fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

„Niemoc pomocy” już wkrótce w kioskach

Już wkrótce w sprzedaży dostępny będzie najnowszy, 25. numer naszego kwartalnika „Niemoc pomocy”. Zachęcamy do lektury wstępniaka oraz fragmentów wybranych tekstów.

Już wkrótce w sprzedaży dostępny będzie najnowszy, 25. numer naszego kwartalnika „Niemoc pomocy”. Zachęcamy do lektury wstępniaka oraz fragmentów wybranych tekstów. Najnowszy numer „Kontaktu” kupią Państwo w prenumeracie, a już niedługo także w salonach Empiku.
Autorką okładki jest Monika Grubizna.
 
Uratuj. Ginący gatunek, upadającą placówkę, człowieka w depresji. Podziel się. Z bezdomnym, Afryką, szpitalem. Wzrusz się. Chorym dzieckiem, schroniskowym burkiem, niedołężnym staruszkiem.
 
Pomóż.
 
Otaczają nas ludzie i sprawy, które wymagają naszej uwagi i zaangażowania. Tylko, że – zakrzyknie każdy – kogo wybrać?; dlaczego nie zajmie się tym państwo?; co się stanie z pieniędzmi?; czemu mam pomagać, skoro mi nikt nie chce pomóc? Pytania można mnożyć doprawdy w nieskończoność. A odpowiedź na nie jest karkołomnie trudna.
 
Jedni, pod ich wpływem, rezygnują z jakiegokolwiek angażowania się w pomoc innym. Drudzy, zapierając się siebie, poświęcają temu życie, nigdy nie znajdując satysfakcjonującej odpowiedzi na swoje wątpliwości: czy na pewno zrobili wystarczająco dużo? Inni całkowitą odpowiedzialność za okazywanie komukolwiek jakiegokolwiek wsparcia cedują na państwo. Sporo osób zaś w ogóle sobie tych pytań nie zadaje.
 
Jak różnorodna i skomplikowana jest rzeczywistość, tak rozmaite formy i cele obiera sobie społeczna aktywność. Nie chodzi jednak tylko o to, by działać, aktywizować się, włączać. Narracja ograniczająca się do podobnych postulatów ani nie trafia do przekonania, ani nie promuje rzeczywiście dobrych wzorców. Pomagając (lub nie) bez zastanowienia, wspierając (lub nie) bez refleksji, bardzo często zaczynamy szkodzić – zarówno działaniem, jak i zaniechaniem. To kolejne pole niezbędnego namysłu.
 
Nie odnajdujemy w tym numerze Świętego Graala społecznej solidarności. Nie proponujemy modelu, który rozwiązywałby bolączki dotychczas próbowanych. Nie uchylamy się jednak od przytoczonych wyżej – i wielu innych – pytań. Bo uważamy, że solidarność społeczna – realizowana na najróżniejsze sposoby – jest czymś, czego niezmiennie potrzebujemy.
 
Nie naprawimy świata. Jeśli ktoś miał takie plany, szybko przekona się, że „niemoc pomocy” jest znacznie silniejsza, niż się może wydawać na początku. A jednak wierzymy, że pomoc może mieć także moc. Poddajemy ją w wątpliwość, krytykujemy pozbawione jej przejawy aktywności państwa i obywateli, analizujemy strukturalne i społeczne źródła takiego stanu rzeczy. Ale koniec końców po prostu jej szukamy. Zapraszając do lektury kolejnego numeru „Kontaktu”, zapraszamy do podjęcia tych poszukiwań razem z nami.
 
Fragmenty wybranych tekstów opublikowanych w temacie numeru najnowszego numeru „Kontaktu”:
 
Skoro nie rozpalają nas spory o podstawy wspólnoty i społecznego ładu, to ostatecznie tu i teraz nie powinno nas w pierwszej kolejności interesować pytanie: „państwo czy filantropia?”. Pilniejsza kwestia dotyczy możliwości praktycznej realizacji określonych celów, w których centrum znajduje się po prostu potrzebujący człowiek. Mają rację jednak także ci, którzy nie chcą w tym obrazie pomijać tego, który mu pomaga. Potrzeba więc swoistej syntezy przekonań o nieuniknionej współzależności wszystkich członków społeczeństwa od siebie nawzajem z poglądem o szczególnej roli osobistej odpowiedzialności moralnej z tym związanej.
 
W ramach obecnego ładu społecznego państwowa pomoc zawsze będzie niewystarczająca. W jeszcze większym stopniu dotyczy to oczywiście indywidualnej dobroczynności, na którą jednak zawsze pozostanie przestrzeń. Z odpowiedzialności za jej zagospodarowanie nie należy się więc zbyt łatwo zwalniać argumentem o płaconych podatkach. Nie należy również zbyt szybko machać ręką na obowiązki państwa – a więc, ostatecznie, nasze jako wspólnoty obywateli. Proste przeciwstawienie sobie kategorii „obywateli” i „państwa” nie wytrzymuje przecież próby ani praktycznej, ani teoretycznej analizy.
 
(Ignacy Dudkiewicz, „Niemoc, pomoc, przemoc”)
 
CSR potrzebny jest tam, gdzie odczłowiecza się i mechanizuje proces wytwórczy, a ludzie stają się elementem tego mechanizmu. Trzeba wtedy sztucznie kreować takie „podpórki”, żeby z powrotem ten proces zhumanizować, przynajmniej w wymiarze wizerunkowym. Wyobraźmy sobie, że świat zbudowany jest jedynie z wielu milionów kilkuosobowych, małych firm – rodzinnych, sąsiedzkich. Wtedy żaden CSR nie jest potrzebny! Ludzie wchodzą między sobą w takie relacje, w taki sposób sobie pomagają, że te wszystkie wytwory drogich konsultingów nie są w ogóle nikomu do szczęścia przydatne.
 
(Rozmowa z Ryszardem Malarskim, konsultantem Banku Światowego, „Po pierwsze, nie szkodzić”)
 
Żadna paczka, nawet największa, nie zmienia życia, może jedynie łagodzić jego trudy, uprzyjemniać je i ułatwiać, ale sama z siebie nie ma mocy znoszenia sytuacji biedy. Tak czy inaczej pozostawia bowiem osoby biedne samym sobie – z ich sytuacją i ich problemami. „Szlachetna Paczka” mogłaby stać się zaczątkiem budowania wspólnoty opartej na solidarności i współodpowiedzialności, zdolnej do przekształcania rzeczywistości, właśnie wtedy, gdyby miała ciąg dalszy, a nie ograniczało się wyłącznie do jednorazowej akcji, mającej przelotne skutki.
 
Szkodliwość przekonania, że jednorazowa pomoc ma stanowić rewolucję w życiu osoby biednej, prowadzi bowiem do przerzucenia na osoby biedne odpowiedzialności za ich powodzenie lub jego brak. Razem z paczką osoba biedna otrzymuje wtedy, oczywiście w sensie symbolicznym, nakaz właściwego prowadzenia się. Pomoc staje się zatem instrumentem dyscyplinowania – paczka daje prawo do formułowania wymagań i oczekiwań. Problem polega na tym, że osoba biedna nie będzie w stanie się z tych zobowiązań wywiązać, bo zawartość paczki nie znosi tego, co ją naprawdę ogranicza i hamuje, nie dotyka przyczyn, a jedynie dotkliwych skutków sytuacji biedy.
 
(Katarzyna Górniak, „Pułapki szlachetnej paczki”)
 
Pytanie, czy nie wychowamy kolejnych pokoleń zorientowanych tylko i wyłącznie na siebie samych? Oraz o to, kto i gdzie wychowa tych młodych ludzi do jakiejkolwiek solidarności?
 
A czy nie powinien tego robić na przykład Kościół?
 
Powinien.
 
Nie robi tego?
 
Nie ukrywam, że jestem krytyczny. W Polsce dobrze realizujemy pierwszą część przykazania miłości: „będziesz miłował Pana Boga swego”. Tych okazji do miłowania Boga w sensie sprawowania liturgii, nabożeństw, rekolekcji, jest rzeczywiście mnóstwo.
 
A co z drugą połową?
 
Potrzebujemy dużego przyspieszenia, jeśli chodzi o formację w duchu miłości bliźniego. Jan Paweł II w liście na rok Eucharystii pisał, że powinna ona być bodźcem do budowania społeczeństwa bardziej sprawiedliwego i braterskiego. Wprost pisze, że kryterium wartości i autentyczności celebracji eucharystycznej jest wzajemna miłość oraz troska o potrzebujących. Jej brak wręcz unieważnia wartość celebracji eucharystycznej. A to oznacza, że – obrazowo rzecz ujmując – połowę mszy powinniśmy odbywać w kościele, a drugą połowę na służbie – dopiero wtedy mamy pełnię Eucharystii. I brakuje nam tego, żeby w tym duchu uczyć, ale też w tym duchu po prostu się angażować.
 
(…)
 
Widzę, że te słowa budzą w księdzu emocje.
 
Może mam pecha, że wierzę w Ewangelię. Ale skoro już w nią wierze i staram się nią żyć, to naprawdę kocham tych swoich bezdomnych czy więźniów. Ten odruch solidarności, który wyniosłem z życia rodzinnego, został dodatkowo wzmocniony przez świadome odczytanie Dobrej Nowiny.
 
(Rozmowa z księdzem Mieczysławem Puzewiczem, założycielem Centrum Wolontariatu w Lublinie, „Wolontariat znaczy obecność”)
 
Przypomina się stwierdzenie pracownika socjalnego, który w prowadzonych kiedyś badaniach powiedział, że „mówi, co myśli, robi, co mu każą”. W jego sytuacji określone działania narzucają mu przełożeni reprezentujący polski system publicznej pomocy społecznej. Trochę trudniej byłoby wskazać tych „każących”, gdy spróbujemy sparafrazować to stwierdzenie na potrzeby dziennikarzy. Właściciele mediów i osoby nimi zarządzające? A czym oni z kolei się kierują? Gustami odbiorców, które przekładają się na osławioną „oglądalność”? Trudno znaleźć inne źródło tych oczekiwań, wszak oglądalność to rynek, a rynek to pieniądze… Oczywiście, by przyjąć to wyjaśnienie, musimy założyć, że rozstrzygnęliśmy dylemat: media są takie, jakich oczekują odbiorcy. Zgrzyta? Chyba zgrzyta.
 
Można też sformułować tezę o bardziej ogólnym charakterze. Być może stwierdzenie: „mówię, co myślę, robię, co mi każą” można uznać za ogólniejsze motto polskiej niedopełnionej transformacji ustrojowej.
(Magdalena Dudkiewicz, „Sprawa dla reportera”)
 
UWAGA! W czasie wakacji internetowa odsłona „Kontaktu” ukazuje się raz na dwa tygodnie – kolejne wydanie 22. września. Serdecznie zapraszamy do lektury!
 

 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×