Internetowy magazyn katolewicy spo┼éecznej. Piszemy o ┼Ťwiecie, czerpi─ůc inspiracje z nauki spo┼éecznej Ko┼Ťcio┼éa

O ┼éakn─ůcych sprawiedliwo┼Ťci

Wykluczamy mo┼╝liwo┼Ť─ç, ┼╝e bezdomni zostali oszukani, opuszczeni, zranieni i pozostawieni bez ratunku. By─ç mo┼╝e ta perspektywa wydaje nam si─Ö zbyt przera┼╝aj─ůca. ┼╗yciorysy konkretnych os├│b dowodz─ů jednak, ┼╝e jest realna.

ilustr.: Karolina Burdon

ilustr.: Karolina Burdon


Tekst pochodzi z┬á33. numeru papierowego Magazynu ÔÇ×KontaktÔÇŁ pod tytu┼éem ÔÇ×Bezdomno┼Ť─çÔÇŁ.
Ojciec ┼Üwi─Öty Franciszek powiedzia┼é w jednej ze swoich homilii, ┼╝e dop├│ki na ┼Ťwiecie g┼éoduje cho─ç jedno dziecko, chrze┼Ťcijanin nie mo┼╝e spa─ç spokojnie. By─ç mo┼╝e chcieliby┼Ťmy zinterpretowa─ç te s┼éowa jako figur─Ö retoryczn─ů. Nale┼╝y jednak rozumie─ç je dos┼éownie. Ca┼ée nauczanie Papie┼╝a to konkretne wezwanie do przebudzenia spo┼éecznej wra┼╝liwo┼Ťci. W tym ┼Ťwietle musi dziwi─ç, ┼╝e w Polsce ÔÇô kraju (przynajmniej statystycznie) katolickim ÔÇô wielu ludzi wci─ů┼╝ ┼╝yje w n─Ödzy. Jej najbardziej radykaln─ů form─ů jest bezdomno┼Ť─ç. Mimo ┼╝e ze wzgl─Ödu na sw├│j ekstremalny wymiar domaga si─Ö ona zdecydowanej interwencji, bezdomno┼Ť─ç obros┼éa szeregiem stereotyp├│w. Nierzadko mo┼╝na us┼éysze─ç, ┼╝e to kwestia wyboru, niezaradno┼Ťci czy wreszcie s┼éabo┼Ťci moralnej. Takie stwierdzenia maj─ů usprawiedliwia─ç nasz─ů oboj─Ötno┼Ť─ç na los os├│b bezdomnych.
Dostrzec krzywd─Ö
ÔÇ×Ludzka doskona┼éo┼Ť─ç jak winoro┼Ťl wzrasta, karmiona zielon─ů ros─ů, w┼Ťr├│d m─ůdrych i prawych ludzi pnie si─Ö w to┼ä niebaÔÇŁ. Tak grecki poeta Pindar opisywa┼é w jednej ze swych pie┼Ťni ludzki los. Cz┼éowiek jest jak winny p─Öd, d─ů┼╝─ůcy nieustannie wzwy┼╝. A jednak, cho─ç z natury wci─ů┼╝ chce wzrasta─ç, nara┼╝ony jest na spiekot─Ö dnia, wrogi wiatr i zacinaj─ůcy deszcz. Rozwinie si─Ö i wyda owoc tylko w odpowiednich warunkach. Dlatego, jak zauwa┼╝a Pindar, potrzeba mu dobrych ogrodnik├│w. Bez nich zdziczeje albo obumrze, jak delikatna ro┼Ťlina, bezbronna wobec kaprys├│w nieczu┼éej pogody. Nasz rozw├│j moralny zale┼╝y od wielu ludzi ÔÇô rodzic├│w, wychowawc├│w, przyjaci├│┼é. Nigdy te┼╝ si─Ö nie ko┼äczy i w ka┼╝dym wieku potrzebuje silnych i wspieraj─ůcych ram spo┼éecznych.
Wielu wsp├│┼éczesnych etyk├│w, na przyk┼éad Martha Nussbaum, dostrzeg┼éo, ┼╝e w dotychczas konstruowanych teoriach oceny moralnej istnia┼éa powa┼╝na luka. Polega ona na wykluczeniu z rozrachunku czynnik├│w zewn─Ötrznych. Doceniaj─ůc cz┼éowieka jako istot─Ö rozumn─ů, filozofowie dochodzili do wniosku, ┼╝e powinien on uzyska─ç maksymaln─ů kontrol─Ö nad swoim losem. M─ůdro┼Ť─ç i roztropno┼Ť─ç ÔÇô to znaczy umiej─Ötno┼Ť─ç zastosowania m─ůdro┼Ťci w praktyce ÔÇô pomagaj─ů unikn─ů─ç nieszcz─Ö┼Ť─ç. A je┼Ťli nieszcz─Ö┼Ťcia mimo wszystko na nas spadn─ů, roztropno┼Ť─ç pozwoli nam we w┼éa┼Ťciwy spos├│b si─Ö do nich odnie┼Ť─ç, co ograniczy zwi─ůzane z nimi cierpienia. Przekonanie o prewencyjnej i terapeutycznej roli filozofii pojawi┼éo si─Ö ju┼╝ w staro┼╝ytno┼Ťci, zw┼éaszcza u stoik├│w i epikurejczyk├│w. Mimo kilku wyj─ůtk├│w, g┼é├│wny nurt europejskiej tradycji etycznej do dzi┼Ť wskazuje na rozum jako na si┼é─Ö, kt├│ra pozwala ustrzec si─Ö przed ┼╝yciow─ů kl─Ösk─ů.
To przekonanie posiada jednak swoje ograniczenia. Jest prawd─ů, ┼╝e rozum i wola to g┼é├│wne motory moralnego wzrostu. Pomys┼é jednak, ┼╝e dzi─Öki nim cz┼éowiek uzyskuje pe┼éni─Ö w┼éadzy nad sob─ů i nad swoim otoczeniem, jest etyczn─ů utopi─ů. Utopi─ů na tyle silnie zakorzenion─ů w kulturze, ┼╝e zdarza nam si─Ö automatycznie kojarzy─ç ludzkie niepowodzenia z niedostatkami w my┼Ťleniu. Z┼éamana biografia to rzekomo konsekwencja z┼éych wybor├│w, a wi─Öc ÔÇô kr├│tko m├│wi─ůc ÔÇô g┼éupoty. Takim wnioskom bli┼╝ej do zabobonnego przekonania o dopu┼Ťcie Bo┼╝ym lub o z┼éo┼Ťliwych b├│stwach zsy┼éaj─ůcych kar─Ö za winy ni┼╝ do racjonalnej analizy. Owszem, odpowiadamy za w┼éasne czyny, jeste┼Ťmy jednak tak┼╝e podatni na krzywd─Ö. Posiadamy pewn─ů kontrol─Ö, ale nie nad wszystkim i nie zawsze. Widzimy szlachetnych ludzi popadaj─ůcych w ruin─Ö i niegodziwc├│w odnosz─ůcych sukcesy. Nie ma prostego prze┼éo┼╝enia mi─Ödzy cnot─ů a ┼╝yciowym powodzeniem. Opr├│cz tego, co zale┼╝ne od naszych stara┼ä, w gr─Ö wchodzi te┼╝ los ÔÇô to, co przychodzi do nas z zewn─ůtrz i bez naszej woli. To, czemu musimy stawi─ç czo┼éa, licz─ůc na swoj─ů odporno┼Ť─ç psychiczn─ů i swoj─ů zaradno┼Ť─ç. Nawet w przypadku najsilniejszych jednostek nasze zasoby s─ů ograniczone. Kiedy si─Ö wyczerpuj─ů, konieczne okazuje si─Ö wsparcie innych ludzi. Je┼Ťli i tego zabraknie, stajemy ca┼ékowicie ods┼éoni─Öci wobec niebezpiecze┼ästwa. Nic dziwnego, ┼╝e zadane w takiej sytuacji ciosy mog─ů przynie┼Ť─ç tragiczne rezultaty. S┼éuszne decyzje, kt├│re podejmujemy w chwilach kryzysu, nie zawsze s─ů owocami zalet naszego charakteru. Zawdzi─Öczamy je najcz─Ö┼Ťciej tym, kt├│rzy udzielaj─ů dobrych rad, stanowi─ů emocjonalne wsparcie i bior─ů na siebie ci─Ö┼╝ar naszych trud├│w. By─ç mo┼╝e mo┼╝liwo┼Ť─ç otrzymania takiej pomocy stanowi istot─Ö r├│┼╝nicy pomi─Ödzy ┼╝yciorysami os├│b bezdomnych i tych, kt├│rym si─Ö powiod┼éo.
Ka┼╝demu to, na co zas┼éu┼╝y┼é
Wyniki bada┼ä ameryka┼äskiego psychologa Melvina Lernera sugeruj─ů, ┼╝e mamy tendencj─Ö do my┼Ťlenia, i┼╝ ka┼╝dy otrzymuje w ┼╝yciu to, na co sobie zas┼éu┼╝y┼é. Jest to tak zwana ÔÇ×hipoteza sprawiedliwego ┼ŤwiataÔÇŁ ÔÇô irracjonalne przekonanie, ┼╝e rzeczywisto┼Ť─ç sama wynagradza roztropnych, a post─Öpuj─ůcych niew┼éa┼Ťciwie karze. Lerner twierdzi, ┼╝e istnieje psychologiczny mechanizm t┼éumacz─ůcy obwinianie ofiar o ich niepowodzenia: nieszcz─Ö┼Ťcie interpretowane jest jako s┼éuszna konsekwencja ich dzia┼éa┼ä. Tymczasem liczba zmiennych, kt├│re opr├│cz czyn├│w i decyzji nale┼╝y uwzgl─Ödni─ç przy rozwa┼╝aniu historii ludzkiego ┼╝ycia, jest tak wielka, ┼╝e precyzyjne okre┼Ťlenie granic odpowiedzialno┼Ťci za ┼╝yciow─ů pora┼╝k─Ö jest niemo┼╝liwe. Wp┼éywaj─ů na ni─ů cho─çby nieumiej─Ötno┼Ť─ç poradzenia sobie z krzywd─ů, niew┼éa┼Ťciwa interpretacja fakt├│w, osamotnienie i nieszcz─Ö┼Ťliwy wypadek. Ka┼╝da sytuacja jest skomplikowana i wymaga osobnego wgl─ůdu, zw┼éaszcza gdy zrozumiemy, ┼╝e trzeba bra─ç pod uwag─Ö rzeczywisto┼Ť─ç prze┼╝y─ç wewn─Ötrznych, kt├│ra z natury musi pozosta─ç nie w pe┼éni przejrzysta dla obserwatora. Zdaje sobie z tego spraw─Ö chrze┼Ťcija┼äski personalizm, pojmuj─ůcy osob─Ö ca┼éo┼Ťciowo i konkretnie. Tworz─ůc za┼Ť etyczne normy w oparciu o jej wybi├│rczy i abstrakcyjny obraz, niebezpiecznie zbli┼╝amy si─Ö do bezdusznego formalizmu.
Gdy mowa o problemie bezdomno┼Ťci, dostrzegamy w publicznie wyg┼éaszanych opiniach wy┼╝ej wymienione, stereotypowe ┼Ťcie┼╝ki my┼Ťlenia. Przekonanie o tym, ┼╝e mamy pe┼éni─Ö kontroli nad swoim ┼╝yciem i zdolno┼Ť─ç do zapobiegania nieszcz─Ö┼Ťciom, powoduje, ┼╝e nie chcemy dopu┼Ťci─ç my┼Ťli, ┼╝e r├│wnie┼╝ nas mog┼éa spotka─ç utrata dachu nad g┼éow─ů. Badania socjologiczne wykazuj─ů, ┼╝e cz─Östo uwa┼╝amy bezdomnych za patologicznie niezaradnych. W┼Ťr├│d badanych, kt├│rych wypowiedzi przeanalizowa┼éa swego czasu Katarzyna G├│rniak, niekt├│rzy wyra┼╝ali opini─Ö, ┼╝e ubodzy sprowadzili na siebie taki los w┼éasn─ů s┼éabo┼Ťci─ů moraln─ů i intelektualn─ů, czy nawet, mniej lub bardziej ┼Ťwiadomie, wybrali ten ÔÇ×styl ┼╝yciaÔÇŁ. Powielaj─ůc takie oceny, wykluczamy mo┼╝liwo┼Ť─ç, ┼╝e bezdomni zostali oszukani, opuszczeni, zranieni i pozostawieni bez ratunku.
By─ç mo┼╝e ta perspektywa wydaje si─Ö tak przera┼╝aj─ůca, ┼╝e wolimy j─ů zanegowa─ç. ┼╗yciorysy konkretnych os├│b dowodz─ů jednak, ┼╝e jest realna. Dopiero konfrontacja z t─ů prawd─ů mo┼╝e sta─ç si─Ö punktem wyj┼Ťcia do budowania spo┼éecznej sprawiedliwo┼Ťci. My┼Ťl o niej musi si─Ö pojawi─ç, poniewa┼╝ problem bezdomno┼Ťci jest problemem funkcjonowania ca┼éej wsp├│lnoty. Sam fakt jego istnienia, ale tak┼╝e pr├│by jego rozwi─ůzania, wiele m├│wi─ů o tym, jak rozumiemy sprawy obywatelskiej solidarno┼Ťci i wi─Özi mi─Ödzy cz┼éonkami spo┼éecze┼ästwa. Franciszek wielokrotnie podkre┼Ťla┼é, ┼╝e zabieganie o nie stanowi miar─Ö autentyczno┼Ťci naszej wiary. Podczas ubieg┼éorocznej homilii na temat przypowie┼Ťci o bogaczu i ┼üazarzu z ca┼é─ů moc─ů zaznacza┼é, ┼╝e zamykanie si─Ö w ┼Ťwiecie luksusu i lekcewa┼╝enie biednych oznacza pogard─Ö dla Boga, kt├│ry powiedzia┼é: ÔÇ×Wszystko, co uczynili┼Ťcie jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczynili┼ŤcieÔÇŁ. Fakt, ┼╝e Chrystus ┼é─ůczy ub├│stwo z mi┼éosierdziem, powinien by─ç zatem podstawowym ┼║r├│d┼éem inspiracji dla sprawiedliwej wsp├│lnoty.
ilustr.: Karolina Burdon

ilustr.: Karolina Burdon


Pewny grunt pod nogami
Francuska filozofka i mistyczka Simone Weil uwa┼╝a┼éa zakorzenienie za podstawow─ů potrzeb─Ö cz┼éowieka. Jej zdaniem potrzebujemy sta┼éego ┼Ťrodowiska, by m├│c szcz─Ö┼Ťliwie ┼╝y─ç i w┼éa┼Ťciwie si─Ö rozwija─ç. Sprzeciwiaj─ůc si─Ö wyzyskowi robotnik├│w w fabrykach, twierdzi┼éa, ┼╝e nieludzkie warunki pracy ÔÇ×wykorzeniaj─ůÔÇŁ ich z kultury ÔÇô wyrywaj─ů ich z dom├│w, z rodzin, od┼é─ůczaj─ů od owoc├│w ich pracy. Staj─ů si─Ö wi─Öc oni zawieszonymi w spo┼éecznej pr├│┼╝ni jednostkami, pozbawionymi wi─Özi i szans moralnego rozwoju.
Cho─ç Weil pos┼éugiwa┼éa si─Ö marksistowskim j─Özykiem alienacji, a metod─ů na przezwyci─Ö┼╝enie problemu by┼éo wed┼éug niej przede wszystkim dostarczanie robotnikom intelektualnych i kulturalnych bod┼║c├│w, jej my┼Ťl ma znaczenie uniwersalne. Habitus, miejsce zamieszkania wraz z jego kulturow─ů opraw─ů, jest fundamentem spo┼éecznego funkcjonowania cz┼éowieka. Bez niego tracimy grunt pod nogami; nie mo┼╝emy normalnie dzia┼éa─ç, poniewa┼╝ nie posiadamy naturalnego zaplecza. Weil uwa┼╝a┼éa, ┼╝e brak zakorzenienia prowadzi do patologii moralnej ÔÇô nie w tym sensie, ┼╝e cz┼éowiek staje si─Ö z┼éy, lecz w tym, ┼╝e znacz─ůco ograniczona zostaje jego spo┼éeczna, kulturalna i intelektualna aktywno┼Ť─ç. To za┼Ť stanowi prawdopodobne pod┼éo┼╝e dalszej degeneracji.
Teza postawiona przez Weil pozostaje w zgodzie z wieloma konstruowanymi wsp├│┼écze┼Ťnie teoriami sprawiedliwo┼Ťci. M├│wi si─Ö w nich o istnieniu tak zwanych d├│br podstawowych, to znaczy takich, kt├│re stanowi─ů warunek godnego funkcjonowania cz┼éowieka w spo┼éecze┼ästwie. Jednym z najwa┼╝niejszych takich d├│br, opr├│cz wolno┼Ťci i nietykalno┼Ťci cielesnej, jest posiadanie domu. Nietrudno to zrozumie─ç, gdy u┼Ťwiadomimy sobie, ┼╝e sta┼ée schronienie jest potrzeb─ů z gatunku tych wegetatywnych: jego brak stanowi bezpo┼Ťrednie zagro┼╝enie dla cia┼éa. Cz┼éowiek pozbawiony domu nie mo┼╝e w prosty spos├│b zaspokoi─ç g┼éodu, wyspa─ç si─Ö, ochroni─ç przed zimnem, zadba─ç o higien─Ö lub o zdrowie ÔÇô ju┼╝ cho─çby z tego powodu ┼╝yje w obliczu cielesnego niebezpiecze┼ästwa, a przecie┼╝ nale┼╝y do tego doda─ç permanentne nara┼╝enie na kryminalne napa┼Ťci. Pomijaj─ůc ju┼╝ druzgoc─ůcy wp┼éyw takiego stanu rzeczy na psychik─Ö, realizowanie innych d├│br, takich jak wykszta┼écenie czy aktywno┼Ť─ç obywatelska, jest w├│wczas zwyczajnie niemo┼╝liwe.
Bezdomna godno┼Ť─ç
Bezdomny, kt├│ry musi po┼Ťwi─Öca─ç znaczn─ů cz─Ö┼Ť─ç uwagi podtrzymywaniu podstawowych funkcji ┼╝yciowych, jest znacznie bardziej eksponowany na trudno┼Ťci natury moralnej ni┼╝ przeci─Ötny cz┼éonek spo┼éecze┼ästwa. Nie oznacza to w ┼╝adnej mierze, ┼╝e bezdomni nie mog─ů by─ç szlachetnymi lud┼║mi. Wr─Öcz przeciwnie: w ich sytuacji ┼╝yciowej wi─Öcej czyn├│w osi─ůga status heroizmu. N─Ödza, kt├│rej do┼Ťwiadczaj─ů, powoduje jednak, ┼╝e pewne kryteria oceny musz─ů zosta─ç zawieszone. Nie mo┼╝na w tym samym kluczu interpretowa─ç post─Öpowania cz┼éowieka, kt├│ry po pracy wraca do ciep┼éego domu i rodziny, i tego, kt├│ry samotnie walczy o to, by nie zamarzn─ů─ç. Twierdzenie, ┼╝e istniej─ů noclegownie i jad┼éodajnie, kt├│re rozwi─ůzuj─ů problem, stwarzaj─ůc bezdomnym materialne zaplecze, jest argumentem po cz─Ö┼Ťci nieprawdziwym, a po cz─Ö┼Ťci nietrafnym. Po pierwsze, takich miejsc jest wci─ů┼╝ za ma┼éo, cho─ç dzia┼éacze spo┼éeczni nieustannie zabiegaj─ů o zak┼éadanie nowych (patrz: zamieszczone w tym numerze rozmowy z Adrian─ů Porowsk─ů i z Adamem Bodnarem ÔÇô przyp. red.). Po drugie, ┼╝adna noclegownia czy jad┼éodajnia nie naprawi poczucia z┼éamanej godno┼Ťci po utracie w┼éasnego domu. Upokorzenie jest zreszt─ů cz─Östo tak g┼é─Öbokie, ┼╝e przeradza si─Ö w psychiczn─ů blokad─Ö, uniemo┼╝liwiaj─ůc─ů przyj─Öcie wsparcia. Bezdomni nie mog─ů te┼╝ sta─ç si─Ö spo┼éeczn─ů grup─ů interesu, bo ich kondycja jest dla nich wstydliwa. Nie chc─ů uto┼╝samia─ç si─Ö z takim ┼Ťwiatem i przemawia─ç w jego imieniu, poniewa┼╝ oznacza┼éoby to dla nich zgod─Ö na stygmatyzacj─Ö.
Pomagaj─ůc tym, kt├│rzy znale┼║li si─Ö na marginesie spo┼éecze┼ästwa, powinni┼Ťmy zatem przede wszystkim walczy─ç o przywr├│cenie im ┼Ťwiadomo┼Ťci ich w┼éasnej godno┼Ťci. Poczucie spo┼éecznej sprawiedliwo┼Ťci i chrze┼Ťcija┼äskie mi┼éosierdzie to dwie strony tej samej monety. Wierzymy w to, ┼╝e ┼╝aden cz┼éowiek nie powinien doznawa─ç upodlenia i n─Ödzy. To, czy i w jakiej mierze s─ů one zawinione, nie liczy si─Ö w tym wypadku wcale, poniewa┼╝ wiemy, ┼╝e Chrystus chce naprawi─ç ludzk─ů krzywd─Ö, nie pot─Öpiaj─ůc ┼╝adnej i ┼╝adnego z nas. W sferze praktycznych rozwi─ůza┼ä obserwujemy, jak zaskakuj─ůco dobre rezultaty daj─ů tak zwane mieszkania treningowe, kt├│rymi w Polsce opiekuje si─Ö mi─Ödzy innymi Kamilia┼äska Misja Pomocy Spo┼éecznej. Ludzie, kt├│rzy otrzymuj─ů sta┼ée miejsce zamieszkania, a w ten spos├│b szans─Ö na nowy pocz─ůtek, mog─ů z powrotem w┼é─ůczy─ç si─Ö w spo┼éeczn─ů aktywno┼Ť─ç, w tym przede wszystkim podj─ů─ç prac─Ö. Na tej samej zasadzie dzia┼éaj─ů domy Wsp├│lnoty Chleb ┼╗ycia, prowadzonej przez siostr─Ö Ma┼égorzat─Ö Chmielewsk─ů: je┼Ťli cz┼éowiek straci┼é dach nad g┼éow─ů, to trzeba mu go da─ç, a potem stara─ç si─Ö od pocz─ůtku odbudowywa─ç ca┼é─ů reszt─Ö. Sposobem na cerowanie podeptanej godno┼Ťci mo┼╝e by─ç jednak co┼Ť, na co sta─ç ka┼╝dego z nas ÔÇô zwyk┼éa rozmowa, dzi─Öki kt├│rej osoby bezdomne zrozumiej─ů, ┼╝e nie s─ů dla nas niewidzialne. Bez podobnej styczno┼Ťci ich szanse na powr├│t do normalno┼Ťci drastycznie malej─ů. Takie przekonanie le┼╝y u podstaw dzia┼éalno┼Ťci Wsp├│lnoty SantÔÇÖEgidio, kt├│ra sk┼éada si─Ö nie z wykwalifikowanych pracownik├│w socjalnych, lecz z ludzi staraj─ůcych si─Ö bezdomnych po prostu pozna─ç i stworzy─ç z nimi wi─Özi. Relacje te nierzadko okazywa┼éy si─Ö ostatni─ů desk─ů ratunku i pomaga┼éy naprawi─ç to, co zosta┼éo z┼éamane ÔÇô ma┼éymi krokami, dzi─Öki sieci kontakt├│w, znale┼║─ç zatrudnienie, schronienie, pomoc medyczn─ů.
Bieda uszlachetnia?
W chrze┼Ťcija┼äskiej narracji o biedzie zdarza si─Ö przedstawia─ç j─ů jako co┼Ť, co przybli┼╝a do Boga. Kiedy m├│wimy o ÔÇ×b┼éogos┼éawionych ubogichÔÇŁ, czasem zapominamy o tym, ┼╝e obiecuj─ůc wynagrodzenie n─Ödzy w Kr├│lestwie Niebieskim, Chrystus pociesza cierpi─ůcych, a nie wskazuje drogi post─Öpowania. Powierzchowne rozumienie tradycji ascetyzmu mo┼╝e rodzi─ç przekonanie, ┼╝e brak ┼Ťrodk├│w materialnych staje si─Ö prost─ů drog─ů prowadz─ůc─ů do zbawienia, a wi─Öc nie jest czym┼Ť, co domaga si─Ö bezwzgl─Ödnego zwalczania. Tymczasem nale┼╝y bardzo wyra┼║nie odr├│┼╝ni─ç ub├│stwo, zw┼éaszcza to ewangeliczne, od n─Ödzy, zw┼éaszcza tak radykalnej jak bezdomno┼Ť─ç. Czym innym jest dobrowolna rezygnacja z okre┼Ťlonych d├│br, szczeg├│lnie w├│wczas, gdy wyrzekamy si─Ö zbytku na rzecz potrzebuj─ůcych bli┼║nich, a czym innym ÔÇô skrajna i niepo┼╝─ůdana ich niedost─Öpno┼Ť─ç w zupe┼énie podstawowym wymiarze.
Chrystus by┼é ubogi i nawo┼éywa┼é do niepok┼éadania nadziei w tym, co zniszczalne i doczesne. Mia┼é jednak dom, pracowa┼é jako cie┼Ťla, otaczali Go bliscy. Posiada┼é tyle, ile by┼éo Mu potrzebne do zaspokojenia podstawowych potrzeb. W latach dzia┼éalno┼Ťci publicznej Jego w─Ödrowny styl ┼╝ycia by┼é podyktowany wymogami misji, kt├│r─ů mia┼é wype┼éni─ç, a nie bezdomno┼Ťci─ů. Sam nie cierpia┼é n─Ödzy i nie zgadza┼é si─Ö na ni─ů. Wszystkie Jego s┼éowa o wspieraniu bli┼║nich, w formu┼éach katechizmu uj─Öte w list─Ö uczynk├│w mi┼éosiernych wzgl─Ödem duszy i cia┼éa, ┼Ťwiadcz─ů o tym, ┼╝e za niesprawiedliwe uwa┼╝a┼é zar├│wno spektakularne bogactwo, jak i ra┼╝─ůcy niedostatek. Biskup Jan Chrapek w swoim li┼Ťcie pasterskim na temat biedy i ub├│stwa z 2000 roku zdefiniowa┼é n─Ödz─Ö jako wyniszczenie materialne i moralne, wskazuj─ůc zarazem, ┼╝e ca┼ékowite ogo┼éocenie z ziemskich d├│br oznacza naruszenie ludzkiej godno┼Ťci. Pomoc powinna za┼Ť polega─ç nie tylko na uzupe┼énianiu materialnych brak├│w, ale tak┼╝e na odbudowywaniu poczucia warto┼Ťci i sprzeciwianiu si─Ö spo┼éecznemu wykluczeniu tych, kt├│rym si─Ö pomaga.
Chrystus wstawia┼é si─Ö zawsze za pokrzywdzonymi. B├│g jest ucieczk─ů s┼éabych i zranionych. ┼üatwo jednak o b┼é─Ödne odwr├│cenie porz─ůdku, poniewa┼╝ On jest przyjacielem ubogich, ale n─Ödza nie jest kluczem do Jego blisko┼Ťci. Przekonanie, ┼╝e ci, kt├│rym brakuje ┼Ťrodk├│w do ┼╝ycia, s─ů bli┼╝ej Niego, a wi─Öc otrzymuj─ů pewne niezwyk┼ée dobro w ramach rekompensaty za ziemskie trudy, mo┼╝e zaowocowa─ç r├│┼╝nego rodzaju b┼é─Ödnymi postawami. Istnieje filantropia oparta na wierze w pewien ustalony porz─ůdek ┼Ťwiata, kt├│r─ů Boles┼éaw Prus opisa┼é podczas sceny kwesty w ÔÇ×LalceÔÇŁ. Mo┼╝ni, dysponuj─ůcy materialnymi ┼Ťrodkami, ÔÇ×pochylaj─ů si─ÖÔÇŁ w niej nad bezbronnymi ubogimi. Dobroczynno┼Ť─ç taka nie jest jednak walk─ů z niesprawiedliwo┼Ťci─ů, lecz raczej pozostaje w jej ramach ÔÇô nie d─ů┼╝y do trwa┼éej i realnej poprawy warunk├│w ┼╝ycia potrzebuj─ůcych. Bazuje na optyce, w kt├│rej ubodzy przestaj─ů by─ç bli┼║nimi wo┼éaj─ůcymi o pomoc i zmieniaj─ů si─Ö w owieczki prowadzone innymi ni┼╝ nasze ┼Ťcie┼╝kami przez najlepszego Pasterza. ┼Ücie┼╝kami, w kt├│re, protekcjonalnie i wygodnie, nie chcemy ingerowa─ç, poniewa┼╝ ten Pasterz wie lepiej i chroni Swoich przyjaci├│┼é. Mi─Ödzy ÔÇ×B├│g tak chcia┼éÔÇŁ a ÔÇ×sami s─ů sobie winniÔÇŁ nie ma w istocie wi─Ökszej r├│┼╝nicy, poniewa┼╝ obydwa stwierdzenia zwalniaj─ů nas z obowi─ůzku podj─Öcia stara┼ä o przemian─Ö ich sytuacji.
Wsp├│lnota Ko┼Ťcio┼éa ÔÇô ale i ka┼╝da inna, tak┼╝e ta najwi─Öksza, rodzaju ludzkiego ÔÇô nie jest monolitem, lecz zespo┼éem konkretnych os├│b. Wszystkie one licz─ů si─Ö z osobna; dobry Pasterz zawraca po ka┼╝d─ů owc─Ö. Dlatego sprawiedliwo┼Ť─ç, kt├│ra wyklucza ca┼ée grupy ludzi, zak┼éadaj─ůc, ┼╝e nie s─ů oni warci zachodu, nie mo┼╝e by─ç Bo┼╝─ů sprawiedliwo┼Ťci─ů. Nie jest ni─ů tak┼╝e taka, kt├│ra uznaje, ┼╝e nie trzeba zabiega─ç o popraw─Ö losu bezdomnych, poniewa┼╝ trudy ┼╝ycia na ulicy zostan─ů wynagrodzone w Kr├│lestwie Niebieskim. To umywanie r─ůk. W fakt, ┼╝e jeste┼Ťmy istotami spo┼éecznymi, wpisana jest wsp├│┼éodpowiedzialno┼Ť─ç. Papie┼╝ Franciszek naucza, ┼╝e istnienie skrajnej n─Ödzy stanowi wielki akt oskar┼╝enia naszych spo┼éecze┼ästw. Je┼Ťli kto┼Ť z nas doznaje ca┼ékowitej degradacji, to znaczy, ┼╝e inni albo przyczynili si─Ö do jego nieszcz─Ö┼Ťcia, albo mu nie pomogli. Wszystkich nas ┼é─ůczy za┼Ť kondycja ludzka. W┼Ťr├│d s┼éo┼äca i deszczu jak winoro┼Ťl pniemy si─Ö ku niebu. Co nas r├│┼╝ni? To, ┼╝e mieli┼Ťmy lepszych i gorszych ogrodnik├│w.
Pozosta┼ée teksty z┬ábie┼╝─ůcego numeru dwutygodnika ÔÇ×KontaktÔÇŁ mo┼╝na znale┼║─ç┬átutaj.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jeste┼Ťmy magazynem i ┼Ťrodowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwo┼Ťci spo┼éecznej, biedzie, o wsp├│┼éczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i spo┼éecze┼ästwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania ÔÇô mo┼╝esz nam w tym pom├│c!
Wybieram sam/a
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś