fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Najder: Nigdy wszystko si臋 nie spe艂nia

Le偶ysz na kanapie, pr贸bowa艂e艣 ju偶 wszystkiego, nic si臋 nie udaje. Jeste艣 sfrustrowany, w艣ciek艂y na wszystko, z w艂膮czonym non stop internetem. Jak Ada艣 Miauczy艅ski do艣wiadczasz kapitalizmu w najpodlejszej postaci, ale my艣lisz, 偶e winni s膮 inni ludzie, dlatego ich atakujesz.
Najder: Nigdy wszystko si臋 nie spe艂nia
ilustr.: Natasza Kornobis

Stanis艂aw Krawczyk rozmawia z 艁ukaszem Najderem 鈥 autorem zbioru 鈥濵oja osoba鈥, opublikowanego przez Wydawnictwo Czarne.

Przez lata by艂e艣 znanym autorem prozy facebookowej. W艂a艣nie tobie polski internet zawdzi臋cza fraz臋 鈥濶ikt nie narzeka艂鈥.

To pisanie by艂o reakcj膮 na dwie nowe rzeczy w moim 偶yciu: Facebooka i przeprowadzk臋 z 艁odzi do Zgierza. Do艣wiadczy艂em wtedy historycznego, kultowego tramwaju 46, w贸wczas drugiej najd艂u偶szej linii w Europie, po belgijskiej Kusttram. Miejsce niezwyk艂ych prze偶y膰: te gigantyczne landary jak galeony z poniemieckich szrot贸w, z niemieckimi komunikatami w 艣rodku, dwupoziomowe, niekiedy wyk艂adane od wewn膮trz drewnem, jakimi艣 okleinami dzikimi w kwiaty. Mia艂o to te偶 urok lat 90.: jedzie olbrzymi poniemiecki tramwaj, noc, jeden z ostatnich rejs贸w, niekt贸rzy 艣pi膮, inni pij膮 browara, kto艣 tam si臋 ob艣ciskuje z ty艂u. 46 wygl膮da艂o jak taki ma艂y transatlantyk 鈥 z 艁odzi, przez Zgierz, do Ozorkowa.

Do tego mia艂em wtedy jeszcze pieska, z kt贸rym przemierza艂em ogromne nieznane osiedle. 聽Mieszka tu dwadzie艣cia tysi臋cy ludzi, jedna trzecia ludno艣ci Zgierza. Ta ma艂omiasteczkowa spo艂eczno艣膰 by艂a dla mnie czym艣 nowym, ciekawym, intryguj膮cym, barwnym. Jej sprawy, pogaw臋dki, styl bycia.

Wszystko razem spowodowa艂o, 偶e by艂em otwarty na przekazy i rozmowy, kt贸re nosi艂em w sobie, po czym wrzuca艂em na Facebooka. Robi艂em z tego albo czysty dialog, albo narracj臋, w kt贸rej od kogo艣 pochodzi艂a tylko puenta, a ode mnie 鈥 opis. Zacz膮艂em si臋 bawi膰 w minimalizm realistyczny 脿 la Marek Nowakowski ponowoczesno艣ci, w ma艂e formy: rozb艂yski, obrazki, scenki. To, co p贸藕niej zebra艂o si臋 na zbiorek wydany w BookRage pod tytu艂em 鈥濼ransmisje鈥, to by艂y takie w艂a艣nie transmisje: z tramwaju, spod sklepu, ze skwerka, bloku.

A potem to 藕r贸d艂o wysch艂o?

Po paru latach. Piesek pojecha艂 do mojej mamy, moja dziewczyna sta艂a si臋 moj膮 偶on膮, a przenosz膮c si臋 do Czarnego, podj膮艂em prac臋 zdaln膮, kt贸ra z czasem coraz bardziej wyklucza艂a mnie ze spo艂eczno艣ci ludzkiej. Teraz podr贸偶e s膮 wydarzeniami. Popsu艂 si臋 tak偶e transport mi臋dzy Zgierzem a 艁odzi膮, od jakich艣 dw贸ch lat nie ma mi臋dzy nimi 偶adnej linii tramwajowej. S膮 jakie艣 autobusy zast臋pcze, ca艂a podr贸偶 jest m臋k膮, wi臋c najcz臋艣ciej korzystam z 艁贸dzkiej Kolei Aglomeracyjnej, w kt贸rej nie dziej膮 si臋 ju偶 takie ciekawe rzeczy, jak w nocnych i porannych tramwajach 46. Dlatego skupi艂em si臋 bardziej na postach polityczno-absurdalnych i j臋zykowych ni偶 na narracjach.

Czyli gdy zmienia si臋 twoje otoczenie 鈥 bod藕ce, okazje, sytuacje 鈥 to zmienia si臋 te偶 spos贸b pisania. Ciekawe! A przy tym s艂ysz臋, 偶e nawet w mowie, mimochodem, potrafisz wspomnie膰 o 鈥瀕andarach jak galeony z poniemieckich szrot贸w鈥. Mo偶e nasz wywiad b臋dzie przypomina艂 twoj膮 proz臋.

Mo偶e, bo ju偶 par臋 os贸b zwraca艂o mi uwag臋, 偶e pisz臋 w znacznej mierze tak, jak m贸wi臋. Ale te偶 oczywi艣cie dbam o to, 偶eby w narracji 鈥瀗a pi艣mie鈥 znale藕膰 jakie艣 od艣wi臋tne s艂owo, fraz臋, rytm. Czyli co艣, co odr贸偶ni kawa艂ek napisany od m贸wionego.

W艂a艣nie ukaza艂 si臋 tw贸j zbi贸r 鈥濵oja osoba鈥. Rzeczywi艣cie jest do艣膰 osobisty. Na przyk艂ad w otwieraj膮cym tek艣cie opisujesz relacj臋 syna z nieobecnym ojcem (kt贸ry zmar艂 dwie dekady temu). Potem w 鈥濵yszy鈥 opowiadasz o zaburzeniach l臋kowych sprzed kilkunastu lat, z okresu du偶ego bezrobocia. Na ko艅cu ksi膮偶ki sam sobie zadajesz pytanie, jak odr贸偶ni膰 autobiografi臋 od ta艅ca na rurze. My艣lisz, 偶e odr贸偶ni艂e艣?

Nie wiem. S膮dz臋, 偶e to czytelnicy i recenzenci oceni膮. Natomiast ten ostatni tekst, o 鈥濵ojej walce鈥 Knausg氓rda, jest dla mnie kluczowy. Pierwsza ksi臋ga ukazuje upadek ojca, tam przez kilkadziesi膮t stron ci膮gnie si臋 opis mieszkania, w kt贸rym umar艂 ten ojciec, jego stopniowej degradacji, odcinania si臋 od 艣wiata. To ma te偶 silnie naturalistyczny wymiar: zasikane ko艂dry, stosy butelek, brud, smr贸d. A potem w ostatniej ksi臋dze zakwestionowany zostaje ca艂y wieloletni trud autora, jego praca, namys艂, to, co on bierze za odwag臋 pisarsk膮. Stryj Knausg氓rda m贸wi mu: 鈥濶ie, to nie tak by艂o. To si臋 nie zgadza, to si臋 nie zgadza, to si臋 nie zgadza, tu doda艂e艣, tu do艂o偶y艂e艣, tu nie pami臋tasz. A poza tym dlaczego przedstawiasz ojca jako potwora? Przecie偶 to twoja rodzina zniszczy艂a tego cz艂owieka!鈥.

No i takie to s膮 dylematy. By艂em wychowywany w przekonaniu, 偶e arty艣cie, pisarzowi, autorowi wolno wszystko. 呕e je艣li jest dysponentem swojego 偶ycia, to r贸wnie偶 fragment贸w 偶ycia innych ludzi, bo jego w艂asna biografia nie rozwija艂a si臋 przecie偶 w pr贸偶ni. Ale tu 艂atwo o manipulacj臋. Mo偶esz pokaza膰 siebie jako sierotk臋 Marysi臋 do艣wiadczon膮 przez los, a innych 鈥 jako tych, kt贸rzy dokuczali, nie rozumieli, porzucali, zdradzali. Mo偶esz wykorzystywa膰 tw贸rczo艣膰 do rewan偶u, charakteryzuj膮c by艂膮 dziewczyn臋 czy by艂ego partnera jako kogo艣 nieczu艂ego, pustego; kogo艣, kto ci臋 ogranicza艂, uniemo偶liwia艂 ci rozw贸j. W dodatku autorzy cz臋sto nie zadaj膮 sobie trudu, 偶eby si臋 zastanowi膰 na przyk艂ad nad tym, czy kto艣, z kim 艂膮czy艂a ci臋 relacja intymna lub przyjacielska trzydzie艣ci lat temu, chce figurowa膰 w twojej ksi膮偶ce. Nawet pod pseudonimem, nawet w kominiarce, kt贸r膮 dla niego wydziergasz.

A zarazem autor tekst贸w autobiograficznych jest w imadle, bo je艣li pisa膰 o sobie, to tylko szczerze. Wybitni arty艣ci mog膮 uprawia膰 autokreacj臋: po kilkudziesi臋ciu latach kariery spisuj膮 swoje losy, wspominaj膮c wielkie premiery, wielkie ksi膮偶ki, wielkich ludzi, oferuj膮 uczone rady, bon moty i tak dalej. Ale je艣li chcesz opowiedzie膰 o jakim艣 do艣wiadczeniu, traumie, prze偶yciu, prze艂omie, si艂膮 rzeczy piszesz te偶 o innych ludziach.

To s膮 kwestie, kt贸re bardzo mnie poruszy艂y przy czytaniu sz贸stej ksi臋gi 鈥濵ojej walki鈥. I dlatego ten tekst o Knausg氓rdzie wie艅czy ksi膮偶k臋. On j膮 komentuje, z niego patrz臋 na pozosta艂e teksty, czyli te, w kt贸rych opowiadam o swoich triumfach, upadkach, rado艣ciach i b贸lu.

Ojciec pojawia si臋 i w pierwszej ksi臋dze u Knausg氓rda, i na pocz膮tku twojej ksi膮偶ki.

Otwieraj膮cy tekst dotyczy mojego ojca, jego upadku i narodzin mojego z kolei syna. A esej ostatni jest w艂a艣nie opowie艣ci膮 o Knausg氓rdzie 鈥 o tym, czy mo偶na napisa膰 鈥瀢szystko鈥 o w艂asnym ojcu. I jeszcze o tym, jak sam jestem dzisiaj ojcem i na przyk艂ad patrz臋 na swojego trzyletniego Gucia bawi膮cego si臋 na pla偶y. To jest klamra, wewn膮trz kt贸rej odbywa si臋 ca艂a ta opowie艣膰, 鈥濵oja osoba鈥.

Stara艂em si臋, 偶eby teksty nie by艂y u艂o偶one przypadkowo. W膮tki i motywy, kt贸re si臋 w nich pojawiaj膮, te偶 nie s膮 przypadkowe. Zale偶a艂o mi na tym, 偶eby si臋 wzajemnie przeplata艂y, komentowa艂y, uzupe艂nia艂y.

W wielu przypadkach powtarza si臋 te偶 pewna strategia kompozycyjna. Przez kilka, mo偶e kilkana艣cie stron malujesz zdarzenia, przyk艂ady, konkrety, po czym w paru zdaniach to prze艂amujesz i przechodzisz do szerszych diagnoz.

W tych tekstach zdecydowa艂em si臋 na form臋 eseju, ale w Polsce to albo jest taki ci臋偶ki, naukowy, filologiczny gatunek, obwieszony lianami przypis贸w, sam hermetyczny i do hermetycznej grupy skierowany, albo erudycyjny fajerwerk, w kt贸rym nie do ko艅ca chodzi o indywidualne prze偶ycia. Marek Bie艅czyk mo偶e opowiada膰 o 艣mierci matki, ale musi to owin膮膰 w Barthes鈥檃, we Francj臋, w strukturalist贸w. A mnie fascynuje ameryka艅ska sztuka eseju: David Foster Wallace, George Saunders i inni. Chc臋, 偶eby tekst p艂ywa艂 na r贸偶nych poziomach, 偶eby przechodzi艂 od og贸lnego do prywatnego 鈥 i z powrotem.

Jednocze艣nie ta wk艂adka osobista jest czym艣, co sam rzucam na szal臋. Nie jestem w艂a艣cicielem terrarium, gdzie sobie ogl膮dam jakich艣 tam ludzik贸w i o nich pisz臋, 偶e oni cierpi膮, oni si臋 bawi膮, oni to, oni tamto. Gdzie bior臋 cytaty, dowody anegdotyczne, obserwacje i z tego lepi臋 zdystansowan膮 opowie艣膰 o dziwnych ludziach 偶yj膮cych w p贸藕nym polskim kapitalizmie. Nie, ja pokazuj臋, 偶e te偶 w tym jestem, i swoj膮 osob膮 za艣wiadczam o wiarygodno艣ci tej opowie艣ci.

Szeroki kontekst wida膰 r贸wnie偶 w zamieszczanych przez ciebie bibliografiach.

Nie usiad艂em przecie偶 na g艂azie i nie wymy艣li艂em sobie portretu socjologicznego bia艂ego ameryka艅skiego czterdziestolatka, etap贸w transformacji wn臋trza polskiego domu albo tego, jak wygl膮da globalna sie膰 Ingvara Kamprada. Te bibliografie wskazuj膮, 偶e moje my艣li nie s膮 tylko moje, nie rodz膮 si臋 z niczego, tylko s膮 efektem licznych lektur, interpretacji i analiz.

Skoro ju偶 rozmawiamy o kwestiach formalnych, to znacz膮cy jest dla mnie tytu艂 pierwszego tekstu 鈥濵ojej osoby鈥, a jednocze艣nie jego ostatnie s艂owa: 鈥濿szystko jeszcze mog艂o si臋 uda膰鈥. Traktuj臋 to jako zapowied藕 ca艂ej reszty zbioru 鈥 zapowied藕 historii, w kt贸rej nie wszystko si臋 uda艂o.

To jest ten moment narodzin dziecka, w kt贸rym wyobra偶asz sobie, 偶e ono b臋dzie, kim chce, zrobi, co chce, osi膮gnie, co chce. A p贸藕niej 偶ycie to bole艣nie weryfikuje, zar贸wno w przestrzeni rodzinnej, jak i w przestrzeni szkolnej, w przestrzeni pracy, kapitalizmu i Polski. Nigdy wszystko si臋 nie spe艂nia i trzeba walczy膰 z demonami, kt贸re nas defasonuj膮, urabiaj膮, zmieniaj膮 nam 艣cie偶ki 偶ycia. I ja w艂a艣nie pokazuj臋 w ksi膮偶ce, jak si臋 te moje 艣cie偶ki zmienia艂y.

Zmienia艂y si臋 bardzo wyra藕nie. Mo偶e wr臋cz da艂oby si臋 tej ksi膮偶ce nada膰 tytu艂 鈥濵oje osoby鈥?

Mo偶e, bo s膮 tu teksty opowiadaj膮ce o r贸偶nych fazach 偶ycia. Dzieci艅stwo, pierwszy rok studi贸w, lata po studiach, przed trzydziestk膮, ko艂o czterdziestki, po czterdziestce鈥 Nie od偶egnuj臋 si臋 od swojego 偶ycia, ale to fakt, 偶e ten osiemnastolatek, na kt贸rego teraz patrz臋, jest do艣膰 odleg艂膮 ode mnie osob膮. Czy nawet ten cz艂owiek przed trzydziestk膮.

Po trzydziestce zacz臋艂o si臋 moje stopniowe wybudzanie z kapitalistycznego snu. Nie mam tutaj na my艣li ani koszmaru, ani b艂ogiej drzemki, ale po prostu to, 偶e kapitalizm w wydaniu neoliberalnym by艂 wsz臋dzie dooko艂a, jak powietrze. 呕y艂em w nim i zarazem go nie widzia艂em. W 1989 roku mia艂em trzyna艣cie lat i kiedy wjecha艂y najntisy, by艂a to dla mnie nowa rzeczywisto艣膰, kt贸ra od A do Z wytapetowa艂a mi 艣wiat. Traktowa艂em j膮 jako norm臋, nie w膮tpi艂em, 偶e tak ma by膰, nie zadawa艂em 偶adnych pyta艅. To by艂o naturalne, powszechne, wszyscy uwa偶ali tak samo, nie szukano alternatyw. Z wszelkimi konsekwencjami, o kt贸rych pisz臋 w tym zbiorze 鈥 na przyk艂ad tak膮, 偶e w艂asne pora偶ki zawodowe, finansowe, spo艂eczne uznawa艂em za wy艂膮cznie swoje i sam siebie za nie obwinia艂em. Nie pomy艣la艂em nawet, 偶e bior臋 udzia艂 w grze, w kt贸rej nie mog臋 wygra膰.

I w ko艅cu gdzie艣 oko艂o 2010 roku zacz膮艂em czyta膰 w internecie r贸偶nych fajnych lewicowc贸w. Najpierw by艂 TTDKN, taka grupa lewicuj膮cych racjonalist贸w, ch艂opak贸w i dziewczyn, kt贸rzy zaproponowali zupe艂nie co艣 nowego, je艣li chodzi o patrzenie na rzeczywisto艣膰.

Wyja艣nijmy czytelniczkom i czytelnikom, 偶e ten skr贸towiec w oficjalnej wersji oznacza 鈥濼hink Tank 芦Dyskurs 鈥 Kultura 鈥 Nauka禄鈥. Ma te偶 rozwini臋cie nieformalne, kt贸re mo偶emy tutaj pomin膮膰.

Sk艂ad tej grupy przez wiele lat si臋 zmienia艂. Ale generalnie byli to Bartek Kuzia, Micha艂 Radomi艂 Wi艣niewski, Marceli Szpak, Katarzyna Paprota, chyba Wojciech Orli艅ski i ca艂e towarzystwo, kt贸re si臋 wok贸艂 nich kr臋ci艂o. Dzi臋ki nim zacz膮艂em szuka膰 nowych lektur, nowych wyzwa艅. Dot膮d by艂em zblazowany, po paromiesi臋cznym epizodzie korwinowskim na studiach w艂a艣ciwie nie udziela艂em si臋 ju偶 politycznie, nie chodzi艂em na wybory, wszystkich mia艂em za jednakowych oszo艂om贸w. I pewnego dnia, tygodnia, miesi膮ca u艣wiadomi艂em sobie, 偶e trwa艂em w iluzji, we 艣nie. W tym z艂udzeniu kapitalizm by艂 jedynym mo偶liwym porz膮dkiem, bezalternatywnym 艂adem, nieruchom膮 hierarchi膮, w kt贸rej to zawsze ja jestem winny i mam to, co mam, bo na to zas艂u偶y艂em, a rynek, kapitalizm, system s膮 sprawiedliwe i odmierzaj膮 ci tyle, na ile zas艂ugujesz. Widocznie gdybym si臋 bardziej stara艂, by艂 bystrzejszy, nie poszed艂 na polonistyk臋, tylko na inny kierunek, po studiach robi艂 co艣 tam, co艣 tam鈥

Wcze艣niej wstawa艂, d藕wiga艂 wi臋kszy ci臋偶ar鈥

鈥o by mi by艂o o wiele lepiej. Nie musia艂bym si臋 czo艂ga膰 przez wiele lat przez te wszystkie bezrobocia, prace za najni偶sz膮 krajow膮, prace na czarno, prace dorywcze, prace na stacji benzynowej, w sieci贸wkach odzie偶owych i tym podobne. Tak w艂a艣nie 艣ni艂em.

No to popatrzmy na tego s艂onia w salonie. Jak zauwa偶y艂 Kacper Pob艂ocki, autor wydanego w 2017 roku 鈥濳apitalizmu. Historii kr贸tkiego trwania鈥, przez poprzednie pi臋膰dziesi膮t lat nie powsta艂a w Polsce 偶adna ksi膮偶ka o istocie i genezie kapitalizmu. R贸wnie偶 przez 膰wier膰 wieku III RP. To te偶 pokazuje, 偶e kapitalizm jest jak powietrze, kt贸rym oddychamy.

Chocia偶 teraz to si臋 zmienia, na przyk艂ad 艣rodowisko 鈥濴e Monde Diplomatique鈥 wydaje sporo ksi膮偶ek o polskim kapitalizmie.

W swojej prozie facebookowej pos艂ugiwa艂e艣 si臋 nieraz fraz膮: 鈥濶ie orientuj臋 si臋 za bardzo, w kt贸rej akurat fazie kapitalizmu wszyscy tutaj 偶yjemy, ale鈥︹. Min臋艂o par臋 lat, wi臋c spr贸buj臋 poci膮gn膮膰 ci臋 tutaj za j臋zyk. W kt贸rej fazie kapitalizmu 偶yjemy?

W bardzo ciekawej. Z jednej strony to kapitalizm apokaliptyczny: kapitalizm zm臋czenia, kapitalizm wypalenia, kapitalizm stresu, kapitalizm niepewno艣ci pracy. Do tego gro藕ba katastrofy klimatycznej.

To apokalipsa w podw贸jnym sensie, prawda? Zar贸wno wielka zmiana i katastrofa, jak te偶 ods艂oni臋cie, ujawnienie. Moment, w kt贸rym wida膰 powietrze.

Tak. Ale z drugiej strony nigdy chyba nie mieli艣my na wyci膮gni臋cie r臋ki a偶 tylu przyjemno艣ci: od podr贸偶y zagranicznych, przez jedzenie, seks, znajomo艣ci, kontakt z lud藕mi, kt贸rych nigdy nie zobaczymy na oczy, po dobra kulturalne.

W ka偶dym razie nawet w tej p贸藕nej fazie kapitalizm 艂atwo nie zniknie, bo to co艣 jak genialny zab贸jca, jak predator. Naprawd臋 trudno wymy艣li膰, jak mia艂by w przewidywalnej przysz艂o艣ci zosta膰 zast膮piony innym ustrojem.

Jest takie powiedzenie, 偶e 艂atwiej wyobrazi膰 sobie koniec 艣wiata ni偶 koniec kapitalizmu.

Ten system jest w niezwyk艂y spos贸b uodporniony na krytyk臋. Po prostu j膮 wch艂ania i robi z niej produkt. Pr贸bowa艂em to zobrazowa膰, pisz膮c w 鈥濵ojej osobie鈥 o Kubie Wojew贸dzkim, kt贸ry jest zminiaturyzowanym symbolem-ambasadorem kapitalizmu. Wszelkie zarzuty wobec siebie obraca w absurd, w 偶art, sam siebie nimi obra偶a, 偶eby nie by艂o, 偶e nie ma do siebie dystansu 鈥 i pyk, i krytyki nie ma. Tak samo kapitalizm: nie b臋dzie si臋 nawet za bardzo opiera艂, tylko wch艂onie koszulk臋 z Che Guevar膮, ruchy ekologiczne, bezkompromisowe zespo艂y muzyczne, kt贸re najpierw krzycz膮 gniewnie, 偶e trzeba co艣 zmieni膰, a zaraz ju偶 jad膮 w globaln膮 supertras臋 koncertow膮 i reklamuj膮 jakie艣 fajne produkty.

Natomiast ko艅czy si臋 jedna z opowie艣ci o tym systemie, zw艂aszcza w naszym krajowym wydaniu. Bo kiedy patrz臋 dzisiaj na 聽wypowiedzi Balcerowicza, Lisa, Piaseckiego czy Olejnik, to wiem, 偶e zbli偶a si臋 ostatnie plenum polskiego hurraoptymistycznego kapitalizmu.

Sztandar wyprowadzi膰?

Dzi艣 ju偶 nie tak 艂atwo znale藕膰 amator贸w, kt贸rzy jeden do jednego 艂ykaliby t臋 propagand臋. Podczas tej nieszcz臋snej akcji z czekoladowym or艂em, kt贸rej towarzyszy艂y wzmo偶one teksty typu 鈥濸olska to fantastyczny kraj鈥, widzia艂em, 偶e w najr贸偶niejszych 艣rodowiskach zwyczajnie pukano si臋 w czo艂o. O czym oni m贸wi膮? Tu ludzie zasuwaj膮 na umowach 艣mieciowych, dwa czy trzy miliony wyjecha艂y z kraju za chlebem, najcz臋stsza pensja to jakie艣 1500 z艂otych, a oni: 鈥濸olska to fantastyczny kraj鈥 No owszem, je艣li jak Dominika Wielowieyska siedzisz od 膰wier膰 wieku w korporacji medialnej na wysokim stanowisku, to mo偶esz sobie tak m贸wi膰 i ta艅czy膰 doko艂a ptaka z czekolady.

Coraz trudniej utrzyma膰 powag臋, s艂uchaj膮c o karierze od zera do milionera, o tym, 偶e mo偶esz za艂o偶y膰 sobie nowego Apple鈥檃 w gara偶u. M艂odzi ludzie nie wierz膮 ju偶 w to, 偶e znakomite wykszta艂cenie, dwa j臋zyki, trzy j臋zyki, dwa kierunki, Erasmusy zagwarantuj膮 ci 艣wietn膮 prac臋 (a je艣li nie zagwarantuj膮, to jest to twoja wina). To wida膰 te偶 po powstaniu partii Razem, karierze polityczno-medialnej Zandberga, Dziemianowicz-B膮k, Zawiszy, Biejat i Koniecznego, dzia艂alno艣ci 艢piewaka czy znacznym zwi臋kszeniu sprzeda偶y 鈥濶owego Obywatela鈥. Ludzie zwracaj膮 si臋 w t臋 stron臋, bo nawet je艣li nie s膮 lewicowcami, nie maj膮 z艂udze艅. Wiedz膮, 偶e czeka ich ci臋偶ka praca, kredyt, sp艂acanie kredytu i nic poza tym. To euforyczne stadium 鈥濲este艣 zwyci臋zc膮鈥 ju偶 si臋 ko艅czy i mam nadziej臋, 偶e sko艅czy si臋 jak najszybciej.

Zr贸bmy przebie偶k臋 przez to, co piszesz o kapitalizmie. Na przyk艂ad w 鈥濻ilent disco鈥 analizujesz ha艂as.

Jestem dzieciakiem wychowanym na 艂贸dzkich przedmie艣ciach, na Chojnach, w kamienicy, w kt贸rej 偶yli ludzie urodzeni jeszcze za cara. Pami臋tam konaj膮cy PRL, kiedy kto艣, kto mia艂 magnetofon czy telefon, by艂 herosem, wydarzeniem. No i raptem bum, lata 90., wszyscy w 艁odzi wylatuj膮 z pracy, dostaj膮 odprawy, kupuj膮 sobie odtwarzacze Akai, magnetofony Sanyo. W lokalach pojawia si臋 muzyka, zaczyna je藕dzi膰 Family Frost: gigantyczne kolorowe Las Vegas na k贸艂kach, g艂o艣ne, w niesko艅czono艣膰 informuj膮ce, 偶e mo偶esz ot tak zej艣膰 i kupi膰 lody. P贸藕niej przyjdzie kolejne t膮pni臋cie: telefony kom贸rkowe. Nagle wszyscy ko艂o ciebie m贸wi膮.

Jasne, w PRL-u te偶 nie by艂o tak jak w dystopijnych filmach o ustrojach totalitarnych, w kt贸rych szare milcz膮ce twarze jad膮 w szarym tramwaju w szary poranek do pracy szarej i beznadziejnej. Niemniej w III RP wszyscy zacz臋li m贸wi膰, komunikowa膰 si臋, krzycze膰. I teraz cisza jest czym艣, czego musisz si臋 naszuka膰 albo po prostu sobie kupi膰. Ha艂as sta艂 si臋 te偶 zagro偶eniem dla 艣rodowiska. Z czego nie zdajemy sobie sprawy, bo zanieczyszczenie to dla nas brud, 艣mieci, smog, kolorowe od chemikali贸w rzeki.

Metafora powraca: ha艂as niedostrzegalny jak powietrze.

Kiedy jad臋 do Warszawy, widz臋, jak ha艂as zmienia krajobraz, bo je偶d偶臋 w tunelach z ekran贸w d藕wi臋koch艂onnych. Sam te偶 zreszt膮 za chwil臋 b臋d臋 mia艂 300 metr贸w od bloku S14 i zamiast Lasu Krogulec przyjdzie mi podziwia膰 鈥 je艣li pieni臋dzy na nie oczywi艣cie wystarczy 鈥 mur z ekran贸w akustycznych. Zatem ta walka ciszy z ha艂asem toczy si臋 w sferze prywatnej (o to, czemu pan tak g艂o艣no gada, czemu tamto dziecko p艂acze), ale r贸wnie偶 ma wp艂yw na to, jak wygl膮daj膮 miasta i przedmie艣cia, jak wygl膮da nasze 偶ycie.

Jako symptomy kapitalizmu zidentyfikowali艣my wi臋c wojn臋 ciszy z ha艂asem oraz Kub臋 Wojew贸dzkiego. Dodatkowo jest to system, kt贸ry wtr膮ca ludzi w r贸偶ne frustracje, l臋ki, zaburzenia. To si臋 pojawia w 鈥濵yszy鈥 i w tek艣cie 鈥濼en cz艂owieczek ju偶 wi臋cej nie mo偶e鈥.

Tak, bo w obydwu (w eseju o Kubie Wojew贸dzkim zreszt膮 te偶) pisz臋 r贸wnie偶 o pochodnej kapitalizmu, czyli indywidualizmie. Jedna jego strona wygl膮da tak, 偶e jeste艣 kowalem w艂asnego losu, jednostk膮, kt贸rej nikt ju偶 nie mo偶e niczego narzuca膰, mo偶esz si臋 tylko rozwija膰 w niesko艅czono艣膰 w dowolnej przestrzeni. To te偶 taki pokaz si艂y: ja to ja, chc臋 m贸wi膰 g艂o艣no albo g艂o艣no si臋 zachowywa膰, nie 偶ycz臋 sobie, 偶eby kto艣 mnie ogranicza艂. A jednocze艣nie ten indywidualizm ma r贸wnie偶 drug膮, mroczniejsz膮 stron臋. Je艣li osi膮gniesz sukces, tworzysz z siebie superjednostk臋 odporn膮 na mr贸z i przeciwno艣ci losu. Ale je艣li ci si臋 nie uda, te偶 zostajesz z tym sam. Wszystko bierzesz sobie do czachy.

Naprawd臋 mia艂em tak膮 faz臋, 偶e si臋 wstydzi艂em wyj艣膰 z domu, bo ba艂em si臋, 偶e kto艣 mi powie: kurna, stary, dlaczego ty nie masz pracy? We藕 si臋 za jak膮kolwiek prac臋! A by艂 taki okres w historii 艁odzi, kr贸tko po 2000 roku, 偶e nawet jakiejkolwiek nie by艂o. Albo kto艣 trzyma艂 ci臋 na okresie pr贸bnym, po czym m贸wi艂 ci 鈥瀋ze艣膰鈥 i ca艂膮 zabaw臋 zaczyna艂e艣 od nowa: wysy艂anie CV, rozmowy, i tak dalej. Kiedy w takich warunkach winisz siebie za wszystko, to zaszczuwasz si臋 i doprowadzasz do atak贸w paniki, depresji, nerwicy i bardzo niskiej samooceny. Zreszt膮 je艣li ju偶 wejdziesz w tryby jakiej艣 kiepsko p艂atnej pracy na drugim ko艅cu miasta, gdzie nikt ci臋 nie szanuje i ty sam nie szanujesz tego, co robisz, to p贸藕niej te偶 bardzo trudno z tego si臋 wyrwa膰. Bo to jednak jest 鈥 my艣lisz sobie, przegrywie 鈥 zatrudnienie i sta艂y doch贸d.

Le偶ysz wi臋c na kanapie, pr贸bowa艂e艣 ju偶 wszystkiego, nic si臋 nie udaje. Dodatkowo masz przed sob膮 wizj臋: co to b臋dzie, kiedy kogo艣 poznam, gdzie wtedy mieszka膰, za co b臋dziemy 偶yli, za co wyedukujemy dzieci, jak膮 opiek臋 lekarsk膮 im zapewnimy. Wtedy przychodzi wa偶ny moment, 聽kt贸ry pokazuj臋 we wspomnianych tekstach i w tym autobiograficznym wyziewie o Korwinie. Mo偶esz by膰 艣wietnie wykszta艂conym go艣ciem, zabawowym, towarzyskim, wra偶liwym, ale nadchodzi taki kryzys w twoim 偶yciu, 偶e to ca艂e pole si艂owe zostaje wy艂膮czone i spada. Jeste艣 nagi. Widzisz, 偶e twoje przewagi, przymioty, zalety, za kt贸re mo偶e nawet d艂ugo by艂e艣 chwalony, nic nie znacz膮 w tej brutalnej rozgrywce, 聽chwili pr贸by. Zostajesz ty 鈥 sfrustrowany, w艣ciek艂y na wszystko, otwarty na przestrza艂, z w艂膮czonym non stop internetem. Mo偶e ci臋 wtedy zainfekowa膰 cokolwiek i cz臋sto zale偶y od przypadku, co ci si臋 akurat przyklei do m贸zgu i zacznie w tobie rosn膮膰. Mo偶esz nie wiadomo kiedy zosta膰 faszyst膮, agresywnym frustratem, nabuzowanym bucem i zaczniesz nienawidzi膰 mniejszo艣ci, kobiet, imigrant贸w, psiarzy, kociarzy, graczy, lewak贸w, szatyn贸w i kogo tam jeszcze. Wszystkich!

Mo偶esz zosta膰 Adasiem Miauczy艅skim.

Albo incelem.

Nie m贸wi臋 tego, 偶eby usprawiedliwia膰 ludzi, kt贸rzy krzywdz膮 innych 鈥 tak偶e werbalnie, w internecie, za pomoc膮 jakich艣 dzbanersko-hejterskich komentarzy. Chc臋 tylko pokaza膰, 偶e oni nie wyturlali si臋 z 艂ona mamusi jako brunatni, ksenofobiczni mizogini. Cz臋艣膰 z nich jest tam, gdzie jest, i p艂onie od nienawi艣ci, dlatego 偶e nikt im nie pom贸g艂, nie wspar艂 ich, nie pokaza艂 lepszej drogi.

W 鈥濵ojej osobie鈥 kilkakrotnie pojawia si臋 w膮tek toksycznej m臋sko艣ci.

Opowiadam mi臋dzy innymi o 鈥濽padku鈥 z Michaelem Douglasem, kt贸ry przez d艂ugie lata by艂 moim ulubionym filmem. Obejrza艂em go znowu dwa lata temu i oniemia艂em. To by艂o jak o艣wiecenie, jak satori. Kiedy艣 ten g艂贸wny bohater, D-Fens, by艂 dla mnie takim fajnym antysystemowcem. A teraz zobaczy艂em jakiego艣 聽przykrego kolesia, nieumiej膮cego zrozumie膰, 偶e kobieta jest te偶 cz艂owiekiem, autonomicznym, z w艂asnym zdaniem. Zobaczy艂em agresywnego faceta, kt贸ry nie umie rozmawia膰, otworzy膰 si臋 na inn膮 osob臋, kt贸ry nie mo偶e znie艣膰 tego, 偶e kto艣 powiedzia艂 mu 鈥瀗ie鈥. I zobaczy艂em te偶 m臋偶czyzn臋 w odwiecznej roli ojca-kodyfikatora m贸wi膮cego, co jest dla jego bliskich dobre, a co nie. Jak w tej wstrz膮saj膮cej scenie, w kt贸rej na urodzinach c贸reczki D-Fens narzuca rodzinie, kiedy i jak ma si臋 dobrze bawi膰 鈥 i nie rozumie, 偶e komu艣 taka tresura mo偶e nie odpowiada膰.

Ujrza艂em r贸wnie偶 pod艂o偶e tych problem贸w. Poza nieprzepracowanymi negatywnymi wzorcami m臋sko艣ci takim pod艂o偶em jest to, 偶e D-Fens straci艂 prac臋 i potwornie si臋 tego wstydzi, kisi wstyd i 偶al w sobie. Przed w艂asn膮 matk膮 nie chce si臋 do tego przyzna膰, ka偶dego dnia wychodzi niby do pracy i je藕dzi bez sensu po Los Angeles. A do tego trwa w jakiej艣 iluzji przesz艂o艣ci, mieszka w retrotopii lat 60., lat m艂odo艣ci i chwa艂y. Nie umie nawet tego wszystkiego nazwa膰, wyrazi膰 swoich emocji i potrzeb. Dlatego si臋ga po przemoc jako j臋zyk, za pomoc膮 kt贸rego zacznie komunikowa膰 si臋 ze 艣wiatem.

Z Adasiem Miauczy艅skim by艂o bardzo podobnie. Sam go kiedy艣 naprawd臋 lubi艂em, on jest kultowym bohaterem, kt贸ry ka偶demu si臋 podoba, bo to taki fajny go艣膰, bluzga i rzuca soczystymi 偶artami. Ale kiedy obejrzysz 鈥濪zie艅 艣wira鈥 uwa偶nie i wypiszesz na kartce, na kogo Miauczy艅ski wrzeszczy, kogo obarcza win膮, kogo atakuje, to wygl膮da to bardzo s艂abo i 藕le. W jego kaznodziejskich, w艣ciek艂ych tyradach nie ma polityk贸w, nie ma miliarder贸w, nie ma episkopatu, nie ma cwaniak贸w wysysaj膮cych ten kraj; s膮 kobiety, s膮siedzi, kt贸rzy wyprowadzaj膮 psy, jest kto艣, kto zbyt g艂o艣no puszcza muzyk臋, albo robotnik. To jego wrogowie zast臋pczy, bo Ada艣, podobnie jak D-Fens z 鈥濽padku鈥, podobnie jak bohater 鈥瀂abi膰 prezydenta鈥, bohater 鈥濼aks贸wkarza鈥, bohater 鈥濭od Bless America鈥, do艣wiadcza kapitalizmu w najpodlejszej postaci i pragnie rewan偶u. Tyle 偶e jest ma艂y problem. Ten system go niszczy, ale on nie jest w stanie wznie艣膰 si臋 ponad to i zrozumie膰 czy zobaczy膰, czyj膮 jest ofiar膮, kto mu tak do艂o偶y艂. My艣li, 偶e winni s膮 inni ludzie, ci najbli偶ej niego; dlatego ich w艂a艣nie atakuje. A naj艂atwiej, oczywi艣cie, zaatakowa膰 najs艂abszych.

Przypomnia艂a mi si臋 modlitwa Polaka z 鈥濪nia 艣wira鈥. Je艣li tak na ni膮 spojrze膰, to robi si臋 nagle przera偶aj膮ca.

To jest straszny film, kt贸ry zaszkodzi艂 tylu polskim umys艂om 鈥 zw艂aszcza m臋skim. Do dzisiaj ludzie z rado艣ci膮 i satysfakcj膮 ogl膮daj膮 鈥濪zie艅 艣wira鈥, i r贸偶ne koszmarne sprawy s膮 dla nich zupe艂nie przezroczyste. Przecie偶 Ada艣 bije w twarz kobiet臋 za to, 偶e si臋 z nim k艂贸ci, wymy艣la kogo艣 od 鈥瀓ebanych t艂umok贸w鈥, swoj膮 偶on臋 wyzywa od 鈥瀞uki, kurwy鈥. I ludzie rechocz膮, 偶e to takie 艣mieszne, ohohohoho, jaki zadziorny frustrat. A Miauczy艅ski po prostu nie rozumie, kto go tak urz膮dzi艂, kto go zniszczy艂 i doprowadzi艂 do tej nerwicy natr臋ctw i depresji. Jedyne, co mu zostaje, to marszczenie ego i wspominki鈥 Tak jak dla D-Fensa z 鈥濽padku鈥 retrotopi膮 by艂a pot臋偶na Ameryka lat 60., tak dla Adasia s膮 ni膮 lata m艂odo艣ci i studi贸w. Wzdycha do jakiej艣 dawnej mi艂o艣ci i trwa w nierealnej iluzji, kt贸ra si臋 nigdy nie zi艣ci艂a i nie zi艣ci.

Wychodzi na to, 偶e 鈥濪zie艅 艣wira鈥 to film-destylat. Zosta艂 zrobiony 鈥 najwyra藕niej 鈥 ca艂kiem na serio, bez wynurzenia, autorefleksji. Dlatego dzisiaj pewien mechanizm spo艂eczny ujawnia si臋 w nim z ca艂膮 ostro艣ci膮.

Ogl膮danie polskiego kina sprzed lat to niesamowite do艣wiadczenie. Czy b臋d膮 to komedie, czy 鈥濪zie艅 艣wira鈥, 鈥濸sy鈥, czy 鈥濳roll鈥 鈥 to jest jak muzeum dzbanerstwa, jakiego艣 dzikiego prekapitalizmu i patriarchatu w jako艣ci porno. Z dzisiejszej perspektywy postawy i zachowania tych postaci m臋skich wygl膮daj膮 tak dziwacznie i odstr臋czaj膮co, jakby kto艣 to wszystko udawa艂, 偶artowa艂, graj膮c, a nie w to 艣miertelnie powa偶nie wierzy艂.

Ale kto艣 wierzy艂.

Niestety wierzy艂.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy 艣rodowisko zaanga偶owane w walk臋 z podzia艂ami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi臋ki Waszemu wsparciu!
Ko艣ci贸艂 i lewica si臋 wykluczaj膮?
Nie 鈥 w Kontakcie 艂膮czymy lewicow膮 wra偶liwo艣膰 z katolick膮 nauk膮 spo艂eczn膮.

I u偶ywamy plik贸w cookies. Dowiedz si臋 wi臋cej: Polityka prywatno艣ci. zamknij