Piję wodę z kranu, ale wiem, że to luksus. Według amerykańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) dostęp do zdatnej do spożycia kranówki mają obywatele zaledwie pięćdziesięciu krajów. Łącznie jest ich niespełna miliard. Reszta ludzkości, by zaopatrzyć się w wodę pitną, musi dźwigać butelki. W rankingu jakości wody będącym częścią wskaźnika efektywności środowiskowej (Environmental Performance Index) Polska plasuje się na pierwszym miejscu, ex aequo między innymi z Norwegią, Finlandią czy Szwajcarią. Lepiej być nie może.
A jednak. Na Facebooku wyświetla mi się reklama wody plazmowanej Nantes. Film trwa nieco ponad minutę, ale napakowany jest kosmiczną dawką wiedzy. O specjalnych właściwościach produktu opowiada w nim mężczyzna z długimi, spiętymi w kucyk włosami. Stosownie do tematu ma na sobie błękitną marynarkę, a pod pachą trzyma karton wody Nantes. Mówi, że współczesny świat jest zanieczyszczony, więc warto oczyścić się od wewnątrz, by „mieć więcej siły i witalności”. Ma w tym pomóc właśnie woda Nantes, której pięć litrów kosztuje 310 złotych.
Wodę plazmowaną pija sam Sanjaya, który według narratora jest legendą maratonu. Dekadę temu zdobył mistrzostwo Polski w biegu 24-godzinnym w swojej kategorii wiekowej. Wciąż utrzymuje formę. Mając 66 lat przebiegł dwanaście ultramaratonów – wszystkie o długości co najmniej stu kilometrów. Sanjaya znany jest także z propagowania teorii spiskowych mówiących o rządzie światowym, zatruwaniu wody czy wszechwładzy Żydów. A teraz stał się jedną z twarzy wody plazmowanej.
Czym jest woda plazmowana, a właściwie „woda aktywowana plazmą” (dosłowne tłumaczenie angielskiej nazwy brzmi mniej magicznie)? To H2O poddane działaniu zimnej plazmy. A czym jest plazma? Dzwonię do mojego nauczyciela fizyki z liceum. Pan Jacek tłumaczy, że plazma to zjonizowany ujemnie lub dodatnio gaz, którego „atomy rozbite na plusy i minusy”. Zarówno plazma, jak i woda plazmowana z pewnością istnieją. Kiedy jednak dzielę się tematem mojego tekstu, pan Jacek komentuje, że sprzedawanie wody plazmowanej to z pewnością jakieś szarlataństwo.
Woda plazmowana ma zastosowanie w kosmetologii. Istnieją badania, które potwierdzają jej pozytywny wpływ na niektóre rośliny. Z artykułu zamieszczonego w 2024 roku w „Plant Physiology and Biochemistry” wynika, że odpowiednie użycie wody plazmowanej stymuluje wzrost niektórych roślin oraz pomaga w rozwoju ich korzeni. Inne wskazują na jej potencjał w leczeniu onkologicznym. W pracy opublikowanej w 2025 roku przez Amerykańskie Towarzystwo Chemiczne zespół badawczy dowiódł, że w odpowiednich warunkach woda plazmowana może niszczyć do 95 procent komórek raka piersi. Problem w tym, że to badanie, podobnie jak znaczna większość eksperymentów poświęconych wodzie plazmowanej, przeprowadzone zostało w warunkach laboratoryjnych na odseparowanej kolonii komórek. Badacze nie obserwowali kobiety pijącej wodę Nantes z plastikowego kubeczka, ale piętnastoczęściowe urządzenie z zamkniętymi w środku komórkami. Mniej spektakularne rezultaty przyniosły badania na myszach. Wciąż brakuje jednak wniosków dotyczących wpływu wody plazmowanej na człowieka.
Pić czy nie pić?
Na stronie firmy Nantes wyraźnie napisano, że woda plazmowana nie nadaje się do spożycia. Ale Sanjaya w reklamie ją pije. Pytam o to prezesa przedsiębiorstwa, Wiktora Oszczędę. Mężczyzna wiedział, że rozmawia z dziennikarzem, a zgromadzony materiał wykorzystam do napisania tekstu. Mimo to odmówił autoryzacji, nie przytaczam więc dokładnych cytatów.
Prezes mówi mi, że w Polsce nie można produkować wody, jeśli nie posiada się źródła. Tymczasem wszystkie one należą do zagranicznych koncernów, więc produkcja oficjalnie zdatnej do spożycia wody jest w Polsce niemożliwa. Opowiada, że kiedyś używali sformułowania „napój”. Dodawali do wody krople ekstraktu zielonej herbaty i w ten sposób tworzyli legalny środek spożywczy. Po jakimś czasie stwierdzili, że „napój” to niekonkretne określenie i przeszli na obecną ścieżkę nazewnictwa. Wiktor Oszczęda nadmienia, że nie może mi powiedzieć, abym codziennie pił dwieście mililitrów jego wody, ale może powiedzieć, że robi to on sam i jego rodzina.
Podczas rozmowy prezes dzieli się swoimi poglądami, które nie dotyczą bezpośrednio wody plazmowanej. Schodzimy na temat rolnictwa. Wiktor Oszczęda uważa, że wszystkie warzywa, które kupujemy w sklepach są bezwartościowe, a wręcz zabijają nasz organizm. Według niego za wzrost liczby nowotworów odpowiadają zmiany w produkcji żywności. Opowiada, że kiedy Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, na rynek weszły tanie nawozy. W ten sposób nawożone i sypane pestycydami plony, miały zacząć trafiać na półki sklepowe, a liczba nowotworów miała się zwiększyć.
Odnosi się także do kwestii szczepień. Twierdzi, że po szczepieniach na COVID-19 liczba nowotworów wzrosła od 300 do nawet 600 procent, w zależności od typu nowotworu.
To nieprawda. Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory po 2021 roku, w którym zaczęto szczepić na COVID-19, wzrosła nieznacznie. W dodatku wpływ na tę statystykę ma fakt, że w 2020 roku zdiagnozowano ich rekordowo mało, czego powodem było prawdopodobnie obciążenie polskich szpitali pandemią. Ale już w 2023 roku rozpoznawano nowotwory tak często, jak cztery lata wcześniej.
Jeśli spożycie wody plazmowanej rzeczywiście pozytywnie wpływa na organizm, dlaczego nie jest ona bardziej popularna i czemu nie zdobyła aprobaty środowiska naukowego? Wiktor Oszczęda odpowiada, że badania kliniczne kosztują od około 30 do 50 milionów złotych za jedną linię komórkową, a to dla Nantes niemożliwe pieniądze. Twierdzi, że zwracali się o rządowe dofinansowanie, jednak za bez względu na to, czy u władzy był PiS czy PO, odpowiedź zawsze brzmiała tak samo: nie ma na to pieniędzy. Próbowali zwracać się także do grup farmaceutycznych, ale żadna z nich nie chciałaby leczyć ludzi wodą. Mówi, że najtańsza chemia kosztuje 30 tysięcy złotych, więc dla nikogo się nie opłacali.
Prezes Nantes sugeruje więc, że badanie wpływu wody plazmowanej na nowotwory nie jest możliwe, bo gdyby okazała się ona skuteczna, straciliby na tym producenci leków. Do tego jeszcze wrócimy. Warto dodać, że mój rozmówca przestrzelił z kosztem chemioterapii. Jak podaje Onkopedia.pl, koszt przeciętnej terapii onkologicznej w Polsce wynosi około 17 tysięcy złotych.
Nantes oferuje swoje usługi także rolnikom. Zaleca pojenie wodą plazmowaną zwierząt hodowlanych oraz podlewanie nią roślin. Wiktor Oszczęda mówi, że zwierzęta mają swój instynkt i wiedzą, ile wody plazmowanej powinny wypić. Twierdzi, że zwierzęta się oczyszczają i dzięki temu przestają być chorowite.
Za główną przeszkodę w implementacji technologii żywej wody na fermach uznaje weterynarzy. Według niego weterynarze pracujący na fermach nie mają miesięcznej pensji, a ich zysk zależy od tego, ile sprzedadzą antybiotyków. Tłumaczy, że jeśli weterynarz zarabia 100 tysięcy złotych miesięcznie, to po zastosowaniu wody Nantes, jego dochód mógłby spaść na przykład do 30 tysięcy złotych.
Weryfikuję tę informację w Głównym Inspektoracie Weterynarii. Odpisuje mi jego rzeczniczka, Izabela Zdrojewska. Nie zaprzecza jednoznacznie, ale pisze: „[…] twierdzenie, że «zysk weterynarzy zależy od sprzedaży antybiotyków», jest niepełne i może wprowadzać w błąd, jeśli pomija istniejące regulacje i system kontroli”. Innymi słowy: „system działa, proszę mu zaufać”.
Zdaniem Wiktora Oszczędy weterynarze są jednak jedną z grup zainteresowanych ograniczeniem stosowania wody Nantes. Podobne teorie dotyczące leku na raka czy cudownych wynalazków krążą od lat. Wiedzę o nich mają blokować potężni, chciwi ludzie, którzy zarabiają na cudzym nieszczęściu. Takie historie mogą brzmieć absurdalnie, ale znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. W 2020 roku firma Purdue Pharma przyznała się przed rządem USA do agresywnego promowania leku przeciwbólowego OxyContin. Tabletki miały działać nawet dwanaśnie godzin po zażyciu. Były sprzedawane legalnie, a lekarze chętnie je przepisywali. OxyContin był jednym z głównych powodów wybuchu kryzysu opioidowego w Stanach Zjednoczonych, który od 1999 roku pochłonął ponad 900 tysięcy ofiar. Podobnych afer było więcej. W systemie gospodarczym, którego naczelną wartością jest zysk przedsiębiorstwa, nietrudno stracić zaufanie do koncernów farmaceutycznych i instytucji, które powinny stać na straży zdrowia obywateli.
Zarówno Wiktor Oszczęda, jak i inni moi rozmówcy szczególną uwagę zwracają na zanieczyszczenie środowiska. To kolejny z elementów ich narracji, który ma źródło w rzeczywistych problemach. Kolejna zaraźliwa cecha teorii spiskowych i pseudonauki – prawie zawsze zawierają ziarno prawdy.
Alternatywy dla alternatyw
Facebook podłapał moje zainteresowanie alternatywną wodą. Na feedzie pojawia się strona „Woda bez Tajemnic”, prowadzona przez osoby zajmujące się montażem filtrów. Dzwonię na podany na niej numer i pytam o cenę takiego cudeńka. Głos w słuchawce poleca mi urządzenie za 1480 złotych. Filtry należy wymieniać co sześć miesięcy, każda taka operacja kosztuje 200 złotych. Ponadto za 390 złotych mogę dokupić urządzenie do „odkwaszania organizmu”, które wymaga wymiany raz do roku. Rozmówca przesyła mi link do strony firmy Hydropure. Przedsiębiorstwo istnieje od 1993 roku i zajmuje się sprzedażą „filtrów odwróconej osmozy”. Nie mam pojęcia, co to znaczy, a informacje na stronie nie są wystarczająco pomocne. Dzwonię do Hydropure, aby dowiedzieć się więcej.
Rozmawiam z Bogdanem Montaną – prezesem firmy. Przedstawiam się jako klient i pytam o odkwaszanie organizmu. Montana powtarza część tez Wiktora Oszczędy: żywność jest zanieczyszczona i zakwasza nasze organizmy. Na szczęście Hydropure oferuje urządzenie, które temu przeciwdziała.
O odkwaszanie organizmu zapytałem też doktorkę Beatę Piórecką z Zakładu Badań nad Żywieniem i Lekami Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– W przypadku zdrowych osób nie istnieje coś takiego, jak «zakwaszenie» organizmu. Równowaga kwasowo-zasadowa jest regulowana przez współdziałanie różnych fizjologicznych mechanizmów warunkujących utrzymanie prawidłowego pH we wnętrzu naszego ciała. Bardzo mały wpływ ma na to spożywana żywność czy wypijane płyny.
Na Facebooku stykam się z kolejną firmą zajmującą się technologią „ożywiania” wody. Sativa – bo tak brzmi jej nazwa – oferuje służące do tego filtry. Wykorzystują one inną technikę niż ta stosowana przez Nantes. Nie plazmują, lecz alkalizują wodę za pomocą minerałów. Najtańsze urządzenie kosztuje 4500 złotych. Pod opisem umieszczono reklamę. Narrator obiecuje w niej, że filtr pozwoli przekształcić „codzienną wodę” w „eliksir zdrowia i witalności”. W kadrze pojawia się uśmiechnięta rodzina z golden retrieverem.
Znajduję profil kobiety, która promuje wodę alkalizowaną „Sativa”. Jednym z jej postów jest grafika z wygenerowanymi przez AI wizerunkami pacjentów. Wśród nich zwierz, podpisany na grafice jako „mój siedemnastoletni kot, u którego po sześciu miesiącach picia wody z filtra ustały napady padaczki”. Jest też cała rodzinka, wszyscy wyszczerzeni. Postująca wydaje się być odpowiednią osobą do spytania o świadectwa klientów. Dzwonię do właścicielki konta. W trakcie rozmowy czuję się jak kompletny ignorant, bo moja rozmówczyni wydaje się doskonale wiedzieć, o czym mówi. Zasypuje mnie trudnymi terminami i informacjami, których nie sposób na bieżąco weryfikować. Opowiada o korzyściach płynących ze spożycia wody alkaicznej. Później na jej profilu znajduję film, na którym mężczyzna podający się za jej pacjenta chwali się postępami w walce z rakiem prostaty. Twierdzi, że pomaga mu „żywa woda”. Pokazuje sprzęt zakupiony od Sativy: „Patrzcie, pięć filtrów, tyle trzeba, żeby wypić szklaneczkę wody”.
Celowo nie podaję nazwiska osoby, która zajmuje się promowaniem Sativy. Zakładam, że nie działa cynicznie, a treści widniejące na generowanych przez siebie grafikach z uśmiechniętymi dziećmi i dziarskimi seniorami uważa za w pewnym sensie prawdziwe. Piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami. Cynizm czy nie, Sativa żeruje na tragediach swoich klientów i dostarcza produkty, które im nie pomogą.
O legalność praktyk stosowanych przez Nantes i Hydropure spytałem Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który odesłał mnie do Sanepidu. Pomimo licznych próśb, nie otrzymałem odpowiedzi.
Kwestia wiary
W książce „Sapiens. Od zwierząt do bogów” Yuval Noah Harari wprowadza pojęcie „porządków wyobrażonych”. Powstają one, gdy grupa ludzi uznaje abstrakcyjne wytwory swoich umysłów za faktycznie istniejące. Porządkiem wyobrażonym jest system ekonomiczny, który nazywamy kapitalizmem. Mamy na jego temat różne opinie, ale uznajemy jego istnienie oraz zasady jego działania. Innym porządkami wyobrażonymi są Światowa Organizacja Zdrowia, Sanepid, Inspektorat Weterynarii i podobne instytucje. Ufam każdej z nich. Nie podważam autorytetu rzeczniczki Sanepidu. Moja percepcja świata oparta jest na założeniu, że ludzie lepiej znający tematykę, o której piszę, mówią prawdę.
Kiedy rozmawiam z Wiktorem Oszczędą i Bogdanem Montaną, zderzam się z porządkami wyobrażonymi odmiennymi od tych uznawanych przeze mnie. Obaj wierzą w badania naukowe, ale już nie w instytucje wymienione wyżej. Prezes firmy Nantes nie ufa weterynarzom i firmom farmaceutycznym. Nie ufa też zapewne Światowej Organizacji Zdrowia, która propagowała szczepienia na COVID-19, będące według niego trucizną powodującą raka. Montana żyje w rzeczywistości, w której urządzenie do odkwaszania organizmu poprawia samopoczucie jego klientów. Ktoś inny może być z kolei przekonany, że przerzucenie przez ramię szczypty soli pomoże mu uniknąć nieszczęścia.
Teorie spiskowe i pseudomedycyna opierają się na podkopywaniu porządków wyobrażonych, w których instytucje odpowiedzialne za nasze zdrowie traktują nas z szacunkiem. Ufam mojemu lekarzowi, ufam WHO i Sanepidowi. Spiskowcy mogą powiedzieć, że jestem za mało krytyczny, a moje zaufanie to zwykła naiwność. Mogliby mnie zapytać, czy przyjmowałbym OxyContin, gdyby lekarz mi go przepisał. Musiałbym odpowiedzieć, że tak.
Walka z narracją o „ożywionej wodzie” za pomocą argumentów nie ma sensu. Zarówno ja, jak i oponent, nie uznajemy swoich wizji świata. Porządek wyobrażony zastępuje więc niewyobrażalny bałagan.
Dlaczego bałaganimy?
Sprawy nie ułatwia fakt, że w przypadku wody plazmowanej wbrew pozorom trudno odróżnić prawdę od fałszu – istnieją badania, które w pewnym stopniu potwierdzają jej skuteczność. Aby podważyć informacje dostępne na stronie Nantes, musiałem skontaktować się z kilkoma specjalistami. To część zawodu dziennikarza, ale czy inni mają na to czas?
Mało kto jest przygotowany na walkę z dezinformacją. Nie uczą jej ani rodzice, ani szkoła. Nie ma jej w książkach i filmach. Nie pisali o niej ewangeliści, więc próżno szukać jej wśród tematów poruszanych podczas kazania. Dezinformacja o masowym charakterze to zupełnie nowe zjawisko.
Problem pogłębiają social media. O wodzie plazmowanej dowiedziałem się z Facebooka. Gdy algorytm zauważył moje zainteresowanie tym tematem, podrzucił mi filtry odwróconej osmozy firmy Sativa. To studnia bez dna. Jeśli raz do niej wpadniemy, szansa na wdrapanie się z powrotem na górę jest niewielka. Bogdan Montana na pytanie o zdrowotne korzyści wynikające ze spożycia wody poddanej odwróconej osmozie odpowiada, że wie tyle, ile można znaleźć w internecie.
Prezes Oszczęda wysłał mi w prezencie pięć litrów wody Nantes. Doceniam podarunek. Normalnie musiałbym za nią zapłacić 310 złotych. To cena za zdrowie? Spokój ducha? Zależy od tego, ile w nas wiary.
Woda smakuje normalnie. Podobno przez pierwszych kilka dni jej picia może boleć głowa. Tak powiedział mi Wiktor Oszczęda. Ból ma być odpowiedzią organizmu na proces oczyszczania. Ja czułem się dobrze, więc chyba jestem całkiem zdrowy. Fakty mówią za siebie: odkąd piję wodę plazmowaną, nie zachorowałem na raka.
