieniem. Reprezentuje poglądy 20 procent nie-białych osób, które bez wątpienia doświadczyły w Polsce dyskryminacji i nie boją się mówić o tym głośno. Należy również do kilku osób, które w odpowiedzi na anonimowe pytanie na Facebooku, zdecydowały się zakwestionować niemal jednogłośnie pozytywną narrację. Na rozmowę zgadza się od razu. Dopiero później dowiaduję się, że mamy się zdzwonić trzy dni po narodzinach Samiego – pierwszego dziecka Mouh’a. Nie, nie chce przełożyć.
– Znam miejsce, gdzie możemy pójść potańczyć – powiedział mi przyjaciel. A ja zawsze chętnie tańczę, to moja pasja. To właśnie jako tancerz przyjechałem za pierwszym razem do Polski, na występ breakdance. A potem poznałem moją obecną żonę…
– Poszedłem, bo powiedział, że grają fajną muzykę. Wcześniej nie miałem żadnych złych doświadczeń, więc po prostu poszedłem. Nie jestem osobą agresywną. Jestem artystą, tancerzem, zawsze mam pozytywną energię. Ale po tym co się stało powiedziałem mojemu przyjacielowi, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy wychodzę gdziekolwiek wieczorem. Zacząłem się czuć nieswojo. Kiedy idę ulicą, zdarza mi się oglądać przez ramię. Nawet sklepie. Na przykład kiedy wchodzę do żabki i widzę, że jest duża kolejka, po prostu wychodzę. Nie jestem w stanie znieść tego jak ludzie się na mnie gapią.
– Przed przyjazdem nie wiedziałem o Polsce za wiele. Jestem wielkim fanem piłki nożnej, więc wiadomo, Lewandowski. Ale naprawdę niewiele poza tym. Myślałem, że będę chodził na mecze. I co? Stadion to teraz ostatnie miejsce, gdzie miałbym się ochotę znaleźć w Warszawie. Wiesz, na różnych kanałach na TikToku pojawiają się nawet takie ostrzeżenia „uważajcie na te miejsca, bo kończy się właśnie mecz, będą pijani kibole”. Mój algorytm jest straszny, teraz pokazuje mi już praktycznie tylko takie rzeczy. Mamy nawet taki żart ze znajomymi, jak wiemy, że ktoś gdzieś wychodzi to dzwonimy do siebie i pytamy, „hej stary, i jak, skopali ci już tyłek?” – Mouh znowu śmieje się pod nosem, a ja nie wytrzymuję i pytam go o ten śmiech, który wywołuje u mnie dyskomfort, ale chyba też trochę podziwu.
– W Maroku śmiejemy się po prostu ze wszystkiego. – Mouh znowu uśmiecha się szeroko jakby na potwierdzenie – Mamy nawet takie powiedzenie „w końcu i tak umrzesz, więc póki żyjesz, nie pozwól by rozpraszał cię hałas drobnych rzeczy”. Więc rozumiesz, dla mnie to drobne rzeczy. Widzę coś takiego, mówię sobie, że to nie ma znaczenia i po prostu się śmieję.
Tym większe wrażenie robi na mnie, kiedy pod koniec rozmowy Mouh nagle poważnieje. Przerywamy na chwile, bo obudził sie Sami. Mouh znika z kadru, słychać tylko jak czule mówi do synka. Kiedy wraca, już bez uśmiechu tłumaczy:
– Dla mnie osobiście to tylko hałas drobnych rzeczy, ale dla niego…? Oczywiście, że się martwię.
“Trudno powiedzieć, nikt nie może niczego zagwarantować… Jeśli możesz unikać transportu publicznego i wychodzenia w nocy, powinieneś być bezpieczny” – Olga.
“Mieszkam tu od kilku lat i ogólnie jest w porządku. Od czasu do czasu można natknąć się na jakiegoś idiotę, ale to zdarza się wszędzie, więc nie ma się czym martwić. Na wszelki wypadek warto mieć przy sobie gaz pieprzowy lub paralizator. Nigdy nie wychodzę z domu bez nich, ale jak dotąd nie musiałam ich używać” – Katts.
“Niedawno przeprowadziłem się do Warszawy, a wcześniej mieszkałem w Krakowie. W ciągu dwóch miesięcy od przeprowadzki zostałem potraktowany gazem pieprzowym” – Rishabh.
Rishabh mówi płynnie i rzeczowo, przerywa tylko kiedy kot zaczyna gramolić się na klawiaturę. Jest inżynierem z Delhi, dobrze zarabia, poznał w Polsce dziewczynę. Też nie komentuje zwykle na Facebooku, ale czuje, że o takich wydarzeniach powinno się mówić.
– To było przy stacji metra Politechnika. Nie gdzieś w barze w środku nocy w jakiejś tam złej dzielnicy, tylko w samym centrum o 17:30. Spacerowaliśmy razem z dziewczyną, kiedy z naprzeciwka wyłonił się facet. Zaczął iść w naszą stronę i krzyczeć „Polska dla Polaków!”. Przeszedł obok i krzyknął cztery, może pięć razy, więc spojrzałem tylko na niego i się uśmiechnąłem, na co on pokazał mi środkowy palec. Dziś czuję, że nie powinienem był tego zrobić, ale odpowiedziałem mu tym samym. Wtedy on zaczął się do nas zbliżać. Trzymał coś w ręku, myślałem, że to tylko torba ale okazało się, że miał ze sobą duży, wojskowy gaz pieprzowy. Schyliłem się gwałtownie przez co trafił tylko w lewe oko i spryskał przy okazji siebie, po czym od razu odszedł. Zdążyliśmy jeszcze tylko zrobić mu zdjęcie od tyłu. – Rishabh bierze nieznaczny wdech i prawie natychmiast kontynuuje.
– Od razu poszliśmy na posterunek policyjny na stacji. Nikt nie mówił po angielsku, więc rozmawiała z nimi moja dziewczyna. Oni okropnie ją poniżali, a ja nie mogłem z tym nic zrobić. „Wyglądasz na inteligentną kobietę, ale pokaż mi, jak bardzo jesteś inteligentna. Kto to jest?”, pytają pokazując zdjęcie pleców mężczyzny. „No właśnie, to co nam pokazujesz jakieś zdjęcia? Skąd mamy wiedzieć, że spryskał cię gazem pieprzowym?”. „Znasz przepisy? Przeczytaj najpierw ten i ten artykuł, to porozmawiamy”, wyśmiewali się. Ale najgorsze było, kiedy opowiedziała im, co krzyczał kiedy się do nas zbliżał. Wiesz co powiedzieli?
“Przecież to prawda, Polska jest dla Polaków. To nie jest rasistowska obelga”.
– Potem stwierdzili, że cała sprawa jest bezprzedmiotowa, bo ja też pokazałem mu środkowy palec, więc nic nie da się zrobić. Pytali jeszcze, czy był kontakt fizyczny. Jeśli nie, to nie było napaści, „co najwyżej zniewaga”. Tak napisali w raporcie. Jakiś czas później złożyliśmy skargę. Nie mieliśmy nadziei, ale chcieliśmy, żeby było wiadomo, że próbowaliśmy coś zrobić. Po około dwóch miesiącach dostaliśmy tylko jeden telefon, że to zbadają. Oczywiście nic się od tej pory nie wydarzyło.
– Zazwyczaj tak nie mam, ale w tym przypadku, ciągle myślę, że powinniśmy byli zrobić tak, że mogliśmy zachować się tak, że gdyby tylko… Do tej pory wyrzucam sobie, że po prostu nie odszedłem bez odpowiedzi. Ale z drugiej strony, przecież co ja mu zrobiłem, żeby zaczął krzyczeć „Polska dla Polaków”? „I myślisz, że co by było gdybyś nie pokazał mu tego palca?”, spytał mnie później przyjaciel. „Przecież osoba nosząca gaz pieprzowy w biały dzień ma jasne intencje. Oni tylko szukają okazji do szerzenia nienawiści.”
– Czasami zastanawiam się, co by się stało, gdybym go dotknął. Może zostałbym deportowany. Problem polega na tym, że my, imigranci, mamy wiele do stracenia, pracę, dochody, wszystko. I jeszcze jedno. Ja jestem dobrze zarabiającym inżynierem z Indii, ale co z uchodźcami, migrantami o niskich dochodach, wykonującymi prace dostawców albo inne drobne zlecenia, którzy muszą na co dzień bywać w niebezpiecznych okolicach, mieć do czynienia z takimi ludźmi? Większość z nas to uczciwie zarabiające osoby, pracujące również na polską gospodarkę, ale wokół tyle jest nienawiści, że nie mam już siły tego wszystkiego wyjaśniać.
– Staram się zachować jak największą motywację. Nie chcę, żeby ten jeden incydent zdefiniował całe moje doświadczenie w Polsce. Ale za każdym razem kiedy ktoś zbliża się od tyłu, albo wygląda podejrzanie przechodzą mnie ciarki. Ostatnio coraz częściej rozmawiamy z dziewczyną o wyjeździe. To bolesne, lubię Warszawę, tyle czasu poświęciłem na naukę polskiego…
Rashid już wcześniej myślał, żeby pójść ze swoją historią do mediów. Nie chce, by została zanonimizowana. Całą sytuację opisał również na Reddicie. Po kilku dniach nadeszła jednak informacja:
„Hej, czy byłoby w porządku, gdybym zablokował Twój post o ataku gazem pieprzowym? Musieliśmy nałożyć dziesiątki banów i nie chcę wracać co drugi dzień, żeby ponownie sprawdzać, czy nie ma tam obrzydliwych komentarzy. Bardzo mi przykro, że spotkało Cię coś takiego”.
Tymczasem odpowiedzi na wiadomości z prośbą o rozmowę spływają do mnie jeszcze przez kolejne tygodnie. Często odkrywają znacznie więcej niż zawarte było w krótkich komentarzach pod postem.
Ktoś pisze, że w Warszawie jest mu lepiej niż we wszystkich miejscach, w których mieszkał wcześniej, ale wybili mu ostatnio w samochodzie szyby. Ktoś, wprawdzie uważa, że nigdy nie doświadczył w Polsce rasizmu, ale nie pójdzie już więcej do muzeum, bo ostatnim razem przez całą wizytę chodził za nim strażnik. Dla kogoś Polska to bezpieczne miejsce, ale stara się nie mówić za głośno w miejscach publicznych i nie wychodzić do barów. Jeszcze komuś żyje się dobrze, ale chwilę zajęło przyzwyczajenie się do spojrzeń i tego, że czasem nikt nie chce usiąść obok w autobusie.
Pozostaje refleksja – 20 procent mieszkańców o innym niż biały kolorze skóry deklarujących dyskryminację to szokująco mało czy szokująco dużo? Najniższy wskaźnik dyskryminacji w Europie to powód do dumy czy refleksji nad tym jaką mamy “konkurencję”? Wyraz tego jak dobrze inni etnicznie mieszkańcy są w Polsce zintegrowani czy jak niewiele takich osób jest do Polski wpuszczanych? Społeczeństwa prawdziwie wielokulturowego czy zmuszającego do asymilacji?
I wreszcie – tym, którzy nie biją na alarm, żyje się w Polsce dobrze czy zbyt trudno im mówić o tym, że jest inaczej? Mają szczęście czy pilnują żeby się nie wychylać? Są uprzywilejowani czy przeszli już zbyt wiele, żeby się poddać? Nie przeszkadzają im ciekawskie spojrzenia czy byli zmuszeni się do nich przyzwyczaić?

