fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Najder: Nigdy wszystko si─Ö nie spe┼énia

Le┼╝ysz na kanapie, pr├│bowa┼ée┼Ť ju┼╝ wszystkiego, nic si─Ö nie udaje. Jeste┼Ť sfrustrowany, w┼Ťciek┼éy na wszystko, z w┼é─ůczonym non stop internetem. Jak Ada┼Ť Miauczy┼äski do┼Ťwiadczasz kapitalizmu w najpodlejszej postaci, ale my┼Ťlisz, ┼╝e winni s─ů inni ludzie, dlatego ich atakujesz.
Najder: Nigdy wszystko się nie spełnia
ilustr.: Natasza Kornobis

Stanis┼éaw Krawczyk rozmawia z ┼üukaszem Najderem ÔÇô autorem zbioru ÔÇ×Moja osobaÔÇŁ, opublikowanego przez Wydawnictwo Czarne.

Przez lata by┼ée┼Ť znanym autorem prozy facebookowej. W┼éa┼Ťnie tobie polski internet zawdzi─Öcza fraz─Ö ÔÇ×Nikt nie narzeka┼éÔÇŁ.

To pisanie by┼éo reakcj─ů na dwie nowe rzeczy w moim ┼╝yciu: Facebooka i przeprowadzk─Ö z ┼üodzi do Zgierza. Do┼Ťwiadczy┼éem wtedy historycznego, kultowego tramwaju 46, w├│wczas drugiej najd┼éu┼╝szej linii w Europie, po belgijskiej Kusttram. Miejsce niezwyk┼éych prze┼╝y─ç: te gigantyczne landary jak galeony z poniemieckich szrot├│w, z niemieckimi komunikatami w ┼Ťrodku, dwupoziomowe, niekiedy wyk┼éadane od wewn─ůtrz drewnem, jakimi┼Ť okleinami dzikimi w kwiaty. Mia┼éo to te┼╝ urok lat 90.: jedzie olbrzymi poniemiecki tramwaj, noc, jeden z ostatnich rejs├│w, niekt├│rzy ┼Ťpi─ů, inni pij─ů browara, kto┼Ť tam si─Ö ob┼Ťciskuje z ty┼éu. 46 wygl─ůda┼éo jak taki ma┼éy transatlantyk ÔÇô z ┼üodzi, przez Zgierz, do Ozorkowa.

Do tego mia┼éem wtedy jeszcze pieska, z kt├│rym przemierza┼éem ogromne nieznane osiedle. ┬áMieszka tu dwadzie┼Ťcia tysi─Öcy ludzi, jedna trzecia ludno┼Ťci Zgierza. Ta ma┼éomiasteczkowa spo┼éeczno┼Ť─ç by┼éa dla mnie czym┼Ť nowym, ciekawym, intryguj─ůcym, barwnym. Jej sprawy, pogaw─Ödki, styl bycia.

Wszystko razem spowodowa┼éo, ┼╝e by┼éem otwarty na przekazy i rozmowy, kt├│re nosi┼éem w sobie, po czym wrzuca┼éem na Facebooka. Robi┼éem z tego albo czysty dialog, albo narracj─Ö, w kt├│rej od kogo┼Ť pochodzi┼éa tylko puenta, a ode mnie ÔÇô opis. Zacz─ů┼éem si─Ö bawi─ç w minimalizm realistyczny ├á la Marek Nowakowski ponowoczesno┼Ťci, w ma┼ée formy: rozb┼éyski, obrazki, scenki. To, co p├│┼║niej zebra┼éo si─Ö na zbiorek wydany w BookRage pod tytu┼éem ÔÇ×TransmisjeÔÇŁ, to by┼éy takie w┼éa┼Ťnie transmisje: z tramwaju, spod sklepu, ze skwerka, bloku.

A potem to ┼║r├│d┼éo wysch┼éo?

Po paru latach. Piesek pojecha┼é do mojej mamy, moja dziewczyna sta┼éa si─Ö moj─ů ┼╝on─ů, a przenosz─ůc si─Ö do Czarnego, podj─ů┼éem prac─Ö zdaln─ů, kt├│ra z czasem coraz bardziej wyklucza┼éa mnie ze spo┼éeczno┼Ťci ludzkiej. Teraz podr├│┼╝e s─ů wydarzeniami. Popsu┼é si─Ö tak┼╝e transport mi─Ödzy Zgierzem a ┼üodzi─ů, od jakich┼Ť dw├│ch lat nie ma mi─Ödzy nimi ┼╝adnej linii tramwajowej. S─ů jakie┼Ť autobusy zast─Öpcze, ca┼éa podr├│┼╝ jest m─Ök─ů, wi─Öc najcz─Ö┼Ťciej korzystam z ┼ü├│dzkiej Kolei Aglomeracyjnej, w kt├│rej nie dziej─ů si─Ö ju┼╝ takie ciekawe rzeczy, jak w nocnych i porannych tramwajach 46. Dlatego skupi┼éem si─Ö bardziej na postach polityczno-absurdalnych i j─Özykowych ni┼╝ na narracjach.

Czyli gdy zmienia si─Ö twoje otoczenie ÔÇô bod┼║ce, okazje, sytuacje ÔÇô to zmienia si─Ö te┼╝ spos├│b pisania. Ciekawe! A przy tym s┼éysz─Ö, ┼╝e nawet w mowie, mimochodem, potrafisz wspomnie─ç o ÔÇ×landarach jak galeony z poniemieckich szrot├│wÔÇŁ. Mo┼╝e nasz wywiad b─Ödzie przypomina┼é twoj─ů proz─Ö.

Mo┼╝e, bo ju┼╝ par─Ö os├│b zwraca┼éo mi uwag─Ö, ┼╝e pisz─Ö w znacznej mierze tak, jak m├│wi─Ö. Ale te┼╝ oczywi┼Ťcie dbam o to, ┼╝eby w narracji ÔÇ×na pi┼ŤmieÔÇŁ znale┼║─ç jakie┼Ť od┼Ťwi─Ötne s┼éowo, fraz─Ö, rytm. Czyli co┼Ť, co odr├│┼╝ni kawa┼éek napisany od m├│wionego.

W┼éa┼Ťnie ukaza┼é si─Ö tw├│j zbi├│r ÔÇ×Moja osobaÔÇŁ. Rzeczywi┼Ťcie jest do┼Ť─ç osobisty. Na przyk┼éad w otwieraj─ůcym tek┼Ťcie opisujesz relacj─Ö syna z nieobecnym ojcem (kt├│ry zmar┼é dwie dekady temu). Potem w ÔÇ×MyszyÔÇŁ opowiadasz o zaburzeniach l─Ökowych sprzed kilkunastu lat, z okresu du┼╝ego bezrobocia. Na ko┼äcu ksi─ů┼╝ki sam sobie zadajesz pytanie, jak odr├│┼╝ni─ç autobiografi─Ö od ta┼äca na rurze. My┼Ťlisz, ┼╝e odr├│┼╝ni┼ée┼Ť?

Nie wiem. S─ůdz─Ö, ┼╝e to czytelnicy i recenzenci oceni─ů. Natomiast ten ostatni tekst, o ÔÇ×Mojej walceÔÇŁ Knausg├ąrda, jest dla mnie kluczowy. Pierwsza ksi─Öga ukazuje upadek ojca, tam przez kilkadziesi─ůt stron ci─ůgnie si─Ö opis mieszkania, w kt├│rym umar┼é ten ojciec, jego stopniowej degradacji, odcinania si─Ö od ┼Ťwiata. To ma te┼╝ silnie naturalistyczny wymiar: zasikane ko┼édry, stosy butelek, brud, smr├│d. A potem w ostatniej ksi─Ödze zakwestionowany zostaje ca┼éy wieloletni trud autora, jego praca, namys┼é, to, co on bierze za odwag─Ö pisarsk─ů. Stryj Knausg├ąrda m├│wi mu: ÔÇ×Nie, to nie tak by┼éo. To si─Ö nie zgadza, to si─Ö nie zgadza, to si─Ö nie zgadza, tu doda┼ée┼Ť, tu do┼éo┼╝y┼ée┼Ť, tu nie pami─Ötasz. A poza tym dlaczego przedstawiasz ojca jako potwora? Przecie┼╝ to twoja rodzina zniszczy┼éa tego cz┼éowieka!ÔÇŁ.

No i takie to s─ů dylematy. By┼éem wychowywany w przekonaniu, ┼╝e arty┼Ťcie, pisarzowi, autorowi wolno wszystko. ┼╗e je┼Ťli jest dysponentem swojego ┼╝ycia, to r├│wnie┼╝ fragment├│w ┼╝ycia innych ludzi, bo jego w┼éasna biografia nie rozwija┼éa si─Ö przecie┼╝ w pr├│┼╝ni. Ale tu ┼éatwo o manipulacj─Ö. Mo┼╝esz pokaza─ç siebie jako sierotk─Ö Marysi─Ö do┼Ťwiadczon─ů przez los, a innych ÔÇô jako tych, kt├│rzy dokuczali, nie rozumieli, porzucali, zdradzali. Mo┼╝esz wykorzystywa─ç tw├│rczo┼Ť─ç do rewan┼╝u, charakteryzuj─ůc by┼é─ů dziewczyn─Ö czy by┼éego partnera jako kogo┼Ť nieczu┼éego, pustego; kogo┼Ť, kto ci─Ö ogranicza┼é, uniemo┼╝liwia┼é ci rozw├│j. W dodatku autorzy cz─Östo nie zadaj─ů sobie trudu, ┼╝eby si─Ö zastanowi─ç na przyk┼éad nad tym, czy kto┼Ť, z kim ┼é─ůczy┼éa ci─Ö relacja intymna lub przyjacielska trzydzie┼Ťci lat temu, chce figurowa─ç w twojej ksi─ů┼╝ce. Nawet pod pseudonimem, nawet w kominiarce, kt├│r─ů dla niego wydziergasz.

A zarazem autor tekst├│w autobiograficznych jest w imadle, bo je┼Ťli pisa─ç o sobie, to tylko szczerze. Wybitni arty┼Ťci mog─ů uprawia─ç autokreacj─Ö: po kilkudziesi─Öciu latach kariery spisuj─ů swoje losy, wspominaj─ůc wielkie premiery, wielkie ksi─ů┼╝ki, wielkich ludzi, oferuj─ů uczone rady, bon moty i tak dalej. Ale je┼Ťli chcesz opowiedzie─ç o jakim┼Ť do┼Ťwiadczeniu, traumie, prze┼╝yciu, prze┼éomie, si┼é─ů rzeczy piszesz te┼╝ o innych ludziach.

To s─ů kwestie, kt├│re bardzo mnie poruszy┼éy przy czytaniu sz├│stej ksi─Ögi ÔÇ×Mojej walkiÔÇŁ. I dlatego ten tekst o Knausg├ąrdzie wie┼äczy ksi─ů┼╝k─Ö. On j─ů komentuje, z niego patrz─Ö na pozosta┼ée teksty, czyli te, w kt├│rych opowiadam o swoich triumfach, upadkach, rado┼Ťciach i b├│lu.

Ojciec pojawia si─Ö i w pierwszej ksi─Ödze u Knausg├ąrda, i na pocz─ůtku twojej ksi─ů┼╝ki.

Otwieraj─ůcy tekst dotyczy mojego ojca, jego upadku i narodzin mojego z kolei syna. A esej ostatni jest w┼éa┼Ťnie opowie┼Ťci─ů o Knausg├ąrdzie ÔÇô o tym, czy mo┼╝na napisa─ç ÔÇ×wszystkoÔÇŁ o w┼éasnym ojcu. I jeszcze o tym, jak sam jestem dzisiaj ojcem i na przyk┼éad patrz─Ö na swojego trzyletniego Gucia bawi─ůcego si─Ö na pla┼╝y. To jest klamra, wewn─ůtrz kt├│rej odbywa si─Ö ca┼éa ta opowie┼Ť─ç, ÔÇ×Moja osobaÔÇŁ.

Stara┼éem si─Ö, ┼╝eby teksty nie by┼éy u┼éo┼╝one przypadkowo. W─ůtki i motywy, kt├│re si─Ö w nich pojawiaj─ů, te┼╝ nie s─ů przypadkowe. Zale┼╝a┼éo mi na tym, ┼╝eby si─Ö wzajemnie przeplata┼éy, komentowa┼éy, uzupe┼énia┼éy.

W wielu przypadkach powtarza si─Ö te┼╝ pewna strategia kompozycyjna. Przez kilka, mo┼╝e kilkana┼Ťcie stron malujesz zdarzenia, przyk┼éady, konkrety, po czym w paru zdaniach to prze┼éamujesz i przechodzisz do szerszych diagnoz.

W tych tekstach zdecydowa┼éem si─Ö na form─Ö eseju, ale w Polsce to albo jest taki ci─Ö┼╝ki, naukowy, filologiczny gatunek, obwieszony lianami przypis├│w, sam hermetyczny i do hermetycznej grupy skierowany, albo erudycyjny fajerwerk, w kt├│rym nie do ko┼äca chodzi o indywidualne prze┼╝ycia. Marek Bie┼äczyk mo┼╝e opowiada─ç o ┼Ťmierci matki, ale musi to owin─ů─ç w BarthesÔÇÖa, we Francj─Ö, w strukturalist├│w. A mnie fascynuje ameryka┼äska sztuka eseju: David Foster Wallace, George Saunders i inni. Chc─Ö, ┼╝eby tekst p┼éywa┼é na r├│┼╝nych poziomach, ┼╝eby przechodzi┼é od og├│lnego do prywatnego ÔÇô i z powrotem.

Jednocze┼Ťnie ta wk┼éadka osobista jest czym┼Ť, co sam rzucam na szal─Ö. Nie jestem w┼éa┼Ťcicielem terrarium, gdzie sobie ogl─ůdam jakich┼Ť tam ludzik├│w i o nich pisz─Ö, ┼╝e oni cierpi─ů, oni si─Ö bawi─ů, oni to, oni tamto. Gdzie bior─Ö cytaty, dowody anegdotyczne, obserwacje i z tego lepi─Ö zdystansowan─ů opowie┼Ť─ç o dziwnych ludziach ┼╝yj─ůcych w p├│┼║nym polskim kapitalizmie. Nie, ja pokazuj─Ö, ┼╝e te┼╝ w tym jestem, i swoj─ů osob─ů za┼Ťwiadczam o wiarygodno┼Ťci tej opowie┼Ťci.

Szeroki kontekst wida─ç r├│wnie┼╝ w zamieszczanych przez ciebie bibliografiach.

Nie usiad┼éem przecie┼╝ na g┼éazie i nie wymy┼Ťli┼éem sobie portretu socjologicznego bia┼éego ameryka┼äskiego czterdziestolatka, etap├│w transformacji wn─Ötrza polskiego domu albo tego, jak wygl─ůda globalna sie─ç Ingvara Kamprada. Te bibliografie wskazuj─ů, ┼╝e moje my┼Ťli nie s─ů tylko moje, nie rodz─ů si─Ö z niczego, tylko s─ů efektem licznych lektur, interpretacji i analiz.

Skoro ju┼╝ rozmawiamy o kwestiach formalnych, to znacz─ůcy jest dla mnie tytu┼é pierwszego tekstu ÔÇ×Mojej osobyÔÇŁ, a jednocze┼Ťnie jego ostatnie s┼éowa: ÔÇ×Wszystko jeszcze mog┼éo si─Ö uda─çÔÇŁ. Traktuj─Ö to jako zapowied┼║ ca┼éej reszty zbioru ÔÇô zapowied┼║ historii, w kt├│rej nie wszystko si─Ö uda┼éo.

To jest ten moment narodzin dziecka, w kt├│rym wyobra┼╝asz sobie, ┼╝e ono b─Ödzie, kim chce, zrobi, co chce, osi─ůgnie, co chce. A p├│┼║niej ┼╝ycie to bole┼Ťnie weryfikuje, zar├│wno w przestrzeni rodzinnej, jak i w przestrzeni szkolnej, w przestrzeni pracy, kapitalizmu i Polski. Nigdy wszystko si─Ö nie spe┼énia i trzeba walczy─ç z demonami, kt├│re nas defasonuj─ů, urabiaj─ů, zmieniaj─ů nam ┼Ťcie┼╝ki ┼╝ycia. I ja w┼éa┼Ťnie pokazuj─Ö w ksi─ů┼╝ce, jak si─Ö te moje ┼Ťcie┼╝ki zmienia┼éy.

Zmienia┼éy si─Ö bardzo wyra┼║nie. Mo┼╝e wr─Öcz da┼éoby si─Ö tej ksi─ů┼╝ce nada─ç tytu┼é ÔÇ×Moje osobyÔÇŁ?

Mo┼╝e, bo s─ů tu teksty opowiadaj─ůce o r├│┼╝nych fazach ┼╝ycia. Dzieci┼ästwo, pierwszy rok studi├│w, lata po studiach, przed trzydziestk─ů, ko┼éo czterdziestki, po czterdziestceÔÇŽ Nie od┼╝egnuj─Ö si─Ö od swojego ┼╝ycia, ale to fakt, ┼╝e ten osiemnastolatek, na kt├│rego teraz patrz─Ö, jest do┼Ť─ç odleg┼é─ů ode mnie osob─ů. Czy nawet ten cz┼éowiek przed trzydziestk─ů.

Po trzydziestce zacz─Ö┼éo si─Ö moje stopniowe wybudzanie z kapitalistycznego snu. Nie mam tutaj na my┼Ťli ani koszmaru, ani b┼éogiej drzemki, ale po prostu to, ┼╝e kapitalizm w wydaniu neoliberalnym by┼é wsz─Ödzie dooko┼éa, jak powietrze. ┼╗y┼éem w nim i zarazem go nie widzia┼éem. W 1989 roku mia┼éem trzyna┼Ťcie lat i kiedy wjecha┼éy najntisy, by┼éa to dla mnie nowa rzeczywisto┼Ť─ç, kt├│ra od A do Z wytapetowa┼éa mi ┼Ťwiat. Traktowa┼éem j─ů jako norm─Ö, nie w─ůtpi┼éem, ┼╝e tak ma by─ç, nie zadawa┼éem ┼╝adnych pyta┼ä. To by┼éo naturalne, powszechne, wszyscy uwa┼╝ali tak samo, nie szukano alternatyw. Z wszelkimi konsekwencjami, o kt├│rych pisz─Ö w tym zbiorze ÔÇô na przyk┼éad tak─ů, ┼╝e w┼éasne pora┼╝ki zawodowe, finansowe, spo┼éeczne uznawa┼éem za wy┼é─ůcznie swoje i sam siebie za nie obwinia┼éem. Nie pomy┼Ťla┼éem nawet, ┼╝e bior─Ö udzia┼é w grze, w kt├│rej nie mog─Ö wygra─ç.

I w ko┼äcu gdzie┼Ť oko┼éo 2010 roku zacz─ů┼éem czyta─ç w internecie r├│┼╝nych fajnych lewicowc├│w. Najpierw by┼é TTDKN, taka grupa lewicuj─ůcych racjonalist├│w, ch┼éopak├│w i dziewczyn, kt├│rzy zaproponowali zupe┼énie co┼Ť nowego, je┼Ťli chodzi o patrzenie na rzeczywisto┼Ť─ç.

Wyja┼Ťnijmy czytelniczkom i czytelnikom, ┼╝e ten skr├│towiec w oficjalnej wersji oznacza ÔÇ×Think Tank ┬źDyskurs ÔÇô Kultura ÔÇô Nauka┬╗ÔÇŁ. Ma te┼╝ rozwini─Öcie nieformalne, kt├│re mo┼╝emy tutaj pomin─ů─ç.

Sk┼éad tej grupy przez wiele lat si─Ö zmienia┼é. Ale generalnie byli to Bartek Kuzia, Micha┼é Radomi┼é Wi┼Ťniewski, Marceli Szpak, Katarzyna Paprota, chyba Wojciech Orli┼äski i ca┼ée towarzystwo, kt├│re si─Ö wok├│┼é nich kr─Öci┼éo. Dzi─Öki nim zacz─ů┼éem szuka─ç nowych lektur, nowych wyzwa┼ä. Dot─ůd by┼éem zblazowany, po paromiesi─Öcznym epizodzie korwinowskim na studiach w┼éa┼Ťciwie nie udziela┼éem si─Ö ju┼╝ politycznie, nie chodzi┼éem na wybory, wszystkich mia┼éem za jednakowych oszo┼éom├│w. I pewnego dnia, tygodnia, miesi─ůca u┼Ťwiadomi┼éem sobie, ┼╝e trwa┼éem w iluzji, we ┼Ťnie. W tym z┼éudzeniu kapitalizm by┼é jedynym mo┼╝liwym porz─ůdkiem, bezalternatywnym ┼éadem, nieruchom─ů hierarchi─ů, w kt├│rej to zawsze ja jestem winny i mam to, co mam, bo na to zas┼éu┼╝y┼éem, a rynek, kapitalizm, system s─ů sprawiedliwe i odmierzaj─ů ci tyle, na ile zas┼éugujesz. Widocznie gdybym si─Ö bardziej stara┼é, by┼é bystrzejszy, nie poszed┼é na polonistyk─Ö, tylko na inny kierunek, po studiach robi┼é co┼Ť tam, co┼Ť tamÔÇŽ

Wcze┼Ťniej wstawa┼é, d┼║wiga┼é wi─Ökszy ci─Ö┼╝arÔÇŽ

ÔÇŽto by mi by┼éo o wiele lepiej. Nie musia┼ébym si─Ö czo┼éga─ç przez wiele lat przez te wszystkie bezrobocia, prace za najni┼╝sz─ů krajow─ů, prace na czarno, prace dorywcze, prace na stacji benzynowej, w sieci├│wkach odzie┼╝owych i tym podobne. Tak w┼éa┼Ťnie ┼Ťni┼éem.

No to popatrzmy na tego s┼éonia w salonie. Jak zauwa┼╝y┼é Kacper Pob┼éocki, autor wydanego w 2017 roku ÔÇ×Kapitalizmu. Historii kr├│tkiego trwaniaÔÇŁ, przez poprzednie pi─Ö─çdziesi─ůt lat nie powsta┼éa w Polsce ┼╝adna ksi─ů┼╝ka o istocie i genezie kapitalizmu. R├│wnie┼╝ przez ─çwier─ç wieku III RP. To te┼╝ pokazuje, ┼╝e kapitalizm jest jak powietrze, kt├│rym oddychamy.

Chocia┼╝ teraz to si─Ö zmienia, na przyk┼éad ┼Ťrodowisko ÔÇ×Le Monde DiplomatiqueÔÇŁ wydaje sporo ksi─ů┼╝ek o polskim kapitalizmie.

W swojej prozie facebookowej pos┼éugiwa┼ée┼Ť si─Ö nieraz fraz─ů: ÔÇ×Nie orientuj─Ö si─Ö za bardzo, w kt├│rej akurat fazie kapitalizmu wszyscy tutaj ┼╝yjemy, aleÔÇŽÔÇŁ. Min─Ö┼éo par─Ö lat, wi─Öc spr├│buj─Ö poci─ůgn─ů─ç ci─Ö tutaj za j─Özyk. W kt├│rej fazie kapitalizmu ┼╝yjemy?

W bardzo ciekawej. Z jednej strony to kapitalizm apokaliptyczny: kapitalizm zm─Öczenia, kapitalizm wypalenia, kapitalizm stresu, kapitalizm niepewno┼Ťci pracy. Do tego gro┼║ba katastrofy klimatycznej.

To apokalipsa w podw├│jnym sensie, prawda? Zar├│wno wielka zmiana i katastrofa, jak te┼╝ ods┼éoni─Öcie, ujawnienie. Moment, w kt├│rym wida─ç powietrze.

Tak. Ale z drugiej strony nigdy chyba nie mieli┼Ťmy na wyci─ůgni─Öcie r─Öki a┼╝ tylu przyjemno┼Ťci: od podr├│┼╝y zagranicznych, przez jedzenie, seks, znajomo┼Ťci, kontakt z lud┼║mi, kt├│rych nigdy nie zobaczymy na oczy, po dobra kulturalne.

W ka┼╝dym razie nawet w tej p├│┼║nej fazie kapitalizm ┼éatwo nie zniknie, bo to co┼Ť jak genialny zab├│jca, jak predator. Naprawd─Ö trudno wymy┼Ťli─ç, jak mia┼éby w przewidywalnej przysz┼éo┼Ťci zosta─ç zast─ůpiony innym ustrojem.

Jest takie powiedzenie, ┼╝e ┼éatwiej wyobrazi─ç sobie koniec ┼Ťwiata ni┼╝ koniec kapitalizmu.

Ten system jest w niezwyk┼éy spos├│b uodporniony na krytyk─Ö. Po prostu j─ů wch┼éania i robi z niej produkt. Pr├│bowa┼éem to zobrazowa─ç, pisz─ůc w ÔÇ×Mojej osobieÔÇŁ o Kubie Wojew├│dzkim, kt├│ry jest zminiaturyzowanym symbolem-ambasadorem kapitalizmu. Wszelkie zarzuty wobec siebie obraca w absurd, w ┼╝art, sam siebie nimi obra┼╝a, ┼╝eby nie by┼éo, ┼╝e nie ma do siebie dystansu ÔÇô i pyk, i krytyki nie ma. Tak samo kapitalizm: nie b─Ödzie si─Ö nawet za bardzo opiera┼é, tylko wch┼éonie koszulk─Ö z Che Guevar─ů, ruchy ekologiczne, bezkompromisowe zespo┼éy muzyczne, kt├│re najpierw krzycz─ů gniewnie, ┼╝e trzeba co┼Ť zmieni─ç, a zaraz ju┼╝ jad─ů w globaln─ů supertras─Ö koncertow─ů i reklamuj─ů jakie┼Ť fajne produkty.

Natomiast ko┼äczy si─Ö jedna z opowie┼Ťci o tym systemie, zw┼éaszcza w naszym krajowym wydaniu. Bo kiedy patrz─Ö dzisiaj na ┬áwypowiedzi Balcerowicza, Lisa, Piaseckiego czy Olejnik, to wiem, ┼╝e zbli┼╝a si─Ö ostatnie plenum polskiego hurraoptymistycznego kapitalizmu.

Sztandar wyprowadzi─ç?

Dzi┼Ť ju┼╝ nie tak ┼éatwo znale┼║─ç amator├│w, kt├│rzy jeden do jednego ┼éykaliby t─Ö propagand─Ö. Podczas tej nieszcz─Ösnej akcji z czekoladowym or┼éem, kt├│rej towarzyszy┼éy wzmo┼╝one teksty typu ÔÇ×Polska to fantastyczny krajÔÇŁ, widzia┼éem, ┼╝e w najr├│┼╝niejszych ┼Ťrodowiskach zwyczajnie pukano si─Ö w czo┼éo. O czym oni m├│wi─ů? Tu ludzie zasuwaj─ů na umowach ┼Ťmieciowych, dwa czy trzy miliony wyjecha┼éy z kraju za chlebem, najcz─Östsza pensja to jakie┼Ť 1500 z┼éotych, a oni: ÔÇ×Polska to fantastyczny krajÔÇŁ No owszem, je┼Ťli jak Dominika Wielowieyska siedzisz od ─çwier─ç wieku w korporacji medialnej na wysokim stanowisku, to mo┼╝esz sobie tak m├│wi─ç i ta┼äczy─ç doko┼éa ptaka z czekolady.

Coraz trudniej utrzyma─ç powag─Ö, s┼éuchaj─ůc o karierze od zera do milionera, o tym, ┼╝e mo┼╝esz za┼éo┼╝y─ç sobie nowego AppleÔÇÖa w gara┼╝u. M┼éodzi ludzie nie wierz─ů ju┼╝ w to, ┼╝e znakomite wykszta┼écenie, dwa j─Özyki, trzy j─Özyki, dwa kierunki, Erasmusy zagwarantuj─ů ci ┼Ťwietn─ů prac─Ö (a je┼Ťli nie zagwarantuj─ů, to jest to twoja wina). To wida─ç te┼╝ po powstaniu partii Razem, karierze polityczno-medialnej Zandberga, Dziemianowicz-B─ůk, Zawiszy, Biejat i Koniecznego, dzia┼éalno┼Ťci ┼Üpiewaka czy znacznym zwi─Ökszeniu sprzeda┼╝y ÔÇ×Nowego ObywatelaÔÇŁ. Ludzie zwracaj─ů si─Ö w t─Ö stron─Ö, bo nawet je┼Ťli nie s─ů lewicowcami, nie maj─ů z┼éudze┼ä. Wiedz─ů, ┼╝e czeka ich ci─Ö┼╝ka praca, kredyt, sp┼éacanie kredytu i nic poza tym. To euforyczne stadium ÔÇ×Jeste┼Ť zwyci─Özc─ůÔÇŁ ju┼╝ si─Ö ko┼äczy i mam nadziej─Ö, ┼╝e sko┼äczy si─Ö jak najszybciej.

Zr├│bmy przebie┼╝k─Ö przez to, co piszesz o kapitalizmie. Na przyk┼éad w ÔÇ×Silent discoÔÇŁ analizujesz ha┼éas.

Jestem dzieciakiem wychowanym na ┼é├│dzkich przedmie┼Ťciach, na Chojnach, w kamienicy, w kt├│rej ┼╝yli ludzie urodzeni jeszcze za cara. Pami─Ötam konaj─ůcy PRL, kiedy kto┼Ť, kto mia┼é magnetofon czy telefon, by┼é herosem, wydarzeniem. No i raptem bum, lata 90., wszyscy w ┼üodzi wylatuj─ů z pracy, dostaj─ů odprawy, kupuj─ů sobie odtwarzacze Akai, magnetofony Sanyo. W lokalach pojawia si─Ö muzyka, zaczyna je┼║dzi─ç Family Frost: gigantyczne kolorowe Las Vegas na k├│┼ékach, g┼éo┼Ťne, w niesko┼äczono┼Ť─ç informuj─ůce, ┼╝e mo┼╝esz ot tak zej┼Ť─ç i kupi─ç lody. P├│┼║niej przyjdzie kolejne t─ůpni─Öcie: telefony kom├│rkowe. Nagle wszyscy ko┼éo ciebie m├│wi─ů.

Jasne, w PRL-u te┼╝ nie by┼éo tak jak w dystopijnych filmach o ustrojach totalitarnych, w kt├│rych szare milcz─ůce twarze jad─ů w szarym tramwaju w szary poranek do pracy szarej i beznadziejnej. Niemniej w III RP wszyscy zacz─Öli m├│wi─ç, komunikowa─ç si─Ö, krzycze─ç. I teraz cisza jest czym┼Ť, czego musisz si─Ö naszuka─ç albo po prostu sobie kupi─ç. Ha┼éas sta┼é si─Ö te┼╝ zagro┼╝eniem dla ┼Ťrodowiska. Z czego nie zdajemy sobie sprawy, bo zanieczyszczenie to dla nas brud, ┼Ťmieci, smog, kolorowe od chemikali├│w rzeki.

Metafora powraca: hałas niedostrzegalny jak powietrze.

Kiedy jad─Ö do Warszawy, widz─Ö, jak ha┼éas zmienia krajobraz, bo je┼╝d┼╝─Ö w tunelach z ekran├│w d┼║wi─Ökoch┼éonnych. Sam te┼╝ zreszt─ů za chwil─Ö b─Öd─Ö mia┼é 300 metr├│w od bloku S14 i zamiast Lasu Krogulec przyjdzie mi podziwia─ç ÔÇô je┼Ťli pieni─Ödzy na nie oczywi┼Ťcie wystarczy ÔÇô mur z ekran├│w akustycznych. Zatem ta walka ciszy z ha┼éasem toczy si─Ö w sferze prywatnej (o to, czemu pan tak g┼éo┼Ťno gada, czemu tamto dziecko p┼éacze), ale r├│wnie┼╝ ma wp┼éyw na to, jak wygl─ůdaj─ů miasta i przedmie┼Ťcia, jak wygl─ůda nasze ┼╝ycie.

Jako symptomy kapitalizmu zidentyfikowali┼Ťmy wi─Öc wojn─Ö ciszy z ha┼éasem oraz Kub─Ö Wojew├│dzkiego. Dodatkowo jest to system, kt├│ry wtr─ůca ludzi w r├│┼╝ne frustracje, l─Öki, zaburzenia. To si─Ö pojawia w ÔÇ×MyszyÔÇŁ i w tek┼Ťcie ÔÇ×Ten cz┼éowieczek ju┼╝ wi─Öcej nie mo┼╝eÔÇŁ.

Tak, bo w obydwu (w eseju o Kubie Wojew├│dzkim zreszt─ů te┼╝) pisz─Ö r├│wnie┼╝ o pochodnej kapitalizmu, czyli indywidualizmie. Jedna jego strona wygl─ůda tak, ┼╝e jeste┼Ť kowalem w┼éasnego losu, jednostk─ů, kt├│rej nikt ju┼╝ nie mo┼╝e niczego narzuca─ç, mo┼╝esz si─Ö tylko rozwija─ç w niesko┼äczono┼Ť─ç w dowolnej przestrzeni. To te┼╝ taki pokaz si┼éy: ja to ja, chc─Ö m├│wi─ç g┼éo┼Ťno albo g┼éo┼Ťno si─Ö zachowywa─ç, nie ┼╝ycz─Ö sobie, ┼╝eby kto┼Ť mnie ogranicza┼é. A jednocze┼Ťnie ten indywidualizm ma r├│wnie┼╝ drug─ů, mroczniejsz─ů stron─Ö. Je┼Ťli osi─ůgniesz sukces, tworzysz z siebie superjednostk─Ö odporn─ů na mr├│z i przeciwno┼Ťci losu. Ale je┼Ťli ci si─Ö nie uda, te┼╝ zostajesz z tym sam. Wszystko bierzesz sobie do czachy.

Naprawd─Ö mia┼éem tak─ů faz─Ö, ┼╝e si─Ö wstydzi┼éem wyj┼Ť─ç z domu, bo ba┼éem si─Ö, ┼╝e kto┼Ť mi powie: kurna, stary, dlaczego ty nie masz pracy? We┼║ si─Ö za jak─ůkolwiek prac─Ö! A by┼é taki okres w historii ┼üodzi, kr├│tko po 2000 roku, ┼╝e nawet jakiejkolwiek nie by┼éo. Albo kto┼Ť trzyma┼é ci─Ö na okresie pr├│bnym, po czym m├│wi┼é ci ÔÇ×cze┼Ť─çÔÇŁ i ca┼é─ů zabaw─Ö zaczyna┼ée┼Ť od nowa: wysy┼éanie CV, rozmowy, i tak dalej. Kiedy w takich warunkach winisz siebie za wszystko, to zaszczuwasz si─Ö i doprowadzasz do atak├│w paniki, depresji, nerwicy i bardzo niskiej samooceny. Zreszt─ů je┼Ťli ju┼╝ wejdziesz w tryby jakiej┼Ť kiepsko p┼éatnej pracy na drugim ko┼äcu miasta, gdzie nikt ci─Ö nie szanuje i ty sam nie szanujesz tego, co robisz, to p├│┼║niej te┼╝ bardzo trudno z tego si─Ö wyrwa─ç. Bo to jednak jest ÔÇô my┼Ťlisz sobie, przegrywie ÔÇô zatrudnienie i sta┼éy doch├│d.

Le┼╝ysz wi─Öc na kanapie, pr├│bowa┼ée┼Ť ju┼╝ wszystkiego, nic si─Ö nie udaje. Dodatkowo masz przed sob─ů wizj─Ö: co to b─Ödzie, kiedy kogo┼Ť poznam, gdzie wtedy mieszka─ç, za co b─Ödziemy ┼╝yli, za co wyedukujemy dzieci, jak─ů opiek─Ö lekarsk─ů im zapewnimy. Wtedy przychodzi wa┼╝ny moment, ┬ákt├│ry pokazuj─Ö we wspomnianych tekstach i w tym autobiograficznym wyziewie o Korwinie. Mo┼╝esz by─ç ┼Ťwietnie wykszta┼éconym go┼Ťciem, zabawowym, towarzyskim, wra┼╝liwym, ale nadchodzi taki kryzys w twoim ┼╝yciu, ┼╝e to ca┼ée pole si┼éowe zostaje wy┼é─ůczone i spada. Jeste┼Ť nagi. Widzisz, ┼╝e twoje przewagi, przymioty, zalety, za kt├│re mo┼╝e nawet d┼éugo by┼ée┼Ť chwalony, nic nie znacz─ů w tej brutalnej rozgrywce, ┬áchwili pr├│by. Zostajesz ty ÔÇô sfrustrowany, w┼Ťciek┼éy na wszystko, otwarty na przestrza┼é, z w┼é─ůczonym non stop internetem. Mo┼╝e ci─Ö wtedy zainfekowa─ç cokolwiek i cz─Östo zale┼╝y od przypadku, co ci si─Ö akurat przyklei do m├│zgu i zacznie w tobie rosn─ů─ç. Mo┼╝esz nie wiadomo kiedy zosta─ç faszyst─ů, agresywnym frustratem, nabuzowanym bucem i zaczniesz nienawidzi─ç mniejszo┼Ťci, kobiet, imigrant├│w, psiarzy, kociarzy, graczy, lewak├│w, szatyn├│w i kogo tam jeszcze. Wszystkich!

Możesz zostać Adasiem Miauczyńskim.

Albo incelem.

Nie m├│wi─Ö tego, ┼╝eby usprawiedliwia─ç ludzi, kt├│rzy krzywdz─ů innych ÔÇô tak┼╝e werbalnie, w internecie, za pomoc─ů jakich┼Ť dzbanersko-hejterskich komentarzy. Chc─Ö tylko pokaza─ç, ┼╝e oni nie wyturlali si─Ö z ┼éona mamusi jako brunatni, ksenofobiczni mizogini. Cz─Ö┼Ť─ç z nich jest tam, gdzie jest, i p┼éonie od nienawi┼Ťci, dlatego ┼╝e nikt im nie pom├│g┼é, nie wspar┼é ich, nie pokaza┼é lepszej drogi.

W ÔÇ×Mojej osobieÔÇŁ kilkakrotnie pojawia si─Ö w─ůtek toksycznej m─Ösko┼Ťci.

Opowiadam mi─Ödzy innymi o ÔÇ×UpadkuÔÇŁ z Michaelem Douglasem, kt├│ry przez d┼éugie lata by┼é moim ulubionym filmem. Obejrza┼éem go znowu dwa lata temu i oniemia┼éem. To by┼éo jak o┼Ťwiecenie, jak satori. Kiedy┼Ť ten g┼é├│wny bohater, D-Fens, by┼é dla mnie takim fajnym antysystemowcem. A teraz zobaczy┼éem jakiego┼Ť ┬áprzykrego kolesia, nieumiej─ůcego zrozumie─ç, ┼╝e kobieta jest te┼╝ cz┼éowiekiem, autonomicznym, z w┼éasnym zdaniem. Zobaczy┼éem agresywnego faceta, kt├│ry nie umie rozmawia─ç, otworzy─ç si─Ö na inn─ů osob─Ö, kt├│ry nie mo┼╝e znie┼Ť─ç tego, ┼╝e kto┼Ť powiedzia┼é mu ÔÇ×nieÔÇŁ. I zobaczy┼éem te┼╝ m─Ö┼╝czyzn─Ö w odwiecznej roli ojca-kodyfikatora m├│wi─ůcego, co jest dla jego bliskich dobre, a co nie. Jak w tej wstrz─ůsaj─ůcej scenie, w kt├│rej na urodzinach c├│reczki D-Fens narzuca rodzinie, kiedy i jak ma si─Ö dobrze bawi─ç ÔÇô i nie rozumie, ┼╝e komu┼Ť taka tresura mo┼╝e nie odpowiada─ç.

Ujrza┼éem r├│wnie┼╝ pod┼éo┼╝e tych problem├│w. Poza nieprzepracowanymi negatywnymi wzorcami m─Ösko┼Ťci takim pod┼éo┼╝em jest to, ┼╝e D-Fens straci┼é prac─Ö i potwornie si─Ö tego wstydzi, kisi wstyd i ┼╝al w sobie. Przed w┼éasn─ů matk─ů nie chce si─Ö do tego przyzna─ç, ka┼╝dego dnia wychodzi niby do pracy i je┼║dzi bez sensu po Los Angeles. A do tego trwa w jakiej┼Ť iluzji przesz┼éo┼Ťci, mieszka w retrotopii lat 60., lat m┼éodo┼Ťci i chwa┼éy. Nie umie nawet tego wszystkiego nazwa─ç, wyrazi─ç swoich emocji i potrzeb. Dlatego si─Öga po przemoc jako j─Özyk, za pomoc─ů kt├│rego zacznie komunikowa─ç si─Ö ze ┼Ťwiatem.

Z Adasiem Miauczy┼äskim by┼éo bardzo podobnie. Sam go kiedy┼Ť naprawd─Ö lubi┼éem, on jest kultowym bohaterem, kt├│ry ka┼╝demu si─Ö podoba, bo to taki fajny go┼Ť─ç, bluzga i rzuca soczystymi ┼╝artami. Ale kiedy obejrzysz ÔÇ×Dzie┼ä ┼ŤwiraÔÇŁ uwa┼╝nie i wypiszesz na kartce, na kogo Miauczy┼äski wrzeszczy, kogo obarcza win─ů, kogo atakuje, to wygl─ůda to bardzo s┼éabo i ┼║le. W jego kaznodziejskich, w┼Ťciek┼éych tyradach nie ma polityk├│w, nie ma miliarder├│w, nie ma episkopatu, nie ma cwaniak├│w wysysaj─ůcych ten kraj; s─ů kobiety, s─ůsiedzi, kt├│rzy wyprowadzaj─ů psy, jest kto┼Ť, kto zbyt g┼éo┼Ťno puszcza muzyk─Ö, albo robotnik. To jego wrogowie zast─Öpczy, bo Ada┼Ť, podobnie jak D-Fens z ÔÇ×UpadkuÔÇŁ, podobnie jak bohater ÔÇ×Zabi─ç prezydentaÔÇŁ, bohater ÔÇ×Taks├│wkarzaÔÇŁ, bohater ÔÇ×God Bless AmericaÔÇŁ, do┼Ťwiadcza kapitalizmu w najpodlejszej postaci i pragnie rewan┼╝u. Tyle ┼╝e jest ma┼éy problem. Ten system go niszczy, ale on nie jest w stanie wznie┼Ť─ç si─Ö ponad to i zrozumie─ç czy zobaczy─ç, czyj─ů jest ofiar─ů, kto mu tak do┼éo┼╝y┼é. My┼Ťli, ┼╝e winni s─ů inni ludzie, ci najbli┼╝ej niego; dlatego ich w┼éa┼Ťnie atakuje. A naj┼éatwiej, oczywi┼Ťcie, zaatakowa─ç najs┼éabszych.

Przypomnia┼éa mi si─Ö modlitwa Polaka z ÔÇ×Dnia ┼ŤwiraÔÇŁ. Je┼Ťli tak na ni─ů spojrze─ç, to robi si─Ö nagle przera┼╝aj─ůca.

To jest straszny film, kt├│ry zaszkodzi┼é tylu polskim umys┼éom ÔÇô zw┼éaszcza m─Öskim. Do dzisiaj ludzie z rado┼Ťci─ů i satysfakcj─ů ogl─ůdaj─ů ÔÇ×Dzie┼ä ┼ŤwiraÔÇŁ, i r├│┼╝ne koszmarne sprawy s─ů dla nich zupe┼énie przezroczyste. Przecie┼╝ Ada┼Ť bije w twarz kobiet─Ö za to, ┼╝e si─Ö z nim k┼é├│ci, wymy┼Ťla kogo┼Ť od ÔÇ×jebanych t┼éumok├│wÔÇŁ, swoj─ů ┼╝on─Ö wyzywa od ÔÇ×suki, kurwyÔÇŁ. I ludzie rechocz─ů, ┼╝e to takie ┼Ťmieszne, ohohohoho, jaki zadziorny frustrat. A Miauczy┼äski po prostu nie rozumie, kto go tak urz─ůdzi┼é, kto go zniszczy┼é i doprowadzi┼é do tej nerwicy natr─Öctw i depresji. Jedyne, co mu zostaje, to marszczenie ego i wspominkiÔÇŽ Tak jak dla D-Fensa z ÔÇ×UpadkuÔÇŁ retrotopi─ů by┼éa pot─Ö┼╝na Ameryka lat 60., tak dla Adasia s─ů ni─ů lata m┼éodo┼Ťci i studi├│w. Wzdycha do jakiej┼Ť dawnej mi┼éo┼Ťci i trwa w nierealnej iluzji, kt├│ra si─Ö nigdy nie zi┼Ťci┼éa i nie zi┼Ťci.

Wychodzi na to, ┼╝e ÔÇ×Dzie┼ä ┼ŤwiraÔÇŁ to film-destylat. Zosta┼é zrobiony ÔÇô najwyra┼║niej ÔÇô ca┼ékiem na serio, bez wynurzenia, autorefleksji. Dlatego dzisiaj pewien mechanizm spo┼éeczny ujawnia si─Ö w nim z ca┼é─ů ostro┼Ťci─ů.

Ogl─ůdanie polskiego kina sprzed lat to niesamowite do┼Ťwiadczenie. Czy b─Öd─ů to komedie, czy ÔÇ×Dzie┼ä ┼ŤwiraÔÇŁ, ÔÇ×PsyÔÇŁ, czy ÔÇ×KrollÔÇŁ ÔÇô to jest jak muzeum dzbanerstwa, jakiego┼Ť dzikiego prekapitalizmu i patriarchatu w jako┼Ťci porno. Z dzisiejszej perspektywy postawy i zachowania tych postaci m─Öskich wygl─ůdaj─ů tak dziwacznie i odstr─Öczaj─ůco, jakby kto┼Ť to wszystko udawa┼é, ┼╝artowa┼é, graj─ůc, a nie w to ┼Ťmiertelnie powa┼╝nie wierzy┼é.

Ale kto┼Ť wierzy┼é.

Niestety wierzył.

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy ┼Ťrodowisko zaanga┼╝owane w walk─Ö z podzia┼éami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzi─Öki Waszemu wsparciu!
Ko┼Ťci├│┼é i lewica si─Ö wykluczaj─ů?
Nie ÔÇô w Kontakcie ┼é─ůczymy lewicow─ů wra┼╝liwo┼Ť─ç z katolick─ů nauk─ů spo┼éeczn─ů.

I u┼╝ywamy plik├│w cookies. Dowiedz si─Ö wi─Öcej: Polityka prywatno┼Ťci. zamknij ├Ś