Internetowy magazyn katolewicy społecznej. Piszemy o świecie, czerpiąc inspiracje z nauki społecznej Kościoła

Nie moja wina, ale moja kara

Z mamą o tym specjalnie nie rozmawiam. Powtarzamy sobie, że ta sytuacja nas umocni, że teraz już będziemy tytanowi, kuloodporni. I to prawda, ja już się czuję silniejszy, ale ciągle mam też smutek w sobie. Myślę, że ona też tak ma, pewnie nawet gorzej, bo to ona jest w więzieniu.
Nie moja wina, ale moja kara
ilustr.: Anna Grzelewska

Na początku była cisza i życie do urządzenia na nowo. Ona milczała w zamknięciu, oni – na wolności. Bez niej firma upadła, zaczęły kończyć się pieniądze. Zbliżała się matura – międzynarodowa, osiem przedmiotów do zdania. Głowy do nauki nie miał w tej sytuacji ani trochę. Żeby zyskać nieco czasu, Olaf poszedł z ojcem do szkoły i powiedzieli, że mama odeszła. Ale nie to, że umarła, tylko opuściła rodzinę – zapewnia stanowczo. Tę wersję wymyślił chyba tata, miało to chyba jakiś związek ze wstydem. To było w końcu dobre, prywatne liceum, w którym dzieciaki nie miały takich problemów. Olaf powiedział prawdę tylko dwóm najbliższym kolegom. Kiedy jeden z nich rozgadał wszystkim, przestał go za takiego uważać.

Młodsza siostra nie mówiła chyba nikomu. Nie chce o tym rozmawiać nawet w domu. I tak Olaf odkrył samotność. Myślał wtedy, że nikt inny na świecie nie zna takiej tęsknoty.

Mówi, że mama mogła uprzedzić, przygotować ich na to. Zaraz ją jednak usprawiedliwia – przecież to prawnicy obiecywali jej, że aresztu nie będzie, a po aresztowaniu zapewniali, że to kwestia kilku miesięcy. Miała dobrych prawników, stać ją było. Przecież to było przestępstwo gospodarcze, nie jakaś zbrodnia. Dostała pięć lat.

Olaf ma dwadzieścia lat, rocznikowo – dwadzieścia jeden. To wcale nie jest dużo – mówi. Wygląda na mniej. Kiedy rozmawiamy, dzwoni mu telefon. Nie odbiera. Tak jeszcze kilka razy. W końcu mówię, żeby odebrał, a kiedy mu to nie wychodzi – żeby oddzwonił.

– Wie pani, do więzienia nie można zadzwonić – mówi i to jedyny moment, kiedy wydaje się zakłopotany, jakby było tu miejsce na zakłopotanie, jakbyśmy o mamie w więzieniu właśnie nie rozmawiali.

Po kilku miesiącach milczenia pojechał do mamy, była wtedy w Zakładzie Karnym w Kielcach. O więzieniach nie widział nic oprócz tego, co widział na filmach, więc spodziewał się najgorszego Jego obawy rozwiała mama – mówiła, że może nie jest komfortowo, ale nie jest też źle.

Pierwsze zetknięcie z instytucją Olaf wspomina jak najgorzej. Strażnik na bramie – gbur, opryskliwie odpowiadał na pytania, jakby znajomość procedur związanych z widzeniami była wiedzą obowiązkową, a pytania w tej sprawie były głupie. Jakby to było wszystko oczywiste, że musisz zostawić telefon, że będzie przeszukanie. Salę widzeń opisuje ze szczegółami: okrągłe pomieszczenie, wzdłuż ścian ławki, siedzieli naprzeciwko siebie, ale nie było to wygodne. Mama wyglądała źle. Tak też pachniała.

W Kielcach była krótko, potem przenieśli ją do Łodzi.

– Tam było znacznie lepiej, może poza dojazdem. Trzy godziny, żeby 45 minut spędzić z mamą? Wsiadałem w auto i jechałem. Od ponad roku jest w Krakowie, tu już zupełnie inna bajka. Sala widzeń to normalne pomieszczenie, są krzesła i stoliki, jest kantyna, w której można sobie coś kupić. Mamy taką tradycję, że pijemy po puszce pepsi i jemy białe kinder bueno. Bardzo za tym teraz tęsknię.

Przez pandemię zamiast spotkań na żywo – Skype, 10 minut. Ich obecny plan kontaktów wygląda tak: Skype raz na trzy dni plus dwie pięciominutowe rozmowy telefoniczne dziennie. Niewiele, bo musi się mamy limitami dzielić z resztą rodziny. Dość dużo, bo mama traktuje go priorytetowo. To on jej brak znosi najgorzej. Trochę już zapomina, jaka była przed wyrokiem – więzienne wspomnienia przykrywają te starsze.

Nie moja wina, ale moja kara

Zanim mama poszła do więzienia, życie Olafa było perfekcyjne – a przynajmniej tak mówi. Dobra szkoła, wakacyjne wyjazdy, zgrana ekipa, imprezy, plany. A potem? Zabrakło mamy, skończyły się pieniądze i beztroska. Pierwsze podejście do matury – oblane, chociaż tylko z jednego przedmiotu. Drugie już z sukcesem. Studia i pierwsza praca. Mówi, że nauczył się liczyć każdą złotówkę, nabrał pokory. Bardzo pomaga mu stypendium socjalne.

– Odłączyłem się od znajomych, bo to byli znajomi starego mnie. Dużo zabawy, mało rozmów o problemach, bo nikt nie miał problemów. Zmieniłem się w kontaktach międzyludzkich, zrozumiałem, że nie trzeba mieć wielu fake friends. Bardzo zżyłem się z Niną, z którą w czerwcu będę już cztery lata. Jest dla mnie największym wsparciem. Wie, jaka jest sytuacja, jak na mnie wpłynęła, jaki byłem wcześniej, jaki jestem teraz.

Ponad dwa lata wyroku mamy dla Olafa oznaczają depresję, stany lękowe i myśli samobójcze. Mówi, że w najgorszym czasie pomogła mu Nina. Teraz stara się nie myśleć, co by było, gdyby coś sobie zrobił, co by było z mamą w więzieniu, co by się stało z ojcem i siostrą. Ale to nie tak, że jest już dobrze. Leczy się, szuka pomocy, pracuje z terapeutką. Chce być znowu szczęśliwy. Myśli, że dopóki mama jest tam, to niemożliwe. Walczy.

– W 2020 roku powiedziałem sobie: Olaf, nie. Z takim nastawieniem, że nie chce ci się oddychać, nic nie wyjdzie.

Od mamy usłyszał o Małopolskim Stowarzyszeniu Probacja, które od 2002 roku pracuje z osadzonymi i pomaga ich rodzinom, szczególnie aktywnie w krakowskim więzieniu. Zgłosił się, znalazł wsparcie i cel: zgodził się zostać ambasadorem dzieci osadzonych w kolejnej już kampanii Probacji „Nie moja wina, ale moja kara”. Trudno mu było na początku uwierzyć, że są ludzie, którzy nie mają bliskich w więzieniu, ale angażują się w sprawy osadzonych. Cenne było też to, że od nich mógł się dowiedzieć więcej o świecie penitencjarnym, mógł im zadać pytania, których nie odważył się zadać mamie.

W maju 2021 roku ponad 71 tysięcy osób przebywa za murami więzień i aresztów. Z pieczołowicie gromadzonych i publikowanych na stronie internetowej Służby Więziennej raportów można się dowiedzieć, ilu spośród nich odmówiło przyjęcia pokarmu, można przejrzeć statystyki dotyczące wieku więźniów i powodów odsiadki. Danych na temat stanu rodzinnego osadzonych, dzieci pozostawionych na wolności, choćby ich liczby, nikt nie publikuje. Teoretycznie nie powinno być problemu z zebraniem takich informacji. Pytania w tej sprawie padają w czasie pierwszej rozmowy osoby odbywającej karę pozbawienia wolności z wychowawcą lub psychologiem, zaraz po przyjęciu. Od funkcjonariuszy słyszałam nieoficjalnie, że zdarza się, że osadzeni kłamią – nie przyznają się do dzieci, żeby uniknąć alimentów.

Olaf czuł się tak, jakby innych takich dzieci, takich rodzin nie było. Mówi, że gdyby kogoś znał, gdyby mógł z nim pogadać, byłoby mu lżej. Uważa, że takie osoby nie ujawniają się, więc trudno je spotkać.

– Ja się tego nie wstydzę – nie ja popełniłem błąd. Znam moją mamę i wiem, że jest dobrą osobą. Bardzo mi przykro, że wiele osób myśli o niej stereotypowo, czyli: kryminalistka.

Najlepiej jest, kiedy nie trzeba się przyznawać

Ewelina Startek z Probacji mówi, że pracownikom i wolontariuszom stowarzyszenia najłatwiej jest nawiązać kontakt z dzieckiem właśnie przez rodzica odbywającego wyrok. Mogą poznać je przy okazji widzenia, czyli za murami, w okolicznościach, w których dziecko nie będzie miało wątpliwości: oni wiedzą już najgorsze, więc można z nimi rozmawiać. To jest trudność, którą trudno przejść nauczycielowi czy pedagogowi szkolnemu. Nawet jeśli wie o kłopotach dziecka, ma gorszy punkt wyjścia – jest człowiekiem z wolności, pyta o sprawy związane z więzieniem, dotyka tabu.  Często też, zdaniem Startek, nauczycielom brakuje wiedzy, umiejętności i otwartości, by przeprowadzić taką rozmowę. Zbyt często, jak mówi, nawet specjaliści uważają, że z dzieckiem osadzonego pracować można tylko wtedy, kiedy rodzic wyjdzie z więzienia. Wtedy może być już za późno: rodzina mogła tej izolacji po prostu nie przetrwać. Z takim dzieckiem pracować trzeba od pierwszego dnia wyroku rodzica, do końca kary i po jej zakończeniu.

Niektóre dzieci nie chcą mówić o rodzicu w więzieniu kolegom czy nauczycielom, co nie ułatwia dotarcia do nich z pomocą. Są też takie, które o sprawie nie wiedzą, bo rodzice im się nie przyznają. Rozmawiałam z osadzonym z Zakładu Karnego w Czerwonym Borze. Kolejny wyrok, znowu na kilka lat, a córka myśli, że tata pracuje w Hiszpanii. – Ona nie może tu przyjść, bo wie, co to jest więzienie. Ja jej tłumaczyłem, że w więzieniu policja zamyka bardzo złych ludzi. Jak ma teraz przyjść tu do ojca?

O tym, że więzienie nie jest miejscem dla dzieci, mówią też niektórzy funkcjonariusze. Pewnie w najlepszej wierze. Stowarzyszenie Probacja i inne organizacje pracujące z osadzonymi, jak warszawska Fundacja Sławek, przekonują wszystkich zainteresowanych, że wyrok nie powinien być wyrwą w życiu rodziny, a więzienie – tabu.

– Oczywiście, gdyby można było, robilibyśmy wszystko, aby dzieci mogły spotykać się z rodzicami poza więzieniem, żeby rodzic na widzenie z dzieckiem mógł wyjść do części przywięziennej, być poza murami, ale pod kontrolą. Są takie programy, ale nie w naszym kraju – opowiada Startek. – U nas jest tylko przestrzeń więzienna i naszym zadaniem jest odczarowywanie tego miejsca.

Odczarowanie polega między innymi na przygotowywaniu jasełek, spotkań z animacjami dla dzieci, nagrywaniu osadzonych czytających bajki – organizowaniu przyjemnych, rodzinnych chwil w sali widzeń. Przed pandemią Probacja raz w miesiącu robiła spotkania dla dzieci z atrakcjami w Zakładzie Karnym w Nowej Hucie. Stowarzyszenie współpracuje też z grupą osadzonych tam kobiet, które stworzyły klub lekcyjny. Dzieci przesyłają lekcje i prace domowe, panie zespołowo pracują nad tymi materiałami, przygotowują się wzajemnie do pomocy dziecku w nauce. Działania klubu zintensyfikowały się, gdy w pandemii edukacja przeszła w tryb zdalny. Matki w więzieniu stały się potrzebne, co i dla nich, i dla rodzin na wolności jest bezcenne.

Inny aspekt odczarowywania to ograniczenie trudności: praca z funkcjonariuszami, by dobrze traktowali dzieci wchodzące do więzienia i rozumieli, że kraty, klucze, wszystkie więzienne dźwięki, obrazy i procedury mogą być problemem dla dzieci, które na przykład widziały aresztowanie rodzica lub po prostu boją się tego miejsca.

– Znam fajnego wychowawcę więziennego, który kiedyś, czekając na widzenia rodzinne, stał przy metalowej barierce i jechał po niej kluczami. Zupełnie nie przyszło mu do głowy, że ten dźwięk zostanie w głowach tych dzieci na zawsze, że jest koszmarny. Porozmawialiśmy o tym, powiedział, że w ogóle tak o tym nie myślał – opowiada Startek.

Marek Łagodziński z Fundacji Sławek wylicza niewielkie zmiany, które można by bezkosztowo wprowadzić w więziennych procedurach. Choćby widzenia, które kończą się odliczeniem i wyprowadzeniem wszystkich osadzonych jednocześnie – dopiero potem wychodzą rodziny. Wystarczyłoby odwrócić ten proces: najpierw rodziny, potem więźniowie.

Więzienne dziedzictwo

Nie jest tak, że dla więziennictwa dzieci są zupełnie niewidzialne. Książka dla dzieci „Co jest za murem?” Karoliny Lijklemy wydana przez Centralny Zarząd Służby Więziennej w 2015 roku to dowód na to, że zdarzają się działania prowadzone z myślą o nich. Zdaniem Eweliny Startek publikacja ta jest krokiem w stronę dzieci, ale nie dzieci osób osadzonych. Mama bohaterów w więzieniu pracuje, a nie odbywa karę. Najbardziej zainteresowane tematem dzieci nie znajdą tam siebie.

Są jednak i inne scenariusze: dzieci, których z więzieniem oswajać nie trzeba. Przyzwyczajone do rodzica w więzieniu, wychowujące się w środowisku, gdzie jest to częste, regularnie przychodzące na widzenia. Dzieci, którym zdarza się ojcem lub matką z wyrokiem chwalić, straszyć, podziwiać takiego rodzica.

Zdaniem Eweliny Startek z Probacji każdy z tych wariantów jest problematyczny. Dziecko żyjące w nieświadomości nie rozumie, dlaczego tata lub mama zniknęli z jego życia. Szukając powodu, znajdują często winę w sobie lub po prostu czują się niekochane. Dzieci zbyt oswojone z więzieniem i przestępczością  mają duże szanse, by pójść w ślady rodzica, szczególnie jeśli w związku z karą jednego lub dwojga rodziców trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej.

– Są brytyjskie badania, z których wynika, że 65 procent chłopców, których ojcowie są w więzieniu, trafia na drogę przestępczą. Poruszamy ten temat z ojcami, dużo czasu spędzamy nad tym na warsztatach. Mieliśmy takiego pana, który mówił, że u niego w rodzinie tylko babcia nie siedziała. Często jednak ojcowie denerwują się, kiedy im mówimy, jakie są szanse, że ich dzieci pójdą w ich ślady. Tłumaczymy im wtedy, z czego to wynika, co dzieci przeżywają, jak to na nie wpływa – opowiada Ewelina Startek.

Jak ten ojciec, który w wersji dla córki pracował w Hiszpanii. Tłumaczył mi, że pieniądze w życiu można tylko ukraść lub dostać od rodziców. On nie dostał, więc ukradł, żeby jego dzieci nie musiały. W zamian oczekuje, że nie wejdą w konflikt z prawem.  Mają obowiązek żyć lepiej.

– Jestem dla mamy ogromnym wsparciem – z przekonaniem mówi Olaf.

Jednak Ewelina Startek, powołując się na Alaina Bouregbę, psychologa klinicznego, współzałożyciela i byłego prezesa organizacji Children of Prisoners Europe, mówi, że osadzenie jest tak trudnym doświadczeniem, stawiającym rodzica w tak ciężkiej sytuacji, że należy go wzmacniać, aby nie szukał pomocy w dziecku, tylko był dla niego wsparciem. Olaf jest dorosły, może mieć już partnerską relację z mamą. Dzieci osadzonych bywają jednak znacznie młodsze i pod znacznie większą presją.

– Ciągle to widzę w historiach naszych dzieci: rodzic się na dziecku potrafi uwiesić, używać go do emocjonalnego wspierania we wszystkich trudnościach. Wielu mówi dzieciom: tylko dla ciebie żyję. Myślą, że to jest piękna deklaracja, a my im tłumaczymy, że to nakładanie dziecku na ramiona ogromnego ciężaru – opowiada Startek.

Nie każdy może być rodzicem

Nie brakuje wśród osób będących w więzieniu rodziców nieudanych, wypisujących się z tej roli. Kiedy zbierałam materiały na temat rodzicielstwa zza krat w zakładzie karnym w Czerwonym Borze, słyszałam od funkcjonariuszy, że wśród osadzonych ojców jest niewielu, chociaż większość więźniów ma dzieci. Ewelina Startek też spotyka się niekiedy z niezrozumieniem – „po co te bajki, po co te spotkania z dziećmi, skoro ci ojcowie wyjdą i za chwilę wrócą za kraty, tyle będzie z ich rodzicielstwa”. Jak mówi, więzienie jest unikalną okazją do pracy: osadzeni są dostępni i trzeźwi, nie mają wielu innych zajęć, rozpraszaczy. Wielu w więzieniu ma najlepszy czas swojego ojcostwa. Czasem tylko tam dziecko widzi trzeźwego rodzica, tylko tam jest w centrum jego uwagi.

– To jest ważne, żeby dziecko miało chociaż jedno dobre spotkanie z rodzicem, chociaż jedno dobre wspomnienie. To może mieć ogromne znaczenie w jego dalszym funkcjonowaniu. Niech będzie ta jedna chwila, kiedy dekorowali razem pierniki, kiedy robili ozdoby, kiedy na chwilę poczuło się wyjątkowe – mówi Startek.

W pracy z więźniami nie widzi miejsca na idealizowanie, chwalenie na zapas, zapewnianie kogokolwiek, że skoro wykonał pracę nad sobą w czasie wyroku, to po wyjściu będzie tylko dobrze. Po wyjściu bywa różnie. Średnio co drugi osadzony w Polsce wraca za kraty. Jeśli nawet nie wróci, nie ma szans na wymazanie przeszłości, na zapomnienie krzywd, które mógł świadomie lub nie wyrządzić bliskim. Nad tym też trzeba z osadzonymi pracować – nad uzmysłowieniem im, że bez względu na to, jaka zmiana zaszła w nich za kratami, w ich dzieciach może być wciąż dużo złości i na tę złość musi być przestrzeń.

Więzienne przebudzenie osadzonych samo w sobie bywa problemem. Wielu z nich dochodzi do wniosku, że problemem w ich życiu rodzinnym jest izolacja, a po jej zakończeniu wszystko będzie dobrze. Znikną ograniczenia, zostanie motywacja i siły do bycia najlepszym ojcem lub matką, partnerem czy partnerką, pracownikiem, człowiekiem. Potem przychodzi koniec wyroku i zderzenie z rzeczywistością – okazuje się, że stare problemy, nałogi, słabości wracają, a zwyczajne życie porządnego obywatela nie przynosi takiej adrenaliny jak  dawna przestępcza ścieżka. Czasem problemem jest nieprzystosowanie do życia na wolności, kłopoty ze znalezieniem pracy, bezradność wobec codziennych obowiązków.

– Czasami trzeba po prostu rozmawiać z osadzonymi o tym, że nie każdy jest stworzony do rodzicielstwa – mówi Ewelina Startek.

Dzieciom należy się głos

Jedna z podopiecznych Probacji ma dwoje dzieci, jedno malutkie, od urodzenia w placówce, drugie trochę starsze. Jeśli jest w więzieniu, jest trzeźwa i ma ogromną motywację, żeby być najlepszą matką, obiecuje sobie i wszystkim dookoła, że jeśli tylko wyjdzie, to zajmie się dziećmi. Zapomina o tym, kiedy wychodzi na przepustkę – wtedy uzależnienie wygrywa. Potem wraca do więzienia, trzeźwieje i znowu chce być matką, myśli o tym, żeby starać się o przywrócenie praw rodzicielskich. Startek mówi, że z taką matką warto pracować nad tym, żeby zastanowiła się, czy wyobraża sobie sytuację, w której jej syn wychowywałby się w innej rodzinie.

– Musi być niesamowicie trudno zmierzyć się z taką prawdą. Czy ta kobieta da radę i zajmie się dzieckiem? Czy popłynie, kiedy wyjdzie z więzienia? Prawda może być taka, że nigdy nie da rady. Trudno o tym rozmawiać tak, żeby to nie było dla niej upokarzające.

Jak ktoś atakuje, to się przecież odpowiada. Jak ktoś mówi: „Zabiorę ci dzieci, bo jesteś pijaczką”, to się mówi: „Nie jestem pijaczką, może byłam, ale jak wyjdę z więzienia, to będę matką, wszystkim pokażę”. Startek często słyszy od matek: ja jeszcze wszystkim pokażę. Widzi też sytuacje, kiedy traumy, choroby nie pozwalają realizować się w roli rodzica. „Uświadomienie tego sobie w przypadku matki, rodzica jest niesamowicie trudne” – dodaje.

Pracę terapeutyczną z więźniami wykonują wolontariusze Probacji i innych, nielicznych, organizacji pozarządowych. Zajmują się tym też psychologowie więzienni, których jest jednak zawsze i w każdym zakładzie karnym za mało. Według obowiązujących przepisów jeden psycholog może mieć dwustu osadzonych pod opieką. W praktyce bywa ich znacznie więcej. O wsparcie dla rodzin jest jeszcze trudniej.

– Najważniejszym aspektem naszych nowych działań jest danie głosu dzieciom, a nie dorosłym, którzy wyobrażają sobie sytuację dziecka. To dziecko jest najbardziej pokrzywdzone, a też miało najmniejszy wpływ na sytuację – mówi Startek.

Od stycznia 2021 roku działa grupa socjoterapeutyczna dla dzieci osadzonych i grupa dla dorosłych. Współprowadzi ją była osadzona, organizowany jest telefon zaufania dla dzieci czynny w każdą środę od 16:00 do 20:00. Probacja chciałaby, żeby te działania zyskały rozgłos, żeby dzieci zgłaszały się same, nie z polecenia będących w więzieniu rodziców. Takie dzieci, w których jest dużo złości na rodzica, na rodzinę. Które mogą nie mieć w ogóle kontaktu z osadzonym ojcem czy matką. Takim dzieciom Probacja nie mówiłaby, że trzeba wybaczyć i zapomnieć, ale pomogłaby w oswojeniu tematu, w nazwaniu problemu, w zdiagnozowaniu, jak wpływa on na tożsamość dziecka. Marzeniem Stowarzyszenia jest kampania społeczna, w której znani ludzie powiedzieliby otwarcie o tym, że mieli lub mają rodzica w więzieniu. Na razie nie udało się nikogo namówić.

– Jest spory opór w rodzinach, jeśli chodzi o zgodę na uczestnictwo dziecka w spotkaniach grupowych. Jeszcze chodzenie do więzienia jest OK, jeśli tak trzeba, żeby spotkać się z rodzicem. Ale spotkania grupowe, na których będą inne dzieci, jacyś mali kryminaliści? Lepiej nie. To częste myślenie, co się trochę wiąże z niezgodą na obecność tematu więzienia w życiu rodziny – opowiada Ewelina Startek.

Trzeba tam wejść, żeby zrozumieć

Olaf, wydawałoby się, zaakceptował. Zaangażował się w działania Probacji, przyjął funkcję ambasadora dzieci, jest gotowy realizować tę rolę na międzynarodowych kongresach. Jednocześnie o zakładzie karnym, w którym przebywa jego matka, mówi, że ma dobrą renomę, opowiadając o jej współosadzonych, podkreśla ich wysoki status, akademickie kariery. Mówi tak, jakby szukał jakichś plusów, jasnych stron, czytelnych dla osób znających tylko realia wolności.

Źródłem funduszy na bieżące działania Probacji na rzecz dzieci jest projekt Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy dotowany z Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Polska na osadzonych i ich rodziny przekazuje środki  oszczędnie. Teoretycznie pieniądze na to są w Funduszu Sprawiedliwości, ten jednak ma szeroki zakres działań – z definicji ma nieść pomoc pokrzywdzonym i świadkom, wspierać przeciwdziałanie przestępczości oraz pomoc postpenitencjarną. W praktyce posłowie Koalicji Obywatelskiej domagają się kontroli NIK w tej sprawie – przekonują, że z pieniędzy z Funduszu budowany jest „propagandowy moloch”, a konkretnie wykupywane są media lokalne. W odpowiedzi ministerstwo przywołuje takie działania wspierane przez Fundusz, jak klinika Budzik fundacji Ewy Błaszczyk czy zakup sprzętu ratującego życia na potrzeby Ochotniczej Straży Pożarnej.

Pomoc osadzonym i ich rodzinom nie jest priorytetem ani Ministerstwa, ani instytucji patrzących urzędnikom na ręce, przez co działające od lat organizacje – takie jak Fundacja Sławek czy Stowarzyszenie Probacja – wciąż walczą o pieniądze na swoje działania, zabiegając o nie między innymi w instytucjach unijnych. I Sławek, i Probacja liczą na 1 procent podatku. Probacja ma spore możliwości jako organizacja przynależąca do Children of Prisoners Europe oraz chwali sobie współpracę z miastem.

Ostatnim elementem obecnych działań Stowarzyszenia Probacja są szkolenia dla osób, które mają zawodowy kontakt z dziećmi: pedagogów czy pracowników socjalnych. Ewelina Startek marzy o szkoleniach dla nauczycieli realizowanych w więzieniu. Mówi, że takie projekty zdarzają się za granicą. W Wielkiej Brytanii dzieci osadzonych mogą liczyć na pomoc państwowych instytucji stworzonych z myślą o nich, więzienia zatrudniają pedagogów odpowiedzialnych za kontakt z nimi, a każdy, kto pracuje z dziećmi, może wziąć udział w kursie realizowanym za więziennym murem, by wczuć się w sytuację osadzonych rodziców.

– Jeśli ktoś ma pracować z dziećmi osadzonych, powinien najpierw od osoby osadzonej dowiedzieć się, czym jest więzienie. A potem skupić się na słuchaniu dziecka i być z nim serio. Dzieciom się to po prostu należy.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Jesteśmy magazynem i środowiskiem lewicy katolickiej. Piszemy o wykluczeniu, sprawiedliwości społecznej, biedzie, o współczesnych zjawiskach w kulturze, polityce i społeczeństwie. Potrzebujemy stabilnego finansowania – możesz nam w tym pomóc!
Wybieram sam/a
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×