fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Obóz pokoju nie składa broni. Izraelczycy przeciwko „niekończącej się wojnie”

W trwającej od 28 lutego 2026 roku wojnie USA i Izraela z Iranem zginęło już co najmniej sześć tysięcy osób. Najwięcej, bo od 2 do 3 tysięcy zginęło w Iranie, a co najmniej jedna trzecia ofiar to wynik działań IDF w Libanie. Skutki wojny dotykają też samych Izraelczyków.
Obóz pokoju nie składa broni. Izraelczycy przeciwko „niekończącej się wojnie”
ilustr.: Klara Jankiewicz

W Libanie na południe od rzeki Litani Siły Obronne Izraela (IDF) zburzyły w ramach „operacji kształtujących” (shaping operations) całe wsie i miasteczka. Jak podaje brytyjski „The Guardian”, do największych zniszczeń doszło w miejscowościach An-Nakura, Dajr Sirjan, At-Tajba i Al-Chijam. Wcześniej minister obrony Izrael Kac wzywał do zniszczenia „wszystkich domów” w przygranicznych wsiach, „zgodnie z modelem zastosowanym w Rafah i Bajt Hanun w Gazie”.

Po blisko sześciu tygodniach wojny, 8 kwietnia USA i Iran zgodziły się na wstrzymanie walk, a 17 kwietnia weszło w życie tymczasowe zawieszenie broni w Libanie. Między USA a Iranem oraz między Izraelem a Libanem trwają intensywne negocjacje w sprawie ewentualnego porozumienia pokojowego. Sytuacja pozostaje napięta, a nadzieja na pokój miesza się z nieustającym zagrożeniem, że konflikt znowu wejdzie w „gorącą fazę”.

W Izraelu dominują dziś postawy wyraźnie prowojenne, co znajduje potwierdzenie w najnowszych badaniach opinii publicznej. Według sondażu przeprowadzonego przez Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie około 61 procent Izraelczyków negatywnie ocenia decyzję o zawieszeniu broni z Iranem. W tej sytuacji społeczność antywojenna czuje się osamotniona i zmarginalizowana, funkcjonując w społeczeństwie coraz bardziej popierającym agresywną politykę w regionie.

Izraelscy pacyfiści nie ustają w wysiłkach, aby odwrócić obserwowane w Izraelu tendencje militarystyczne i autorytarne. Także przed ostatnią eskalacją z 28 lutego      organizowali w całym kraju liczne protesty i demonstracje. Ich uczestnicy podkreślają konieczność powrotu do rozwiązań dyplomatycznych oraz przerwania spirali przemocy – „niekończącej się wojny”, jak w retoryce społeczności antywojennej określa się serię kampanii militarnych prowadzonych od 7 października 2023 roku. Aktywiści pokojowi ostrzegają, że dalsza eskalacja konfliktów prowadzi do izolacji międzynarodowej oraz pogłębia podziały wewnętrzne. Mimo ograniczonego wpływu politycznego, pozostają oni jedną z nielicznych grup konsekwentnie sprzeciwiających się obecnemu kursowi państwa.

– Izraelskie społeczeństwo składa się z ludzi, którzy dorastają w duchu etosu militarnego – mówi Jan Kirschenbaum, przewodnik po Izraelu i uczestnik antywojennych protestów –  Służba wojskowa ma charakter obowiązkowy dla wszystkich świeckich Żydów. Izraelczykom od młodości wpaja się przekonanie, że IDF to najbardziej moralne wojsko na świecie. Dlatego nie wypada publicznie krytykować jego działań. W momencie, kiedy wybucha kolejny konflikt, ludzie od razu uznają, że musi mieć jakąś uzasadnioną przyczynę. Dochodzą do wniosku, że ich obowiązkiem jest opowiedzieć się po stronie sił zbrojnych Izraela. W tych warunkach bardzo trudno zakwestionować zasadność kolejnego ataku. Izraelczycy często nie potrafią krytykować polityki własnego kraju ani kwestionować narracji, którą przyjmuje rząd.

Od Oslo do wojny: jak Izrael tracił wiarę w pokój

Mimo kluczowej roli armii w izraelskim systemie politycznym, w Izraelu nigdy nie brakowało głosów opowiadających się za pokojowym rozwiązaniem konfliktów z sąsiadami.
Po obronieniu niepodległości państwa w 1948 roku i wojnach z sąsiadami w kolejnych dekadach podjęto starania o znormalizowanie stosunków z państwami arabskimi. Ich owocem był traktat pokojowy z Egiptem w 1979 roku oraz z Jordanią w 1994 roku. Oba porozumienia utrzymują się do dziś, a stosunki między Izraelem a oboma krajami, choć nie pozbawione napięć, nie przybrały więcej formy otwartej konfrontacji. Na podstawie porozumień abrahamowych z 2020 roku do grona państw arabskich uznających istnienie Izraela dołączyły Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku w Izraelu panowało powszechne przekonanie, że unormowanie stosunków z Palestyńczykami – a w konsekwencji z pozostałymi krajami świata islamskiego – jest jedynie kwestią czasu. Ramy prawne procesu pokojowego uregulowały porozumienia z Oslo w 1993 roku podpisane przez premiera Izraela Szimona Peresa i Jasera Arafata z ramienia Organizacji Wyzwolenia Palestyny. W przeciwieństwie do układów z Egiptem i Jordanią, porozumienie z Palestyńczykami nie przetrwało próby czasu. Fiasko procesu pokojowego wyznaczył wybuch drugiej intifady w 2000 roku.

– Przez cały okres mojego dzieciństwa trwał proces pokojowy – tłumaczy Mika Almog, dziennikarka i aktywistka z koalicji It’s Time, która zrzesza przeszło osiemdziesiąt organizacji pracujących w Izraelu na rzecz pokoju. – Nie wszyscy zgadzali się co do szczegółów, trwała zażarta dyskusja nad jego kształtem. Jednak w społeczeństwie istniał powszechny konsensus, że Izrael jest narodem dążącym do pokoju. Za rządów Netanjahu, który dopuścił do władzy ekstremistów, Izrael zaczął kierować się agresywną ideologią. Rządzący dążą do całkowitego wymazania Palestyńczyków. W tym sensie niczym nie różnią się od Hamasu.

Atak z 7 października 2023 roku poważnie nadszarpnął wiarę w proces pokojowy. Dla wielu Izraelczyków stanowi dowód braku szans na dialog z Palestyńczykami i przeciwnikami w regionie. W tej logice każda próba nawiązania porozumienia stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela. To kolejny z powodów dużej popularności obecnej wojny wśród żydowskich Izraelczyków. Wielu postrzega walkę z Iranem i wspieranymi przez niego bojówkami jako konflikt egzystencjalny. Panuje powszechne przekonanie, że wobec rozwoju irańskiego programu atomowego i wspierania przez Iran antyizraelskich bojówek takich jak Hezbollah czy Hamas, „atak wyprzedzający” był jedynym możliwym wyborem. Nawet jeśli irański reżim nie planował ani ataku na Izrael, ani pozyskania broni masowego rażenia w dającej się przewidzieć przyszłości.

– Idea walki zbrojnej z Iranem i wspieraną przez niego bojówką, Hezbollahem, cieszy się poparciem także z uwagi na oficjalne stanowisko irańskiego reżimu, który deklaruje, że chce wymazać Izrael z mapy świata – wyjaśnia Almog. – Dlatego ludzie mają wrażenie, że sytuacja jest czarno-biała. Opinia publiczna zbyt łatwo ignoruje kontekst obecnego ataku. Od czasu zamachu na Icchaka Rabina w 1995 roku w Izraelu nie podjęto żadnej realnej próby rozwiązania konfliktu palestyńskiego, który jest podstawową przeszkodą na drodze do pokoju na Bliskim Wschodzie.

— Uważam również, że większość Izraelczyków nie jest przeciwna idei pokoju jako takiej — mówi Mika Almog. – Izraelczycy popierają wojnę, ponieważ elity polityczne kraju poniosły porażkę, jeśli chodzi o przedstawienie alternatywy względem ciągłej eskalacji. Izraelski rząd wmówił ludziom, że pokój jest niemożliwy, a poszukiwanie porozumienia jest ekstremistycznym postulatem. Trudno oczekiwać od ludzi, że będą dążyć do pokoju, kiedy taka idea została wymazana z dyskursu publicznego.

Prawicowy zwrot Izraela a milczenie liberalnej opozycji

Obecny rząd Izraela powszechnie określany jest jako najbardziej prawicowy i radykalny w historii kraju. Kluczowe stanowiska ministerialne, takie jak resort bezpieczeństwa wewnętrznego czy finansów obsadzone są przez polityków reprezentujących interesy ruchu osadniczego na Zachodnim Brzegu. W tym klimacie politycznym izraelskie społeczeństwo staje się coraz bardziej prawicowe i sceptyczne wobec haseł pokojowych. Zgodnie z najnowszym sondażem Israel Democracy Institute aż 73 procent izraelskich Żydów pomiędzy 15 a 24 rokiem życia określa swoje poglądy jako prawicowe. Dla porównania: „jedynie” 46 procent izraelskich Żydów po 65 roku życia identyfikuje się z polityczną prawicą.

Jednak nie wszyscy ulegają forsowanej przez prawicę narracji o konieczności demonstrowania siły i przeprowadzania kolejnych „uderzeń wyprzedzających”. W ocenie izraelskich pacyfistów działania zbrojne Izraela po 7 października 2023 roku nie wynikają z obaw o bezpieczeństwo jego mieszkańców. Działania IDF w Gazie czy Libanie oraz wojny z Iranem mają być przede wszystkim metodą na odwrócenie uwagi od bardziej przyziemnych problemów, jak rosnące koszty życia czy zarzuty karne względem premiera, a rosnące podczas wojny poczucie zagrożenia ma na celu zjednoczenie narodu wokół rządzących elit.

– Zarówno wojna z Iranem, jak i Hezbollahem jest narzędziem politycznym służącym utrzymaniu władzy przez obecny rząd Izraela, zwłaszcza przez Benjamina Netanjahu – komentuje Kirschenbaum. — Podsycanie poczucia zagrożenia pomaga mu odroczyć procesy w sprawie korupcji i odbudować poparcie. W kontekście zbliżających się wyborów do Knesetu konflikt działa też jako zasłona dymna: w czasie wojny krytyka rządu słabnie, bo społeczeństwo mobilizuje się wokół hasła jedności. Ten mechanizm jest szczególnie widoczny po 7 października i, przynajmniej częściowo, okazuje się skuteczny.

W tym kontekście postawa polityków liberalnej opozycji budzi rozczarowanie izraelskich pacyfistów. Przedstawiciele partii takich jak Jesz Atid czy HaDemokratim nie odważyli się jednoznacznie potępić ataku na Iran. Przywódca Jesz Atid Jair Lapid, kojarzony dotąd z interesami świeckiej i liberalnej części izraelskiego społeczeństwa, sam zaczął stosować retorykę typową dla sprzymierzonych z Netanjahu radykałów. Gdy 24 lutego został zapytany o stosunek do idei „Wielkiego Izraela”, powiedział: „Popieram wszystko, co pozwoli Żydom mieć duże, rozległe, silne państwo oraz bezpieczną przystań dla nas, naszych dzieci i naszych wnuków”. Gdy reporter Kipa News zapytał go o granice „Wielkiego Izraela”, Lapid bez wahania wskazał: „Powinny być tak rozległe, jak to możliwe”.

– Jair Lapid, ku mojemu dużemu rozczarowaniu, w pełni poparł wojnę z Iranem i przez długi czas nie zabierał głosu na rzecz zakończenia wojny w Gazie – mówi Almog. – To duże rozczarowanie w przypadku kogoś, kto aspiruje do roli symbolu liberalnej demokracji w Izraelu. Nie wszyscy politycy obozu liberalnego pozostali całkowicie bierni wobec ataku na Iran. Podczas konferencji naszej koalicji [It’s Time – przyp. red.] gościliśmy polityków partii HaDemokratim, którzy jednoznacznie mówili o zakończeniu okupacji, rozwiązaniu konfliktu izraelsko-palestyńskiego i zaprowadzeniu pokoju. Byli u nas także politycy palestyńscy, jak Ajman Auda i Ahmed Tibi. Pojawił się u nas nawet przedstawiciel liberalnej partii Kachol-Lawan. Problem polega jednak na tym, że żaden z nich nie zajął jednoznacznego, antywojennego stanowiska. Wszyscy są bardzo odważni i stanowczy, jeśli chodzi o walkę o demokrację, jednak nie potrafią dostrzec i nazwać powiązań pomiędzy okupacją a wojną z Iranem.

„Gdy opozycja milczy na temat wojny z Iranem, społeczeństwo obywatelskie interweniuje”. Pod tym hasłem koalicja It’s Time wystosowała list otwarty do Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu wzywający obu przywódców do zakończenia wojny z Iranem. W datowanym na 15 marca liście aktywiści pokojowi podkreślili, że wojna nigdy nie jest właściwą odpowiedzią. Przypomnieli również, że „kontrolowana eskalacja” jest „iluzją, a nie rozwiązaniem”, przypominając, że zwiększanie presji na Palestyńczyków nie zwiększa bezpieczeństwa Izraela, a jedynie przyczynia się do dalszej radykalizacji. Za przykład wskazują tu przeprowadzoną przez Hamas masakrę z 7 października 2023 roku..

Almog podkreśla, że zarówno język, jak i forma listu zostały skonstruowane tak, by dotrzeć przede wszystkim do opozycji w Izraelu. Przyznaje jednak, że nie otrzymali  bezpośredniej odpowiedzi od żadnego z opozycyjnych polityków.

W tym samym czasie Zazim, ruch społeczny zrzeszający Arabów i Żydów dążących do pokojowego porozumienia, wystosował do liberalnej opozycji petycję, wzywającą do potępienia ataku na Iran. To jednak nie koniec starań izraelskich pacyfistów o przebicie się z antywojennym przekazem do szerszej publiczności. Koalicja It’s Time planuje zorganizować 30 kwietnia Ludowy Szczyt Pokojowy, który zdaniem organizatorów ma być „największym zgromadzeniem antywojennym w Izraelu w obecnym roku”.

– Na dziś kontynuujemy prace z myślą, że będziemy w pełni gotowi i że szczyt się odbędzie. W tym roku odbywa się pod hasłem: „Może się nam udać, musi się nam udać, na pewno się nam uda”. Wszystkie nasze działania koncentrują się na pokazaniu ogromnej pracy, która faktycznie dzieje się na miejscu. Tworzące naszą koalicję organizacje wchodzą ze swym przekazem do szkół i prowadzą działania na rzecz edukacji pokojowej i humanitarnej. Skupiamy się na tym, co Izraelczycy mogą zrobić, aby stworzyć rzeczywistość, w której chcą żyć.

Izraelczycy mówią „dość” niekończącej się wojnie

Wraz z rozpoczęciem operacji wojskowej przeciwko Iranowi w Izraelu wprowadzono zakaz zgromadzeń. Zamknięto szkoły, a wiele osób pracuje zdalnie. Mimo wojennych obostrzeń, przeciwnicy rządu wyszli na ulice, domagając się zakończenia wojny. Jeszcze 7 marca w Tel Awiwie zorganizowano protest pod hasłem „Stop The War”. Doszło także do demonstracji pod siedzibą premiera w Jerozolimie. Symbolem protestów stały się dłonie pomalowane czerwoną farbą, nawiązujące do przelanej krwi irańskich cywili. Niektórzy protestujący byli ubrani w pomarańczowe kombinezony i maski z twarzą Benjamina Netanjahu. Skandowano hasła przeciwko sojuszowi z Donaldem Trumpem i „niekończącej się wojnie”. Z kolei 19 marca odbyła się milcząca pikieta upamiętniająca irańskie ofiary ataku. Demonstrujący rozpalali znicze i trzymali zdjęcia dzieci zabitych w izraelskich i amerykańskich atakach. „Byli, a już ich nie ma” – głosił transparent rozwieszony przez protestujących.

Do największych zgromadzeń antywojennych doszło pod koniec marca. 21 marca na placu Habima w Tel Awiwie zgromadziły się setki ludzi domagających się zakończenia operacji w Iranie. Równolegle odbyły się mniejsze pikiety zorganizowane przez tak zwane Partnerstwo Pokoju (Peace Partnership) – koalicję organizacji arabsko-żydowskich. We wcześniej wspomnianej demonstracji na placu Habima wziął udział mój rozmówca, Jan Kirschenbaum. Zapytany o swoje motywacje, wyjaśnił:

– Podczas ubiegłorocznej wojny z Iranem zapewniano, że instalacje atomowe zostały zniszczone, Iran przestał stanowić zagrożenie, a sam konflikt miał być tym ostatnim. Dziś Izrael znów jest na wojnie, a społeczeństwo ma pamięć złotej rybki. Skoro te zagrożenia zostały już wyeliminowane, skąd kolejna operacja po zaledwie kilku miesiącach? Czy irański program nuklearny rzeczywiście odbudował się tak szybko czy raczej to narracja Izraela jest niespójna? Trudno nie zauważyć, że za każdym razem pojawia się nowe uzasadnienie dla działań zbrojnych.

W organizację protestów zaangażowane są liczne grupy arabsko-żydowskie takie jak lewicowa koalicja Hadasz czy Standing Together. Ta druga stała się szczególnie głośna w trakcie ostatniej wojny w Gazie, a w przededniu ataku na Iran zorganizowała masowe protesty, które miały zwrócić uwagę na bierność państwa wobec przestępczości, której ofiarą padają izraelscy Arabowie. Powstała w 2015 roku oddolna inicjatywa obywatelska jest dziś jedną z najlepiej rozpoznawalnych i najszybciej rosnących organizacji działających na rzecz pokoju w historycznej Palestynie. Szczególną popularnością cieszy się wśród młodych, a jej członkowie i sympatycy konsekwentnie podkreślają, że jedyną alternatywą dla „niekończącej się wojny” jest współistnienie Palestyńczyków i Żydów w oparciu o konkretne rozwiązania polityczne, takie jak utworzenie niepodległego państwa palestyńskiego w Gazie i na Zachodnim Brzegu lub przekształcenie Izraela i Palestyny w demokratyczną federację     .

– Nikt się donikąd nie wybiera i prędzej czy później trzeba będzie to zaakceptować – komentuje Kirschenbaum. – Czy to się komuś podoba czy nie, nie będzie ani powrotu Żydów do Europy i krajów ich pochodzenia, ani przesiedlenia Palestyńczyków w inne miejsce. Mówiąc przewrotnie, między Jordanem a Morzem Śródziemnym oba narody są skazane na współistnienie. To od nich zależy, czy w końcu to zrozumieją. Skoro więc i tak będą musiały żyć obok siebie, rozsądniej byłoby żyć w pokoju, a nie w nieustannym konflikcie.

Antywojenni aktywiści pod presją

Protestujący przeciwko wojnie żydowscy Izraelczycy borykają się z hejtem, poczuciem osamotnienia i skutkami rosnącego na całym świecie antysemityzmu. Bywają też oskarżani o współudział w zbrodniach wojennych Izraela, jeśli za ich sprzeciwem wobec wojny nie idzie gotowość do wyrzeczenia się żydowskiej kultury i tożsamości. Podobnie izraelscy Arabowie mierzą się z odczłowieczającymi obelgami, czy to ze strony izraelskich polityków, czy zradykalizowanych, żydowskich sąsiadów. Uczestnicząc w demonstracjach takich jak te organizowane przez Standing Together, narażają się na oskarżenia o kolaborację z okupantem – w spolaryzowanym społeczeństwie coraz trudniej zająć stanowisko, które nie spotka się z ostrą krytyką.

– Publikując zdjęcia z demonstracji, spotkałem się z wieloma negatywnymi reakcjami – mówi Kirschenbaum. – Dla wielu osób stałem się wręcz zdrajcą. Mam nawet znajomego, który w odpowiedzi na mój wpis na Instagramie napisał, że uważa demonstracje za coś obrzydliwego i niewytłumaczalnego. Następnie zablokował mnie i całkowicie zerwał kontakt. Wśród części środowisk prawicowych postawy takie jak moja budzą bardzo silny sprzeciw.

Demonstrujący przeciwko wojnie coraz częściej padają ofiarą przemocy ze strony izraelskiej policji i służb bezpieczeństwa. 9 marca w Tel Awiwie policja brutalnie rozpędziła antywojenną demonstrację zorganizowaną przez środowiska komunistyczne. „Pięć minut. Tyle czasu zajęło policji bezprawne rozpędzenie naszej antywojennej demonstracji” – napisał na platformie X Ofer Kasif, członek Knesetu z ramienia koalicji Hadasz.

– Warto pamiętać, że jeszcze kilka tygodni temu w Tel Awiwie zatrzymano antywojennego demonstranta i poddano gostrip searchingowi [rewizji osobistej – przyp. red.] tylko dlatego, że stał na publicznym placu z transparentem antywojennym – zauważa Almog. Pokój najpierw stał się przedmiotem drwin, a dziś bywa traktowany niemal jak coś zakazanego. Wynika to z faktu, że kluczowe stanowiska w rządzie zajmują mesjanistyczni ekstremiści, a to właśnie ich ideologia nadaje kierunek polityce państwa.

W pogrążonym w „niekończącej się wojnie” Izraelu zwolennicy pokoju coraz częściej postrzegani są nie tyle jako szaleńcy, co groźni wywrotowcy, których należy bezwzględnie zwalczać. Choć atmosfera w kraju staje się coraz mniej przyjazna, izraelski „obóz pokoju” nie zamierza łatwo złożyć broni.

– Bardzo boję się o moje dzieci i o ich przyszłość: o to, czy będą mogły żyć w wolnym i szczęśliwym, demokratycznym społeczeństwie – mówi Almog. – Antysemityzm pozostaje niestety realnym problemem, którego nic nie usprawiedliwia. Musimy jednak mieć świadomość, że działania Izraela dostarczają antysemityzmowi dużo paliwa. Jako matka trojga izraelskich żydowskich dzieci martwię się o ich przyszłość. Boję się, że nie będą bezpieczni ani w kraju, w wyniku nieustającego zagrożenia militarnego, ani za granicą z uwagi na rosnące nastroje antysemickie     . Dlatego nie zamierzam się poddać. Obóz pokoju w Izraelu również nie     .

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×